Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Ameryka
Australia i Oceania

HERMETYZM - Kult Hermesa w Arkadii

Tadeusz Zieliński
Hermes  Trzykroć-Wielki

I.

Zarodów hermetyzmu należy szukać w kraju, który, wedle jednomyślnego świadectwa starożytności, był ojczyzną samego Hermesa, w Arkadji, mianowicie w tej jego miejscowości, która otacza najwyższą jego górę Killenę. Komu zdarzyło się, w drodze do Koryntu i Aten, płynąć przez zatokę koryncką, tę zachwycającą modrą rzekę, wijącą się między równoległemi łańcuchami gór Grecji Środkowej i Peloponezu,— ten z pewnością pamięta Killenę z jej śnieżnym wierzchołkiem, który tak jaskrawo odbija na tle całego przepychu południowej przyrody, ogarniającej podróżnego, na tle słodkiego oddechu morza, po którem jego okręt sunie.

Killena jest to strażnica Arkadji, a jednocześnie—jej symbol; rzeczywiście, to sielankowe wyobrażenie o Arkadji, które zyskało popularność i u nas dzięki pastoraljom wieku XVIII, bynajmniej nie odpowiada prawdzie. Starożytni znali ją jako krainę surową, z długotrwałemi i srogiemi zimami, pełną gór, dębowemi pokrytych lasami, w których przytułek miał wszelki zwierz dziki, zwłaszcza zaś niedźwiedzie; niedźwiedziom właśnie zawdzięcza ona swoją nazwę (Arkadia od greck. arkos = arktos „niedźwiedź").

Rzeki jej w zachodniej tylko części mają stok prawidłowy ku morzu; we wschodniej, którą tu mamy na widoku, wpierają się one w poprzeczne łańcuchy gór, przez które muszą przebić sobie niewidzialną, podziemną drogę; są to tak zwane „katawotry", przedmiot zabobonnej trwogi dla jej mieszkańców w starożytnych i nowych czasach. Niekiedy, rzeka, przed zniknięciem w katawotrze, tworzy jezioro; takie jest słynne jezioro Stymfalskie u podnóża Killeny.

Rzecz jasna, że katawotry uchodziły za wstęp do strasznego królestwa cieniów.  Jezioro Stymfalskie słynęło, jako rzeczywisty przedsionek piekła; tutaj żyły niegdyś krwiożercze ptaki Stymfalidy, polujące na dusze, dopóki nie wystrzelał ich bohater-oswobodziciel Herakles.

Jeszcze słynniejsza była druga rzeka w okolicach tejże Killeny, spadająca w bezdeń ze stromej czarnej skały w labiryncie dzikich gór; nazywano ją poprostu Straszna—Styx,—sądząc, że dalszy jej bieg tworzy mroczną rzekę podziemu, po której cienie umarłych płyną do wiecznej beznadziejnej krainy.

Jej woda uchodziła za śmiercionośną dla ludzi: używano jej tedy — na wzór ordaljów średniowiecznych — podczas najuroczystszych i najstraszniejszych ślubów. I jeszcze jedno dziwne krążyło co do tej wody podanie, — a mianowicie, że rozpuszczała w sobie wszelkie możliwe metale; widzimy stąd — i na tem polega szczególność tego podania, — że woda Styxu obudziła zaciekawienie także śród badaczy - chemików.

W czasach nowszych postanowiono sprawdzić jego słuszność. Znakomity Niebuhr wyraził domniemanie, że woda Styxu zawiera w sobie sole siarczane, lecz oparcia dla hypotezy swej nie znalazł. W roku 1813 archeolog duński Broendstedt, pragnąc rozstrzygnąć zagadnienie w sposób stanowczy, odwiózł do Kopenhagi dla analizy chemicznej szczelnie zakorkowaną butelkę w ody styxowej, wynik atoli analizy nie był pocieszający: okazało się, że jest to woda zwyczajna.

