Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Ameryka
Australia i Oceania

ISLAM <<== - Islam w Turcji osmańskiej

Islam w Turcji osmańskiej
Religią Turków był islam, który przyswoili sobie posuwając się przez ziemie arabskie ku zachodowi. Aby stać się muzułmaninem, czyli wyznawcą islamu, wystarczało złożyć wyznanie wiary wyrażone w formule: „Oświadczam, iż nie ma Boga prócz Allaha, a Muhammad jest Jego Prorokiem."

Życie w wierze wymagało skrupulatnego wypełniania czterech praktyk: odprawiania pięciu modlitw w ciągu dnia, dawania jałmużny, przestrzegania postu w świątecznym miesiącu i odbycia - jeśli to możliwe - pielgrzymki do świętego miasta Mekki w Arabii.

Jednak pomimo iż islam jest w swej istocie religią prostą, w której nie ma tradycji apostolskiej i każdy może być imamem, czyli prowadzącym modlitwę, a także mimo iż w islamie nie ma instytucji kapłaństwa, ponieważ nikt nie może pośredniczyć między Bogiem a Jego wyznawcą, ogromnie rozbudowany zespół przepisów religijnych absorbował umysł i określał sposób życia muzułmanina.
Imperium Osmańskie Imperium Osmańskie i terytoria zależne
Świętą księgą islamu jest Koran objawiony Muhammadowi (570-632), i on to wraz ze zbiorami hadisów, czyli tradycji skodyfikowanej w IX wieku, stanowi podstawę muzułmańskiego prawa. Na podstawie tych religijnych źródeł - albowiem uważano, że hadisy wyrażają poglądy Proroka w najrozmaitszych kwestiach - prawnicy i przywódcy religijni mogli za pomocą analogii, powołania się na precedens, bądź też w drodze czysto rozumowej interpretacji formułować reguły prawne, które - odpowiednio do zasad przyjętych w tej z czterech wielkich szkół prawniczych, którą reprezentował dany sędzia czy duchowny - dawały się zastosować do rozwiązania każdego problemu natury społecznej czy religijnej.

W taki to sposób prawa i zwyczaje wyrosłe na bazie systemu religijnego wytworzyły bardzo rygorystyczny i określony w najdrobniejszych szczegółach model życia muzułmanina, który dzięki temu zawsze wiedział albo też mógł w każdych okolicznościach łatwo zorientować się, co jest „zakazane, niewskazane, dozwolone, zalecane lub obowiązkowe".

Tak więc na przestrzeni XVI wieku podstawowe nakazy islamu obrosły niezliczoną ilością szczegółowych reguł ich wypełniania. Na przykład obowiązkowe pięć modlitw w ciągu dnia można było odmawiać gdziekolwiek, z wyjątkiem południowej modlitwy piątkowej, która wymagała uczestniczenia w zgromadzeniu wiernych, choć niekoniecznie na terenie świątyni.

Mihrab Mihrab w meczecie Niemniej bardzo wielu wiernych odwiedzało jakiś meczet, czy to mały miejscowy mesdżid, czy też wielki dżami. W zasadniczej koncepcji było to obszerne, zazwyczaj zwieńczone kopułą pomieszczenie, dostatecznie duże, aby pomieścić wszystkich wiernych w czasie południowej modlitwy piątkowej.

Pośrodku jednej ze ścian znajdowała się pusta nisza, zwana mihrab, wskazująca kierunek ku Mekce, a po jej prawej stronie usytuowany był minber, czyli kazalnica. Miejsc siedzących nie było, ponieważ forma modlitwy przewidywała wielokrotne padanie na twarz.


Każdy meczet opatrzony był jednym lub kilkoma minaretami w kształcie smukłych wież zakończonych balkonikami, na które wchodziło się po wewnętrznych schodach. Na dziedzińcu znajdowała się fontanna: zazwyczaj był to duży zbiornik obłożony marmurem i opatrzony wylotami, z których płynęła woda.

Personel duchowny meczetu składał się z imama, będącego nieoficjalnym przywódcą miejscowej społeczności muzułmańskiej, do obowiązków którego należało prowadzenie modlitwy piątkowej; waiza - kaznodziei; hafysa recytującego fragmenty Koranu; hatiba, który wygłaszał kazanie i kierował inwokacją o opiekę Boską nad sułtanem i jego rodziną, oraz muezzina wykrzykującego ezan, czyli wezwanie do modlitwy, które niosło się daleko, tak że słyszeli je wszyscy mieszkańcy miejscowości. W małym meczecie wszystkie te funkcje mogła spełniać jedna osoba.

Pięć razy dziennie - o świcie, tuż po przejściu słońca przez zenit, w środku pory popołudniowej, wkrótce po zachodzie słońca i po zapadnięciu nocy - muezzin wchodził po schodach na minaret i nawoływał do modlitwy, zawsze czterokrotnie, zwracając się w cztery strony świata, i używając następującej formuły: „Bóg jest wielki. Zaświadczam, że nie ma innego boga prócz Allaha. Zaświadczam, że Muhammad jest Prorokiem Allaha. Przybywajcie na modlitwę. Przybywajcie do zbawienia. Nie ma innego boga prócz Allaha" - a przed poranną modlitwą dodawał jeszcze: „Modlitwa jest lepsza od snu."

