Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

=>> ART. PRZEKROJOWE - Pępek świata

Pępek świata

Każde plemię australijskie - choćby najniżej pod względem kulturalnym stojące - patrzy na swój kraj, jako na centrum świata. Mieszkańcy Haiti uważają, że początkiem wszelkiego stworzenia była ich wyspa i że z jaskiń jej dopiero wyszły słońce i księżyc.

Wedle pojęć japońskich wyspa Nippon była centrum świata i najpierw stworzona została; Chiny noszą oficjalną nazwę „kraju środka”, Czung-kwo, a środek Chin, miasto Loyang, dziś Honanfu, uważane było tern samem za środek całego świata. W Persji władca nosi tytuł „środek świata“ - tu więc na człowieka, związanego z miejscem, przeniesiono cechę miejscową; oczywiście i społeczeństwo w ten sposób jest środkowem, najbardziej wartościowem społeczeństwem świata.

W religji żydowskiej środek świata odgrywał oddawna wielką rolę; było nim Jeruzalem. Powoływano się na Ezechjela V, 5: „Tak mówi panujący Pan: Toć jest Jeruzalem, którem postawił wpośród pogan, a zewsząd otoczył krainami”. Środek ten wyznaczono dokładniej; była nim świątynia jerozolimska, a w niej arka przymierza, która była w ten sposób ośrodkiem całego systemu świata.

Cała rabinistyczna i mistyczna literatura żydowska przepojona jest myślą o środku ziemi; spotykamy się z poglądami, że ów środek, a więc miejsce, gdzie niegdyś stała świątynia, był początkiem wszelkiego stworzenia.

omfalos Omfalos Z podobnemi pojęciami spotykamy się u Greków, gdzie środek ziemi, przez najrozmaitsze plemiona w różnych miejscach oznaczany, był zarazem jej początkiem, omfalos ges, pępkiem ziemi. Najbardziej znanym omfalem były Delfy, które tak wielkie miały znaczenie dla konsolidacji plemiennej Hellenów; okrągły kamień w świątyni Apollina przedstawiał ów środek.

Obok niego były liczne omfale lokalne; wystarczy przeglądnąć uczone prace znanego filologa W. H. Roschera (Omphalos, Abhandl. der Sachs. Ges. d. Wissensch., Phil.-hist. Cl. Bd. 29, nr. 9, Lipsk 19x3; Neue Omphalosstudien, tamże Bd. 70, nr. 2, 1918) aby zrozumieć, jak szeroko rozpowszechnione były te pojęcia u ludów starożytnych.

Że pojmowanie takie było istotnie właściwe umysłowości człowieka w pierwotnych stadjach rozwoju, świadczyć może choćby fakt, że w odległem Peru miasto Cuzco oznacza również pępek, oczywiście ziemi.

Świat chrześcijański nie przestał zajmować się zagadnieniem środka świata; w kontynuacji pojęć żydowskich widział go również w Jerozolimie, i to na Golgocie, jako miejscu męki Chrystusowej. Długie wieki przetrwały te poglądy, i dziś jeszcze niewątpliwie znalazłyby się też z pojęciem Jerozolimy jako pępka ziemi (pup ziemli).

W ten sposób utwierdzało się centralne stanowisko chrześcijaństwa. Nie brak było prób innych, plemiennych czy politycznych, oznaczeń. Celtowie w Irlandji środek ziemi widzieli i z wyrocznią go łączyli, podobnież jak Grecy w Delfach; miała go i dawna Galja.

We Francji średniowiecznej królewskie St. Denis, potem Paryż, uważane były za środek świata, ale później światopogląd chrześcijański zwyciężył i Ziemia Święta, Jerozolima, uchodziła za środek i początek świata, dopóki nie rozpowszechniły się wśród szerokich warstw przekonania o kulistości ziemi, wobec czego zagadnienie środka straciło aktualność społeczną. Jako dalekie jeszcze echo tych pojęć spotykamy tu i ówdzie opowiadania żartobliwe o zapadłych parafjanach, którzy środek świata w swojem chcą widzieć miasteczku.

