Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

==>> WPROWADZENIE - Religia - zjawisko naturalne

Odczarowanie

Religia jako zjawisko naturalne

Daniel C. Dennet

Daniel Dennett jest wpływowym filozofem amerykańskim. W swojej najnowszej książce  szuka źródeł zjawisk religijnych, traktując je jako przejawy natury ludzkiej na równi z innymi zjawiskami społecznymi, psychologicznymi czy politycznymi. Pyta, na jakiej psychologicznej i kulturowej glebie wyrastają religie. Czy ich źródłem są jakieś istotne potrzeby, o które należy dbać? Czy stanowią produkt ślepego instynktu i ewolucji, czy też wynik racjonalnego wyboru? Czy ci, którzy wierzą w Boga, mają po temu słuszne racje? Książka Dennetta czerpie z wyników nauk empirycznych: biologii, historii, psychologii społecznej i ewolucyjnej. Autor twierdzi, że aby lepiej poznać i wytłumaczyć religie, należy zdjąć z nich pozór tajemniczości. Jego książka nie jest jednak dziełem antyreligijnym: to raczej trzeźwa eksploracja roli, jaką religie grają w naszym życiu osobistym, społecznym i politycznym.


Fragment książki:


1. WYDOBYWANIE TEGO, CO NAJLEPSZE

 

Religijna alegoria stalą się częścią rzeczywistości. I życie w tej rzeczywistości
pomaga milionom ludzi dawać sobie rade i być lepszymi ludźmi.

Langdon, bohater powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci


Gdy zaczynałem pisać te książkę, przeprowadziłem wywiady z wieloma osobami, starając się zrozumieć rozmaite role, jakie religia gra w ich życiu. Nie było to naukowe zbieranie danych (chociaż i to po trosze robiłem), lecz raczej próba odłożenia na bok wszelkich teorii i eksperymentów, nawiązania bezpośredniego kontaktu z rzeczywistymi ludźmi i pozwolenia im, by powiedzieli mi własnymi słowami, dlaczego religia jest dla nich taka ważna. Były to całkiem prywatne rozmowy, prawie zawsze w cztery oczy, i chociaż byłem w nich bardzo dociekliwy, nie wywierałem na moich rozmówców żadnej presji ani nie dyskutowałem z nimi.

Podczas tych spotkań często bywałem szczerze poruszony i wiele się nauczyłem. Niektórzy znosili w życiu cierpienia, które trudno mi było wyobrazić sobie jako własne; inni znajdowali w swojej religii siłę, by podejmować i wytrwale podtrzymywać decyzje zgoła heroiczne. Wrażenie mniej dramatyczne, ale z perspektywy czasu nawet silniejsze, sprawiły na mnie osoby o skromnych talentach i osiągnięciach, które w taki czy inny sposób okazały się po prostu znacznie lepszymi ludźmi, niż można było oczekiwać – nie tylko dlatego, że ich życie niewątpliwie miało sens dla nich samych, lecz przede wszystkim dlatego, że rzeczywiście czynili świat lepszym, podejmując wysiłki inspirowane przeświadczeniem, iż życie nie jest ich własnością, którą mogą dysponować według własnego wyboru.

Religia z pewnością potrafi wydobyć z człowieka to, co w nim najlepsze, nie jest jednak jedynym zjawiskiem, które ma tę właściwość. Często wielki wpływ na moralne dojrzewanie człowieka ma posiadanie dziecka. Wiadomo też, że czasy wojenne – a także katastrofy przyrodnicze, jak powodzie czy huragany – dostarczają ludziom mnóstwa okazji do zdobywania się na wspaniałe czyny. Na co dzień jednak i w ciągu całego życia prawdopodobnie nic nie jest pod tym względem równie skuteczne jak religia. Sprawia ona, że ludzie silni i utalentowani stają się bardziej skromni i cierpliwi, a ludzie przeciętni potrafią przerastać samych siebie; dostarcza też mocnego oparcia dla tych, którym niezwykle potrzebna jest pomoc w zerwaniu z alkoholizmem, narkomanią czy przestępczością. Ludzi skłonnych do egocentryzmu, bezwzględności, grubiaństwa, albo po prostu do łatwej rezygnacji, religia często wyprostowuje, nadając ich życiu perspektywę pomagającą im podejmować trudne decyzje, z których każdy z nas byłby dumny.

