Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Buddyzm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania
Religie Synkretyczne

ISLAM <<== - Sulejman Wspaniały

Sulejman Wspaniały

Sulejman Sulejman Wspaniały (1494-1566) Sulejman, zwany Wspaniałym przez Europejczyków, Prawodawcą przez Turków, urodził się prawdopodobnie w Trabzonie (Trebizondzie) na wybrzeżu Morza Czar-nego 6 listopada 1494 roku, czyli w tym samym roku, w którym jego ojciec, książę Selim, objął urząd guber-natora prowincji. Trabzon został odebrany Komnenom około trzydziestu lat wcześniej przez Mehmeda II.

Miasto przez długi czas prosperowało dzięki swemu po-łożeniu między światem greckim, Kaukazem a krajami islamu, na skrzyżowaniu kilku szlaków przemierzanych przez liczne karawany. W końcu to ważne centrum han-dlowe zmogły w równej mierze wewnętrzne walki jak ataki muzułmanów. Piętnastego sierpnia 1461 roku ostatni cesarz, Dawid, opuszczony przez sojuszników, przekazał klucze miasta sułtanowi, który zawiózł go jako swego jeńca do Stambułu. Tam został zgładzony kilka lat później.
(...)

Od pierwszych dni sprawowania władzy Sulejman pokazał, że będzie rządził w imperium ręką twardą, ale sprawiedliwą. „Moim najważniejszym rozkazem – napisał do gubernatora Egiptu – rozkazem równie kategorycznym i bezwzględnym jak przeznaczenie, jest by bogaci i biedni, miasta i wsie, poddani i lennicy, by wszyscy byli ci niezwłocznie posłuszni. Jeśli niektórzy ociągają się choć trochę z wypełnianiem swoich obowiązków, choćby byli emirami bądź fakirami, nie wahaj się i wymierz im najwyższą karę”.

Gdy w 1520 roku Sulejman przypasuje miecz Osmana, ma dwadzieścia pięć lat. Dysponujemy kilkoma jego opisami, między innymi autorstwa weneckiego ambasadora Bartolomeo Contariniego. „Jest wysoki, lecz szczupły, drobnej kompleksji. Jego nos jest trochę przydługi, rysy delikatne, nos orli. Ma cień wąsika pod nosem i krótką brodę. Wygląda przyjemnie, choć jest trochę blady”. Ten opis pokrywa się dość dokładnie z portretem z profilu nakreślonym przez Albrechta Dürera w 1526 roku. Artysta nigdy nie spotkał Sulejmana, narysował go na podstawie opisów Wenecjan.

Inny rysunek, nieco późniejszy, autorstwa Hieronymusa Hopfera, powiela portret Dürera, lecz ukazuje drugi profil. Oba te portrety są podobne do jeszcze innego, z tym że na nim osmański władca wydaje się starszy. Wszyscy portreciści ukazują garbaty nos nad wąską górną wargą, dość wydatny podbródek, małe uszy, szyję długą i szczupłą. Frapujące jest podobieństwo Sulejmana do jego pradziadka Mehmeda Zdobywcy, którego sportretował Gentile Bellini.

Na twarzy Sulejmana maluje się powaga, a wyraz ten akcentuje turban zsunięty prawie nad same oczy, jak Sulejman zwykł go nosić. Jego spokój i zimna krew sprawiają, że jest przeciwieństwem swego ojca, gwałtownego i porywczego. Jest w nim zdystansowanie i naturalny majestat, ma w sobie cechy potężnego padyszacha, który jak jego przodek aspiruje do władania światem.

Nowy sułtan jest pobożnym muzułmaninem, lecz wolnym od fanatyzmu. Świadczy o tym jego stosunek do szyitów, w każdym razie na początku panowania. Jest tolerancyjny wobec chrześcijan, jak nakazuje islam, będzie się od nich domagał jedynie wywiązywania się z ich zobowiązań, między innymi podatkowych. Poza tym wyznanie poddanych niebędących muzułmanami jest mu obojętne.

Gdy Sulejman obejmuje władzę, Imperium Osmańskie dysponuje ogromnym bogactwem i niezrównaną pozycją w świecie islamu. Państwo mameluckie zostało rozgromione, Syria i Egipt są zaanektowane – padyszach i zarazem kalif, i obrońca Świętych Miast cieszy się wielkim prestiżem. Teraz skarbce sułtanów Kairu i dochody obu państw należą do niego. Safawidzi zostali zneutralizowani, zapewne tymczasowo, a porażki, jakie Bajazyt zadał Wenecjanom pod koniec swego panowania, pokazały chrześcijańskim mocarstwom, że w przyszłości będą miały na morzu groźnego przeciwnika.

Selim dokończył dzieła poprzedników i armia turecka stała się najlepszą armią epoki. Dodajmy do tego, że Sulejman nie jest dyletantem w sztuce kierowania ludźmi, a to dzięki temu, że przez około dziesięciu lat rządził kilkoma prowincjami.

Tak więc przyszłość jest pełna obietnic dla młodego sułtana, dziesiątego z dynastii, jak dziesięć jest palców u rąk, jak dziesięciu towarzyszy Proroka – liczba doskonała dla muzułmanów. Czy imię Sulejman, nadane mu przez otwarcie na chybił trafił Koranu, nie jest imieniem jednego z władców starożytności otoczonego na Wschodzie największą czcią, imieniem króla Salomona, któremu Bóg dał, jak Dawidowi, „mądrość i wiedzę”?

Pierwszy bunt w imperium

Sulejman przedsięwziął wszelkie środki, by z góry unieszkodliwić potencjalnych rywali. W rodzinie nie było takowych od czasu masakr zarządzonych przez Selima. Janczarzy byli zadowoleni z pieniędzy, jakie dostali, i z obietnic, jakie im złożono. Ludność i kupcy z radością powitali objęcie tronu przez młodego władcę, któremu przypisywano wszelkie zalety. Sulejman nie miał czego się obawiać ani w Stambule, ani w sąsiednich prowincjach.

