Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Grecja - Świątynia Artemidy

Świątynia Artemidy
Dzień 6 miesiąca zwanego w Atenach Hekatombajon, w Macedonii zaś Loos. Rok, w którym igrzyska olim­pijskie obchodzi się po raz 106.

Pożar strawił ogromną świątynię Artemidy w Efe­zie. A wybuchł on nie skutkiem nieszczęsnego przy­padku i nie od pioruna. Umyślnie i świadomie podłożył ogień Herostratos, opętany maniacką żądzą sławy. Kie­dy bowiem schwytano go i wzięto na tortury, wyznał wręcz skwapliwie, że istotnie popełnił zbrodnię — i to tylko w tym celu, aby imię swoje uczynić głośnym na cały świat i po wszystkie wieki. Natychmiast więc postanowiono ukarać szaleńca tak, aby odczuł to naj­boleśniej: chciano pozbawić go upragnionych owoców obłędnego pomysłu. Zapadła uchwała rady nakazująca wymazać nazwisko Herostratosa z wszelkich akt i do­kumentów urzędowych, a nawet z pamięci społecznej w każdej jej postaci, gruntownie i na zawsze.
Artemizjon Artemizjon - rekonstrukcja
Tak też by się stało i zwyrodniała ambicja otrzy­małaby w odwecie to, na co zasługiwała, gdyby nie nadmierna ciekawość i przekora pewnego historyka. Zwał się Teopompos, pochodził z niezbyt odległej od Efezu wyspy Chios, a w roku wielkiego pożaru był jeszcze młodzikiem. W swym później napisanym dzie­le — nosiło ono tytuł Filippika, od imienia króla ma­cedońskiego, ojca Aleksandra — podał, kto był podpa­laczem. Ofiarował mu tym sposobem niby w darze bez­interesownym to, o co właśnie tamten zabiegał i czego pożądał najgoręcej: nagrodę sławy nieśmiertelnej. Inni wszakże dziejopisarze starożytni, to trzeba przyznać, zachowali w tej sprawie przykładne milczenie.

Wielka świątynia leżała na podmokłej równinie nad­rzecznej już za murami miasta. Właśnie z tej przyczy­ny ogień nie spowodował zniszczeń w samym Efezie, choć płomienie biły wysoko. Widok był tym groźniej­szy, że pożar szalał nocą i czynił wrażenie, jakby to wznosiły się ku niebu potworne, czerwone skrzydła. Nad ranem zaś tłumnie wylegli na ulice kapłani ude­rzając się dłońmi po twarzach i wołając przeraźliwie, że już wnet spadnie na Azję straszliwe nieszczęście. Wielu z nich było obcego, niehelleńskiego pochodzenia. Zwano ich magami i niektórzy może istotnie przyjechali z dalekiej Persji aż tu, na zachodnie wybrzeża Azji Mniejszej, do wielkiego przybytku bogini u ujścia rzeki Kajstros. Zarówno sama ich obecność, jak też pewne znamiona kultu musiały budzić wrażenie, że świątynia Artemidy stanowi bastion azjatyckości, jej więc pożar zapowiada symbolicznie losy krain Wschodu.

Artemida Artemida Efezka Cześć bogini sięgała tam czasów pradawnych, jeszcze przedgreckich — cześć pani życiodajnych sił przyrody, władczyni urodzaju i świata dzikich zwierząt. Imiona jej w różnych stronach brzmiały odmiennie, lecz mity, kulty i wyobrażenia miały charakter podobny, w isto­cie bowiem chodziło wciąż i wszędzie o tę samą bogi­nię. Kiedy zaś przybyli nad rzekę Kajstros pierwsi osadnicy greccy, wzięli ją od razu za swoją Artemidę, groźną i tajemniczą łowczynię-dziewicę, co niespo-dziewanie jawi się w ostępach leśnych. W miejscu jej dotychczasowego kultu zaczęli wznosić swoją świą­tynię.

Nowożytne badania archeologiczne, prowadzone już w wieku XIX, odsłoniły dzieje budowli w ciągu ponad tysiąclecia. Najstarsze zachowane resztki pochodzą z wieku VIII p.n.e. W stuleciu następnym, to jest VII, przyszły najazdy i zniszczenia, ale już w wieku VI od­budowano całość okazale. Z tego to okresu pochodzą resztki kolumn jońskich, obecnie w londyńskim British Museum.