Oczywiście na moich ograniczonych i nieformalnych badaniach nie można opierać ostatecznych sądów wartościujących. Religia niewątpliwie przysparza takiego i innego dobra, lecz coś, co nie jest religią, mogłoby to czynić z równym lub większym powodzeniem. Przede wszystkim wiadomo, że istnieje wielu mądrych, moralnych i skłonnych do poświęceń ateistów i agnostyków. Być może badania pokazałyby, że jako grupa ateiści i agnostycy wykazują większy szacunek dla prawa, są bardziej wrażliwi na potrzeby innych i bardziej etyczni niż ludzie religijni. Na pewno nie przeprowadzono dotąd rzetelnych badań, które dowodziłyby, że jest przeciwnie. Możliwe, że największą pochwałą, na którą zasługuje religia, jest to, iż pomaga ona niektórym ludziom osiągnąć taki poziom obywatelskiej i moralnej dojrzałości, jaki jest typowy dla brajtów. Jeśli ktoś uzna to przypuszczenie za obraźliwe, powinien skorygować swój ogląd świata.

Do kwestii, które powinniśmy obiektywnie rozważyć, należy pytanie, czy islam jest bardziej, czy też mniej efektywny niż chrześcijaństwo w powstrzymywaniu ludzi przed zażywaniem narkotyków i piciem alkoholu (a także - czy w obu wypadkach złe skutki uboczne nie przeważają nad korzyściami), czy nadużycia seksualne są mniejszym, czy większym problemem wśród sikhów niż wśród mormonów, i tym podobne. Nie powinieneś zachwalać całego dobra, które przynosi twoja religia, dopóki nie zmniejszysz go skrupulatnie o całe zło, które religia ta wyrządza, i nie zastanowisz się poważnie nad tym, czy pewna inna religia, a może brak jakiejkolwiek religii nie byłby lepszy.

II wojna światowa z pewnością wydobyła ź wielu ludzi to, co w nich było najlepsze, a jej jeszcze żyjący uczestnicy często mówią, że była ona czymś najważniejszym w ich życiu, czymś, bez czego nie miałoby ono sensu; z pewnością jednak nie wynika stąd, że powinniśmy dążyć do nowej wojny światowej. Ceną, jaką trzeba zapłacić za wszelkie przekonanie o zaletach własnej religii, czy jakiejkolwiek innej religii, jest gotowość do poddania tego przekonania rzetelnej analizie. Tezą, którą wygłaszam tu jako wstępną, jest stwierdzenie, że wiemy już o religii dostatecznie dużo, by przyznać, że niezależnie od rozmiarów jej skutków negatywnych – bigoterii, zbrodniczego fanatyzmu, opresji, okrucieństwa i wymuszania ignorancji, by wymienić tylko te oczywiste – ludzie, którzy uważają religię za najważniejszą rzecz w życiu, mają wiele dobrych powodów, by tak myśleć.


2. CUI BONO?

 

Błogosławiony Pan na każdy dzień! Szczęśliwą uczyni nam drogę Bóg zbawienia naszego.
Księga Psalmów 67, 20

Im więcej dowiadujemy się o szczegółowych aspektach procesów naturalnych,
tym bardziej oczywiste jest dla nas to, że same te procesy mają twórczy charakter.
Nic nie wykracza poza naturę tak, jak ona sama.

Loyal Rue


Rzeczy dobre nie zdarzają się przypadkowo. Istnieją „szczęśliwe trafy”, lecz trwanie tego, co dobre, nie jest kwestią szczęścia. Może to być, oczywiście, sprawa Opatrzności. Możliwe, że to Bóg sprawia, iż zdarza się i trwa coś, co jest dobre, a bez jego interwencji tak by nie było. Jednakże wszelkie wyjaśnienie tego rodzaju musi czekać na swoją kolej z tych samych powodów, z jakich uczeni zajmujący się nowotworami nie są skłonni traktować nieoczekiwanych remisji jako „cudów”, których dalej już badać nie trzeba. Jaki naturalny, niebędący cudem układ procesów mógł spowodować wystąpienie i zapewnić trwałość tego tak bardzo przez nas cenionego zjawiska? Jedyną drogą prowadzącą do poważnego potraktowania hipotezy cudów jest eliminowanie naturalnych alternatyw.