Tymczasem wybuchł bunt: w Egipcie, gdzie nikt się tego nie spodziewał. Na Wschodzie, podobnie jak w Europie w tych czasach, nie brakowało ludzi żądnych władzy. Silnej osobowości dość łatwo było znaleźć pieniądze i ludzi potrzebnych do podjęcia próby wykrojenia sobie jakiegoś ksiąstewka. Tym razem taką próbę podjął dygnitarz Porty.

Kiedy Selim zdobywał Egipt, pewien emir, Canberdi Gazali, zdradził mameluckiego sułtana, Tumanbaja, i przeszedł na stronę Osmanów. W nagrodę został mianowany gubernatorem Syrii. Jednak jego przywiązanie do sułtana Konstantynopola nie było bardziej szczere niż przywiązanie do sułtana Kairu. Zaczął od zajęcia cytadeli w Damaszku, potem zdobył Bejrut i Trypolis oraz wybrzeże między tymi dwoma miastami. Zaproponował gubernatorowi Egiptu, Hayra Bejowi, by do niego dołączył. „Całkowicie się zgadzam – odrzekł ów. – Zdobądź najpierw Aleppo a wszystko pójdzie gładko. Wówczas przyślę moje wojska”. Jednocześnie kazał ostrzec Sulejmana.

Gazali wpadł w pułapkę. Oblegał Aleppo w sile piętnastu tysięcy jazdy i ośmiu tysięcy arkebuzerów przez półtora miesiąca – bezskutecznie. Tymczasem oddziały wysłane przez sułtana pod wodzą Ferhada Paszy zbliżały się forsownym marszem. Gazali odstąpił od oblężenia i skierował się ku Damaszkowi. Proklamował się sułtanem. Lecz teraz Ferhad Pasza stał już pod murami miasta z czterdziestoma tysiącami kawalerii i silną artylerią. Gazali, widząc, że wszystko stracone, wydał bitwę. Oddziały osmańskie były osiem razy liczniejsze niż jego. Został pokonany i zginął kilka dni później podczas ucieczki.

Zarządzanie Syrią powierzono Ayasowi Paszy, który był agą (aa) janczarów za Selima I, podczas gdy Ferhad Pasza wycofał się do Aksaray w środkowej Anatolii, skąd mógł obserwować ruchy armii Safawidów. Szach Isma’il został wcześniej uprzedzony o buncie Gazaliego, któremu nie szczędził słów zachęty i obietnic, i szybko zgromadził swoje wojska na wypadek, gdyby spisek się powiódł i nadarzyła się w ten sposób okazja do wyrównania rachunków za Czałdyran. Spotkał go zawód, niemniej zgodnie z wymogami protokołu obowiązującego wschodnich władców wysłał do Sulejmana gratulacje z powodu udanej kampanii w Syrii.

Niewiele lat miało upłynąć, nim stosunki między dwoma imperiami znów stały się napięte. Sulejman będzie musiał nieustannie pamiętać o obecności na wschodniej flance przeciwnika, zawsze gotowego do ataku. Na początku panowania będzie dość zręcznie manewrował w kontaktach z Isma’ilem, tak by nie obawiać się konfliktu z tej strony, podczas gdy sam będzie wojował w Europie.

Wróg Karola V

Sulejman jest już solidnie usadowiony na tronie: może rozpocząć realizację osmańskiej polityki w kierunku zachodnim. Młody sułtan od dawna się do tego przygotowywał. Jeszcze będąc następcą tronu, bezustannie zbierał informacje o polityce wielkich państw europejskich, o ich władcach, wojskach, stosunkach handlowych; spotykał się z zagranicznymi wysłannikami, często z weneckimi bailo. Stolica imperium była bardzo ważnym ośrodkiem wymiany handlowej, leżała na skrzyżowaniu szlaków łączących oba kontynenty.

W XVI wieku tak jak obecnie krążyło tutaj mnóstwo interesujących informacji. Prawie wszyscy w służbie u sułtana byli zislamizowanymi chrześcijanami pochodzenia słowiańskiego, greckiego lub albańskiego. „Obok kancelarii prowadzonej po turecku i grecku funkcjonowała kancelaria w języku starocerkiewnym”. Seraj jest szeroko otwarty na świat i świetnie zorientowany w tym, co dzieje się w Azji i w Europie, dzięki szpiegom, których Porta utrzymuje niemal wszędzie, między innymi w Wenecji.

Tak więc sułtan wie, że w 1519 roku – zaledwie dwa lata wcześniej – po śmierci Maksymiliana I doszło do zawziętej rywalizacji o koronę Świętego Cesarstwa Rzymskiego między królem Francji Franciszkiem I a Habsburgiem, Karolem V.

Ten ostatni w końcu zwyciężył dzięki wekslom Fuggerów – Sulejman nigdy nie uzna jego cesarskiego tytułu i będzie zawsze o nim mówił jako o „królu Hiszpanii”. Lecz sułtan wie także, że po wyborze Karola zamysł krucjaty jest całkiem żywotny w Europie i mimo kolejnych porażek inicjatyw papieża i władców niebezpieczeństwo, że świat chrześcijański zjednoczy się przeciwko niemu, stało się jak najbardziej realne.

Sobór laterański, który obradował w latach 1512–1517, podjął temat przyszłej wyprawy krzyżowej i w bulli Postquam ad universalis Leon X ponownie wezwał książąt i królów na wojnę świętą przeciwko Turkom.