Słysząc wezwanie muezzina wierni przerywali wykonywane czynności lub wstawali z posłań i jeśli nie chcieli modlić się w domu, udawali się do źródła przed meczetem. Tam dokonywali rytualnej ablucji obmywając twarz, usta, nos, uszy, szyję, ręce i stopy. Następnie przed wejściem do środka meczetu zdejmowali pantofle i albo pozostawiali je na zewnątrz - a niewiele przestępstw uważano za równie haniebne, jak kradzież obuwia sprzed meczetu - albo składali je starannie podeszwami do środka i umieszczali na półce w wejściu.

Potem, zwracając się w kierunku Mekki, deklarowali chęć wzięcia udziału w modlitwie i zaczynali recytować jej tekst w języku arabskim, czemu towarzyszyły ściśle określone rytuałem poruszenia głową, rękami i całym ciałem. W trakcie modlitwy dopuszczalne były jedynie trzy drobne jej zakłócenia, gdy na przykład ktoś zakaszlał lub wykonał niezręcznie któryś ruch; przy nadmiarze uchybień modły należało przerwać i rozpocząć jeszcze raz od początku, tym razem w niczym już nie zakłóconej, nabożnej atmosferze. W trakcie niektórych modlitw posługiwano się liczącym dziewięćdziesiąt dziewięć paciorków różańcem, z którego pierwotnie korzystano przy recytowaniu dziewięćdziesięciu dziewięciu imion Boga.

Kobietom nie wolno było modlić się razem z mężczyznami; ich miejsce było zawsze na galeriach albo za przepierzeniem zasłaniającym je przed wzrokiem mężczyzn.

Drugim po modlitwie podstawowym obowiązkiem muzułmanina było dawanie jałmużny. Wysokość kwoty przeznaczonej na datki określano indywidualnie, w zależności od posiadanego majątku, przy czym nie wliczano doń środków gwarantujących ofiarodawcy spłatę długów oraz utrzymanie siebie i swojego gospodarstwa, czyli takich, jak dom wraz z wyposażeniem, odzież, niewolnicy, broń czy zbroja, w przypadku uczonych i lekarzy księgi i instrumenty, a także narzędzia rzemieślnicze.

Kwota przeznaczona na jałmużnę odpowiadała od 1/5 do 1/ 40 „nadwyżki" majątkowej, zależnie od tego, czy stanowiły ją produkty rolne, bydło, srebro i złoto, czy też artykuły handlowe. Pieniądze te przeznaczano na pomoc potrzebującym, wykup niewolników i uwalnianie dłużników, wspieranie świętych mężów i przychodzenie z pomocą podróżnym, a także na wynagrodzenie dla poborców jałmużny. Niezależnie od faktu pobierania jałmużny w formie podatku samo poczucie obowiązku religijnego pobudzało muzułmanów do szczodrości.

Obowiązek postu został również obwarowany sztywnymi przepisami, święty miesiąc ramazan oficjalnie rozpoczynał się wraz z pierwszym pojawieniem się księżyca w nowiu, i oświadczenie któregokolwiek muzułmanina w okolicy, że go właśnie zobaczył, wystarczało do proklamowania miesiąca postu. Od tej chwili przez 29 dni wszyscy muzułmanie, którzy osiągnęli wiek dojrzałości i byli w dobrym stanie zdrowia, zobowiązani byli pościć od wczesnego świtu - „od momentu, w którym można odróżnić czarną nić od białej" - aż do zachodu słońca. Zakaz dotyczył jedzenia i picia, zabronione też było choćby niezamierzone przełknięcie śliny, palenie tytoniu, wszelkie rozrywki i przyjemności. Rok muzułmański był rokiem księżycowym, w związku z czym miesiące przesuwały się w porach roku, i gdy ramazan przypadał w pełni upalnego lata, wierni cierpieli srodze nie mogąc nawet napić się wody.

Każdy muzułmanin - jeśli nie był na to zbyt biedny lub chory - miał obowiązek przynajmniej raz w życiu odbyć pielgrzymkę, jeżeli zaś sam nie był w stanie, mógł wysłać w swoim zastępstwie kogoś, komu opłacał koszty podróży i kto obiecał odbyć ją w jego intencji. Niekiedy też zamożniejsi wierni wspomagali finansowo ubogich pielgrzymów, stając się w ten sposób niejako duchowymi i finansowymi uczestnikami świętej wyprawy.

Zasady pielgrzymki nakazywały przybyć do Mekki na początku ostatniego miesiąca roku, w związku z czym w drogę wyruszano z wielką pompą odpowiednio wcześniej, w zależności od tego, jaka odległość dzieliła daną grupę pielgrzymów od świętego miasta. Musieli oni przemierzać dzikie pustkowia i krainy zamieszkane przez rozbójnicze plemiona, które "nie siejąc prosa ni pszenicy czekały przemarszu pielgrzymów, aby zebrać bogaty plon". Przeto dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa i wygody pielgrzymi podróżowali w grupach, które łączyły się po drodze, przyłączały się do wielkich karawan ciągnących z Egiptu, Syrii, Iraku i Jemenu, aż wreszcie te pojedyncze strumienie zlewały się w jedną potężną rzekę, która zatrzymywała na chwilę swój bieg na wzniesieniach, skąd rozpościerał się widok na Mekkę, po czym spływała w dół, ku .świętemu miastu.