Czytelnik dowie się niebawem, dlaczego uznaliśmy za stosowne rozwodzić się o własnościach chemicznych wody styxowej; tymczasem wrócimy do rozpoczętego opisu. Mieszkańcy „kraju niedźwiedziego" nie byli rolnikami: aż do epoki historycznej podrwiwano z nich, że żywili się naturalnem i płodami swoich lasów dębowych, żołędźmi. Surowa ich kraina nie rodziła zboża: zielone zbocza gór, o ile nie szumiały lasem, służyły, jako pastwiska. Arkadianie, o ile nie żyli z myśliwstwa, byli pasterzami. Życie zaś pasterskie, z jego swobodą i dostatkiem wczasu, usposabia ku marzycielstwu, ku wyostrzeniu myśli i słowa, ku poezji. Tam, na śnieżnym szczycie Killeny, niebo styka się z ziemią: tam, bóg niebios, Zeus, zapłodnił boginię-Ziemię, którą Arkadjanie nazywali poprostu „mamą", Mają; synem Zeusa i Mai był Hermes Killeński. Hermes dał początek wszelkiej rzeczy, która istnieje; czczono go przeto na Killenie, jako symbol twórczych sił przyrody.

Z istoty swej Hermes był wszechogarniającym bogiem Arkadji; jednakowoż w wyobrażeniu o nim wybiły się na plan pierwszy te znamiona, które warunkował rodzimy byt Arkadjan. Naprzód tedy Hermes był bogiem-opiekunem życia pasterskiego; przedstawiano go chętnie w postaci najbardziej pożądanego gościa pasterzy, zwracającego zbłąkanego baranka (Hermes Kriophoros)... W tej roli, wszakże, wypadło Hermesowi wytrzymać szczególnego rodzaju współzawodnictwo: śród sąsiadów bujnie krzewił się kult Apollina Karnejskiego, który, jako Apollon Nomios, także był bogiem pasterskim .

Arkadjanie nasi nie dali się zbić z tropu: ich bóg był, mimo wszystko, „lepszy". I oto, w celu udowodnienia tej opinji, pieśniarze ich ułożyli śpiew o tem, jak Hermes, niemowlęciem jeszcze będąc, zręcznie uprowadził Apollinowi całe stado byków. W ten sposób podkopano ostatecznie powagę boga-współzawodnika: rzecz prosta, skoro Apollo nie umiał własnego upilnować stada, to niebezpiecznie byłoby powierzać jego pieczy inne.

Wspomniałem o pieśniarzach; rzeczywiście, byli pieśniarze w Arkadji. Składanie pieśni było naturalnym owocem kontemplacyjnego życia pasterskiego; bajarze arkadyjscy śpiewali swe jednostajne, przeciągłe dumki przy akompanjamencie gry na niewymyślnem narzędziu o kilku strunach, któremu rezonans nadawał żółw wydrążony, chelys. Instrument ów, oczywiście, był podarunkiem Hermesa, który w ten sposób stał się i na tem polu szczęśliwym współzawodnikiem Apollina.

Rozumie się, jednak, że ważniejszą, niźli granie na strunach, rzeczą była treść pieśni, dar wiązania myśli i słów: również i tę umiejętność dał człowiekowi Hermes, skąd też sama sztuka „tłumaczenia" (greckie hermeneuein) otrzymała od niego swe miano, i sam on następnie, jako dawca i opiekun mowy, otrzymał zaszczytny przydomek: logios.

Tak troszczył się Hermes o wyznawców swoich, gdy żyli; nie opuszczał ich przecież i po śmierci. Wspominałem już o tajemniczych „katawotrach" ziemi arkadyjskiej, nastręczających ludziom myśl o bezpośredniem sąsiedztwie królestwa cieniów; pod wpływem tego sąsiedztwa zaszło coś bezprzykładnego w religjach plemion greckich — powstało wierzenie, że tenże Hermes odprowadza też dusze w świat zagrobowy, rozrywając w ten sposób zasłonę, która dla wszystkich pozostałych bogów i ludzi oddziela oba światy od siebie.

Czczono więc Hermesa, jako „przewodnika dusz" (psychopompos); włada on laską złotą, która nakazuj e im podążać za nim mrocznemi drogami — tam, kędy przepada Styx, tam  kędy uchodzą fale jeziora Stymfalskiego. Tak, potężna to laska; ledwie Hermes dotknie nią człowieka czuwającego — ten zasypia natychmiast; ledwie nią dotknie śpiącego,— ten natychmiast się budzi.