Osmański władca się nie lęka. Oczywiście, że teraz miejsce słabych, biednych i podzielonych państw dawnej Europy zajęły królestwa wyposażone w znaczące środki militarne i finansowe, zasobne też w ludzi, którym nie brak odwagi i determinacji. Jednak jego siły przewyższają siły każdego z tych królestw wziętych osobno. A kraje europejskie są podzielone i pochłaniają je sprawy religijne – właśnie rozpoczęła się reformacja – co tylko zwiększa dzielące je różnice. A jednak wciąż tli się duch krucjaty. Bez względu na toczone spory królowie i książęta chrześcijańscy w jednym zawsze się zgadzają: chcą walczyć z Turkami.

Dla Sulejmana zagrożenie wcale nie jest urojone. Na czele chrześcijańskiej Europy stoi teraz Karol V, cesarz rzymsko-niemiecki, na którego głowie spoczywają korony Hiszpanii, Obojga Sycylii, Niderlandów i Austrii. Ten bezkompromisowy katolik uważa, że jego głównym obowiązkiem jest zjednoczenie władców i poprowadzenie ich do walki z niewiernymi. Tym mniej będzie skłonny do zrezygnowania z wyprawy krzyżowej, że zmuszony był szybko zmienić zdanie co do Sulejmana: początkowo sądził, jak wszyscy w Europie, że to dworzanin, a nie wojownik, lecz niebawem spostrzegł, że młody książę, który do tej pory żył w cieniu swego strasznego ojca, jest mężem ambitnym i może się okazać walecznym żołnierzem.

Tak więc z jednej strony mamy Sulejmana, widzącego naprzeciwko siebie Europę rządzoną przez silnych władców, którzy marzą tylko o tym, by go zniszczyć, z drugiej zaś Karola V, królów i książąt, którzy wypatrują okazji, by rzucić się na Turczyna i zepchnąć go do Azji. Sułtan, kierowany swoimi ambicjami i obowiązkami gaziego, będzie niemal nieprzerwanie walczył, by powiększać ziemie islamu i odpierać zagrożenie, jakim jest dla niego świat chrześcijański; Europejczycy będą się bić o to, by powstrzymać napór zachłannego niewiernego, wyrzucić go z kontynentu i – jeśli to możliwe – unicestwić. Oczywiście na tak schematycznie nakreślony obraz trzeba nanieść niuanse: z czasem sprawy nie będą już tak proste.

Na Morzu Śródziemnym regularnie toczą się zawzięte bitwy o porty Afryki Północnej. Przez cały czas swego panowania Karol V będzie usiłował przesunąć granice Hiszpanii na południe od Morza Śródziemnego, wierny idei Izabeli Katolickiej, która bezustannie powtarzała, że rekonkwista zostanie zakończona dopiero wówczas, gdy zachodnie Morze Śródziemne stanie się „hiszpańskim jeziorem”. Lecz przynajmniej na razie najważniejsze wydarzenia rozgrywają się gdzie indziej. Karol V szybko nabiera przekonania, że po wschodnim interludium Selima Osmanowie ponownie zaczną przeć na północ, w kierunku Europy.

Jaką przeszkodę postawić na ich drodze? Jaką tamę wznieść, by powstrzymać ich napór? Karol V postanawia, że powierzy obronę Europy Środkowej swemu bratu Ferdynandowi, z którym dzieli się spadkiem po Maksymilianie I. W 1521 roku żeni Ferdynanda z Anną, siostrą króla Węgier Ludwika II Jagiellończyka, i w następnym roku tenże monarcha poślubia siostrę Ferdynanda. Cesarz chce doprowadzić do tego, by Ferdynand został królem Węgier (i Czech), w razie gdyby Ludwik nie miał dzieci, i w ten sposób powiększyć cesarstwo aż po granice świata słowiańskiego. Marna to była riposta na tureckie zagrożenie, tym bardziej że sam Karol V zostanie wkrótce sparaliżowany w Hiszpanii przez powstanie comuneros, a w Niemczech przez burzę reformacji – tej pomocy Turcy się nie spodziewali.

W sprawie tureckiego zagrożenia Karol V często nie będzie się zgadzał z bratem. Dla Karola priorytetem jest przywrócenie jedności chrześcijan w obrębie Świętego Cesarstwa, obecnie ogarniętego chaosem. Zamierza włączyć do swego państwa Burgundię i Italię, tocząc o nie spór dynastyczny z tym, który przez trzydzieści lat będzie jego przeciwnikiem – królem Francji, Franciszkiem I. Jego środki są ograniczone, tak jak były ograniczone te Maksymiliana i jak zawsze będą ograniczone środki pozostające do dyspozycji Habsburgów.

Zignoruje apele papieża Hadriana VI, który prosi go o ogłoszenie dwuletniego rozejmu na zachodzie, by przygotować wojnę z Turkami; tak samo będzie ignorował niemal wszystkie wezwania brata. Zaplątany w europejskie sprawy, stale przejęty problemami religijnymi, które stały się obsesją dla szczerze wierzącego chrześcijanina, jakim jest, Karol V nigdy nie będzie miał możliwości, by w pełni zaangażować się w walkę z Osmanami. Marzenie o odzyskaniu Konstantynopola na czele wielkiej chrześcijańskiej krucjaty pozostanie marzeniem, którego ani jemu, ani jego następcom nie uda się zrealizować. W tym szczęście uśmiechnęło się do Sulejmana – on też nigdy nie będzie mógł zrealizować swego marzenia do końca, to znaczy zewrzeć się z Karolem V na polu bitwy, pokonać go i zająć Wiedeń i Rzym.

Niemal bezustanny konflikt między światem chrześcijańskim a Osmanami, który rozpocznie się około 1520 roku, będzie trwał aż do końca stulecia. Wciągnie w wir walki całą Europę i Bliski Wschód: Wenecję i Genuę, bezpośrednio zainteresowane ze względu na ich bliższe i dalsze posiadłości, zmuszone do lawirowania między potężnymi przeciwnikami; Francję, która szybko zrozumie, jak przydatny może być wschodni sprzymierzeniec, by chronić się przed zagrożeniem niemiecko-hiszpańskim; protestanckich książąt niemieckich, rozdartych między pokusą wykorzystania Turka do osłabienia katolickiego cesarza a niechęcią do czerpania korzyści, choćby pośrednio, z pomocy niewiernych.

