Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Buddyzm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

- Kambodża - Angkor Wat

ANGKOR WAT
Kambudża to stara nazwa Kambodży. Dziś używa się w odniesieniu do tego kraju nazwy Kambodża. Mieszkańców nazywa się Khmerami albo Kambodżanami, coraz częściej jednak używa się określenia pierwszego. Było ono zresztą zawsze popularne. Ludzie wykształceni, proszeni o sprecyzowanie tych terminów, na ogół zgodnie twierdzą, że „Kambodża" odnosi się do kraju, a nazwa „Khmerowie" dotyczy narodu. 

Angkor Imperium Khmeru ok. 1300 r. Bajeczna stolica Khmerów - Angkor - powstała w wieku IX, ale wiele już stuleci przedtem Khmero-wie udoskonalili pomysłowy system nawadniający na terenach, które później porzucili. Głównie dzięki niemu kraj ten osiągnął zadziwiający wprost do-brobyt. Wspaniałe i niezwykle skuteczne urządze-nia irygacyjne, olbrzymie zbiorniki, gromadzące wody z ulewnych deszczów i wezbranego Me-kongu, zapewniały nie tylko obfite urodzaje, ale były też wzorem dla innych państw tego regionu. Khmerowie stworzyli najświetniejszą cywilizację w Azji Południowo-Wschodniej. Angkor jaśniał blas-kiem, którego nie zaćmiła nawet wspaniałość Babilonu. 

Zespół świątyń, pałaców i innych budowli otaczały starannie uprawiane pola. System dróg i kanałów obsługiwał i żywił miasto, broniły go potężne mury. Świątynia-góra, usytuowana dokładnie w centrum całego układu, była strażniczką tego świata. Jej plan wytyczali inżynierowie, bo fosy świątynne stanowiły część systemu nawadniającego. 

Miasto wraz z murami i fosami wyobrażało wszechświat otoczony łańcuchami mitycznych gór i oceanów, którego ośrodkiem była świątynia symbolizująca górę Meru; jej pięć wież reprezentowało pięć szczytów świętej góry, a tarasy - kolejne światy. 

Rzadko zdarza się, by jakikolwiek naród z równą konsekwencją i ekspresją zawarł w dziełach swojej architektury materialne i duchowe podstawy swojej egzystencji.

Przy wznoszeniu świątyń poświęconych bogom hinduistycznej trójcy - Śiwie, Wisznu i Brahmie, a później Buddzie - obrońcom potężnego państwa Khmerów, zatrudniono tysiące jeńców pojmanych na wojennych wyprawach. Jeńców zmuszano również do budowy grobli, kopania kanałów i wznoszenia fortyfikacji. W skład wielkiej armii khmerskiej wchodził królewski oddział słoni bojowych, liczący dwieście tysięcy tych olbrzymich, świetnie wytresowanych zwierząt. Imperium khmerskie słynęło też ze wspaniałej konnicy. Flota składała się z wielu okrętów i opancerzonych łodzi. 

Przez sześćset lat imperium to, nazywane Moha Nokor, było postrachem całego regionu. Khmerowie stali się największymi handlarzami niewolników od czasu faraonów. W XIII wieku ich wielkie imperium, „imperium miliona słoni", ze stolicą w Angkorze, osiągnęło szczyt potęgi i sławy, a następnie zaczęło się chylić ku upadkowi, osłabione powtarzającymi się atakami wojowniczych Syjamczyków. Nie będąc w stanie bronić swoich granic i podległych terytoriów rozpadało się powoli, lecz nieuchronnie. 