Naturę charakteryzuje oszczędność, co widać na każdym kroku, jeżeli umie się na nią patrzeć. Przykładem są kojoty - chętnie dziś widziane uzupełnienie dzikiej zwierzyny Nowej Anglii - upiornie zawodzące w zimowe noce; te piękne , chytre drapieżniki są jednak nieufne wobec ludzi i niełatwo je spotkać. W jaki sposób można odróżnić pozostawione na śniegu tropy ich łap od tropów ich kuzynów, udomowionych psów?

Nawet z bliska trudno jest zauważyć różnicę między odciskiem łapy kojota a odciskiem łapy psa podobnej wielkości - pazury psa bywają nieco dłuższe, bo spędza on niewiele czasu na kopaniu w ziemi - ale nawet z daleka można rozstrzygnąć, czy ciąg tropów pozostawił kojot, czy pies: tropy kojota następują po sobie „gęsiego”, układając się w uderzająco proste linie, tylne nogi trafiają niemal dokładnie tam, gdzie przednie, podczas gdy tropy psa są nieporządne, pies bowiem radośnie biega tu i tam, spełniając wszystkie swoje zachcianki (David Brown, 2004). Pies jest dobrze odżywiony i wie, że tak czy owak dostanie swoją kolację, kojot natomiast ma skromny budżet i musi oszczędzać kalorie, by przetrwać. Jego sposób przemieszczania się został bezwzględnie podporządkowany kryterium wydajności.

Ale jak wobec tego wyjaśnić charakterystyczne wycie sfory kojotów? Jaką korzyść odnosi kojot z tego rozrzutnego wydatkowania energii? Korzyści takiej trudno się dopatrzyć. Czyż kojoty nie odstraszają w ten sposób swoich kolacji i nie sygnalizują swojej obecności drapieżnikom, które są ich wrogami? Wydaje się, że koszty tego rodzaju niełatwo byłoby czymś zrównoważyć. Są to dobre pytania. Biologowie pracują nad nimi i choć nie mają jeszcze gotowych odpowiedzi, z pewnością słusznie ich poszukują2. Każde takie zjawisko rozrzutnych nakładów wymaga wyjaśnienia.

Weźmy, na przykład, pod uwagę ogrom wysiłku, jaki ludzie na całym świecie wkładają w pozyskanie cukru - nie tylko w uprawianie i zbieranie trzciny cukrowej i buraka cukrowego oraz rafinowanie i transport produktu podstawowego, lecz także w cały związany z nim świat produkcji słodyczy, publikowania książek kucharskich pełnych przepisów na desery, reklamowania napojów bezalkoholowych i czekolady, komercjalizacji Halloween, a także w przedsięwzięcia, które utrzymują ten system w równowadze: kliniki leczące z otyłości, finansowane przez rząd badania nad wczesnymi objawami cukrzycy, stomatologię oraz wprowadzanie fluorku do pasty do zębów i wody pitnej.

Co roku produkuje się i konsumuje ponad sto milionów ton cukru. Aby wyjaśnić tysiące aspektów tego ogromnego systemu, który zapewnia pracę milionom ludzi i obejmuje wszystkie poziomy społeczeństwa, niezbędne są różnorodne badania przyrodnicze i historyczne, których tylko mały ułamek stanowią badania biologiczne. Musimy badać chemię cukru, fizykę krystalizacji i karmelizacji, fizjologię człowieka i historię rolnictwa, a nadto historię inżynierii, sposób produkowania, transport, bankowość, geopolitykę, reklamę i wiele innych zjawisk.

Nie byłoby całego tego związanego z cukrem wydatkowania czasu i energii, gdyby przed około pięćdziesięcioma milionami lat nie doszło do transakcji zawartej przez rośliny, które ślepo „poszukiwały” sposobu rozprzestrzeniania swoich zapylonych nasion, ze zwierzętami, które równie ślepo szukały wydajnych źródeł energii do realizacji swoich własnych projektów reprodukcyjnych. Istnieją inne sposoby rozprzestrzeniania nasion, takie jak ich szybowanie i wirowanie z wiatrem, przy czym każda z tych metod wiąże się z pewnymi kosztami i zyskami.