W Persji w konflikt włączy się Safawida, polityczny i religijny przeciwnik Osmanów. Taką grę będą toczyć wielkie mocarstwa aż do bitwy pod Lepanto, a nawet jeszcze dłużej, aż do zawarcia turecko-cesarskiego pokoju w 1606 roku.

Belgrad zdobyty

Od kiedy w końcu XIV wieku zniknęły z mapy Bałkanów państwa serbskie i bułgarskie, a w wiek później padło Bizancjum, głównym przeciwnikiem Imperium Osmańskiego w Europie Wschodniej jest królestwo Węgier. Za Jánosa Hunyadyego i jego syna Macieja Korwina kraj doskonale wywiązywał się ze swej funkcji zapory przeciwko niewiernym. Korwin nawet snuł plany krucjaty mającej na celu przegnanie Turków z Bałkanów. Lecz od tamtych czasów Węgry osłabły.

Po śmierci Macieja Korwina szlachta wybrała na króla miernego Władysława II Jagiellończyka. Jego następca, Ludwik II, okazał się równie mało wybitny. Ani jeden, ani drugi nie potrafił wykorzystać nieobecności Osmanów, zajętych swoimi sprawami w Persji i Egipcie, by przywrócić ład w królestwie i przygotować się do wojny. Pokój zawarty w 1503 roku formalnie nie został zerwany, lecz walki między paszami sułtana i feudałami węgierskiego króla nigdy nie ustały. I wydarzył się incydent, który rzucił iskrę na beczkę prochu: Węgrzy zabili wysłannika Konstantynopola, który zgłosił się po roczny trybut, jaki Sulejman zaproponował w zamian za odnowienie pokoju. Sułtan wpadł w straszny gniew. To było coś więcej niż pretekst do wszczęcia wojny.

W Konstantynopolu przygotowania trwały całą zimę 1520 roku. Zwołano spahisów z prowincji, do nich dołączyły nieregularne oddziały. Na całej trasie, jaką miało pokonać wojsko, doręczono nakazy rekwizycji żywności i zwierząt, jak również miejscowych rzemieślników. Naprawiono mosty i drogi.

Celem Sulejmana był Belgrad, brama do krain naddunajskich. Kiedy już ta warownia zostanie zdobyta, doliny Dunaju, Sawy i Cisy doprowadzą jego wojska do Wiednia i Budapesztu. W poprzednim stuleciu Mehmed II poniósł porażkę pod Belgradem. Sulejman pomści tę klęskę.

Sześć tygodni przed ustalonym terminem wymarszu wojsk na pierwszym dziedzińcu cesarskiego pałacu wywieszono dwa z sześciu sztandarów z końskimi ogonami (tug), będących oznakami najwyższej władzy. Gdy wyznaczony termin minął, zostały uroczyście zaniesione do Davud Paszy, pierwszego obozu poza Stambułem, gdzie znajdowali się janczarzy i pozostałe formacje, jak również rzemieślnicy towarzyszący armii podczas kampanii wojennej.

Wszystkie znaki wskazywały Węgrom, że grozi im zalanie nową falą turecką. Wezwali na pomoc Europę, ale ta się wykpiła. Wenecja, która negocjowała akurat bardzo korzystny układ handlowy z Portą, papież, który miał inne zmartwienia, król Polski, cesarz – wszyscy mieli pretekst, by nie interweniować. Sejm Rzeszy w Wormacji istotnie miał poważniejsze problemy: w tym samym miesiącu, w którym węgierski wysłannik prosił o pomoc, Marcin Luter zerwał więzi z Kościołem. W Niemczech władze miały inne sprawy do załatwienia, nie w głowie im było zajmowanie się Turkami. Cesarz Karol V poradził królowi Węgier Ludwikowi II, by wynegocjował z sułtanem rozejm, dla zyskania czasu. Rada byłaby dobra, gdyby Sulejman był w nastoju do rozmów – a tak oczywiście nie było.

Szóstego lutego 1521 roku Sulejman Wspaniały wyruszał z wielką pompą na swoją pierwszą wyprawę wojenną.

Wymarsz sułtana na wojnę zawsze był wspaniałym widowiskiem, demonstracją siły przeznaczoną dla innych monarchów i cesarzy, dokładnie informowanych przez swoich ambasadorów. Pochód otwiera sześć tysięcy jeźdźców z gwardii cesarskiej. Dosiadają rasowych koni, siodła i uprzęże lśnią, a oni sami, odziani w pyszne aksamity i jedwabie, połyskują złotem. Łuk na ramieniu, w prawym ręku krótki miecz; po lewej strzały i tarcza. Przy siodle buzdygan, przez pierś przepasana zakrzywiona szabla zdobiona szlachetnymi kamieniami. Nad nakryciem głowy z cienkiej niebieskiej bawełny powiewają czarne pióra: nie mają ani hełmu, ani zbroi, w jakiej tylu chrześcijańskich rycerzy poległo lub zostało pojmanych w niewolę. Za nimi janczarzy, wszyscy skromnie odziani w uniformy tej samej barwy. Na głowie mają wysoką czapę z białej pilśni, z opadającym do tyłu „rękawem” i piórem na czubku. Cały ten oddział defiluje w milczeniu.