Istotnie, jako pośrednik między dwoma światy, rozporządza on tą całą siłą tajemniczą, która utajona jest w łonie ziemi, w przybytku śmierci i snu.  Stąd zrodziło się wyobrażenie o Hermesie, jako o bogu czarów i czarodziejstwa; czytelnik domyślił się, zapewne, że jego laska złota jest rodzicielką tej laski czarnoksięskiej, której skinienie nadawało moc i skuteczność zaklęciom wszystkich magów i czarodziejów czasów następnych.

Oto jest znaczenie Hermesa w jego ojczyźnie arkadyjskiej, w krótkich ujęte słowach; lecz, jak wiadomo, kult jego nie ograniczał się do Arkadji. Arkadja nie mogła wyżywić wszystkich swoich synów; nie mając dla nich zboża, wyprawiała ich we wszelkie strony świata greckiego i nie-greckiego.

Podróżny w świecie starożytnym — zwłaszcza w okresach wcześniejszych — był istotą mniej lub więcej bezprawną; po miastach jeszcze ochraniał go Zeus Xenios, ale na drogach nikt się oń nie troszczył. I oto nasi Arkadjanie modlili się do swego rodzimego Hermesa, aby dobrotliwie „prowadził" ich na ich drogach: w ten sposób pozyskał Hermes znaczenie nowe, jako bóg, bezpieczeństwo zapewniający na gościńcach, w stosunkach między ludźmi, a następnie i w stosunkach między państwami. Złota jego laska stała się symbolem podróży i handlu, jakoż symbolem tym pozostała dotychczas.

Lecz jakież to pędzili życie owi wędrujący Arkadjanie? — Życie pełne przygód; co im bóg ześle — t. j. co ześle Hermes — tem się cieszyli. Dziś opowieścią uda się ubawić lub rozczulić słuchaczy  — to Hermes błogosławi mowie; jutro uda się korzystnie sprzedać jakąś rzecz, za bezcen nabytą — to Hermes błogosławi temu targowi; kiedy indziej zdarzy się znaleźć coś dobrego — to Hermes posyła tę rzecz znalezioną, która od niego otrzymała swą nazwę (hermaion); gdy zaś przyciśnie potrzeba — nie będzie grzechem skraść, co się uda, — Hermes przebacza złodziejom.

Zstępujemy mimowoli w dość poziome kręgi wyobrażeń; cóż począć; arkadyjscy poszukiwacze przygód, poza swoim krajem, nienajlepszą cieszyli się sławą. Odbiło się to również na roli Hermesa w Olimpie powszechnogreckim: stanowisko jego śród innych bogów było zupełnie podrzędne, odpowiednie do położenia jego czcicieli arkadyjskich, zmuszonych chleba szukać na obczyźnie. Ale o tem mowa będzie niżej.

Zato ileż naopowiadano o łaskach swego boga, skoro udawało się, z garścią złota, wrócić do ojczyzny! — wtenczas rzeczywistość mieniła się kolorami baśni, a Hermes, szafarz słowa i dowcipu, nie wymagał bynajmniej ścisłego przestrzegania prawdy. O najsłynniejszych poszukiwaczach przygód krążyły całe cykle legend: było ich, przed innymi, dwóch. Jeden, syn rodzony Hermesa, największy na świecie przebieglec i łowca skarbów, Autolykos („Sam-wilk").

„Przewyższał on — mówi o nim Homer — wszystkich swoją umiejętnością kradzieży i krzywoprzysięgania: odpuszczał mu to Hermes", t. j. dał mu raz na zawsze, jako synowi, pozwolenie na nadużywanie imienia swego przy ślubach. Domyślać się tylko możemy opowieści, jakie o sprawkach jego złodziejskich krążyły; tradycja zachowała nam jeden tylko ślad, wskazujący, że jest on prarodzicem wszystkich oszustów świata, zarówno w bajkach zachodnio-europejskich, jak w naszych ojczystych.

Śladem tym jest opowieść o tem, jak zdobył on godną siebie towarzyszkę życia w osobie Mestry (imię przejrzyste, od „medomaj"; znaczy — „mądralina“), która umiała przemieniać się w rozmaite zwierzęta i tem przynosiła zyski ojcu swemu: zamieni się w konia — ojciec sprzeda ją, ona zaś w pierwotnej swej postaci do niego wraca.