Ciężkie, mięsiste, pełne cukru owoce stanowią kosztowną inwestycję strategiczną, ale ma ona też dobre strony: zwierzę nie tylko przenosi nasienie, lecz także umieszcza je w odpowiedniej otulinie, sprzyjającej jego kiełkowaniu. Strategia ta niemal nigdy nie działa - nawet rzadziej niż raz na tysiąc prób - ale wystarczy, jeśli zadziała raz lub dwa razy podczas życia rośliny, by reprodukowała ona samą siebie na tej planecie i podtrzymała swoją linię genealogiczną. Jest to dobry przykład skąpstwa Matki Natury w jej ostatecznych rachunkach, połączonego z absurdalną rozrzutnością jej metod.

Nawet jeden plemnik na miliard nie spełnia - na szczęście - swojej życiowej misji, lecz każdy jest zaprojektowany i wyposażony tak, jakby wszystko zależało od jego sukcesu. (Plemnik przypomina pod tym względem spam e-mailowy, tak tani i łatwy do przekazania, że skrajnie niski poziom zysków wystarczy, by przystać na ten projekt).

Koewolucja zatwierdziła transakcję między rośliną i zwierzęciem, zaostrzając zdolność naszych przodków do wyróżniania cukru jako „słodkiego”. Zaopatrzyła mianowicie zwierzęta w specjalne molekuły receptorowe, które reagują na koncentrację wysokoenergetycznych cukrów we wszystkim, czego zwierzęta próbowały, i - najkrócej mówiąc - powiązała te molekuły z maszynerią poszukiwania.

Ludzie zwykle mówią, że lubimy pewne rzeczy, ponieważ są słodkie, ale w ten sposób odwracają relację: należałoby powiedzieć raczej, że pewne rzeczy są słodkie (dla nas), ponieważ je lubimy! (A lubimy je, bo nasi przodkowie, którzy zostali zaprogramowani tak, by je lubić, zyskiwali więcej energii do reprodukcji niż ich mniej fortunnie zaprogramowani kompani). W molekułach cukru nie ma niczego, co byłoby w jakimkolwiek sensie „samoistnie słodkie”; są one natomiast samoistnie cenne dla organizmów, którym potrzebna jest energia, dlatego ewolucja sprawiła, że organizmy te mają wbudowaną silną skłonność do preferowania tego, co pobudza ich wyspecjalizowane detektory wysokiej energii. Właśnie dlatego rodzimy się z instynktownym upodobaniem do słodyczy - i w zasadzie im są one słodsze, tym lepiej.

Obydwie strony - rośliny i zwierzęta - odniosły korzyści, a system doskonalił się z biegiem czasu. Korzyścią z całego tego projektu i wytwarzania (pierwotnego wyposażenia roślin i zwierząt) była zróżnicowana reprodukcja zwierząt owocożernych i wszystkożernych oraz roślin o jadalnych owocach. Nie wszystkie rośliny „wybrały” transakcję wymagającą rodzenia jadalnych owoców, lecz te, które to zrobiły, musiały rodzić atrakcyjne owoce, by współzawodniczyć między sobą. Wszystko to miało sens ekonomiczny: była to racjonalna transakcja, przeprowadzana przez wieki w tempie wolniejszym niż lodowcowe, i oczywiście żadna roślina ani zwierzę nie musiało czegokolwiek z tego rozumieć po to, by system prosperował. Jest to przykład zjawiska, które nazywam bezwiedną racjonalnością (free-floating rationale), Dennett, 1983, 1995b).

Ślepe, pozbawione kierunku procesy ewolucyjne „odkrywają” wzory, które dobrze funkcjonują. Funkcjonują one dzięki rozmaitym swoim właściwościom, które retrospektywnie można opisać i ocenić tak, jakby stanowiły zamierzone skutki działań inteligentnych projektantów, znających z góry racjonalność danego projektu. Na przykład soczewka oka jest z wielkim kunsztem zaprojektowana tak, by spełniała swoje zadanie; inżynieryjna racjonalność jej detali jest bezbłędna, nikt jednak tego nie wyartykułował, dopóki oko nie zostało rozpracowane przez uczonych. Ekonomiczna racjonalność ewolucyjnych transakcji quid pro quo jest bezbłędna, lecz do niedawna, do czasu, gdy kilka tysiącleci temu pojawił się handel wymienny między ludźmi, racje, które przemawiają za takimi transakcjami, nie były dostępne żadnemu umysłowi.