Dalej idą pałacowi dygnitarze, za nimi gwardia cesarska i żołnierze piechoty, z łukiem w ręku. Stajenni prowadzą za uzdę piękne wierzchowce z błyszczącą uprzężą. Za nimi jedzie sułtan na wspaniałym rumaku. Odziany w suknię z haftowanego jedwabiu, ma na głowie wysoki turban zwieńczony egretą z diamentów i kamieni szlachetnych. Za nim podąża trzech paziów: jeden trzyma flakon z wodą, drugi – płaszcz, trzeci – szkatułkę. Wreszcie idą eunuchowie z prywatnej służby sułtana oraz szlachetnie urodzeni gwardziści: dwustu młodzieńców wybranych spośród najbardziej zasłużonych paziów i spośród synów wielkich rodów tureckich lub wasali sułtana. W bitwach bronią go za cenę własnego życia.

Marsz długiego węża tureckich oddziałów zawsze odbywa się według ściśle określonego planu. Obóz zwija się o świcie, by zatrzymać się w południe w z góry obranym miejscu, gdzie wszystko jest gotowe na przyjęcie sułtana i jego orszaku. Pośrodku stoi namiot Sulejmana, równie okazały jak sala Pałacu, a obok niego namiot wielkiego wezyra i wysokich dygnitarzy Porty. Ten obszar otaczają wymalowane płócienne płachty, stwarzające iluzję muru. Dokoła rozkładają się oddziały będące bezpośrednio w służbie u sułtana: janczarzy i spahisi Porty, dalej zaś – spahisi z prowincji i inne oddziały. Następnego dnia rano wojsko kontynuuje marsz. W oddziałach panuje żelazna dyscyplina, która zadziwia chrześcijan. Za każdą szkodę wyrządzoną czyjejś własności należy się odszkodowanie, za wszystko, co zostało kupione, trzeba zapłacić. Żołnierze plądrujący pola i ogrody są natychmiast karani śmiercią.

Maszerując przez Edirne i Płowdiw, wojsko szybko dotarło do Sofii, gdzie wkrótce przybył wezyr Ferhad Pasza, a za nim kilka tysięcy wielbłądów obładowanych działami i amunicją. Chrześcijanie zamieszkujący Sofię, Semendrię i Widyń musieli dostarczyć dziesięć tysięcy wozów pszenicy i jęczmienia. Tak więc na północ wyruszyła potężna armia: jeden korpus pod dowództwem Haina Ahmeda Paszy w kierunku Šabac nad Sawą, drugi z Mehmedem Mihalolu Bejem na czele ku Siedmiogrodowi. Trzecia kolumna dowodzona przez wielkiego wezyra Piri Paszę zmierzała bezpośrednio na Belgrad. Sulejman towarzyszył oddziałom maszerującym na Šabac.

Wielki wezyr Piri Pasza obozował już od kilku tygodni pod murami Belgradu, gdy Sulejman dołączył do niego z resztą armii. Natychmiast ustawiono armaty na wyspie znajdującej się w miejscu, gdzie Sawa wpada do Dunaju. Zgodnie z tradycyjną taktyką Osmanów, rozpoczęły bezustanne bombardowanie cytadeli. Przez trzy tygodnie szturmy następowały po szturmach, bezskutecznie, aż Sulejman, idąc za radą francuskiego lub włoskiego „renegata”, nakazał wysadzenie w powietrze największej wieży warowni. Kilkaset węgierskich i serbskich obrońców walczyło bohatersko do dnia, w którym kierowani „nienawiścią religijną” Serbowie – jedni byli katolikami, inni prawosławnymi – poddali się w zamian za obietnicę uratowania życia. Większość Węgrów została zmasakrowana. Co do Serbów, zawieziono ich do Konstantynopola i osiedlono nieopodal miasta, w miejscu dawnej Petry, w lesie porastającym europejski brzeg Bosforu, który po dziś dzień zwany jest Lasem Belgradzkim. Główny kościół Belgradu został przerobiony na meczet. Sulejman odmówił w nim pierwszą modlitwę piątkową.

Wieść o sukcesie armii osmańskiej szybko rozeszła się po Europie. Wysłannicy Wenecji, Rosji i Raguzy jako pierwsi przybyli, by złożyć gratulacje Sulejmanowi. W rzeczywistości upadek jednej z najważniejszych twierdz Europy Wschodniej, bastionu chrześcijaństwa, „bramy do Węgier”, napełniało narody chrześcijańskie strachem i niepokojem o przyszłość. Ghislin de Busbecq, przenikliwy ambasador Ferdynanda w Stambule, napisze trzydzieści lat później:

„Upadek Belgradu leży u źródeł dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazły się Węgry w następnych latach. To on spowodował śmierć króla Ludwika, zajęcie Budapesztu, okupację Siedmiogrodu, upadek kwitnącego królestwa i obawę sąsiednich nacji, że spotka je podobny los… Wydarzenia te powinny posłużyć za lekcję dla chrześcijańskich władców i wykazać im jasno, że jeśli nie chcą zginąć, muszą umocnić swoje fortyfikacje i twierdze przeciwko wrogowi. Wojska tureckie są jak potężne rzeki o wezbranych deszczami wodach, które napotkawszy szczeliny w powstrzymujących je wałach, wlewają się w nie i powodują nieskończone straty. Tak samo Turcy, kiedy wysadzili w powietrze tamy, które ich powstrzymują, rozlewają się i powodują przechodzące ludzkie wyobrażenie zniszczenia”.

Niewiele lat upłynie, nim Sulejman znów skieruje swe kroki ku naddunajskim krajom. Chrześcijanie raz jeszcze wykażą się brakiem jedności. Raz jeszcze zostaną pokonani, a potem Węgry znikną z mapy świata.

Kawalerowie wygnani z Rodos

Nie tracąc czasu – od jego wstąpienia na tron minął zaledwie rok – Sulejman znów okazał się zupełnie innym człowiekiem, niż rozmiłowany w przyjemnościach niedojda, jakiego Europa początkowo w nim widziała: przygotował drugą wyprawę. Tym razem w zupełnie innym kierunku: przeciwko Rodos.