Przybywszy szczęśliwie w pobliże celu  niebezpiecznej podróży, pielgrzym kąpał się, odmawiał modlitwę i wdziewał specjalny ubiór, ihram, składający się z dwóch prostych, nie zszywanych kawałków tkaniny bawełnianej, lnianej lub wełnianej; jeden z nich owijał wokół bioder, drugi przerzucał przez lewe ramię i przeciągał pod prawą pachą. Pięty i podbicia stóp oraz głowa musiały być odkryte. Kobiety owijały się płachtą niefarbowanego płótna i zasłaniały szczelnie twarze.

Następnie pielgrzym zwracał się w kierunku Mekki, wygłaszał deklarację intencji - akt ten poprzedzał każde przedsięwzięcie religijne - swej pielgrzymki, i zstępował do miasta modląc się głośno i śpiewając. Najpierw kierował się do Kaaby - dużego budynku o kształcie zbliżonym do sześcianu, który wedle jednej tradycji został wzniesiony przez biblijnego Adama dokładnie w tym miejscu, ponad którym znajdował się w niebie identyczny budynek, a według innej stworzył go Allah, który następnie zbudował wokół niego Mekkę, otoczył miasto pasem świętej ziemi, a na koniec stworzył resztę świata.

Cała Kaaba pokryta była kosztowną czarną tkaniną ozdobioną złotymi pasami i bogato haftowaną wersetami z Koranu. W jej południowo-wschodnim narożniku, w pobliżu wejścia, tkwił Czarny  Kamień, prawdopodobnie meteoryt, będący obiektem kultu jeszcze w czasach przedmuzułmańskich, a przez wyznawców islamu uznawany za oko Boga na ziemi i zarazem Jego rękę udzielającą błogosławieństwa każdemu, kto go dotknął.

Pielgrzym przekraczał okręg Kaaby prawą nogą, podchodził do Czarnego Kamienia i całował go. Następnie okrążał siedem razy budynek w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, za każdym razem zatrzymując się, aby ucałować kamień.

Prócz tego dokonywał w Mekce jeszcze wielu innych obrzędów rytualnych, niekiedy mających bardzo starą tradycję, a z biegiem czasu zaadaptowanych przez islam, jak na przykład odwiedziny studni Zemzem znajdującej się na dziedzińcu tamtejszego meczetu, której gorzka woda miała posiadać cudowne właściwości. Następnie wyruszał w sześciogodzinną drogę na górę Arafat, aby wziąć udział w kazaniu, które było tam wygłaszane w popołudnie dziewiątego dnia miesiąca i którego wysłuchanie stanowiło jeden z podstawowych wymogów pielgrzymki. Potem udawał się do Mina, gdzie - znów naśladując bardzo stary, pogański zwyczaj - rzucał siedem kamyków w każdy z trzech stojących tam słupów, z których jeden zwany był Wielkim Diabłem.

Moment kulminacyjny pielgrzymki stanowiło złożenie ofiary ze zwierzęcia: owcy, kozła, krowy lub wielbłąda - zależnie od możliwości pielgrzyma. Zwierzę ze związanymi przednimi nogami układano łbem w kierunku Mekki i podrzynano mu gardło; tylko wielbłąda zabijano pchnięciem noża.

Pomimo że ofiara ta nie była wymogiem natury religijnej, stanowiła ona nieodłączny element ceremonii, i tego też dnia, czyli dziesiątego dnia ostatniego miesiąca roku, zwanego Kurhan Bajram, zwierzęcą ofiarę - choćby tylko z kury, jeśli ofiarnika nie było stać na me więcej - składano nie tylko w Mekce, lecz w całym muzułmańskim świecie.

Dopełniwszy wszystkich obrzędów pielgrzym golił wielodniowy zarost, przebierał się w zwykłe szaty i powracał do normalnego trybu życia, jako że w czasie pielgrzymki obowiązywał kategoryczny zakaz wszelkich rozrywek i przyjemności.

Nagrodę za to stanowiło odpuszczenie wszystkich win uzyskiwane dzięki obecności u stóp góry Arafat, satysfakcja ze spełnionego rzetelnie obowiązku religijnego i krzepiące poczucie solidarności - wpływającej jednocząco także pod względem politycznym - które rodziło się ze świadomości uczestniczenia w tym religijnym przedsięwzięciu wraz ze współwyznawcami ze wszystkich zakątków muzułmańskiego świata, a wreszcie duma z prawa do noszenia w drodze powrotnej zielonego turbanu, oznaczającego iż jego właściciel był hadżym, czyli pielgrzymem. Albowiem choć obowiązek pielgrzymki dotyczył wszystkich muzułmanów, to jednak stosunkowo niewielu podejmowało tę trudną i niebezpieczną podróż; nic więc dziwnego, że szczęśliwy powrót pielgrzyma w domowe pielesze wywoływał ogólną radość i opromieniał blaskiem chwały całą okolicę.

Owe pięć podstawowych nakazów zwanych filarami islamu żywa umysłowość społeczna wielce urozmaiciła i wzbogaciła - obrosły one licznymi popularnymi wierzeniami, które tak niekiedy sztywnej i surowej oficjalnej religii przydawały kolorytu i budziły w wiernych miły dreszczyk nieco nadprzyrodzonej grozy.