Razu pewnego sprzedana została w ten sposób Autolykosowi, który, rzecz zrozumiała, poznał się na sztuce starego, lecz za to uczynił zeń swego teścia.— Drugim bohaterem, ulubieńcem Hermesa, był przebiegły Odysseusz... Każdy się zadziwi: wszak był to król Itaki, żeglarz, pogromca Troi! Tak, zapewne: w tej postaci występuje on u Homera, który — prawdopodobnie, po kilku metamorfozach — przyjął i uszlachetnił postać prastarego włóczęgi arkadyjskiego. Że pierwotnie był on tym włóczęgą, o tem dobrze pamiętali Arkadjanie, którzy widzieli w nim założyciela swego miasta Feneusu, leżącego w sąsiedztwie góry Killeny i jeziora Stymfalskiego.

Tak, był to prastary Hermesa arkadyjskiego ulubieniec, albo raczej sam Hermes, jego ziemska „hypostaza“; dlatego Hermes opiekuje się nim w Odysseji; dlatego matka jego Antykleja zowie się córą Autolykosa; dlatego jego znijście do Hadesu odbyło się, wedle Ajschylosa, przez „katawotrę" jeziora Stymfalskiego.

Już dawno rozstaliśmy się z mniemaniem, jakoby Homer dawał najstarożytniejsze formy mitów greckich: nie, mity owe przeszły u niego przez tygiel kultury jońskiej w kolonjach Azji Mniejszej, formy zaś pierwiastkowe zachowały się w Grecji właściwej, skojarzone z kultami, które ocaliły je od zapomnienia i spaczenia.

Prastara tożsamość mitologiczna Odysseusza z Hermesem pomaga nam zrozumieć pewną osobliwość, która w silne wprawiała zakłopotanie mitologów i starożytnych i nowożytnych, a mianowicie tę genealogję, wedle której znany bóg arkadyjski, koźlorogi Pan, występuje, jako syn Hermesa i — Penelopy; genealogja ta wszakże nie tłumaczy jeszcze istoty tego dziwnego „boga".

Aby ją zrozumieć, musimy zniżyć się do naiwnej grubości wyobrażeń pierwotnych, gdy cudowny instynkt gatunków zwierzęcych kazał widzieć w nich istoty nie niższego, lecz wyższego rzędu, w porównaniu ze słabym, bezradnym człowiekiem. Pasterze arkadyjscy, dla których kozy bywały i karmicielkami i dobrodziejkami, wyobrażali sobie swego boga w postaci kozła; sądzę nawet, że była to forma pierwotna religji arkadyjskiej, poprzedzająca hermetyzm. Gdy zapanował ten ostatni, jako forma religijna doskonalsza, wypadło oba bóstwa powiązać ze sobą; najnaturalniej było zrobić Pana synem Hermesa.

Prastary rapsod, któremu zawdzięczamy jedno z najdawniejszych świadectw o Panie, — autor hymnu „homeryckiego“ ku czci tego boga — nie bez humoru wywiązał się ze swego zadania: nader wdzięcznie maluje on przerażenie biednej położnicy na widok koźlonogiego i rogatego niemowlęcia. Matka ratuje się odeń ucieczką, lecz Hermes nie stracił głowy: zawinąwszy synka w skórę zajęczą, udał się na Olimp, aby podzielić się radością z bogami. I, rzeczywiście, wszyscy bogowie się ucieszyli i „nazwali go Panem za to, że wszystkim rozradował serce".

W przekładzie logika ginie: autor imię własne „Pan" wysnuwa ze słowa pan —„wszystko". Pomimo nieprawdopodobieństwa tej etymologji (Pan, drugi przypadek Panos, oczywiście, nie może mieć nic wspólnego z pan, dr. prz. pantos) zyskała interpretacja powyższa wielką popularność; wszelako, przenikliwsi potomkowie nie zadowolili się, rzecz prosta, naiwną interpretacją pieśniarza-homerydy.

Bóg pasterzy i stad, bóg dzikiej przyrody, nastręczał się dla interpretacji bardziej głębokomyślnej, dla interpretacji panateistycznej. Zaczęto widzieć w nim „wszechboga“, uosobienie przyrody w jej zespole; wynikiem tego rodzaju spekulacyj stała się, już w okresie walki chrześcijaństwa z pogaństwem, tak szeroko znana legenda o „śmierci wielkiego Pana". Ale i chrześcijaństwo tryumfujące nie strąciło „wszechboga" pogańskiego w otchłań zapomnienia: wierne dążności swej do zamieniania bóstw zwyciężonych w demonów, uczyniło ono i z Pana z jego licem zwierzęcem ducha mroku i zła. Najstarsze wizerunki djabła przypominają niewątpliwie koźlonogie rogate monstrum, na którego widok matka rodzona w przerażeniu uciekła z łoża położnicy.