Do decydującego ataku Syjamczyków doszło w roku 1431, ich wojska zalały kraj miażdżąc wszelki opór i dotarły do potężnych murów Angkoru, Po siedmiomiesięcznym oblężeniu stolica skapitulowała. W rok później Syjamczycy powrócili po dalsze łupy. Ponieważ poprzednio obłowili się bezcennymi skarbami, nabrali przekonania, że musiało ich jeszcze wiele pozostać bądź w świątyniach, bądź zakopanych w samym mieście. Ku swemu zdumieniu zastali stolicę porzuconą przez mieszkańców. Z biegiem lat Angkor zyskał miano „Opuszczonej Stolicy". Historycy z wielu krajów wysuwali sprzeczne hipotezy, próbując wyjaśnić zniknięcie Angkoru, i do dnia dzisiejszego jego nagły upadek intryguje badaczy historii Khmerów.

Po czterystu latach dżungla odsłoniła rąbek tajemnicy. W styczniu 1861 roku francuski przyrodnik Henri Mouhot, przedzierając się przez gęstą kambodżańską dżunglę, natknął się na ruiny olbrzymich świątyń i kamiennych wież. Długie ciemne blanki murów obronnych wydawały się ciągnąć niemal w nieskończoność w dżungli. Były tu też wspaniałe galerie i reliefy. Pięć majestatycznych wież w kształcie pąków lotosu, o zapierającej dech w piersiach piękności, wznosiło się wysoko ponad okalającymi je ruinami. Kamienne lwy strącone z bram świątyni leżały na ziemi. Gałęzie oplatające gigantyczne kamienne oblicza skruszyły je lub zmiażdżyły. Spośród listowia wyzierały z walących się murów uśmiechnięte powabne twarze tancerek świątynnych. Było tam ponad dwieście imponujących obiektów. Potężne drzewa przebiły się przez zdobione sufity, grube stropy i dachy. Korzenie długości ponad dziesięciu metrów i często grubości męskiego uda, skręcone i poplątane, oplatały mury budowli. Henri Mouhota opanowało podniecenie - odnalazł Opuszczoną Stolicę. Niezwłocznie opisał swoje odkrycie, nie był jednak, jak powszechnie wierzono, pierwszym człowiekiem, który odnalazł ruiny Angkoru.
(...)
Angkor Kompleks świątynny Angkor Wat, największy zabytek religijny na świecie - Kambodża

Cud świata.

Nieoczekiwane pojawienie się Angkor Thomu to widok zapadający głęboko w pamięć każdego turysty i pielgrzyma przybywającego tu drogą lądową lub powietrzną. Z okna samolotu widać, jak nagle rozstępuje się gęsta dżungla, a w dole - na rozległej polanie - widnieją ruiny sześciuset świątyń i innych budowli.

Wielki kompleks Angkor Watu, chluba architektury khmerskiej i jego fundatora Surjawarmana II, przewyższa wszystkie inne zabytki. Ten, kto dociera do celu podróży drogą lądową, widzi przed sobą rozległą fosę i długą drogę na grobli, za nimi zaś olbrzymie wieże w kształcie lotosowych pąków.

Jest to widok przepiękny, zadziwiający i wspaniały. Każdego musi uderzyć ogrom Angkor Watu kompleksu na planie prostokąta o wymiarach tysiąc pięćset na tysiąc trzysta metrów.

Żeby dostać się do właściwej świątyni, trzeba przejść groblą wznoszącą się nad olbrzymią fosą, a właściwie dużym jeziorem. O talentach matematycznych i umiejętnościach khmerskich budowniczych świadczy fakt, iż obmurowana fosa w każdym punkcie ma szerokość stu osiemdziesięciu trzech metrów oraz że na obwodzie prawie sześciu kilometrów tolerancja błędu jest mniejsza niż dwa i pół centymetra. Wysepki kwitnących lotosów, lilii wodnych, dzikich storczyków i innych kwiatów dodają jej niezwykłej malowniczości. Było tu bez wątpienia tak samo pięknie przed wiekami i przodkowie dzisiejszych Khmerów zapewne zatrzymywali się w tym miejscu w drodze do świątyni, by nacieszyć oczy wspaniałą scenerią. Można chyba uznać to za pewną formę rekompensaty za pozbawienie przywilejów i przyjemności znalezienia się we wnętrzu Angkor Watu, na co pozwalano zupełnie wyjątkowo.