Pojęcia chrześcijańskie nie dozwalały widzieć  środka świata poza Ziemią Świętą; duma narodowa, pragnienie uzasadnienia swego pierwszeństwa, pragnie więc wywieść swe plemię z kolebki świata. Niewątpliwie jednak z Palestyny wywodzą się Żydzi, których lekceważył świat chrześcijański, skoro pogardzili światłem nauki Chrystusowej, i pochodzenie od nich nie mogło być uważane za zaszczytne. Można było przecież znaleźć jakieś inne wyjście, a więc wywieść od dziesięciu plemion Izraela, o których słuch zaginął od czasu niewoli babilońskiej.

Rodowodem takim szczycą się Anglicy, szukając analogi j historycznych i językowych; trudno uwierzyć, gdy się słyszy, że do dziś dnia szereg poważnych i wybitne stanowiska zajmujących ludzi broni odważnie tej tezy.

Istnieją przecież dwa towarzystwa naukowe (w ich własnem pojęciu) Anglo-Israel Identity Society i British Ephraim Church Mission; pierwsze z nich przedstawia 17 dowodów identyczności, a drugie nawiązuje specjalnie do Deuteron. (XXXIII, 13-17), gdzie Mojżesz ma wskazywać wyraźnie Józefowi Brytanję: „Błogosławiona od Pana ziemia jego z najlepszych rzeczy niebieskich, z rosy, i z źródeł ziemi wynikających.

„I dla rozkosznych urodzajów słonecznych, także dla rozkosznych dostałych urodzajów miesięcznych. „I dla rozkosznych gór starodawnych, i dla rozkosznych pagórków wiecznych...

O ile udowodnienie, że właśnie Anglja jest ziemią „rozkosznych urodzajów słonecznych” natrafiać musi na znaczne trudności, o tyle znów przepowiednia że „jako rogi jednorożcowe rogi jego, temi narody zbodzie na porząd aż do ostatnich granic ziemi; a teć są dziesięć tysięcy Efraimitów” - odpowiadać musiało dumie szczepowej Anglika, i utwierdzać go w przekonaniu, że zapanuje nad narodami „aż do ostatnich granic ziemi“

Nieprawdopodobnie prosta teorja imperjalizmu, a jednak znajduje ona wyznawców; historycy angielskich idej imperjalistycznych uważają ją za jeden z ważnych czynników wytworzenia się pojęć o własnej wyższości i należnem władztwie nad innemi narodami.

Rzeczy to na ogół znane; kto ciekaw bliższych na ten temat informacyj, znajdzie je w wybornej książce J. Bardoux, Essai d’une psychologie de Angleterre contemporaine, Paris 1916, tom I, a zwłaszcza w systematycznem ujęciu w rozprawie Brie, Die imperialistischen Strömungen in der englischen Literatur, Halle 1916; materjał z czasów wielkiej wojny zestawia Rohrbach, Chuavinismus und Welt-Krieg, Berlin 1919, tom I: Die Brandstifter der Entente.

Oczywiście, tego rodzaju teorje istnieć mogą tylko w społeczeństwie żyjącem w tak intensywnym kontakcie ze Starym Testamentem, jak właśnie Anglicy; w krajach o wyraźniejszem antysemickiem nastawieniu podobne genealogje nie mają warunków popularności.

Można tu przy sposobności przypomnieć zabawny fakt, że w chwili, gdy w naszem społeczeństwie wzrastała niechęć do Anglji Lloyda George’a, w krakowskim Głosie Narodu ukazał się artykuł W. W. Antoniewicza (oczywiście nie mającego nic wspólnego z tegoż nazwiska profesorem warszawskim), udowadniający, że Anglicy, jak wogóle wszyscy Germanowie, są pochodzenia semickiego, i to właśnie od owych zaginionych dziesięciu pokoleń izraelskich, które w r. 723 przed narodzeniem Chrystusa zagnane do niewoli asyryjskiej, w r. 606 znikają zupełnie z widowni historycznej i przez Syberję przechodzą do Europy.