Taki był ów los dziwny, oczekujący w przyszłości osobliwe bóstwo dzikiej Arkadji.


II.

Uprzedziliśmy fakty; wracamy teraz do Hermesa i hermetyzmu. Nie daliśmy dotąd odpowiedzi na jedno pytanie, a mianowicie: czy z ową najstarszą arkadyjską religją Hermesa łączyła się jakakolwiek nauka? Postawić pytanie to jest rzeczą konieczną, z uwagi na to że hermetyzm późniejszy, ten, który stał się współzawodnikiem chrześcijaństwa, był właśnie nauką, i przytem, jak czytelnik przekona się, nauką poważną i głębokomyślną.

Zauważę natychmiast, że, odpowiadając na pytanie to w sposób twierdzący, różnię się od swoich poprzedników, którzy skłonni są wysnuwać późniejszą naukę hermetyczną w całości bądź ze źródeł platońskich, bądź z egipskich. Rozumie się, od owej najdawniejszej nauki hermetycznej, arkadyjskiej pozostały niezbyt widoczne zaledwo ślady; ale, bądź co bądź, ślady są i obecnością swoją świadczą o tej całości, która je zostawiła.

Wszelka wiedza religijna odpowiedzieć musi na dwa pytania, które przedewszystkiem umysłowi ludzkiemu się nastręczają, skoro człowiek przekroczy próg świadomości: na pytanie, skąd powstaliśmy, i na pytanie,— co się z nami stanie po śmierci. Innemi słowy, musi ona w sobie zawierać część kosmogoniczną i część eschatologiczną.

Zaczniemy od ostatniej. Czytelnik nie zapomniał tego, co powiedziano wyżej o „katawotrach" arkadyjskich, służących, wedle wierzeń ludowych, za wstęp do państwa podziemnego; tutaj, gdzie człowiek czuł się sąsiadem bezpośrednim świata niewidzialnego, musiały zrodzić się pytania co do tajemnic owego świata, co do tego, co oczekuje nas za zasłoną śmierci.

Powiedziałem już także, że dla Hermesa wstęp do owego świata stał otworem; to samo praw o przyznawano też Odysseuszowi, co w zupełności tłumaczy się jego tożsamością pierwotną z Hermesem. Fikcje tego rodzaju nigdy w religjach starożytnych nie pow stają bez celu: podobnie, jak powrót z Hadesu porwanej Persefony musiał służyć za rękojmię wiarogodności wiedzy eleuzyńskiej;—jak udanie się Orfeusza za zmarłą Eurydyką było niezbędnym warunkiem wiary ludzkiej w tajnie orfickie — tak samo w naszym wypadku, znijście Hermesa i Odysseusza do Hadesu mogło być tylko przedmową epicką do księgi objawień.

Człowiek krytyczny, choćby skłonny do wiary, zazwyczaj pyta się: skąd wiecie to, co opowiadacie nam o „krainie bez powrotu"? — Odpowiedź bywa jedna: od boga naszego (albo bohatera). — A on skąd wie? — Odpowiedź znów nieunikniona: on był tam, i stamtąd, skąd nikt nie wraca, powrócił. Powtarzam, istnienie mitu o znijściu podobnem jest niezawodnym śladem istnienia wiedzy o świecie zagrobowym śród plemienia, które sam mit stworzyło. Przekonywa nas o tem jeszcze bardziej opowieść o zstąpieniu Odysseusza u Homera: zbędność jego w ramach fabuły epickiej dawno już podkreśliła krytyka. Widocznie, tkwiło ono mocno w świadomości ludu, jeżeli pieśniarz nie uważał za możliwe usunąć go z fabuły.

Homer przenosi, wprawdzie, zstąpienie Odysseusza za ocean, w krainę kimmeryjską, nie oglądającą słońca; ale tu już etnologja poucza nas, że mamy do czynienia z wyobrażeniem późniejszem, mającem za warunek powstanie obyczaju spalania nieboszczyków, zamiast pierwotnego ich grzebania.