Podczas gdy odwiedzający Angkor Wat turyści podziwiają niezwykłą harmonię barw, robotnicy krążą w płaskodennych łodziach wśród bieli, zieleni, czerwieni, niebieskości i żółci kwiatów, siekąc i rąbiąc roślinność. Zapewne za panowania kolejnych królów robiono to samo, gdyby bowiem zaniechano nieustannej walki z ową bujną i soczystą wspaniałością kolorystyczną, pokryłaby całą powierzchnię wody.

Jakich wspaniałych scen w dziejach Khmerów była świadkiem ta grobla! Maszerowały tędy wojska, galopowali jeźdźcy, kroczyli w ceremonialnych procesjach kapłani.

Angkor Kompleks świątynny Angkor Wat, z lotu ptaka - Kambodża

Brukowana droga na grobli o długości stu pięćdziesięciu dwóch i pół metra, z balustradami w kształcie nagów, prowadzi przez fosę do głównego portyku wejściowego w murze otaczającym właściwą świątynię. W połowie długości grobli, po obu jej stronach, znajdują się rytualne schody prowadzące do fosy. Portyk wejściowy, usytuowany w środku zewnętrznego muru, ma dwieście trzydzieści metrów długości, główne wejście wieńczy centralna wieża w kształcie tiary, po obu jej stronach biegną kryte galerie zakończone mniejszymi wieżami o zburzonych wierzchołkach.

Za bramą znajduje się następna grobla o długości blisko czterystu metrów, obramowana po obu stronach balustradą w formie nagów. W kilku miejscach została ona uszkodzona, brakuje też niektórych fragmentów. Gdyby dokonano kompletnej rekonstrukcji, budowla straciłaby wiele ze swego dzikiego piękna, nie pozostawiono by też pola imaginacji; zresztą w wielu przypadkach rekonstrukcja taka byłaby właściwie niemożliwa.

Po obu stronach grobli, w połowie jej długości, znajdują się dwie biblioteki, a przed nimi kwadratowe ozdobne sadzawki. Wzniesione na terenie parkowym, wyglądają niezwykle malowniczo, ponadto optycznie przerywają linię łączącą koniec galerii z olbrzymimi wieżami, które wyrastają przed zwiedzającym.

Centralna świątynia ma u podstawy dwieście piętnaście metrów długości i sto osiemdziesiąt siedem metrów szerokości, wysokość jej wieży przekracza sześćdziesiąt pięć metrów. Wysoka wieża oflankowana po obu stronach mniejszymi wieżami, z którymi łączą ją galerie na filarach, uwypukla piękno budowli.

Prostokątna świątynia składa się z trzech kondygnacji i zwieńczona jest centralną grupą wież. Na każdej z nich znajduje się strzelisty pinakiel - gigantyczny pąk lotosu - widoczny z dużej odległości. Wszystkie tarasy opasują galerie z wieżami w narożnikach i pawilonami kryjącymi schody usytuowane na osi budowli. Centralną wieżę na najwyższym tarasie łączą z pawilonami umieszczonymi na osi galerie na filarach, dzielące taras na cztery brukowane dziedzińce.

W sanktuarium nagie lub półnagie tancerki świątynne obwieszone sznurami pereł tańczą lub dokonują obrzędów przed królem-bogiem, którym w czasie budowy świątyni był Surjawarman Wielki, czyli Surjawarman II, określany też jako Pan Panów, Król Królów, Wcielony Wisznu i obdarzany innymi jeszcze tytułami.

Zwiedzający mają do wyboru dwie ewentualności: albo wejść po schodach prowadzących na najwyższy taras, albo udać się do galerii reliefów, a następnie na górę. Niektórzy wolą najpierw iść do głównej wieży i schodząc w dół obejrzeć reliefy. Są one wręcz zdumiewające i oszałamiają swoją skalą.