Zasady islamu wyrażone były w dwuczłonowej formule muzułmańskiego wyznania wiary, lecz nie wystarczały one wiernym, którzy zapełnili świat duchami. Najwyższe miejsce zajmowały anioły, będące wykonawcami boskich rozkazów - przykładem Gabriel, który przekazał objawienie Koranu Muhammadowi.

Nieco niższe miejsce - pomiędzy aniołami a ludźmi - zajmowały wśród mocy niebieskich dżiny, które jednak w porządku stworzenia stały poniżej jednych i drugich. Były one ukonstytuowane z ognia i mogły przybierać każdą postać albo też być niewidzialne. Mogły jeść, pić i kochać jak ludzie, a nawet umierać. Niektóre z nich były rzetelnymi wyznawcami wiary muzułmańskiej, inne natomiast, zwane szejtanami, były niewiernymi, nad którymi zwierzchnictwo dzierżył diabeł imieniem Iblis, będący tak jak Lucyfer upadłym aniołem.

To właśnie podwładni Iblisa celowali w rozmaitych złośliwościach - od swawolnego przemieszczania różnych przedmiotów aż po przypadki opętywania ludzi, kiedy to dla wypędzenia demona trzeba było się uciekać do egzorcyzmów. Aby uchronić się przed szejtanami, wymawiano zaklęcia i noszono amulety; na szczęście tak strasznie bały się one żelaza, iż wystarczało tylko głośno wypowiedzieć samo słowo „żelazo", aby przegnać precz każdego zaczajonego czarta, którego obecność przeczuwano.

Wiele ludowych wierzeń dotyczyło pośmiertnych losów człowieka, jako że muzułmanie wierzą w nieśmiertelność duszy i zmartwychwstanie oraz sąd za grzechy łącznie z nagrodami w raju i karami w piekle. Tak więc kiedy odgłos kroków orszaku pogrzebowego ucicha już w dali, dwa straszliwe anioły Miinker i Nekir zjawiają się u grobu; ciało zmarłego, w które ponownie wstępuje na pewien czas dusza, podnosi się, siada i odpowiada na zadawane przez nich pytania mające na celu zbadanie jego religijności.

Jeżeli wynik tego przesłuchania nie satysfakcjonuje aniołów, biorą zmarłego na tortury, jeśli natomiast stwierdzą, iż był on dostatecznie nabożny, pozwalają mu spać spokojnie aż do dnia sądu ostatecznego. Tego dnia wszyscy zbiorą się na sąd, a kiedy ich dobre i złe uczynki zostaną już zważone, będą przechodzić przez most zwany Sirat, który jest „węższy niż włos i ostrzejszy niż miecz" i rozpinając się ponad samym środkiem czeluści piekieł prowadzi do raju. Błogosławieni przebędą go bez trudu, jadąc na baranach, które za życia składali w ofierze w dniu Kurhan Bajram; niegodziwcy natomiast będą zeń spadać wprost w bezdenną otchłań wrzącej smoły, przy czym o ile muzułmanie mogą liczyć jeszcze na to, że Bóg w swej dobroci kiedyś ich stamtąd wydobędzie, o tyle wyznawcy innych religii pozostaną tam po wieczne czasy.

Niewinne dzieci przejdą most od razu, nie musząc zdawać rachunku ze swego życia, tak samo męczennicy, czyli niepłatni wojownicy, którzy polegli w walce za wiarę, a poza tym każdy, kto niewinnie poniósł śmierć z czyjejś ręki oraz zmarli na dyzenterię i ofiary zarazy - ci pod warunkiem, że nie starali się ujść przed nią - i wreszcie każdy, kto utonął lub zginął na skutek zawalenia się budynku.

W raju panuje już tylko szczęśliwość i beztroska, a muzułmanów - tak mężczyzn jak i kobiety - oczekuje ponadto największa ze wszystkich nagroda: bezpośrednie obcowanie z Bogiem.

Uważano, że chrześcijanin może się nawrócić na islam jeszcze po śmierci, a i muzułmaninowi pochowanemu między niewiernymi grozi zachwianie w wierze. Przeto by takich wiernych pochować należycie, Bóg dostarczył 72 tysiące wielbłądów, które nieustannie zdążają tu i tam przenosząc ich zwłoki do muzułmańskich grobów.

Łaskę Bożą można było pozyskać na wiele sposobów - przez modlitwę, przy czym szczególnie skuteczna była tu Fatiha: „W imię Boga miłościwego i miłosiernego. Chwała niech będzie Bogu, panu dwóch światów, miłościwemu i miłosiernemu, władcy dnia sądu. Ciebie wielbimy i do Ciebie zwracamy się o pomoc. Prowadź nas prostą drogą, drogą tych, których błogosławisz, nie zaś tych, na których się gniewasz, ani też tych, co zbaczają z drogi"; przez zapalenie świec na grobowcu któregoś ze świętych albo uczestniczenie w kosztach naprawy bądź też samodzielne naprawienie takiego grobowca; poczynienie dotacji na rzecz cyklicznego odprawiania modłów i czytania Koranu, a także przez złożenie ofiary, która aby miała być skuteczna, musiała być krwawa.

Ofiary - poza obowiązkowymi w dniu Kurhan Bajram - składano w określonej intencji albo po zakończeniu jakiegoś niebezpiecznego przedsięwzięcia, jak wyprawa wojenna lub podróż, oraz w tak doniosłych momentach w życiu, jak ceremonia obrzezania czy przenosiny panny młodej do domu jej małżonka.