Dygresja. Pogląd ten wywołuje sprzeciw osób, które nadal nie doceniają prawomocności teorii ewolucji przez dobór naturalny. Według najnowszych badań zaledwie co czwarty mieszkaniec Stanów Zjednoczonych rozumie, że ewolucja jest niemal równie mocno uzasadniona jak fakt, że woda to H2O. Ta wprawiająca w zakłopotanie statystyka wymaga wyjaśnienia, zwłaszcza że odbiega od wyników badań przeprowadzanych w innych społeczeństwach o wysokim poziomie nauki. Czy tak wielu ludzi może nie mieć racji? Cóż, jeszcze stosunkowo niedawno tylko nieznaczna mniejszość mieszkańców Ziemi wierzyła, że jest ona kulista i krąży wokół Słońca, wiemy więc, że większość może się gruntownie mylić. Jak to się jednak dzieje, że mimo mocnego potwierdzenia teorii ewolucji przez niezliczone świadectwa naukowe tak wielu Amerykanów nie wierzy w ewolucję?

Odpowiedź jest prosta: zostali oni solennie zapewnieni, że teoria ewolucji jest fałszywa (a co najmniej nieudowodniona), przez ludzi, którym ufają bardziej niż uczonym. Narzuca się niebanalne pytanie, kogo należy winić za tę szeroko rozpowszechnioną dezinformację. Załóżmy, że duszpasterze twojej wiary, którzy są mądrymi i dobrymi ludźmi, zapewniają cię, że ewolucja jest teorią fałszywą i niebezpieczną. Jeżeli jesteś laikiem, nie ponosisz winy za to, że uważasz ten ich pogląd za autorytatywny i przekazujesz go, równie autorytatywnie, swoim dzieciom.

Wszyscy w wielu sprawach wierzymy ekspertom, a duszpasterze są twoimi ekspertami. Skąd jednak wzięli oni tę błędną informację? Jeżeli twierdzą, że pochodzi ona od uczonych, to zostali oszukani, gdyż nie ma ani jednego cieszącego się szacunkiem uczonego, który by tak twierdził. Istnieje natomiast wielu oszustów i szarlatanów wyrażających poglądy tego rodzaju. Jak widać, nie przebieram w słowach.

Co zatem sądzić o tzw. naukowych kreacjonistach i zwolennikach koncepcji Inteligentnego Projektu, których tak często słyszymy i widujemy w mocno nagłaśnianych kampaniach? Spotkali się oni z rzeczową i cierpliwą krytyką ze strony sumiennych uczonych, którzy podjęli trud przedarcia się przez zasłonę dymną ich propagandy i wykazania, że posługują się oni zwodniczymi argumentami, świadomie przeinaczają fakty i uciekają się do wykrętów3. Jeśli szczerze nie zgadzasz się z tak stanowczym odrzuceniem ich twierdzeń, to powinieneś w tym miejscu dokonać wyboru jednej z dwu możliwości:

1. Dokształcić się w teorii ewolucji i zapoznać z jej krytyką, po czym samodzielnie ocenić, czy to, co powiedziałem, jest prawdą, zanim będziesz kontynuował lekturę tej książki. (Przypisy końcowe do tego rozdziału odsyłają do wszystkich pozycji literatury, które będą ci potrzebne w tym celu, a zapoznanie się z nimi powinno zająć tylko parę miesięcy wytężonej pracy).

2. Zawiesić chwilowo swój sceptycyzm co do teorii ewolucji, aby dowiedzieć się, co ewolucjonista ma do powiedzenia na temat religii jako zjawiska naturalnego. (Być może twój czas i energię jako sceptyka lepiej będzie wykorzystać na próbę dotarcia do jądra tej ewolucjonistycznej perspektywy w poszukiwaniu jej fatalnego błędu).

Alternatywne wyjście to przekonanie, że w ogóle nie musisz brać pod uwagę świadectw naukowych, ponieważ „Biblia mówi”, że ewolucja jest nieprawdą, co rozstrzyga sprawę. Jest to bardziej radykalne stanowisko, które czasem bywa wyrażane. Ale nawet jeśli jesteś przekonany, że Biblia ma ostatnie i nieomylne słowo w każdej sprawie, powinieneś wiedzieć, że są na świecie ludzie, którzy nie podzielają twojej interpretacji Biblii. Na przykład wielu traktuje Biblię jako słowo Boże, ale nie odczytuje jej jako wykluczającej ewolucję, jest więc oczywistym faktem, że Biblia wcale nie do wszystkich przemawia jasno i jednoznacznie. A skoro tak, to Biblia nie jest dobrym kandydatem do roli wspólnej platformy, którą można zająć w rozumnej konwersacji bez dalszej dyskusji. Jeżeli twierdzisz, że jest taką platformą, to grasz na nosie pod adresem całego tego dociekania. (Żegnaj zatem, ale mam nadzieję, że któregoś dnia znowu się spotkamy).

