Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Religie a kobieta - Pasqualina Lehner

Mocna dziewica, czyli Pasqualina Lehner

Co przez czterdzieści lat łączyło rzymskiego patrycjusza Eugenio Pacellego, który jako papież Pius XII objął Piotrowy tron 2 marca 1939 roku, z Franciszką Lehnert, córka bawarskiego chłopa, która jako niemiecka mniszka przyjęła imię Pasqualina? Co wspólnego miał ten wysoki, szczupły mężczyzna o wielkich ciemnych i błyszczących oczach, wydatnym nosie, mięsistych wargach i pięknych dłoniach, którymi wręcz fascynował, z niedużą zgrabniutką, choć z wiekiem coraz bardziej pulchną, o regularnych rysach, ładnym nosku i upartym, ostrym nieufnym spojrzeniu kobietą w habicie?

Tadeusz Breza, polski dyplomata, który w latach 1955‐1958 był radcą do spraw kulturalnych Ambasady PRL w Rzymie, w notatniku rzymskim, który opublikował potem jako książkę pod tytułem „Spiżowa Brama”, zapisał jesienią 1958 roku, tuż po śmierci Piusa XII: „Kiedy papież żył każdy wiedział, że problem tej mniszki przy boku papieskim nie nadaje się do żadnej aluzyjnej kroniki. Z ludzi, których Pasqualina gorszyła, nikt nigdy nie interpretował ich wzajemnego stosunku w sposób nieodpowiedni. Po śmierci ludziom się usta rozwiązały i gadali, co im ślina na język przyniosła”.

Kiedy się poznali, ona miała lat 23, on – 41. Nie rozstawali się ze sobą aż do śmierci Piusa XII w dniu 9 października 1958 roku. Nawet, kiedy Eugenio Pacelli jako kardynał na początku marca 1939 roku brał udział w konklawe, Pasqualina Lehnert towarzyszyła mu tam, gdzie żadna kobieta przed nią, ani żadna po niej nie miała dotąd wstępu.

Pius XII Pius XII (1876-1958)
Eugenio Maria Giuseppe Giovanni Pacelli
Nie odstępowała swego kardynała na krok. Tak została jedyną kobietą w dziejach Watykanu, którą dopuszczono do tajnych obrad tego zgromadzenia. Jedyną, która jako towarzyszka życia kapłana mogła naocznie cieszyć się triumfem, jaki przypadał tylko nielicznym księżom w blisko dwa tysiące lat liczących dziejach Kościoła. Powierzony jej opiece Eugenio Pacelli został 259 papieżem. „Habemus papam!” w ustach Pasqualiny brzmiało naprawdę donośnie.

O urodzonym w 1876 roku w Rzymie Eugenio Pacellim, pierwszym od pontyfikatu Benedykta XIII (1724‐1730) rzymianinie na tronie papieskim, mówiono, że był mężczyzną nadwrażliwym. Wyjątkowo delikatnym. Wychuchanym przez matkę ukochanym synem, który jednak miał w sobie tyle siły, by przeciwstawić się ojcu. Wbrew jego życzeniu, aby kontynuował rodzinne tradycje prawnicze, już we wczesnej młodości pochodzący z książęcego rodu Eugenio Pacelli postanowił poświęcić się stanowi duchownemu.

Tradycji rodzinnej tak do końca nie przerwał – skończył, bowiem studia prawnicze, ale równolegle studiował teologię. Święcenia kapłańskie przyjął w 1899 roku. Ledwo jednak otarł się o pracę na parafii. Nie mieszkał na żadnej z rzymskich far, po świeceniach przebywał nadal w domu rodziców.