Podobny biblijny rodowód windykują dla siebie również i Mormoni, jedna z najciekawszych sekt, w której badacz religji i socjolog tyle ciekawego, pierwotnego, przeżytkowego znaleźć może materjału; otóż tu spotykamy się z teorją, że Amerykanie są następcami Izraela, a to za pośrednictwem czerwonoskórych, którzy są bezpośrednimi jego potomkami i następcami. W dziwny tu sposób pogodzono motywy religijne z dumą Amerykanina, który chcąc uchodzić za odwiecznego gospodarza swej ziemi, zmyśla swe indyjskie pochodzenie.

Daleko jednak ważniejszą rolę odgrywają rodowody rzymskie. Ogromne znaczenie i urok wielkiej kultury, a więcej jeszcze tradycje światowego imperjum i chęć uzyskania tytułu do spadku politycznego, tudzież przedłużenia i uświetnienia swej historji, prowadzi do częstego fingowania rodowodów rzymskich.

Podobnie jak wzbogacony parwenjusz stara się o dostojeństwa i zaszczyty, a potem i przodków zasłużonych się doszukuje, przerabiając i dorabiając drzewo genealogiczne niedawnego rodu, tak też i narody, doszedłszy do znaczenia, szukają sławy nie tylko w prawdziwej, ale i sfałszowanej historji. Typowym przykładem tego rodzaju był choćby sam Rzym, który, u szczytu potęgi, doszukiwał się przodków swych w Troi; znamy te dzieje z Eneidy.

Podaniem tern zajmował się Mommsen, który stwierdził, że niema w niem słowa prawdy, i że chodzi tu tylko o uświetnienie przeszłości ojczystej. Cała starsza poezja nic nie wie o morskich wędrówkach Trojan; po upadku Iljonu pozostaje tamże Eneasz, który rządzi pozostałymi Trojanami. Dopiero Stesichoros w szóstym wieku przed Chr. prowadzi Eneasza na Zachód, aby wzbogacić historję legendarną swej sycylijskiej ojczyzny. Dokończyli opowieści historycy, uświetnił i uwieńczył Wergili. Dumni byli Rzymianie ze swej nowej historji i radzi, że Hellenom, ceniącym wielkość i starożytność swej kultury, mogli przeciwstawić również dawne rodowody.

Skoro więc Rzymianie szczycili się pochodzeniem od Trojan, to rzecz prosta, że i ci, co za bezpośrednich spadkobierców rzymskich się uważali, również chętnie o trojańskiem pochodzeniu wspominali; spotykamy się z tern przekonaniem u Franków, widzimy je też u Brytów, którzy od legendarnego Brutusa, prawnuka Eneasza, dumnie się wywodzili.

Że wszystkie narody romańskie, rozwinięte na podłożu łacińskiej kultury, wywodziły się od Rzymian i w tern swoją wyższość nad innemi widziały, a czasem na tern i podstawy swego imperjalizmu zakładały, to rzecz zrozumiała, ale obok nich także i Anglja występowała z pretensjami do spadku rzymskiego. Przecież jeszcze dewizą Palmerstona było dumne: Civis Romanus sum - a identyfikacja imperjum angielskiego z dawnem rzymskiem nie jest w literaturze angielskiej rzeczą rzadką (tu znów Brie w cytowanej powyżej książce przytacza przykłady).

Można przypomnieć okres tworzenia książkowych legend o pierwotnych dziejach narodów, które stosunkowo późno wystąpiły na arenę dziejową ; przecież pierwszym władcą Litwy miał być rycerz rzymski Palemon (a i szlachta polska niejednokrotnie rzymskich sobie doszukiwała antenatów!).