Prawie dwa tysiące tancerek świątynnych, kurtyzan z nieba Indry, wyrzeźbiono na ścianach galerii, na kolumnach, w świętych przybytkach, w rozmaitych zakątkach, grupami i pojedynczo, w różnorakich, pełnych wdzięku i akrobatycznych pozach. Niektóre z nich umieszczono wysoko, nad bogami i półbogami, co oznacza, iż tańczą między alegorycznym niebem a ziemią. Angkor Wat to bowiem nie tylko świątynia, to również Złota Meru - schody prowadzące z ziemi do nieba.

Angkor Angkor Wat, Biblioteka - Kambodża

Owe piękne, uśmiechające się i ponętne istoty ożywiają budowlę, jej mroczne galerie, pomieszczenia i biblioteki. Obnażone do pasa tancerki pokrywają całą powierzchnię ścian pierwszego i drugiego tarasu.

Reliefy są jednym z największych skarbów Angkor Watu i dodają mu wielkiego uroku. Na niższym tarasie ciągną się na długości ponad ośmiuset metrów, co daje pojęcie o rozległości świątyni. Każdy kamień jest pokryty dekoracją rzeźbiarską. Reliefy mają dwa metry wysokości i sprawiają wrażenie niemal niekończącego się kamiennego arrasu.

Przeważa w nich tematyka religijna, mitologiczna i batalistyczna. Sceny z Ramajany i Mahabharaty rozciągają się na długości niemal ośmiuset metrów, a ogólna liczba postaci ludzkich, zwierząt i ptaków sięga według obliczeń prawie dwudziestu tysięcy. Wyobrażono tu bitwy, w których przeciwnicy ruszają do boju na słoniach. Wyrzeźbiono setki słoni przedstawiając poszczególne wydarzenia z obu legend, wojowników walczących na wozach, sceny z życia Ramy i jego małżonki Sity porwanej przez demona Hawanę, całe rzesze ludzi i małp, bogów i demony z mitów o wielorękim Wisznu. Wielkie reliefy ukazują zwycięstwa Khmerów na lądzie i morzu, parady okrętów, triumfalne defilady z chorągwiami i orkiestrami.

Bóg Wisznu dosiadający garudy, obrzędy ku czci trójcy hinduistycznej, boginie, bóstwa opiekuńcze - na każdym kroku napotykamy sceny religijne. Piekło przedstawiono tak, by budziło grozę: potępieńcy strąceni w otchłanie piekielne wydani są na pastwę demonów. Jeden fragment robi szczególnie ponure wrażenie. Podczas gdy w niebie panuje szczęśliwość wieczna, tu demony włóczą nieszczęsnych potępieńców niby bawoły wodne na sznurach przeciągniętych przez nozdrza. Następnie rzucają ich słoniom, bawołom i tygrysom, zadają im straszliwe katusze. Sceny te ciągną się na długości ponad dziewięciuset metrów. Na masach musiały wywierać ogromne wrażenie.

Król-bóg jest tu również uwidoczniony wielokrotnie. Widzimy go otoczonego niewolnikami i wojownikami, jadącego na słoniu, z królewską tiarą na głowie, wyruszającego w bój z nieprzyjaciółmi Angkoru lub błogosławionego przez kapłana - najwyższego bramina. Na panneau w zachodniej części południowego skrzydła przedstawiono słynne wydarzenia z czasów panowania Surjawarmana II, które omówiliśmy w rozdziale poświęconym temu władcy.