Składano je także w podzięce za wyjście z życiem z wypadku lub choroby, pożaru bądź zarazy, po złowróżbnych snach, okazji postawienia nowego budynku, podczas koronacji i ku czci ważnych gości, w potrzebie i w podzięce.

Błękitny Meczet Błękitny Meczet - Meczet Sułtana Ahmeda - Istambuł, Turcja
Jeszcze jeden czynnik odgrywał istotną rolę w życiu religijnym: zakony derwiszów. Większość z nich powstała w XII i XIII wieku z inspiracji mistyków, którzy pragnęli nawiązać bardziej intymny kontakt z Bogiem i tworzyli bractwa mające za cel rozpowszechnianie „sekretnych nauk" Muhammada - wiązanych z Prorokiem dla nadania im autorytetu - jako wiedzy innej niż ta, którą zawierały hadisy dostępne dla wszystkich wyznawców islamu.

Na naukach tych opierały się reguły organizacyjne i obrządki rozmaitych zakonów, a oschła bezosobowość ortodoksyjnego islamu z jego prostą doktryną podporządkowania się dalekiemu, despotycznemu Bogu powodowała, iż chętnie przyłączano się do tych zwartych, braterskich stowarzyszeń. Będąc czymś pośrednim między sektą, klubem a stowarzyszeniem tajemnym pozyskiwały one ogromną liczbę zwolenników, i stąd na przykład wiele cechów rzemieślniczych miało wśród swych patronów jakiegoś świętego zakonnika-derwisza. Ta popularność zakonów czyniła je tak potężnymi, że określano je jako „religię w religii i państwo w państwie".

Członków bractw obowiązywało przede wszystkim posłuszeństwo wobec szejcha, czyli przywódcy zakonu, oraz dochowywanie ślubów tajności i solidarności, uczestniczenie w zgromadzeniach, datki na utrzymanie zakonu i życie w pobożności. Korzyści czerpane w zamian za to w sferze społecznej i religijnej były tak znaczne, iż niektóre z tych zakonów wyrosły na liczących się partnerów albo - częściej - niebezpiecznych przeciwników zarówno władz świeckich, jak i oficjalnych instytucji religijnych. Szacowano, że aż 10% muzułmanów związanych było  z którąś z sekt derwiszów, przy czym dotyczyło to głównie ludności miejskiej.

Spośród około 200 zakonów, które w okresie szczytowego rozkwitu posiadały siedziby swych najwyższych władz w Stambule oraz Mekce i Medynie, do najważniejszych należały następujące: zakon kadirytów, których daleko idąca tolerancja i świetne kazania skłoniły wielu żydów i chrześcijan do przyjęcia islamu; rifaitów, którzy w transie potrafili stąpać po rozżarzonych węglach, połykać węże, a także przebijać i rozszarpywać swe ciała bez występowania objawów towarzyszących zranieniu, przy czym ślina ich szejcha powodowała natychmiastowe zamknięcie się wszystkich ran; kalendarytów - wędrownych, bosonogich pielgrzymów żebrzących, nie posiadających niczego na własność; oraz mewlewitów - najbardziej arystokratyczny i intelektualistyczny z zakonów.

Mewlewici osiągali stan ekstazy wirując przy dźwiękach bębnów i piszczałek; cieszyli się takim poważaniem, że ich przedstawiciel dostępował niekiedy zaszczytu uczestniczenia w ceremonii przypasania miecza nowemu sułtanowi. Jednak największą popularność wśród Turków zyskali sobie bektaszyci - wesoły i niespokojny zakon wyznający doktrynę z wieloma heterodoksyjnymi elementami, co czyniło go atrakcyjnym zarówno dla muzułmanów, jak i dla chrześcijan. Picie wina i innych napojów alkoholowych, zakazane w islamie, było tu dozwolone, ponadto zakon zrzeszał też kobiety, które uczestniczyły w obrzędach nie zawoalowane i na zasadach absolutnej równości.

Wtajemniczeni należeli do klasztorów, zwanych tekke, gdzie nie tylko odprawiano obrzędy religijne, lecz także zbierano się na spotkaniach o charakterze świeckim, które upływały w wesołej i swobodnej atmosferze, co też dawało krytykom asumpt do zarzucania bektaszytom rozwiązłości. Jednak zasiąg zakonu pod względem terytorialnym był ogromny, a potężny i wieloraki wpływ, który wywierał na środowisko rzemieślnicze, był nie mniejszy od tego, jakim cieszył się w sławnym korpusie janczarów.

Wszyscy święci mężowie i wędrujący derwisze byli traktowani z szacunkiem nie tylko przez zabobonny lud, lecz nawet - choć w tym przypadku głównie ze względów politycznych i z uwagi na sentyment, jakim darzył ich lud - przez samego sułtana. Przyjmowano ich nawet na posiedzeniach dywanu, gdzie służyli radą i udzielali błogosławieństw, a były to dwie rzeczy, o które powszechnie się do nich zwracano. Podczas ramazanu i w inne dni świąteczne mogli wedle własnej woli wejść do każdego domu i doznawali zawsze życzliwego przyjęcia.