Polska miała również rodowody zaszczytne: w chwilach rozkwitu i potęgi miały one uzasadnić jej przewodnictwo, w chwilach upadku podtrzymywać ducha i krzepić wiarę w jej wartość i siły. Jednym z takich genealogów narodowych był choćby X. Wojciech Dębołęcki, „Franciszkan, Doktor Theologiey S. a Generał Społeczności wykupywania więźniów”, - umysł, odpowiadający potrzebom szerokich sfer szlacheckich. W dziele swem, w Warszawie 1633 r. drukowanem, daje on „Wywód jedyno-własnego państwa świata... że najstarodawniejsze w Europie Królewstwo Polskie lubo Scythyjskie samo tylko na świecie ma prawdziwe successory Jadama, Setha i Japheta; w panowaniu świata od Boga w Raju postanowionym ; i że dla tego Polaki Sarmatami się zowią".

W rozdziale czwartym tego zabawnego (dla nas. dziś czytających) wywodu, dowiadujemy się, że przeniesiono tron świata z Libanu do Korony Polskiej, że Polacy-Scytowie są najdawniejszym narodem i w prostej linji dziedziczą władzę polityczną nad całym światem; rozdział szósty rozsnuwa perspektywy świetnej przyszłości:

„Pewna rzecz jest, że biały orzeł niedługo znowu przez wszystek świat skrzydła swe rozciągnie, gdy któryśkolwiek król polski albo akwiloński Turki podbiwszy tron albo Majestat świata z Polski do Syrjej przeniesie i tamże go na górze Libańskiej, gdzie się beł począł i skąd go tu do nas Polach, przodek nasz przeniósł, postanowi. Na którym z następcami swemi aż do kończenia świata znowu jak przedtem Azjej, Afryce i Europie, jeżeli nie szerzej, panować będzie”.

Mamy tu całą teorję światowego imperjum polskiego, opartą na rodowodach. Jakże bliskie są one w istocie wywodom angielskim o identyczności anglo-izraelskiej i do jak identycznych prowadzą wniosków!

Wywodom genealogicznym odpowiadają lingwistyczne ; wszędzie tam, gdzie spotykamy się z ideą, że plemię własne jest pierwsze na świecie, tam też i język jego musi być uważany za pierwotny, jedynie prawdziwy, którym i bóstwo się posługuje; jeżeli wywodzi się długą i zaszczytną genealogją, to rzecz prosta, że i owym protoplastom przypisuje się język ich rzekomych potomków.

W ogóle, megalomanja językowa zdaje się być nieodłącznym składnikiem megalomanji plemiennej ; tutaj nawet rozumowanie jest daleko prostsze i ściślejsze. Ponieważ Bóg stworzył język i nadał go pierwszym ludziom, tedy tylko jeden język może być prawdziwy; dopiero od czasów wieży Babel zaczęto mówić różnemi językami, ale są to już twory późniejsze, ludzkie.

Uczeni byli oczywiście za prymatem hebrajszczyzny, ale szerokie rzesze były najgłębiej przekonane, że tak w niebie, jak też i w raju mówiono ich narodowym językiem. Rozprawy na ten temat, jakim językiem mówiono w raju, nie należą do rzadkości, a miały one zawsze na celu dowód starożytności i pierwszeństwa języka ojczystego autora.

Nie brak było i u nas podobnych pomysłów; lud oczywiście jest głęboko przekonany, że w raju tylko po polsku mówiono, a teoretyzowano na takie tematy niejednokrotnie. X. Dębołęcki w swym Wywodzie również i tym kwestjom poświęca nieco miejsca, stwierdzając, że „język słowieński jest pierwotny na świecie”, że „pierwotny język syryjski, którym Jadam, Noe, Sem i Jafet gadali, nie inszy był niż słowieński”, że „greczyzna, łacina i insze języki z Słowieńszczyzny są wyprowadzone".

Przekładał uczenie (w guście swych czasów) wyższość języka słowiańskiego, „którego słów chrząszcz, chrzest, trzpień, trzmiel i tym podobnych żadna gęba niewarowna nie wymówi” (stąd też „tego języka ludzie zwali się Warwarami, jakoby Gwaru warownego”).