Rzeźbiarze mieli szczęście, ponieważ dysponowali świetnie nadającym się do obróbki, idealnym wręcz materiałem i do tego niemal w nieograniczonej ilości - polerowanym piaskowcem. Reliefy zdobią osiem panneau, z których cztery mają długość przeszło dziewięćdziesięciu metrów, a trzy połowę tej długości. Jeden z reliefów na południowym panneau skrzydła wschodniego przedstawia mit Ubijania Morza Mleka. Król utożsamiony tu z bogiem Wisznu bełcze Morze Losu, pragnąc uzyskać ambrozję dla swego ludu. Wisznu wyobrażony jest w postaci ludzkiej oraz jako żółw Kurma, który podtrzymuje Mandarę służącą jako trzpień. Okręcony wokół góry wąż Wasuki stanowi sznur ciągnięty przez osiemdziesięciu dwóch bogów i dziewięćdziesąt dwa demony usiłujące przygotować z Morza Mleka eliksir, aby zapewnić sobie nieśmiertelność. Ubijanie Morza Mleka to ulubiony temat rzeźbiarzy khmerskich.

Angkor Wat imponuje wielką skalą i bogactwem. Nie liczono się tu z czasem, kosztami i wysiłkiem ludzkim. Reliefy w większości odznaczają się subtelnym pięknem, wielką precyzją i dbałością o detal, symetrię i proporcje. Niestety, dużego spustoszenia dokonał wśród nich czas. Niektórych z niewiadomych przyczyn nie dokończono. Być może rzeźbiarze znudzili się i zaczęli być kapryśni, może i w owych czasach zdarzały się strajki, ale to jeszcze nie wyjaśnia zagadki, dlaczego rozpoczynali nowe panneau zarzucając pracę przy poprzednim. W galerii reliefów zarwały się wszystkie belki poprzeczne łączące kolumny, na których spoczywa sklepienie. Nie wydaje się, by było to dzieło wandali. Georges Coedes twierdzi, że osiadły fundamenty, i jest to chyba najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, tym bardziej że nie ma dowodów pozwalających szkody przypisać trzęsieniu ziemi.

Na terenie parku i w budynkach świątynnych znajduje się ponad trzysta kamiennych lwów i olbrzymia liczba posągów przedstawiających małpy. Ich żywe odpowiedniki dokazują wśród drzew, podobno i lwy widywano w pobliżu, a nawet na grobli. Nietrudno w to uwierzyć, mieszkały tu zapewne od wieków. W gruncie rzeczy w dżungli wycięto jedynie polanę oczyszczając teren świątyni, zanim jednak Henri Mouhot natknął się na ruiny, dzikie zwierzęta zamieszkujące dżunglę krążyły po opuszczonych przez ludzi budynkach.

Angkor Angkor Wat, Brama - Kambodża

Wejście na następną kondygnację jest strome. Szerokie stopnie zachowały się doskonale. Sklepione schody prowadzą z tarasu na taras i na szczyt, gdzie znajduje się najwyższa wieża, a po obu stronach dwie mniejsze.

Ze stopni roztacza się przed nami wspaniały, niezwykle urozmaicony widok, ponadto w czasie wspinaczki w górę dobrze jest odpocząć przez chwilę. W odległości mniej więcej półtora kilometra widać stare miasto. Zastanawiano się wielokrotnie, dlaczego Surjawarman zbudował Angkor Wat poza obrębem stolicy. Jednym z powodów, jakie wysuwano, była chęć odizolowania go od miasta. Władca pragnął, by Angkor Wat - jego mauzoleum - wzniesiono w miejscu odosobnionym, co jeszcze bardziej podkreśliłoby jego majestat. Są tu zarośnięte trawą dziedzińce, samotnie stojące biblioteki, kawały muru leżą tam, gdzie runęły, porasta je mech.