I widzieliśmy już, że obok tej formy podania istniała inna, starożytniejsza, ta, za którą idzie Ajschylos. Nie za oceanem, nie — w ojczystej swej Arkadji bohater arkadyjski, Odysseusz, zstąpił do królestwa podziemnego; mieszkańcy wybrzeży jeziora Stymfalskiego przeprawili go na drugą jego stronę, ku mrocznej jaskini, przez którą się spuścił. Z mieszkańców tych składał się chór tragedji Ajschylowej (Psychagógoi, t. j. „wywoływacze dusz"); trafem zachował Arystofanes jeden wiersz z ich chóralnej pieśni: „Hermesa — prarodzica czcimy, my, zamieszkałe nad jeziorem plemię".

„Mówią to Arkadjanie",— tłumaczy komentator starożytny, mający możność przeczytania tej zaginionej dla nas tragedji,—„i oto, dlaczego: na górze arkadyjskiej Killenie czczono Hermesa; wskutek tego kultu, od niepamiętnych istniejącego czasów, Hermes uchodził za ich prarodzica. Śpiewają oni też pewnego rodzaju historję podobną do mitu. Przez jezioro rozumie on Stymfalskie, także w Arkadji".

Z tragedji owej niezawodnie dowiedzielibyśmy się wielu pewnych oraz ciekawych rzeczy o eschatologji arkadyjskiej; tem bardziej żałować należy, że nie doszła do nas. Opowiada, wprawdzie, szczegółowo i Homer o zstąpieniu Odysseusza, ale ponieważ nie zachował on lokalizacji arkadyjskiej, przeto zawodną byłoby rzeczą kłaść opowieść jego na karb Arkadjan. Jakbykolwiek wszakże było, sam fakt istnienia eschatologji arkadyjskiej nie ulega bodaj żadnej wątpliwości.

Odpowiedź druga musiała dotyczeć kosmogonji. I co do niej znajdujemy poszlakę w nadmienionym wyżej wierszu Ajschylosa, wedle którego Arkadjanie czcili Hermesa, jako swego protoplastę. Wyobrażenie to wydało się dziwnem komentatorowi starożytnemu, który pochodzenie jego tłumaczy odwiecznością kultu Hermesa na arkadyjskiej Killenie; dla nas tłumaczenie takie nie jest obowiązujące, i rzeczą będzie pewniejszą, nie wdając się w dociekanie przyczyn, rozumieć świadectwo Ajschylosa w znaczeniu dosłownem, nie bacząc na jego niezwykłość.

A świadectwo to, istotnie, było czemś niezwykłem: wiemy, że bogowie uchodzili zazwyczaj za protoplastów rodów możnych, ale, ażeby plemię całe, jak tutaj, nazywać mogło boga swoim protoplastą, jest to zjawisko bodaj, że jedyne; pospolici śmiertelnicy pochodzą zazwyczaj bezpośrednio „od ziemi".

Hermetyczna tedy kosmogonja już tym jednym rysem różniła się od powszechnogreckiej, albo od innych greckich, — że, wedle niej, Hermes był prarodzicem swego ludu, t. j. ludzkości, ponieważ w kosmogonjach pierwiastkowych pojęcia te schodzą się ze sobą; możemy, wszakże, dołączyć jeszcze jedno świadectwo, które teraz dopiero, dzięki pewnej zdobyczy pomyślnej, nauczyliśmy się rozumieć.

Dawno już było wiadomo, że Arkadjan inni Grecy obdarzali szyderczą nazwą „ludzi przedksiężycowych" (proselenoi); według nadmienionego wyżej komentatora arystofanesowego, żartobliwe to przezwisko miało swe źródło w „historji, że Arkadjanie w pustyniach swych żyli w okresie przed stworzeniem księżyca".

Znowu, jak czytelnik widzi, autor nasz powołuje się na „historję"; czyż nie uzasadniony będzie domysł, że w obu wypadkach ma on na widoku tę samą „historję mityczną", a mianowicie staro-arkadyjski epos kosmogoniczny? Lecz jakbykolwiek było: nie ulega wątpliwości, że wedle wyobrażenia arkadyjskiego o pochodzeniu świata, przodkowie Arkadjan żyli w owych już czasach, kiedy nie było jeszcze ani księżyca, ani (zda się) słońca.