Nie należy to, aby współcześni przyjmowali bez zastrzeżeń te wywody; wyśmiewa je przecież wybornie Andrzej Wiszowaty (w wierszu, który znaleźć można w Wirydarzu Jakóba Trembeckiego), a późniejsze wieki etymologje Dębołęckiego uczyniły przysłowiowego mi; ale niewątpliwie rozgłos tych teoryj był znaczny i szary gmin szlachecki utwierdzał się w ten sposób w wierze we własną wyższość, przez samego Stwórcę ustanowioną. A przecież obok Dębołęckiego byli też inni.

W tych czasach, gdy nauka historji była dopiero w zaczątkach, gdy dzieje pierwotne narodów były jedną wielką bajką kronikarską na starych wzorach opartą, uświetnianie przeszłości narodowej za pomocą takich wywodów było na porządku dziennym.

Pojęcia takie nie były wyłączną własnością Polski sarmackiej i sięgają one nierównie głębiej. Jako charakterystyczny fakt przytoczyć można, że znany i zasłużony bibljograf Adam Jocher, w połowie ubiegłego wieku z wielkim nakładem erudycji głosił pierwotność języka polskiego; dziełko jego pt. Harmonja mów, albo zlanie się w jedną, to jest polską, za pośrednictwem fenickiej, powróconej do familji mów słowiańskich, Wilno 1895, może tu być znamiennym przykładem.

Zmieniły się czasy i metody naukowe uległy zmianie; teorje nacjonalistyczne i imperjalistyczne musiały się ukazać w nowej szacie. Nie można było już wyprowadzać rodowodów hebrajskich czy rzymskich - trzeba było się zwrócić do idealizacji przeszłości pogańskiej; niechęć do świata klasycznego i kosmopolitycznego i zwrot ku poszukiwaniu pierwiastków rodzimych stwarzają wyborne po temu warunki.

Widzimy to w nauce i literaturach słowiańskich: idealizacja, coraz to dalej idąca, pierwotnych Słowian stała się wkrótce (żywem do dziś dnia) źródłem dumy narodowej i rasowej. Słowianie byli ludem szlachetnym, poetycznym, spokojnym, pracy na roli i gęśli oddanym, charakteru łagodnego, o wymarzonym demokratycznym ustroju; możnaby rzec, cała poezja sielanki osiemnastego wieku, utopijny demokratyzm Russa i głęboko tkwiąca u Słowian chęć gloryfikacji własnej przeszłości złożyły się na ten świetlany obraz. Był on pociechą budzących się do nowego życia narodów, które w swej przeszłości historycznej nie mogły znaleźć wystarczającej do rozbudzenia żarliwego patrjotyzmu ilości wspomnień i tradycji, i które musiały tworzyć miraże szczęśliwej przeszłości, którą obcy zniszczył', a która, w razie zwycięstwa Słowian, znów powrócić może.

Wśród Polaków spotykamy także idealistów słowiańskich. Rakowiecki rozpływa się w pochwałach nad dawną kulturą pogańskich Słowian, którzy oddawiendawna byli monoteistami, a więc poznali najdoskonalszą formę religji, i w ogóle ze wszystkich narodów najbliższymi byli poznania prawd odwiecznych. W. A. Maciejowski w swej historji prowodawstw słowiańskich udowadniał, że każde łagodne prawodawstwo było dziełem Słowian.

Obok tych teoretyków bibljotecznych staje Zorjan Dołęga Chodakowski, fanatyk pogańszczyzny słowiańskiej, rozkopywacz stepowych kurhanów, który w powieści-ich i pieśniach ludu doszukuje się bogactw zamierzchłej kultury, a w wędrówkach bezustannych od Wisły po Ural szuka w chłopie słowiańskim idealnych cech charakteru praojców, twierdząc, że niema ani jednego rolnika-chłopa, któryby z własnego popędu dopuszczał się złego.