W życiu prostych ludzi odgrywał rolę jeszcze jeden czynnik, i to starszy od poprzednich, a mianowicie religia ludowa, bazująca na odczuciach i impulsach tak pierwotnych i bezkrytycznych, że wiele miejsc czczonych i będących celem pielgrzymek od niepamiętnych czasów pozostało takimi nadal, i to zarówno dla chrześcijan, jak i wyznawców islamu.

W niektórych przypadkach przedmiot kultu stanowił jakiś obiekt naturalny - wierzchołek góry, drzewo, skała o niezwykłym kształcie czy źródło; kiedy indziej były to wytwory rąk ludzkich, na przykład słupy, rzeźbione głazy albo kopce.

Z trzecią i największą grupą przedmiotów kultu tego typu - grobowcami - łączyło je to, że również i one uważane były za miejsca spoczynku rozmaitych świętych-cudotwórców, znajdujące się we władaniu ich nadprzyrodzonych mocy. Niektóre z tych grobów należały rzekomo do patriarchów i proroków izraelskich jak Noe, Jozue czy Daniel, inne do świętych koranicznych jak Chyzyr bądź Siedmiu Śpiących, jeszcze inne do starych bogów plemiennych, a niektóre do założycieli zakonów, przy czym fakt, iż każda z tych postaci posiadała kilka grobowców, nie podważał wiary w autentyczność każdego z nich.

Do tego dochodziło jeszcze wiele grobów świętych mężów, do których zaliczano kaznodziejów, nauczycieli religii, pustelników spędzających w odosobnieniu życie wypełnione kontemplacją, wojowników, którzy zginęli za wiarę, derwiszów, którzy zagrzewali do walki i dokonywali nadzwyczajnych wyczynów mając za oręż drewniane miecze bądź po prostu samą mocą swego ducha, i wreszcie tych, którzy żyli w takiej harmonii z naturą, że dzikie sarny same przychodziły do nich, aby je wydoili, lub nawet oddawały się w ich ręce, aby je złożyli w ofierze.

Celem nawiązania kontaktu z takim zmarłym cudotwórcą i pozyskania za jego wstawiennictwem łaski Bożej uciekano się do rozmaitych sposobów: zapalano świece, wbijano gwoździe, przywiązywano szmaty do pobliskich drzew lub okien, pocierano o siebie kamienie, spożywano ziemię i pito wodę ze świętego miejsca.

Najlepsze efekty dawało bezpośrednie zetknięcie się z magicznymi siłami świętego, niejako wchłonięcie ich, ale też każdy przedmiot, który znalazł się w fizycznym kontakcie z grobowcem, nabierał magicznej mocy; strażnicy sanktuariów utrzymywali się z opłat pobieranych za pozostawianie w grobowcach na noc różnych drobnych przedmiotów po to, aby nabrały one cudownej mocy, za nadzorowanie „inkubacji" w świętych grotach i kąpieli w świętych wodach oraz ze sprzedaży placków z ziemi z tych miejsc, które spożywano jako lekarstwo na epilepsję, paraliż i malarię.

Wachlarz życzeń pielgrzymów był bardzo szeroki: jedni prosili o pomoc w znalezieniu pracy, inni o udane żniwa, jeszcze inni o dom; do grobowca Kojun dede przynoszono olej do lamp - jak długo on płonął, tak długo dziecko ofiarodawcy pozostawało w dobrym zdrowiu; przy grobowcu Helwadży baba bezpłodne kobiety rozwijały motki bawełny i układały ją w duże pętle modląc się o dar brzemienności i ślubując ofiarowanie określonej ilości słodkiej chałwy, jeśli ich życzenie zostanie spełnione.

Kobiety mające już pewność, że ich prośba została wysłuchana, przynosiły szczęśliwe obiecaną chałwę i rozdawały ją innym, wierzono bowiem, iż posiada ona magiczne właściwości. Prośbom kierowanym do nadprzyrodzonych mocy towarzyszyły nie tylko dary pieniężne dla dozorców sanktuariów, lecz również rzeczowe - dla samych przybytków: ofiarowywano miotły, olej, świece, haftowane chusty, maty modlitewne, egzemplarze Koranu. Dozorcą zaś był niemal zawsze derwisz któregoś z zakonów.

Greckie święte studnie - ajazma - otaczano czcią niemal bez wyjątku, jeszcze zanim chrześcijanie przydali im odniesienia do swojej tradycji, a i potem nie przestały one przyciągać prostych wyznawców rozmaitych religii; wiele grobowców, a nawet kaplic i kościołów chrześcijańskich stało się sanktuariami muzułmańskimi, a związani z nimi święci przeistoczyli się w bohaterów muzułmańskich legend. Albowiem o ile w Kościele greckim każde miejsce kultu musiało albo wiązać się z osobą któregoś ze świętych figurujących w oficjalnym kalendarzu kościelnym, albo zostać konsekrowane przez biskupa lub patriarchę jako miejsce spoczynku jakiegoś współczesnego męczennika, o tyle w islamie każdy grobowiec można było traktować jako święty na mocy powszechnego uznania go za taki, pod warunkiem że zdarzył się tam już jakiś przypadek cudownej natury.