Czy jednak nie ma niczym nieusprawiedliwionej asymetrii w fakcie, że nie uzasadniając tu mego antykreacjonizmu, równocześnie dyskwalifikuję rzeczników bezbłędności Biblii jako niestosujących się do reguł racjonalnej dyskusji? Nie, ponieważ odesłałem wszystkich do literatury, w której uzasadnia się odrzucenie kreacjonizmu, rozważywszy wszelkie kontrargumenty, podczas gdy rzecznicy bezbłędności Biblii odmawiają nawet zapoznania się z tą literaturą.

Dla symetrii powinni oni zachęcić mnie do lektury prac - jeśli takie istnieją - które mają dowodzić, wbrew wszelkim obiekcjom, że Biblia jest rzeczywiście słowem Bożym, które wyklucza ewolucję. Nikt mi dotąd nie podsunął literatury tego rodzaju i nie znalazłem jej w Internecie, jeśli ona jednak istnieje, z pewnością stanie się wcześniej czy później przedmiotem czyichś badań, podobnie jak kreacjonizm i jego krytyka. Czytelnicy, którzy zdecydują się kontynuować lekturę tej książki, nie powinni oczekiwać po mnie dalszych rozważań na temat kreacjonizmu i jego odmian, ponieważ powiedziałem im, gdzie mogą znaleźć odpowiedzi, pod którymi się podpisuję na dobre i na złe. Koniec dygresji.

Prawnicy używają utartego łacińskiego zwrotu cui bono?, który znaczy „Kto na tym korzysta?”; pytanie to gra nawet ważniejszą rolę w biologii ewolucyjnej niż w prawie (Dennett, 1995b). Każde zjawisko w świecie istot żywych, które z pozoru wydaje się niefunkcjonalne, woła o wyjaśnienie. Zawsze powstaje podejrzenie, że musieliśmy coś przeoczyć, ponieważ niepotrzebne wydatki są, krótko mówiąc, nieekonomiczne, ekonomiści zaś stale przypominają nam, że nie ma niczego takiego jak darmowy obiad. Nie dziwi nas to, że zwierzę wytrwale szpera nosem w ziemi, bo domyślamy się, że szuka pożywienia, jeśli jednak regularnie przerywa tę czynność, aby fiknąć koziołka, chcemy wiedzieć, dlaczego to robi.

Ponieważ przypadki się zdarzają, nigdy nie można wykluczyć, że pewna właściwość istoty żywej, która wydaje nam się pozbawionym sensu wybrykiem natury, naprawdę jest takim wybrykiem (nie zaś głęboko uzasadnionym ruchem w grze, której nie rozumiemy). Jednakże ewolucja z niezwykłą konsekwencją eliminuje pozbawione sensu przypadki, toteż gdy zauważamy trwały wzór kosztownego wyposażenia lub czynności istoty żywej, możemy być niemal pewni, że wyposażenie to lub czynność przynosi jakieś korzyści jedynemu przedsięwzięciu, które ewolucja honoruje: zróżnicowanej reprodukcji. Kiedy poluje się na beneficjantów, trzeba szeroko zarzucać sieci, często bowiem są oni trudno uchwytni. Przypuśćmy, że spostrzegasz szczury, które ekstrawagancko ryzykują życie w obecności kotów, zadajesz więc sobie pytanie cui bono?.

Jaką korzyść odnoszą te szczury ze swoich lekkomyślnych zachowań? Czy chcą się popisać przed potencjalnymi partnerkami, czy może to dziwaczne zachowanie daje im lepszy dostęp do bogatych źródeł pożywienia? Jest to możliwe, lecz prawdopodobnie szukasz beneficjanta w niewłaściwym miejscu.