Greckie napisy na ich podstawach głoszą, że darował je król Lidii Krezus — ten sam, którego bo­gactwa stały się przysłowiowe, a który przez pewien czas władał też Efezem. Później wciąż dodawano coś do stroju i skarbów domu, w miarę jak rosła zamożność miasta i napływały coraz liczniejsze rzesze pielgrzy­mów. Właśnie ta budowla stała się pastwą płomieni wznieconych przez Herostratosa.

Z pożaru wszakże uratowano figurę Artemidy. A spłonęłaby natychmiast, gdyby tylko padła na nią choćby iskra, rzeźbiona bowiem była w drewnie, które przy każdej ceremonii kultowej, może nawet co dzień, obficie namaszczano wonnymi olejkami — i to przez całe wieki. Przetrwała jednak prawdziwie cudem i ten ogień, i wszystkie inne późniejsze kataklizmy, wojny, zawieruchy, jakie spadały na Efez w ciągu następnych stuleci. Dopiero w roku 401 n.e., a więc w 757 lat po tamtym pożarze, zwycięscy chrześcijanie odarli ją z kosztownych ozdób i rzucili w płomienie. Mimo to wiemy wcale dokładnie, jak wyglądała, zachowało się bowiem wiele antycznych kopii oryginału wykonanych w marmurze i kamieniu, trafiają się nawet wyobraże­nia na monetach. Przed zaledwie kilkunastu laty od­kryto podczas prac wykopaliskowych w samym Efezie trzy spore, stosunkowo mało uszkodzone posążki bogini oraz fragmenty kilku innych.

Wszystkie podobizny wskazują wyraźnie, że figura świątynna była pod względem kształtu i sposobu rzeź­by bardzo archaiczna. Przedstawiała Artemidę stojącą sztywno pomiędzy dwiema łaniami. Na pierwszy rzut oka szokujące wrażenie czyni górna część ciała, wyda­je się bowiem, że są tam ułożone obok siebie w trzech rzędach małe piersi kobiece; łącznie bywa ich na ko­piach 31 lub 34.

Sądzono dawniej, że to istotnie piersi, symbol płodności, urodzaju, sił życiodajnych. Obecnie jednak uważa się, że chodzi po prostu o bogaty strój bogini, nakładany podczas uroczystości i nabożeństw, owe zaś rzekome piersi to stylizowane przedmioty i ele­menty zdobnicze. Dolną część ciała aż po same kostki przykrywa ściśle przylegający jakby fartuch, haftowa­ny w postaci różnych zwierząt. Jeśli wreszcie chodzi o nakrycie głowy, to zachowane wyobrażenia przedsta­wiają je rozmaicie, widocznie więc ulegało zmianom zależnie od wymagań kultowych czy też nawet gu­stów epoki.
Artemida Artemida Efeska (Muzeum w Watykanie)
Posąg ocalał z pożaru, który wzniecił Herostratos, do odbudowy zaś świątyni przystąpiono rychło. Od ra­zu też postanowiono, że będzie ona jeszcze większa, świetniejsza i okazalsza od swej poprzedniczki. Miasto nie szczędziło pieniędzy, a ludzie prywatni, zwłaszcza kobiety, dawali wyraz pobożności ofiarowując klejnoty i drogocenne sprzęty. Dary nie poszły na marne. Gdy po wielu latach świątynia otrzymała swój pełny kształt i wystrój, zasłynęła jako jeden z cudów świata, a za­chwycano się nią przez całe wieki. Rzymski pisarz Pliniusz Starszy tak pisze:

„Jako rzeczywiście godny podziwu pomnik osiąg­nięć greckiej architektury stoi dotąd świątynia Diany Efeskiej. Budowała ją cała Azja przez lat 120. Wznie­siona została umyślnie na terenie podmokłym, aby nie naruszyły jej wstrząsy i pęknięcia skorupy ziemskiej. By jednak fundamenty takiego kolosu nie miały pod­stawy śliskiej i chwiejnej, dano najpierw na spód war­stwę tłuczonego węgla, a na to jeszcze warstwę runa owczego. Cała świątynia ma 425 stóp długości (126 m), szerokości 225 (66 m), kolumn zaś 127; każdą z nich inny król fundował, każda ma wysokości po 60 stóp, a 36 z nich jest rzeźbionych, w tym jedna przez Skopasa. Prace prowadził architekt Chersifron. Najbardziej zdu­miewa to, że tak wysoko zdołano podnieść ogromnie ciężkie architrawy. Budowniczy dokonał tego przy po­mocy koszów napełnionych piaskiem. Powstała z nich rampa o łagodnym stoku, sięgająca ponad głowice kolumn. Potem powoli opróżniano owe kosze, zaczynając od spodu, tak że blok stopniowo osiadał na swoim miej­scu. Najgorzej szło przy tym architrawie, który miał spoczywać nad bramą, był bowiem największy i nie opadał w łożysko. Mistrz tak się tym przejął, że w koń­cu zamierzał popełnić samobójstwo. Powiadają jednak, że kiedy myślał o tym w nocy, wreszcie zasnął znużo­ny; i wtedy to ujrzał boginię, dla której budował przy­bytek. A ona zachęciła go, by żył i pracował, obiecuje bowiem, że głaz sama osadzi. Co też się stało dnia na­stępnego".
Artemida Plan świątyni w Efezie
Mniej więcej w 100 lat po owym nieszczęsnym po­żarze, a więc około roku 250 p.n.e., gdy świątynia znowu stała w pełnym blasku świetności, pisał dzieło historycz­ne niejaki Hegezjasz. Był rodem z Magnezji w Lidii, miał głośne imię jako mistrz retoryki. Lubował się w błyskotliwych efektach stylistycznych, w śmiałych porównaniach i bogatej ornamentyce wypowiedzi. On to wysunął zaskakujące w swej naiwności pytanie: Jak to się stało, że bogini tak potężna nie potrafiła obronić własnego domu przed obłąkanym świętokradcą i pło­mieniami? Natychmiast też sam na tę wątpliwość od­powiedział: Widocznie Artemidy nie było wówczas w świątyni. A dlaczego nie było? Oto właśnie tejże nocy musiała czuwać nad pewnym połogiem bardzo daleko od Efezu, aż w Pelli, stolicy Macedonii!

Aby uchwycić sens i puentę tych słów, należy pa­miętać, że mity greckie zawsze sławiły Artemidę jako dziewicę, ale zarazem czyniły ją opiekunką połogów. Połączenie pozornie dziwne, tłumaczy się jednak tym, że bogini uchodziła również za panią księżyca, jego zaś fazy — tak wierzono — regulują rozwój płodu w ło­nie matki.

Już w starożytności nie wszystkich zachwycała Hegezjaszowa retoryka i dziwaczne, ni to zabawne, ni to pobożne usprawiedliwianie pożaru nieobecnością bogini. Plutarch cytując wypowiedź mówcy i historyka z Mag­nezji powiada: — Lodowata sztuczność takich słów mogłaby ugasić nawet ów żar, co strawił świątynię!

Sam jednak przyjmuje i podaje jako rzecz pewną, że w dniu 6 miesiąca zwanego w Atenach Hekatombajon, w Macedonii zaś Loos, w roku igrzysk olimpijskich obchodzonych po raz 106, królowa Olimpiada urodziła w Pelli chłopca, który otrzymał imię Aleksander.

Czy zbieżność w czasie owych dwóch wydarzeń — pożaru azjatyckiej świątyni i urodzin królewicza, który miał się stać zdobywcą Azji — to fakt rzeczywisty, czy też wymysł pisarzy lubujących się w efektownym ze­stawianiu spraw znaczących i symbolicznych? Owszem, różne wskazówki pośrednie dowodzą niezbicie, że Ale­ksander urodził się latem roku 106 olimpiady, czyli według naszej rachuby w roku 356 p.n.e. Ale czy do­kładnie tej nocy, kiedy płonął efeski przybytek Arte­midy? Czy nie później o dni kilka lub kilkanaście, a może nawet i więcej?

Metryk wówczas nie znano. W świecie helleńskim nie stawiano też jeszcze horo­skopów urodzinowych. Jak wiadomo, wymagają one do­kładnych danych o momencie przyjścia na świat osoby, dla której horoskop się układa, trzeba bowiem wyzna­czyć wzajemny układ planet w danej chwili i godzinie. Wiara w przepowiednie astrologii rozpowszechniła się w Grecji dopiero po czasach Aleksandra i pośrednio dzięki niemu, stanowiła bowiem jakby owoc jego pocho­du przez ziemie Wschodu, gdzie umiejętność obserwo­wania i tłumaczenia ruchów ciał na niebie kwitnęła od wieków. Nie było więc astrologa na dworze w Pelli. Nikt nie badał położenia planet, aby odczytać, jaki los czeka syna Olimpiady i Filipa, królewskiej pary Mace­donii.