Oprócz grobowców świętych muzułmańskich i sanktuariów przejętych zarówno od chrześcijan, jak i po kultach przedchrześcijańskich, istniało bardzo wiele obiektów upamiętniających bezimiennych świętych mężów określanych mianem baba, czyli ojciec, albo dede, czyli dziadek. Zbezczeszczenie któregokolwiek z tych przybytków przez dopuszczenie się tam występnego czynu było wprost nie do pomyślenia, toteż niektórzy ubożsi obywatele składali w nich na przechowanie swój dobytek i widok sterty worków, tobołków i garnków upchniętych niedbale w mrocznym kącie takiego grobowca, znajdującego się nie opodal jakiejś wsi, nie należał wcale do rzadkości.

Przejmowano również niektóre obyczaje i obrzędy chrześcijańskie, „jeśli były one pożyteczne albo zawierały w sobie coś dobrego". I tak na przykład Turcy stambulscy przed wyruszeniem w podróż morską ma początku roku upewniali się najpierw, czy ortodoksyjny kapłan dokonał już wiosennego pobłogosławienia wód; niektórzy muzułmanie chrzcili swoje dzieci, ale bynajmniej nie dla zbawienia ich dusz, lecz dla zachowania w zdrowiu ich ciał - obrzęd ten uważano za wyjątkowo skuteczną ochronę przed trądem.

Niektórzy posuwali się tak daleko, że nosili przy sobie jakąś oryginalną relikwię chrześcijańską wierząc, iż będzie ich ona chronić w bitwie z chrześcijanami, na ogół jednak wszystko, co miało charakter czysto chrześcijański - w odróżnieniu od popularnych praktyk kultowych, często wspólnych obu religiom - uważano za element wrogi, zdolny wyzwolić jakieś nadprzyrodzone moce, które być może trzeba będzie zwalczać, neutralizować bądź też starać się je udobruchać.

Po dokonaniu podboju Turcy w każdym mieście zamienili przynajmniej jeden z kościołów w meczet, i gdy zdarzało się, że na skutek cudu w opinii chrześcijan, a czarnej magii w pojęciu muzułmanów budynek taki uległ jakiejś katastrofie - jeżeli na przykład pospiesznie i niedbale dobudowany minaret przewrócił się lub też uderzył weń piorun, gdy umarł muezzin albo widywano duchy - cały przybytek zamykano zwykle na cztery spusty albo przeznaczano do użytku świeckiego.

Krucyfiksy mogły być nadzwyczaj niebezpieczne, toteż z reguły łamano je - nie ze zlej woli, lecz aby pozbawić je złowrogiej siły; święte posągi także mogły być siedzibą diabłów i wyrządzać szkody, jeśli nie zostały okaleczone; również wydrapywanie oczu postaciom wymalowanym na murach kościołów było nie tyle aktem wandalizmu, co samoobrony.

Wiele wierzeń mających niegdyś swe źródło w religii przybrało postać bardzo rozpowszechnionych przesądów. Wszelkiego rodzaju teksty pisane, pierwotnie otaczane czcią przez analfabetów, ponieważ każdy z nich mógł być w ich pojęciu Koranem, a w każdym razie ich pismo było pismem świętej księgi, zaczęto traktować jako amulety o najpotężniejszej sile magicznej.

Najlepszym talizmanem był Koran, którego małą kopię noszono często w haftowanym skórzanym lub aksamitnym futerale na jedwabnym sznurku przełożonym przez lewe ramię; za wielce skuteczne uważano też spisy dziewięćdziesięciu dziewięciu imion Bożych. Wiele amuletów zawierało imiona świętych i aniołów, kwadraty magiczne, diagramy i kombinacje liczbowe, a niekiedy słowa jakiegoś zaklęcia wpisywano pomiędzy wiersze Fatihy. Nosili je dorośli i dzieci, zawieszano je na kołyskach niemowląt i na szyjach lub rogach zwierząt, w domach i w sklepach - posługiwano się nimi dosłownie wszędzie jako przedmiotami posiadającymi moc odwracania zła.

Amulety w formie pisanej stosowano ponadto - w połączeniu z różnymi zaklęciami i dodatkowymi zabiegami magicznymi - przy odprawianiu egzorcyzmów i dla pozyskania wsparcia ze strony rozmaitych, nie znanych nawet bliżej mocy. Jeżeli amulet taki miał spowodować odwzajemnienie czyjejś miłości, można go było zwinąć i umieścić jako knot w lampie oliwnej w pokoju ukochanej osoby lub też złożony umieścić wewnątrz cebuli, którą powoli pieczono dopóty, dopóki obojętne serce nie zapłonęło namiętnością; umieszczano je także pod progiem, w łóżkach lub w odzieży. Inne amulety powodowały ostudzenie uczuć kogoś już nie kochanego albo rozdzielenie dwojga zakochanych.

Mogły one sprowadzić z daleka kochanka albo zbiegłego niewolnika, powstrzymać kogoś od mówienia, snu czy też bicia żony lub dzieci; naprowadzać na zagubione przedmioty i wskazywać złodziei oraz leczyć wszelkie choroby. W każdej wiosce czy osadzie znajdowały się osoby - a przynajmniej jedna - znające się na właściwym stosowaniu amuletów. Do nich to zwracano się w kwestiach określenia czasu stosownego dla różnych przedsięwzięć oraz wyboru odpowiednich kandydatów do małżeństwa, oni też układali zaklęcia i preparowali magiczne antidota. Budzili lęk, ale odgrywali też istotną rolę w życiu społeczności.