W 1480 roku Mehmed Zdobywca poniósł porażkę na brzegach wyspy Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana. Czterdzieści lat później Sulejman miał jeszcze więcej powodów, by położyć kres dominacji kawalerów rodyjskich na Morzu Śródziemnym. Opuściwszy Akkę w końcu XIII wieku, ci mnisi rycerze osiedlili się na Rodos i uczynili z wyspy potężną bazę wojskową, z której kontrolowali okoliczne morze. Plądrowali wybrzeża Azji Mniejszej i Syrii, stale zagrażali szlakom komunikacyjnym łączącym Aleksandrię z Konstantynopolem, którędy przewożono większość towarów z Egiptu do pozostałych części imperium. Przechwytywali tureckie statki handlowe, konfiskowali ich ładunek i brali w niewolę załogę.

Muzułmańscy pielgrzymi, którzy udawali się do Mekki drogą morską, stale narażeni byli na to, że stracą życie albo wolność. Kawalerowie rodyjscy służyli natomiast schronieniem i pomocą chrześcijańskim korsarzom i podczas niedawnej rewolty Canberdiego Gazaliego w Kairze posunęli się nawet do tego, że udzielili mu wsparcia. Sulejman postanowił ostatecznie rozprawić się z tą potęgą, stanowiącą stałe zagrożenie usytuowane zaledwie kilkadziesiąt mil od wybrzeża Azji Mniejszej. Drugi wezyr Çoban Mustafa Pasza i Kurdolu Musliheddin Reis, słynny wilk morski, którego sułtan darzył wielkim zaufaniem, namawiali go do jak najszybszego wyruszenia na tę ekspedycję.

W pierwszym rzędzie Sulejman upewnił się, że żadne państwo chrześcijańskie nie przyjdzie z pomocą kawalerom rodyjskim. Analiza sytuacji dała jednoznaczny wynik. W danej chwili nikt w Europie nie był skłonny poświęcić choćby jednego człowieka, nie mówiąc o statku, dla obrony wyspy.

Jeden Franciszek I chętnie pospieszyłby na ratunek joannitom, gdyby mógł. Lecz za każdym razem okoliczności temu nie sprzyjały. W 1518 roku wysłał Prégenta de Bidoux i Chanoy z misją na Rodos, by „wywiedzieć się i wysłuchać o sprawach Turka, prowadzić z nim wojnę i sprawiać mu kłopoty i wyrządzać szkody”.

W następnym roku, jako że zagrożenie stawało się coraz poważniejsze, wysłał do Lewantu niewielką flotę pod dowództwem Chanoy, ale ów zginął podczas ataku na Bejrut. W czerwcu 1521 roku wielkim mistrzem zakonu został Philippe Villiers de l’Isle Adam. Nim opuścił Francję, spotkał się z Franciszkiem I. Król obiecał mu pomoc i niemal natychmiast wydał rozkaz Bernardinowi, by wyruszył kilkoma statkami ku wyspie. Jednak kilka tygodni później wybuchła wojna z Karolem V i flota, która miała wspierać kawalerów rodyjskich, została skierowana do walki z Hiszpanami. Tak więc Villiers de l’Isle Adam nie miał na co liczyć ze strony francuskiego króla. Ani ze strony Karola V, zajętego wojowaniem z Franciszkiem I – który ponosił porażkę po porażce – i wszelakimi problemami wynikającymi z buntu Marcina Lutra i niepokojami społecznymi w Niemczech.

Sulejman nie miał czego się obawiać, chyba że Wenecji, która jako jedyna posiadała w tym regionie flotę dość potężną, by go niepokoić. Lecz podczas gdy w stoczniach Złotego Rogu budowa okrętów nabierała tempa, ambasador morskiej republiki, Marco Memmo, podpisał z osmańskim rządem liczący trzydzieści artykułów układ, bardzo korzystny dla weneckiego handlu. Piętnaście lat później niektóre z tych ustaleń znajdą się w pierwszych tak zwanych kapitulacjach – czy raczej w pierwszym układzie – z Francją.

Serenissima zobowiązała się także do płacenia Porcie trybutu w wysokości dziesięciu tysięcy dukatów za posiadanie Cypru i drugiego w wysokości pięciuset dukatów za Zante. Wenecja była gotowa na wszystko, byle utrzymać własny handel na Morzu Śródziemnym. Wysłała eskadrę, by przypatrzeć się ruchom tureckiej floty we wschodniej części Morza Śródziemnego, i kiedy upewniła się, że Cypr nie jest zagrożony, nakazała swej flocie powrót do bazy. Chrześcijańska Europa zostawiała kawalerów rodyjskich ich losowi – nawet papież Hadrian VI, który nie miał pieniędzy.

Wiedząc, że napotka tylko opór joannitów, 1 czerwca 1522 roku Sulejman wystosował do Villiers de l’Isle Adama list z żądaniem poddania się. Tak nakazuje prawo islamu. Cztery dni później Çoban Mustafa Pasza, mianowany dowódcą ekspedycji (seraskierem), opuścił Stambuł z flotą liczącą siedemset okrętów według osmańskiego historyka Haciego Halify, trzysta – według rozsądniejszych szacunków. Na pokładach znajdowało się dziesięć tysięcy ludzi oraz potężne działa. Osiemnastego czerwca sułtan wyruszył z Üsküdaru drogą lądową na czele stu tysięcy ludzi (chrześcijanie utrzymywali, że było ich znacznie więcej). Drugiego lipca bejlerbejowie (gubernatorzy) Rumelii i Anatolii, Kasm Pasza i Ayas Pasza, dołączyli do niego w Kütahyi i dwudziestego ósmego ogromna armia dotarła do Marmaris naprzeciwko Rodos, gdzie Sulejmana powitały, jak twierdzą kronikarze, wystrzały całej przeznaczonej do oblężenia artylerii: ponad sto dział, a „wśród nich dwanaście potwornych armat, z których dwie najsilniejsze miotały kamienne pociski mierzące od jedenastu do dwunastu palm”! Sułtan przeprowadził inspekcję pozycji i wydał rozkaz rozpoczęcia operacji.