Ale i później żaden astrolog nie byłby w stanie od­tworzyć jego horoskopu z należytą dokładnością. Gdy­by bowiem przyjąć, że urodził się on istotnie w dniu 6 miesiąca Hekatombajon, to i tak nie da się ustalić, który to naprawdę dzień w kalendarzu astronomicznym. Rzecz w tym, że ateński podział roku na miesiące nie pokrywa się z naszym, a ponadto pewne lata miały dni dodatkowe, zdarzały się różne wahania i dowolności. Lecz i te względy nie przeszkadzają wielbicielom astro­logii. Jeszcze w wieku XX ułożono co najmniej dwa ho­roskopy Aleksandra. Jeden z nich przyjmował, że kró­lewicz urodził się w dniu 7 czerwca roku 356. Skąd data tak niezgodna z przekazami historycznymi? Astrolog za­pewne rozumował tak: wprawdzie nie znamy dnia uro­dzin, znamy jednak los i charakter Aleksandra wcale dobrze, należy więc wyszukać, w którym to dniu miesię­cy letnich roku 356 układ planet wróżył przychodzące­ mu na świat właśnie takie losy i taki charakter. Przy­pomnijmy, że tablice astronomiczne pozwalają ściśle ustalić położenie planet dla każdego dowolnego momen­tu w przeszłości i w przyszłości.

Otóż okazuje się, że dzień 7 czerwca roku 356 miał niekorzystną koniunkcję planet Marsa i Saturna, planet wojny i śmierci. Zapowiadał dziecku wojny, co prawda zwycięskie dlań, ale też śmierć przedwczesną jego samego i wszystkich naj­bliższych. Natomiast drugi horoskop opracowany dla Aleksandra przez astrologa naszego wieku przyjmuje datę nocy z 20 na 21 lipca. W tym przypadku zaznaczał się szczególny wpływ planety Uran. Starożytni wpraw­dzie jej nie znali, odkryta bowiem została dopiero w ro­ku 1781, ale uwzględnia się ją w horoskopach stawianych obecnie.

Aby wyczerpać tę tematykę, powracającą wcale czę­sto w różnych opracowaniach, trzeba i to powiedzieć: Aleksander najprawdopodobniej przyszedł na świat w ostatniej dekadzie lipca, należącej do zodiakalnego znaku Lwa. Astrologowie zaś utrzymują zgodnie, że chłopcy spod tego znaku są odważni, wielkiego serca, inteligentni, dumni i ambitni. Często grożą im wielkie niebezpieczeństwa, a równie często oni sami unoszą się gniewem i popełniają w zaślepieniu czyny, których po­tem gorzko żałują. Są wspaniałomyślni i pełni twórcze­go entuzjazmu, mają zdolności organizacyjne i szerokie horyzonty. Ale potrafią być brutalni, bezwzględni, nie­przejednani. Sprzeciwu nie znoszą, pożądają władzy i sławy. Ich planetą jest Słońce.

*
Fragment książki: Aleksander Krawczuk: Ród Argeadów

Data utworzenia: 15/08/2017 @ 02:28
Ostatnie zmiany: 17/09/2017 @ 00:32
Kategoria : Grecja
Strona czytana 85 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
pictographs.jpgEasterIsland.jpgnewgrange.jpg0-mani-nepal2.jpg0-zen3.jpg0-zen-5.jpgdolmen.jpgMenhir.jpgk-k-12.jpgnowgrange.jpggavpillar.jpg0-mantra.jpgk-k-04.jpgk-k-02.jpgstonehenge.jpgspirals.jpgk-k-07.jpgtarxientemplesintro.jpgk-k-01.jpgk-k-03.jpgk-k-08.jpgk-k-13.jpgGiyorgis_01.jpgethiopia.jpgk-k-11.jpgk-k-10.jpgk-k-06.jpgStanding Stones.jpg0-zen.jpgcarnac.jpg0-mani-2.jpg0-zen-4.jpgoko-kamienie.jpgEaster-Island.jpgk-k-14.jpgmenhir-3.jpgBalance_stonesz.jpg0-zen2.jpgk-k-05.jpgdolmen-2.jpg0-mani-1.jpgspirit-stones.jpgMenhir-2.jpg0-buddist.jpg0-mani-nepal.jpgsaintsernin.jpgk-k-09.jpg0-mani-stone.jpgTiya.JPGgobekli-tepe.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2341923 odwiedzający

 25 odwiedzających online