Podobnie jak motyliczka wątrobowa, która osiedliła się w niestrudzenie wspinającej się mrówce, o czym wspomniałem na początku tej książki, pewien pasożyt, Toxoplasma gondii, może żyć w ciele wielu ssaków, lecz musi znaleźć się w żołądku kota, by móc się reprodukować; rozwinął on pożyteczną właściwość polegającą na tym, że gdy zainfekuje szczura, oddziałuje na jego system nerwowy tak, że szczur staje się nadaktywny i stosunkowo odważny, jeśli więc znajdzie się w pobliżu kota, jest bardziej prawdopodobne, że zostanie przezeń zjedzony! Cui bono? Zyskuje przystosowanie - sukces reprodukcyjny - pasożyta, nie zaś szczurów, które są jego nosicielami (Zimmer, 2000).

Każda transakcja w przyrodzie ma swe uzasadnienie; jest to racjonalność bezwiedna, jeśli nie dotyczy transakcji zawieranych przez ludzi - jedynych reprezentantów rozumujący dotąd pojawili się na tej planecie. Racjonalność może się jednak zdezaktualizować. W miarę zmieniania się możliwości i zagrożeń w środowisku korzystna transakcja może tracić swoje walory. „Rozpoznanie” tego faktu zajmuje ewolucji wiele czasu. Dobrym przykładem jest nasze upodobanie do słodyczy. Podobnie jak kojoty, zbieracze-łowcy, którymi byli nasi przodkowie, utrzymywali się z bardzo napiętego budżetu energetycznego i musieli korzystać z każdej nadarzającej się okazji, by magazynować kalorie na wypadek jakiejś awaryjnej sytuacji. Praktycznie nienasycony apetyt na to, co słodkie, odgrywał więc w ich życiu ważną rolę. Dziś, gdy znamy metody wytwarzania ogromnych ilości cukru, ten nienasycony apetyt stał się poważną wadą organiczną. Znajomość jej ewolucyjnego źródła pomaga nam znaleźć sposób, by się z nią uporać.

Nasze upodobanie do słodyczy nie jest sprawą przypadku ani zwykłym błędem w skądinąd doskonałym systemie; zostało nam ono wbudowane po to, by spełniało swoje zadanie, i jeśli nie doceniamy jego funkcjonalności, odporności na perturbacje i próby stłumienia, nasze wysiłki, by się z nim uporać, mogą stać się przeciwskuteczne. Istnieje powód, dla którego lubimy cukier, i jest to - lub był - bardzo dobry powód. Można też wskazać inne anachroniczne upodobania, które zasługują na naszą uwagę.

W poprzednim rozdziale wspomniałem o muzyce i później zbadamy bardziej szczegółowo jej możliwe źródła ewolucyjne; najpierw jednak chcę rzucić światło na pewne prostsze nasze upodobania. Co można powiedzieć o alkoholu? Albo o pieniądzach? Albo o seksie?

Seks stanowi jeden z najciekawszych i najbardziej zagadkowych problemów teorii ewolucyjnej, na pierwszy rzut oka bowiem reprodukcja seksualna jest naprawdę kiepską transakcją. Zapomnijmy - na moment - o naszym ludzkim rodzaju seksu (o seksie atrakcyjnym) i zajmijmy się bardziej podstawowymi odmianami reprodukcji seksualnej w świecie istot żywych: reprodukcją seksualną prawie wszystkich wielokomórkowych form życia, od owadów i małż po drzewa owocowe, a nawet wielu organizmów jednokomórkowych.

Wielki biolog ewolucyjny, François Jacob, zażartował kiedyś, że marzeniem każdej komórki jest to, by stać się dwiema komórkami. Zawsze, gdy dochodzi do takiego podziału, cały genom komórki zostaje skopiowany w jej potomstwie. Innymi słowy, komórka rodzicielska klonuje samą siebie: nowo powstające organizmy dziedziczą 100% jej genów. Skoro możesz wykonać doskonałe kopie genetyczne samego siebie, dlaczego miałbyś ponosić koszta reprodukcji seksualnej, która nie tylko wymaga znalezienia partnera (partnerki), lecz - co ważniejsze - przekazuje potomstwu jedynie połowę twoich genów?.

Ta 50-procentowa reprodukcja (z punktu widzenia genu) nazywana jest kosztem mej ozy (podziału, który występuje w komórkach płciowych, w odróżnieniu od mitozy, czyli podziału przy klonowaniu). Ten koszt musi się jakoś opłacać, i to natychmiast, nie w jakimś późniejszym terminie, ponieważ ewolucja nie potrafi przewidywać i nie akceptuje transakcji opartych na spekulacjach co do ostatecznego zysku, który transakcje te przyniosą w jakimś odległym czasie. Reprodukcja seksualna jest więc kosztowną inwestycją, która musi się szybko zwrócić.