Innym Hellenom wydało się tego rodzaju wyobrażenie czemś dzikiem; rzeczywiście, wedle kosmogonij pozostałych, naprzód powstał świat wraz z ziemią, niebem i świecącemi na niem gwiazdami, a potem dopiero w tak urządzonej siedzibie zamieszkał człowiek. I znów osobliwość wierzenia pociągnęła za sobą próby innego wytłumaczenia słowa „proselenoi“: jedni tłumaczyli, że źródłem rzekomego zamętu stało się imię arkadyjskiego jakoby szczepu „selenitów"; drudzy źródła tego upatrywali w imieniu jakoby storożytnego króla Proselenosa; trzeci — w podaniu, jakoby Arkadjanie pobili jakichś nieprzyjaciół swych przed wschodem księżyca.

Niema potrzeby obalać tego rodzaju wybiegów; nieistotność ich jest oczywista: słuszność rozumienia dosłownego zyskała niedawno świetne potwierdzenie. W liczbie papirusów, jakie nabył w Egipcie i przywiózł do Strassburga Reitzenstein,znalazł się jeden fragment kosmogoniczny, wydany przezeń następnie w broszurze: „Zwei religionsgeschichtliche Fragen“ (Strassburg, 1901). Poniżej podaję go w przekładzie na prozę, podkreślając te słowa, które — wskutek niedostatecznego zachowania się papirusu — wypadło uzupełnić.

Fragment nasz rozpoczyna się od opowieści o tem, jak Zeus zrodził Hermesa, —

...wyłoniwszy pewną cząstkę swej wielokształtnej siły. Ów to jest wiecznie młody Hermes, mój bóg-prarodzic Wielekroć ojciec nakazywał synowi, aby stworzył świat piękny, i wręczył mu laskę złotą, laskę potężną, laskę, która stać się miała matką wszelkich sztuk przebiegłych. Bierze ją Hermes i dąży z nią, pałając żądzą spełnienia woli ojca swego; ojciec zaś, na wyżynie siedząc, z sercem radosnem spogląda na wielkie dzieło syna.

Spojrzał Hermes na cudowny, czworojedyny zaród; spojrzał — i zmrużył oczy od światła, rozlanego wszędzie; zwolna wzrok umocniwszy, oznajmił mu władcze słowo: „Słyszcie, dzieci eteru: sam Zeus, rodzic mój i władca, poleca obecnie żywiołom zaprzestać dawnej waśni; słyszcie słowo boga i wszyscy rozejdźcie się na miejsca. Na przyszłość w lepszej żyć macie między sobą zgodzie: przeniknę was miłością, zaszczepię wam pożądanie wzajemne, abyście w imię losu lepszego zapragnęli kojarzyć się ze sobą“.

Tak rzecze — i laską złotą dotknie się żywiołów: cisza niezmącona ogarnęła natychmiast wszystek chaos burzliwy, natychmiast wyrzekły się żywioły swych walk nieustannych i, rozchodząc się, usunęły się każdy na miejsce, należne sobie. Natychmiast światło rozproszone skupiło się w jedynym eterze; bezład odwieczny ustąpił błogosławionemu porządkowi.

Ucichła waśń powszechna. Syn wszechrodzica Zeusa nasamprzód eter promienisty, cudowną światła siedzibę, ruszył w obrót boski dokoła odnowionej przyrody. W ten sposób stworzył utwierdzenie niebieskie; ku ozdobie nieba stworzył siedem pasów; pasy te poruczył siedmiu duchom - władcom gwiazd, którzy błądzeniem los wytykają, jeden tuż pod drugim, stykając się ze sobą pasami; i zapaliły się wszędzie na sklepieniu niebieskiem światła.

Pośrodku zaś dźwignął on na podstawach niezłomnych ziemię, którą umocnił ścieżą pochyłej nieruchomej osi, wiodącą od palącego południa ku lodowatemu Arktosowi. Tutaj suchy ląd opasał on szaloną rzeką-oceanem , wiecznie burzliwą, między dwie jego połowy wsunąwszy zatokę środkową, która z zachodu ciągnie się aż do dalekich kresów wschodu, umocniona potężną tamą wysokich brzegów. Tak wokół bratniego lądu nieogarniętą taśmą rozlała się wilgoć, błąkających się fal i wiatrów odwieczna siedziba; ziemską zaś oś z obu końców ściskają bieguny...