Schodzimy teraz innymi schodami na dziedziniec pomiędzy pierwszą a drugą kondygnacją. Tu znajdziemy galerię, tarasy i kamienne pomieszczenia o bardzo niskich wejściach. Panuje tu mrok i niezbyt przyjemna aura. Nie brak jednak oznak głębokiej religijności, tak charakterystycznej dla Khmerów. U stóp świętych przybytków i wokół posągów bóstw płoną, jarzą się, tlą i przygasają trociczki. Kwiaty położone przez kogoś z odwiedzających pod ścianą czy w rogu mrocznych i ogołoconych z dekoracji i wszelkich sprzętów pomieszczeń łagodzą trochę przygnębiające wrażenie opuszczenia. Można tu często natknąć się na klęczące pary, zazwyczaj starszych ludzi, zatopione w cichej modlitwie i nie zwracające uwagi na wchodzących i wychodzących grupkami turystów.

Na każdym kroku spotyka się mnichów buddyjskich. Ich jaskrawe szaty szafranowego koloru rozjaśniają mrok panujący w pomieszczeniach.

Wielu z nich przybywa z pielgrzymką do Angkor Watu wędrując z odległych świątyń i klasztorów. Pielgrzymki do Angkoru urządzano już w zamierzchłych czasach, od samego założenia poszczególnych klasztorów. Inni mnisi mieszkają na terenie tej świątyni.

Najbardziej strome schody prowadzą na szczytowy taras i do świętego przybytku w wieży o kształcie pączka lotosu. Stąd można ogarnąć spojrzeniem całą tę ogromną budowlę i przestudiować jej założenia, lustrując poszczególne etapy przebytej drogi, od stóp świątyni aż do jej wierzchołka

Angkor Angkor Wat, płaskorzeźby - Kambodża
Zadanie to okazuje się niezbyt trudne, bo układ przestrzenny świątyni widoczny jest jak na dłoni. Kompleks Angkor Watu składa się z trzech czworoboków, jednego wewnętrznego i dwu zewnętrznych - z tym że oba czworoboki zewnętrzne znajdują się na wyższym poziomie. Centralne pomieszczenia, a na lewo i na prawo od nich długie otwarte galerie dokoła czworoboku. Galerie te od podwórca zamknięte są murem z piaskowca, od strony zewnętrznej potrójnym rzędem kolumn.

Wszystkie tarasy opasują galerie, których ciąg przerywają wieże w narożnikach, przejścia, kryte pawilonami schody, zlokalizowane na osi budowli. Na najwyższym tarasie znajduje się wysoka wieża centralna, którą .łączą z pawilonami na osi galerie na kolumnach, dzielące taras na cztery brukowane podwórce.

Tarasy i wieże połączone są ozdobnymi galeriami i potrójnymi nawami, a ich układ odpowiada podwórcom na planie krzyża z kondygnacji niższej. Wspaniały widok roztacza się przed nami, kiedy przystaniemy na ostatnich stopniach prowadzących na szczyt. Ukończywszy wspinaczkę zostajemy nagrodzeni scenerią, której piękno zapiera wprost dech w piersiach. Na ile nieba - a w Kambodży jest ono prawie zawsze olśniewająco błękitne - rysują się wieże zwieńczone strzelistymi pinaklami. Widać stąd dokładnie bogactwo i subtelność formy lotosowego pąka. Miejsce to musiało napawać lekiem dawnych Khmerów, ale budzić też zachwyt, zgodnie bowiem z ich wierzeniami stanowiło wspaniały most prowadzący z ziemi do nieba.

Wieże odznaczają się kilkoma niezwykłymi cechami: nie mają okien ani schodów, są wielokondygnacyjne, a kondygnacje te zwężają się stopniowo ku wierzchołkowi tworząc stożek w kształcie pączka lotosu. Oglądane z samolotu te lotosowe pąki wież sprawiają imponujące wrażenie.