Szczegóły teorii i eksperymentów dotyczących tego zagadnienia są fascynujące (zob. np. Maynard Smith, 1978, 1988; Ridley, 1993 [wyd. poi. 2001]), lecz do naszych celów wystarczy kilka najbardziej pouczających wyjaśnień, które przynoszą najnowsze badania teoretyczne: seks (w każdym razie u kręgowców, jak my) opłaca się dlatego, że czyni nasze potomstwo zagadką dla pasożytów, które nosimy w sobie od urodzenia.

Pasożyty żyją krótko w porównaniu ich z nosicielami i na ogół reprodukują się wielokrotnie podczas swego życia. Ssaki, na przykład, są nosicielami bilionów pasożytów. (Tak, w tej chwili, niezależnie od tego, jak bardzo jesteś zdrowy i czysty, biliony pasożytów należących do tysięcy różnych gatunków żyje w twoich jelitach, w twojej krwi, skórze, włosach, ustach i w każdej innej części twego ciała. Ewoluowały one gwałtownie, aby przetrwać ataki twoich sił obronnych od dnia, w którym się urodziłeś).

Zanim samica osiągnie wiek reprodukcyjny, jej pasożyty ewoluują tak, by dopasować się do niej lepiej niż jakakolwiek rękawiczka. (Równocześnie rozwija się jej system immunologiczny, który je zwalcza, zapewniając - jeśli jest zdrowa - równowagę w tym nieustającym wyścigu zbrojeń). Gdyby samica urodziła swój klon, jej pasożyty przeszłyby do niego i od początku czuły się jak w domu; byłyby optymalnie przystosowane do tego nowego środowiska. Jeśli natomiast stosuje ona reprodukcję seksualną, zapewniając swemu potomkowi mieszany zbiór genów (w połowie pochodzących od partnera), wiele z tych genów - lub raczej ich produktów w wewnętrznym systemie obronnym potomka - będzie czymś obcym i tajemniczym dla pasożytów, które opuściły swój statek. Zamiast jak w domu, poczują się one na terra incognita. Daje to owemu potomkowi wielką przewagę na starcie w wyścigu zbrojeń. Czy taka transakcja może być opłacalna?

Pytanie to znajduje się w centrum obecnych badań nad biologią ewolucyjną i jeśli dalsze badania potwierdzą pozytywną odpowiedź na nie, to będziemy znali odwieczne, stale funkcjonujące w ewolucji źródło rozbudowanego systemu czynności i produktów, które zwykliśmy wiązać z pojęciem seksu: rytuały małżeństwa i tabu zakazujące cudzołóstwa, strojenie się i fryzowanie włosów, odświeżacze oddechu, pornografia, kondomy, HIV i cała reszta.

 


Data utworzenia: 17/08/2011 @ 20:49
Ostatnie zmiany: 03/07/2020 @ 00:16
Kategoria : ==>> WPROWADZENIE
Strona czytana 5923 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
0-angelo.jpg01-krzyz-w-polu.jpg0-cemetery-6.jpg0-Staglieno-a.JPG0-angelo3.jpg0-Staglieno-e.jpg01-gesu-croce.jpg0-k-Lalibela.jpg0-angel sad.jpg01-jesu.jpg0-swiece.jpg01-krzyz-w-zimie.jpg0-cemetery-3.jpgsacred-heart.jpg0-cemetery-5.jpg0-cemetery-4.jpg0-cemetery-2.jpg0-angel.jpg01-jezus-drewno.jpg01-krzyz-w-polu4.jpg0-Staglieno-b.jpg01-crucifix2.jpg01-rozaniec.jpg01-gesu-croce2.jpg0-angelo2.jpg01-cacerd-heat.jpg01-thorvaldsen.jpg01-krzyz-w-polu-7.jpg01-corona-di spine.jpg0-Aniol.jpg0-cemetery.jpg0-angel-2.jpg0-Staglieno-d.jpg01-krzyz-m.jpg01-rio2.jpg01-w-wa.jpg01-cruz-valle.jpg0-Staglieno-c.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 4094980 odwiedzający

 39 odwiedzających online