Istniało również wiele amuletów innego rodzaju, jak na przykład woda ze świętej studni Zemzem, kawałki czarnego brokatu z pokrycia Kaaby czy placki ulepione z pyłu z grobowca Proroka, z odciśniętą inwokacją, które można było nosić przy sobie lub zawiesić gdzieś jako amulet bądź też rozmieszać z wodą i wypić. Żaden budynek nie był uważany za bezpieczny, jeśli nie było na nim ułożonej z kafelków lub wyrytej inskrypcji: „Ja Allah, ja Hafiz" - „O Boże, o Opiekunie", a skuteczność lekarstw podnoszono wydatnie zażywając je z opatrzonych stosownymi napisami czarek i kubków.

Najgroźniejszym ze wszystkich nosicieli złowrogich mocy było „złe oko", o którym powiadano, że „pustoszy pałace i napełnia groby"; większość amuletów miała chronić przed jego właśnie wpływem. Nie można przecenić zarówno potęgi samego „złego oka", jak i jego wpływu na myślenie i sposób wypowiadania się ludzi.

Ponieważ jakiekolwiek posiadane dobra - choćby najskromniejsze - oraz każdy - choćby najlichszy - przedmiot osobistego użytku mógł przyciągnąć uwagę kogoś dysponującego jeszcze skromniejszymi środkami - nikt nie mógł się czuć bezpieczny przed złym okiem, a ponieważ jego zgubny wpływ rodził się z poczucia zawiści, przede wszystkim należało ukrywać bądź umniejszać wartość wszystkiego, co mogłoby się stać magnesem dla jego złowrogich sił, oraz stosować wszelkie środki dla odwrócenia od siebie jego uwagi.

Rezultatem takiego prostego rozumowania był zwyczaj, że na przykład ślicznym niemowlęciem lub cennym przedmiotem zachwycano się bez dawania temu  wyrazu, używając najbardziej wstrzemięźliwych sformułowań, najczęściej nie wyrażającego podziwu zwrotu „maszallah" - „to, czego Bóg chciał", sugerującego, że podziwiany obiekt Jest taki, jaki jest, z woli Bożej.

Nie należało też do rzadkości, że gdy ktoś dawał komuś w prezencie jakiś przedmiot, który się tamtemu wyraźnie podobał, wielkoduszność ofiarodawcy wynikała w rzeczywistości z przeświadczenia, że na przedmiocie, który się tak bardzo spodobał, spoczęło złe oko, i odtąd posiadanie go nie przyniesie jego dotychczasowemu właścicielowi nic dobrego.

Niebieskie oczy, a więc oczy o barwie niespotykanej wśród ludności tych rejonów, miały opinię wyjątkowo niebezpiecznych, i z tego też powodu uważano, że Frankowie - a nazwą tą określano wszystkich Europejczyków - mają oczy o dużej sile magicznej, a ich spojrzenie sprowadza nieszczęście.

Najlepsze antidotum na niebieskie oko stanowiło inne niebieskie oko, które niejako odbijałoby zły fluid. Toteż jeden z najpopularniejszych amuletów stanowiła niebieska szklana kulka, niekiedy z namalowanym czarnym i żółtym okiem. Mógł to być też mały niebieski paciorek szklany przypięty do ubranka dziecka albo pięknie szlifowany szlachetny kamień wielkości kurzego jaja, oprawiony w złoto.

Do tej kategorii amuletów należały też - pominąwszy ewentualnie kolor - rzeźbione lub ozdobione malowanym ornamentem kule zawieszane u wejść albo osadzane w murach budynków. Nawet nieprzyjacielskie kule armatnie nadawały się do tego celu, co więcej - przypisywano im zdwojoną moc magicznego oddziaływania. Przynoszone z pielgrzymek strusie jaja były również bardzo skuteczne, jednak niezależnie od zastosowanych środków ochronnych konieczne było zachowywanie nieustannej czujności.

Setki innych zabobonów wywierały także wpływ na  tok codziennego życia i niekiedy wielce je komplikowały; tak jak to zawsze bywa, wiele z nich znajdowało wiarę jedynie u najbardziej naiwnych, inni trzymali się ich jako przyjętych zwyczajów, a ludzie myślący trzeźwo i odważni odrzucali je z pogardą jako przejawy fetyszyzmu.

***  

 

Fragment książki: Raphael Lewis - Życie codzienne w Turcji  osmańskiej


Data utworzenia: 24/04/2022 @ 01:44
Ostatnie zmiany: 05/05/2022 @ 21:46
Kategoria : ISLAM <<==
Strona czytana 189 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
budda-0-s.jpgbudda-0-i.jpgbudda-0-d.jpgbudda-0-t.jpgbudda-0-ss.jpgbudda-0-c.jpgbudda-0-14-s.jpgbudda-0-b.jpgbudda-0-h.jpgbudda-0-u.jpgbudda-0-06-f.jpgbudda-0-f.jpgbudda-0-a.jpgbudda-0-e.jpgbudda-0-g.jpgbudda-0-6.jpgbudda-0-lotos.jpgbudda-0-m.jpgbudda-0-tt.jpgbudda-0-k.jpgbudda-0-w.jpgbudda-0-baby.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 5164416 odwiedzający

 22 odwiedzających online