To, że budowniczowie i rzeźbiarze inspirowali się dawnymi mitami i wierzeniami religijnymi, wznosząc tę świątynię i inne budowle poświęcone trójcy hinduistycznej, staje się zupełnie oczywiste, kiedy uświadomimy sobie założenie tego kompleksu. Angkor Wat, otoczony murami i fosami, z centralnym sanktuarium i świątyniami w kształcie piramid, balustradami z nagów - stanowił ziemską replikę świata niebiańskiego. Symbolizował ścisłe związki łączące dwa światy, obietnicę przyszłego życia. Zgodnie z powszechnymi wierzeniami świat składał się z kontynentu centralnego, określanego mianem Dżambudwipa, z kosmiczną górą Meru na środku. Kontynent ten otaczało koncentrycznie sześć pierścieni lądów oddzielonych siedmioma morzami, a zewnętrzny pierścień morza zamykał mur. Miasto Brahmy znajdowało się na wierzchołku góry Meru i było siedzibą bogów strzeżoną przez ośmiu strażników pilnujących jej z czterech stron świata.

Angkor Wat stanowił więc miniaturowy wszechświat, mikrokosmos wspaniale wymodelowany w kamieniu zgodnie z ułożeniami khmerskiej kosmologii. Pięć jego wież symbolizowało wierzchołki góry Meru, otaczający go mur - góry znajdujące się na krańcach świata, fosa - znajdujący się za nimi ocean.

W świątyniach również podkreślono tę symboliczną reprezentację. Wierzono na przykład, iż góra Meru sięga tak głęboko pod powierzchnię ziemi i morza, jak wysoko wznosi się ponad ich poziom. W związku z tym rzeźbiarze pokrywali płaskorzeźbione cokoły wież drugą warstwą dekoracji - zazwyczaj identycznych. Angkor Wat to nie tylko arcydzieło architektoniczne, to także ukoronowanie wielowiekowych dążeń Khmerów pragnących wznieść wspaniały monument bogom trójcy hinduistycznej, jakkolwiek później bogów tych zastąpił Budda.
Angkor Angkor Wat, schody - Kambodża
Warto zauważyć, że najwcześniejsze zabytki epoki przedangkorskiej pochodzą z wieku VI i że ustaliły one na wiele stuleci wzorce motywów religijnych. Budynki, posągi, brązy i rzeźby poświęcano bogom. Hindusi poszukujący szczęścia lub schronienia w Azji Południowo-Wschodniej przynieśli tu własne wierzenia religijne. Towarzyszyli im kapłani bramińscy, początkowo zresztą raczej nieliczni. Wkrótce zaczęło przybywać ich więcej ze względu na serdeczne przyjęcie ze strony tubylców. Kapłani należeli do wąskiej warstwy ludzi wykształconych, stanowili elitę intelektualną i mieli ogromne wpływy. We wszystkich krajach Azji Południowo-Wschodniej, w których osiadali, szybko zyskiwali wielki respekt i poważanie. Byli to zazwyczaj ludzie odznaczający się imponującym wyglądem i wybitną osobowością, potrafiący narzucić odpowiedni dystans i przerastający wyraźnie swoje otoczenie. Wszystkie te cechy zapewniły im wysoką pozycję - traktowano ich jako przywódców, cieszyli się też wielkim szacunkiem królów, którzy przekonawszy się szybko o ich wpływach wśród ludu ofiarowywali im funkcję doradców.

Byli to nie tylko ludzie o wysokiej kulturze, umieli także przygotowywać leki z ziół, znali się na anatomii, uprawie zbóż i pracach irygacyjnych. Nic więc dziwnego, że obdarzeni tyloma przymiotami, pełni inicjatywy kapłani odegrali tak wielką rolę w gospodarce narodowej. Nie można jednak zapominać, że okres religijnej żarliwości przyniósł królestwu khmerskiemu również wiele nieszczęść i klęsk, ale kwestią tą zajmiemy się w innym rozdziale.

Kolejni władcy i ich dwory popierali braminów głównie ze względu na własne interesy, w efekcie też sfery wpływów kapłanów i dworu zazębiamy się wzajemnie. W ten sposób kapłani bramińscy stali się niezwykle potężną warstwą cieszącą się nie kwestionowanym autorytetem i władza. W ich gestii znalazła się budowa wielkich świątyń poświęconych temu z bogów trójcy, który był modny w danym okresie. Do końca wieku XII największą popularnością cieszył się Śiwa.