Żelazna dyscyplina panująca w szeregach kawalerów rodyjskich sprawiała, że byli oni groźnym przeciwnikiem. Obronę miasta podzielono na siedem bastionów, za każdy odpowiadał jeden „naród”40. Po północnej stronie walczyli rycerze niemieccy, owerniaccy, francuscy i hiszpańscy. Naprzeciwko sektora francuskiego i niemieckiego stanęli tureccy żołnierze pod wodzą bejlerbeja Rumelii, Ayasa Paszy; walką w sektorze Owernii i Hiszpanii dowodził trzeci wezyr Hain Ahmed Pasza.

Najsroższy atak będzie przeprowadzony przez wezyra i seraskiera Çobana Mustafę Paszę na wschodzie, przeciwko bastionowi angielskiemu. Tutaj właśnie stanął namiot sułtana, na wzgórzu San Stefano, dominującym nad morzem. Przed bastionem Prowansji, na południu, znalazł się bejlerbej Anatolii, Kasm Pasza, a obok niego, przed bastionem włoskim, wielki wezyr Piri Pasza.

Wielki mistrz Villiers de l’Isle Adam usytuował swój sztab koło kościoła Świętej Marii Zwycięstwa, nieopodal portu. Dysponował siedmioma tysiącami ludzi, w tym sześciuset pięćdziesięcioma rycerzami i trzystoma marynarzami z Genui i Wenecji. Reszta jego oddziałów stanowiła niejednolitą mieszaninę: byli tam też mieszkańcy wyspy, wyposażeni w broń i pełni dobrej woli, ale bez doświadczenia bojowego. Wielki mistrz miał u swego boku Gabriela Tadiniego da Martinengo, utalentowanego lombardzkiego inżyniera i artylerzystę. Jednak zapasy prochu i amunicji nie starczyłyby na długie oblężenie.

Pierwszego sierpnia walkę rozpoczął bejlerbej Rumelii. Dwadzieścia jeden dział jednocześnie zaatakowało bastion niemiecki broniony przez rycerza Christopha Waldnera von Freundsteina, a dwadzieścia dwa inne – wieżę świętego Mikołaja. Czterdzieści dwie armaty wzięły na cel bastion angielski i hiszpański, a pięćdziesiąt – bastion włoski. Wszystkie te działa zagrzmiały jednocześnie, wydając z siebie iście piekielny huk. Czwartego września mina zrobiła szeroki wyłom w bastionie angielskim. Napastnicy natychmiast się tam rzucili, rozgorzała straszliwa bitwa. Jacques de Bourbon zapewnia, że zginęły w niej dwa tysiące Turków.

Sześć dni później przypuszczono następny szturm, też bez powodzenia, niemniej obrońcy stracili generała artylerii Guyota de Marsalhaca. Szturmy następowały po szturmach, nie załamując jednak obrony kawalerów rodyjskich, którzy za każdym razem odpierali Turków atakujących przez coraz to nowe wyłomy w murach. Sulejman chciał sprawę szybko zakończyć. Natomiast wielki mistrz usiłował zyskać na czasie. Wciąż żywił nadzieję, że w końcu chrześcijańskie narody przybędą z pomocą…

Dwudziestego trzeciego września Sulejman zarządził wielki atak. Heroldzi krzyczeli: „Jutro szturm, kamienie i ziemia należą do padyszacha, krew i dobra znajdą się w rękach zwycięzcy”. O świcie miny zrobiły nowe wyrwy w murach fortecy, potem janczarzy zaatakowali wszystkie bastiony jednocześnie. Lecz wszystkie ataki zostały odparte. Był to najstraszliwszy dzień oblężenia. Tego dnia, odnotował Jacques de Bourbon, całe miasto, duchowni i świeccy, walczyli z nadzwyczajnym bohaterstwem. Kobiety, nie zważając na niebezpieczeństwo, przynosiły walczącym chleb i wino albo ciężkie kamienie do zrzucania z murów na szturmujących.

Jedna z nich, Greczynka – donosi Jacobus Fontanus – która straciła kochanka na bastionie angielskim, wycałowała dwójkę swoich dzieci, po czym zasztyletowała je i rzuciła w ogień, mówiąc: „Aby Turek nie mógł was znieważyć ani za życia, ani w śmierci!”. Po czym otulona w zakrwawiony płaszcz mężczyzny, którego kochała, z mieczem w dłoni rzuciła się w wir bitwy i wnet zginęła.

Walki trwały cały dzień, a jedynym ich efektem była rosnąca liczba zabitych po obu stronach. Podobno Turcy stracili wówczas czterdzieści pięć tysięcy ludzi. Sulejman był rozwścieczony tą porażką. Obwinił o nią Ayasa Paszę, który natychmiast został aresztowany i złożony z urzędu. Następnego dnia sułtan uspokoił się, uwolnił Ayasa i przywrócił mu jego funkcję. Główną ofiarą klęski był seraskier Çoban Mustafa Pasza, mąż siostry Sulejmana, mianowany gubernatorem Egiptu i natychmiast zastąpiony Ahmedem Paszą, trzecim wezyrem.

Dwunastego października Osmanowie podejmują nową próbę, skupiając się tym razem na bastionie angielskim. Jednak aga janczarów zostaje ranny i Sulejman zarządza zaprzestanie walk. Mijają dwa miesiące, a dzień w dzień toczą się krwawe starcia. Trzydziestego listopada szturm na bastion Hiszpanii i Włoch kosztuje Turków trzy tysiące zabitych. Ahmed Pasza postanawia, że od tej chwili będzie używał tylko machin wojennych i artylerii.