W poezji sielankę słowiańską reprezentuje Brodziński; wyśmiewał go gorzko Mickiewicz (w III części Dziadów, w postaci literata warszawskiego: „Słowianie, my lubim sielanki’1).

Prawda, pożycie Słowian między sobą nie było sielankowe, ale od czegóż teorja, która może dostosować się do każdych warunków? Już Brodziński twierdzi, że Polacy są wśród Słowian najlepszym, najbardziej wartościowym narodem; mówi o dziewiczej czystości ludu polskiego, skoro Polacy żadnych nie doznali wstrząśnień, któreby ród ich mogły zmienić lub skazić.

Podobnież uczył ojciec słowianofilstwa rosyjskiego Chomiakow, że jedynie Słowianie wschodni, prawosławni, zachowali w czystości dawne idealne pierwiastki słowiańskie i że oni jedynie są prawdziwymi Słowianami.

Spotykamy się i później z poglądami tego pokroju z tej i tamtej strony, a twierdzenia Duchińskiego, który odsądzał Rosjan od Słowiańszczyzny, uważając ich za konglomerat najrozmaitszych ras wschodnich, zewnętrznie tylko, językowo, zeslawizowany, odegrały znaczną rolę w teoretycznem utwierdzeniu supremacji polskiej w umysłach inteligencji polskiej w epoce powstania styczniowego.

Dzisiaj niezliczeni są Polacy, którzy uważają, że ze wszystkich Słowian Polacy są najwartościowszym narodem i umieją ten pogląd w ten czy inny sposób udowodnić. Ostatecznie i teorja „środkowości” polszczyzny, głoszona przez Jana Karłowicza jest dalekiem echem podobnych poglądów; z pewną dumą podkreśla uczony filolog, że język polski, dzięki swemu centralnemu położeniu śród plemion słowiańskich, zachował jakoby najwięcej istotnych cech słowiańskich, jest więc najlepszym, par excellence słowiańskim językiem.

Podobne przekonania żywią też inne narody, wywyższając się kosztem innych: jeżeli nie mają do tego tytułów w obecnej chwili, szukają ich w przeszłości, zazwyczaj bardzo odległej ; jeżeli i przeszłością się chlubić nie mogą, to zadowalają się idealizowaniem charakteru narodowego i perspektywami wspaniałej przyszłości. Narody, które dotychczas nie odgrywały większej roli historycznej, nie ustępują bynajmniej w śmiałości swych teoryj narodowych innym (n. p. Ukraińcy, uważający się za najczystszy rasowo naród słowiański, niepodległy wpływom obcym, lub Litwini, którzy podnoszą z dumą starożytność swej kultury pogańskiej, dawniejszej i wyższej od słowiańskich). Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż poczucie narodowe, znajdujące się dopiero w zaczątkach, potrzebuje koniecznie argumentów w tym stylu. Przcież nawet akcja separatystyczna kaszubska, prowadzona swego czasu przez Ceynowę, posługiwała się podobnemi teorjami.

Dyskusje na ten temat są ciągle żywe i aktualne; czasami przycichają one w publikacjach naukowych, ale skoro tylko nadchodzi chwila sposobna, odżywają w całej pełni. Wojna niedawnych lat, poruszając ze wszech stron namiętności i fanatyzmy narodowe, wyzwoliła, okiełznane czasowo wędzidłem rozsądku, pomysły fantastycznych nacjonalistów; całe rzesze samo chwalców, wśród których nie brak było najwybitniejszych uczonych, pracowały przez całe lata wojenne nad idealizacją własnego narodu i spotwarzaniem wrogów, przekraczając wszelką miarę, z zupełną pogardą dla prymitywnego choćby objektywizmu i metody naukowej.

Przecież uczony tej miary, co W. Wundt, napisał pod wpływem entuzjazmu wojennego broszurę Die Nationen und ihre Philosophie, która służyć miała doktrynie wyższości niemieckiej nad innemi narodami, a za nim długi szereg świetnych pisarzy i znanych powag naukowych - z tej i tamtej strony frontu - poświęcił się podobnym pracom.