Legendy dotyczące Śiwy stały się inspiracją dla wielu reliefów, natomiast poematy epickie i bardzo rozpowszechnione wierzenia dostarczały tworzywa legendom związanym z osobą Wisznu, które znamy z Angkor Watu.

W świątyni tej - niebie Wisznu - przedstawiono go jako boga niezwykle potężnego, a mimo to miłosiernego i pełnego współczucia. Pogrążony w kosmicznym śnie stwarzał nowy świat. Wspaniałe, heroiczne czyny Wisznu opiewane przez Mahabharatę, przekazywane z pokolenia na pokolenie, dostarczyły rzeźbiarzom Angkor Watu tematów i inspiracji do „arrasów" z piaskowca.

Świątynie poświęcano bogu zamieszkującemu w sanktuarium, lecz, jak wierzono, wcielonemu w panującego króla. Kapłani bramińscy wiarę tę podsycali od samego początku. Oznaczało to, że od królów z kolei oczekiwano wzniesienia budowli, które po ich śmierci miały się stać miejscem świętym. Dla umocnienia kultu króla-boga i zachowania hierarchii pozwalano książętom i najwyższym dostojnikom - grupie ekskluzywnej o ściśle ograniczonej liczebności - na budowanie własnych świętych przybytków, ale znacznie mniejszych. Sztuka khmerska miała więc służyć jednemu tylko celowi - unieśmiertelnieniu nielicznych jednostek.

Ludowi nie przyznawano prawa do tego typu praktyk kultowych. Pozwalano mu przychodzić do świątyni dla oddania hołdu bogom.


*

 

Fragment książki: John Audric - Angkor i Imperium Khmerskie


Data utworzenia: 26/08/2025 @ 21:31
Ostatnie zmiany: 28/08/2025 @ 23:19
Kategoria : - Kambodża
Strona czytana 127 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
0-Jami Masjid in Raichur.jpgp_girlreading.jpgjamkaran.jpgistambul.jpg0-minaret.jpg0-istafan.jpgmosquee-de-samarra-copie_1190661359.jpgmosaic.jpg0-KotaKinabalu.jpgALLAH.jpgmosul.jpg0_mosque-carpets.jpg0-Jama-Masjid.jpgboys.jpg009119941.jpgkopula-na-skale-Jerusalem.jpgkhimar.jpghajj-inside.jpg0-burqa_3.jpgiran.jpgbeduin.jpg0_abu dhabi.jpgislam-fashion.jpgMezquita_Andaluzja.JPGemiraty.jpgddp_01693800CB5E2E77445226471433.jpg0-brunei2.jpg0_blue-mosque.jpggirls.jpgburka_250.jpgman-muslim.jpgislam-man.jpg0-mosque-Carpet.jpgmosque_home_203x152.jpgimage_2_2.jpg0-hazratbal-mosque.jpgTunis8.jpg0-brunei.jpgislam.jpgislam-istambul.jpgHAIK_algieria.jpg0-jama-masjid-kanchipuram.jpgerdogan.jpg0-casablanca.jpgpurdah-burka.jpgBanya_Bashi_Mosque_Sofia.jpgShah_Mosque_Imam_Mosque.jpgislam_1501481.jpg0-citadelle-de-saladin.jpgislam-art.jpg0-masjid-carpet.jpg0-abu-dhabi.jpg0-jama-masjid2.jpgman.jpgLes_belles_au_Serfari.jpgkoran-z.jpg0-beemapalli-mosque.jpg0-meczet.jpegislamic-5r.jpgiran-battoula-mask.jpg0-Jawab Masjid in Agra.jpg0-madina.jpg0-persian-rugs.jpgbeduin-woman.jpgburak-m.jpg0-Mosqu.jpgislamic-girl.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 13505030 odwiedzający

 621 odwiedzających online