.....................
.....................

Nie było jeszcze kręgu Heliosa, ani nawet Selena nie wstrząsała lejcami, poganiając cielice krzywonogie; noc płynęła nieustannie, nigdy brzaskowi dnia nie ustępując, oświecana zaledwo blaskiem słabo migocących gwiazd.

Z tą myślą krąży Hermes po mglistem powietrzu, ale nie sam: wraz z nim kroczy wielowładny syn jego — Logos, zdobny parą skrzydeł chyżych, wiecznie prawdomówny, ze świętą siłą przekonania na wieszczych ustach niekłamnych, czystych zamiarów ojca zwiastun skrzydlaty. Z nim na ziemię zstępuje Hermes, stwórca wszechświata, z nim przez cały przebiega ląd, wypatrując gorliwie miejsc łaskawych, gdzie mógłby zbudować miasto, pełne domów obfitych, miasto, które, powstawszy, byłoby godne przyjąć ród ludzki jasny w swoje ciasne mury.

Lecz kroków swych nie skierował Hermes ku lodowatemu Arktosowi, w poszukiwaniu miejsc przychylnych: wiedział, że w tej części świata otacza ziemię zasłona ciężkiej mgły, że gniotą ją złe chmary, smagają śnieżne zawieje; wiedział, że rola tam jest jałowa, lodową korą pokryta, niezdolna rodu ludzkiego wyżywić. Ale nie udał się też na południe, ku rozpalonym kresom świata, w poszukiwaniu miejsc przychylnych: wiedział, że pozbawiona wilgoci, rola południowa nie rodzi ani traw ani odmian zwierzęcych, że gór pustynnych nie wieńczą chmury deszczowe, że nad zwałam i skał, nad suchemi piaskam i bez ruchu ciąży znojne powietrze, nie znające chłodzącego cienia. Nie — pomyślał sobie Hermes — dwa lądy na świat nasz się składają: jeden z nich pełen mrozów , drugi zaś pełen ustawicznej spieki; jeden graniczy z Arktosem, drugi — z wszechpalącym ogniem; oba nie są w możności przyjąć owocnego nasienia ludzkiego, pośrodku atoli jest wyspa; obecnie zajęły ją góry te, rozsunąwszy się, przyjmą domostwa i osiedla śmiertelnych; przyjmą też strumienie rzek życiotwórczych, cór Oceanu; góry oddał we władanie nimfom, patronkom pastwisk: najwyższej z gór dotknął się laską; i oto z pośród wąwozu trysnął Ladon. Urodzajny jego muł natychmiast skryła w swem łonie Arkadja, — potem zaś, gdy pora nastała, jawiła światu upragnioną córę, krasolicą Dafnę.

 

Całą książkę można przeczytać w bibliotece Polona pod adresem:
https://polona.pl/item/hermes-trzykroc-wielki-hermes-trismegistos-studjum-z-cyklu-wspolzawodnicy,MjkwMjM1ODM/4/#info:metadata

 


Data utworzenia: 21/08/2022 @ 00:34
Ostatnie zmiany: 19/09/2022 @ 22:21
Kategoria : HERMETYZM
Strona czytana 167 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
-native-american2.jpg0-america.jpg0-amazonia5.jpgface-1.jpgindian-tribes.jpg0-beduin2.jpg0-maori.jpg0--scar-body.jpg0-african-tribes2.jpgkurdistan.jpg0-aboriginal-culture2.jpg0-african-tribes.jpg0-amazonia.jpg0-alaska.jpg0-america3.jpg0-native-america.jpg0-scar6.jpegmaori-face.jpg0-scar5.jpeg0-amazonia-2.jpg0-scar1.jpg0-himba2.jpg0-aboriginal-culture.jpg0-beduin.jpg0-scar2.jpgMyanmar3.jpg0-african-tribes3.jpgindia-australia-1.jpg0-native2.jpg0-scar3.jpg0-native.jpg0-american-cherokee.jpg0-scar8.jpeg0-scar7.jpeg0-Native_American_PowWow.jpg0-amazonia3.jpg0-amazonia4.jpg0-america2.jpg0-masai.jpgKandep tribesman.jpg0-myanmar-tattoo.jpg0-african-tribes4.jpg0-arunachal.jpgamazon.jpg0-apatani.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 5405145 odwiedzający

 65 odwiedzających online