W Polsce fala megalomanji narodowej podniosła się ze wzmożoną siłą w pierwszych latach niepodległości, choć i przedtem nie należeliśmy do narodów skromnych. Zbyt długa byłaby lista nazwisk autorów, służących pochlebstwu zbiorowemu, ale trudno tu nie wspomnieć pisarza, który zatracił wszelkie poczucie granic, a mianowicie J. K. Kochanowskiego; jego książka Polska w świetle psychiki własnej i obcej jest czemś tak nieprawdopodobnem, że trudno o niej pisać spokojnie.

Schlebianie zarozumiałości i pysze narodowej zawsze popłaca, to też i Kochanowski na brak uznania skarżyć się nie może! Podobną wziętością cieszyły się swego czasu książki X. Wojciecha z Konojad Dębołęckiego, doktora św. teologji, również historyka i historjozofa; przytoczyliśmy powyżej parę wyjątków z jego pism, a wiązankę analogicznych pomysłów Kochanowskiego dałoby się ułożyć bez trudu.

 

*

 

Fragment książki: Stanisław Bystroń - Megalomanja narodowa

Całą książkę można przeczytać pod adresem:
https://bc.radom.pl/dlibra/publication/26012/edition/24964


Data utworzenia: 03/04/2023 @ 06:54
Ostatnie zmiany: 03/04/2023 @ 07:38
Kategoria : =>> ART. PRZEKROJOWE
Strona czytana 1367 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
Saint_Michael_Smichov.jpgprawoslawny-pop.jpgkarlowe-wary.jpgprawoslawne-swiece.jpg23359664.jpgprawoslawny-slub-korony.jpgAgioi_Asomatoi-Athens.jpg0-cerkiew.jpg0-Belgrade.jpg402462_85_th.jpggrecki-prawoslawny.jpg141t.gif0-cebule.jpeg0-dome-cross.png0-vladimir-church-2.jpgnaksos.jpgMastichari_Kos_Greece.jpgAgios_Theologos_Kos.jpgRhodos_Agios_Nikolaos_Foundoukli.jpg0-Church Trinity.jpg0-Trinity Lavra.jpgDafni_Christ.jpg0-moskwa.jpg0-cebule3.jpgba4ko_1.jpg1170761.jpg0-archangel.jpg0-st-basils-moscow-3.jpgcyryl_metody.jpgprawoslawne-krzyze.jpgprawoslawny-haft.jpg0-dome-cross2.png0-moscow-2.jpgsvkanstanty_and_alena_kopia.jpg0-Belogorsk Monastery.jpg0-petersburg.jpg0-christ-the-saviour.jpg0-cerkiew2.jpgbazylika_Paros.jpgPatmos_church.jpg0-StPetersburg.jpgprawoslawny-ornat.jpgprawoslawny-slub.jpgkosciol-prawoslawny.jpgRhodos_Asklipio_Church.jpg0-sofia.jpg0-st-isaac-cathedral.jpgkrzyz-prawoslaawie.jpgPanagia_Damiotissa_Naxos_Greece.jpgprawoslawna-ikona.jpg0-cerkiew-5.jpgbatiuszka.jpg0-bochu.jpgprawoslawny-krzyz.jpg0-ortho4.jpglampy-prawoslawne.jpgPanagia_Vrisiani_Mesochori.jpg0-lodz2.jpg0-cebule2.jpgKalymnos_Emporeios.jpgmoscow14.jpgprawoslawny-koszyczek.jpg0-Nicholas_in_Kronstadt.jpgcerkiew_turzansk.jpg0-prawoslawie2.jpgOrthodox_Brno.jpg0-Savior of Spilled blood.jpg0-monas.jpgLavra_Easter.jpg0-Our Saint Petersburg.jpg0-The_Trinity_Cathedral.jpg0-Novgorod.jpgalexei-ii.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 6460509 odwiedzający

 53 odwiedzających online