Dziesięć dni później Sulejman proponuje wielkiemu mistrzowi negocjacje. Jeśli miasto podda się w przeciągu trzech dni, garnizon będzie mógł wycofać się, wolny; w razie odmowy nikt nie zostanie oszczędzony, „nawet koty”. Kapituła zakonu, która była zdecydowana poddać się, bo zapasy prochu i amunicji były na wyczerpaniu, odpowiedziała, że trzy dni to za mało, by skonsultować się z ludnością. Sulejman nakazał ponowne wszczęcie bombardowań i rozmieszczanie nowych min.

L’Isle Adam – którego Osmanowie nazywali Mighali Masturi – spróbował zachwiać determinacją sułtana w inny sposób: wysłał do tureckiego obozu dwóch rycerzy z listem napisanym do wielkiego mistrza przez dziadka Sulejmana, Bajazyta II, zapewniającego, że joannici zachowają Rodos. W ramach odpowiedzi seraskier Ahmed Pasza podarł list na kawałki i kazał je dostarczyć nadawcy dwóm pojmanym chrześcijanom, którym obcięto nos i uszy.

L’Isle Adam w końcu postanowił skapitulować, „wyzbyty nadziei i pomocy, o którą tyle razy prosiliśmy”. Jeden rycerz i dwaj mieszkańcy wyspy udali się do Sulejmana, który zgodził się na ich warunki: zakon opuści miasto w przeciągu dwunastu dni, zostawiając pięćdziesięciu zakładników, z czego połowę mieli stanowić rycerze, połowę – mieszkańcy; armia turecka wycofa się na odległość mili od miasta. Chrześcijanie, którzy pozostaną na wyspie, będą przez pięć lat zwolnieni z płacenia podatków, podobnie jak z branki, devşirme.

Niewątpliwie Sulejman szczerze obiecywał, że wyspa zostanie oszczędzona, lecz janczarzy zdołali przedostać się bez broni do miasta i tam dopuścili się wszelakich gwałtów. „Poszli do wielkiego kościoła pod wezwaniem świętego Jana, gdzie podrapali freski, roztrzaskali groby wielkich mistrzów, rozrzucili prochy zmarłych, ciągali krucyfiks po ziemi, poprzewracali ołtarze. Wszystkie te bezbożności zostały popełnione rankiem w dzień Bożego Narodzenia”. Autorzy tych czynów byli w większości pochodzenia chrześcijańskiego.

Następnego dnia Philipe Villiers de l’Isle Adam udał się do obozu sułtana, który powiadomił go, że pragnie się z nim spotkać. Wielki mistrz stawił się o świcie przed namiotem Sulejmana. Ten kazał mu długo czekać, w śniegu i deszczu, nim zezwolił mu ucałować swoją dłoń. Był to pierwszy piątek po zdobyciu miasta i wezyrowie wraz z innymi dygnitarzami przybyli na uroczystą audiencję, by pogratulować sułtanowi zwycięstwa. Wreszcie Villiers de l’Isle Adam został wprowadzony przed oblicze tureckiego władcy. Dwaj mężczyźni długą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Sulejman odezwał się pierwszy, „pocieszył wielkiego mistrza, mówiąc mu, że taki jest los książąt – tracić miasta i prowincje” i zapewnił go, że będzie mógł opuścić wolny wyspę, kiedy tylko zechce. „Jest mi doprawdy przykro, że wygnałem tego starca z jego pałacu”, sułtan zwierzył się swemu wielkiemu wezyrowi.

Pierwszego stycznia 1523 roku Villiers de l’Isle Adam znów przyszedł ucałować dłoń sułtana i podarował mu cztery złote wazy. O północy zaokrętował się wraz z tymi, którzy przeżyli oblężenie: było tam mniej niż dwustu rycerzy i tysiąc sześćset żołnierzy. Kilka lat później zakon osiedlił się na Malcie, którą otrzymał z rąk Karola V i gdzie miał się utrzymać aż do wojen napoleońskich.

Wieść o upadku Rodos wywołała żałobę i konsternację w całej Europie. Cypr wciąż należał do Wenecjan, ale na jak długo? A pozostałe wyspy Dodekanezu? Zagrożenie zbliżało się i wkrótce nic nie zostanie z chrześcijańskich posiadłości na Wschodzie. Doża wenecki, jedyny władca chrześcijański, którego Sulejman powiadomił o odniesionym zwycięstwie, przesłał gratulacje – wiadomo, co musiał przy tym czuć. Upadek Rodos zapowiadał dla niego ciężkie walki w niedalekiej przyszłości. Nakazał umocnić fortyfikacje cypryjskie i budować nowe statki. Co mógłby zrobić innego?


* * *


Fragment książki: Andre Clot - Sulejman Wspaniały i jego wspaniałe stulecie


Data utworzenia: 09/06/2026 @ 08:32
Ostatnie zmiany: 09/06/2026 @ 22:55
Kategoria : ISLAM <<==
Strona czytana 99 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
budda-0-baby.jpgbudda-0-h.jpgbudda-0-c.jpgbudda-0-06-f.jpgbudda-0-b.jpgbudda-0-k.jpgbudda-0-6.jpgbudda-0-a.jpgbudda-0-tt.jpgbudda-0-f.jpgbudda-0-i.jpgbudda-0-g.jpgbudda-0-w.jpgbudda-0-e.jpgbudda-0-m.jpgbudda-0-s.jpgbudda-0-d.jpgbudda-0-ss.jpgbudda-0-lotos.jpgbudda-0-14-s.jpgbudda-0-t.jpgbudda-0-u.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 20991777 odwiedzający

 462 odwiedzających online