Bardzo szybko, bo w 1901 roku, a to dzięki poparciu przyjaciela rodziny kardynała Vannutellego, dostał się do sekretariatu Stanu Watykanu, rozpoczynając kilkadziesiąt lat trwającą karierę w dyplomacji papieskiej. Dyplomacja watykańska była jego szkołą życia. Siedział w niej od 1912 roku najpierw jako Sekretarz św. Kongregacji dla Spraw Nadzwyczajnych, potem na nuncjaturach w Niemczech, wreszcie jako Sekretarz Stanu. W sumie 27 lat spędził w służbie dyplomatycznej. 19 lat trwał pontyfikat papieski Piusa XII, w czasie, którego nie opuszczał już Rzymu, dalej niż do Castel Gandolfo – letniej rezydencji papieży, gdzie przyszło mu zakończyć żywot.

Kiedy zmarł, mówiono, że całe jego życie było jak w wacie, jak w szklanym kloszu. Spędził je w bezkrytycznym, opiekuńczym cieple najpierw własnej matki, potem tej, która mu ja zastąpiła – siostry Pasqualiny, zwanej – odkąd zamieszkała w jego apartamencie papieskim – matką Pasqualiną.

Spośród wszystkich rodzajów uczuć, na pewno przede wszystkim matczyno – synowskie uczucia łączyły tego starannie wykształconego człowieka z prostą chłopką, która dopiero jako zakonnica ukończyła kursy gospodarstwa domowego. Był on obdarzony fantastyczną pamięcią – nigdy nie czytał swych wystąpień z kartki, wystarczyło mu, bowiem rzucić okiem na tekst tuż przed publicznym wygłoszeniem. Znał łacinę, angielski, francuski, niemiecki, hiszpański i portugalski. Ona nie miała formalnego wykształcenia, ale cechowała ją duża inteligencja. Oboje za to mieli władcze charaktery. Eugenio Pacelli jako papież Pius XII kreował się na antyczne bóstwo, uważał się nie tyle za spadkobiercę św. Piotra, co następcę Boga na ziemi, trzymał, więc wielki dystans wobec niemal wszystkich śmiertelników. Wszystkich – poza matką Pasqualiną.

Ona zaś szarogęsiła się w Watykanie jak nikt przedtem. Była szarą eminencją Watykanu. Prowadziła dom papieski z najwyższą skrupulatnością, utrzymując wśród personelu żelazną dyscyplinę, terroryzując trzy inne zakonnice niemieckie, które jej pomagały oraz klucznika Stefanoriego i szoferów. Włosi nie mogąc się pogodzić z jej władczym charakterem nazywali ją złośliwie la Papessa – Papieżyca. Mówiono o jej intrygach nazywając Pasqualinę „virgo potens”. Zaprawdę była to mocna, wpływowa, mająca władzę dziewica.

Jak doszło do tego, że siostra Pasqualina, w zakonie Zgromadzenia Sióstr od świętego Krzyża zajmująca się przed oddelegowaniem na służbę u Pecellego uczeniem młodych panien wstępujących do nowicjatu pożytecznych zajęć domowych, na przeszło czterdzieści lat objęła ster domowych spraw nuncjusza, potem kardynała Pecellego, a w końcu Piusa XII?

Kiedyś wysłano ją do domu zakonnego „Stella Maris” w szwajcarskiej miejscowości Rorschach, gdzie siostry jej zgromadzenia prowadziły sanatorium dla chorych na gruźlicę księży. Tam właśnie po raz pierwszy zetknęła się z Eugenio Pacellim, wówczas jeszcze młodym pracownikiem Sekretariatu Stanu, który zagrożony gruźlicą, spędził jakiś czas w tym sanatorium. Pasqualina jako siostra miłosierdzia, pilnowała surowego reżimu jego, zaleconej przez lekarzy, kuracji. Ta, skrupulatnie nadzorowana przez nią kuracja przywróciła Eugenio Pacellemu zdrowie.

Lehnert Pascalina Lehnert (1894 – 1983) Kiedy signore Eugenio Pacelli przedstawił w czerwcu 1917 roku listy uwierzytelniające Ludwikowi III Bawarskiemu i objął nuncjaturę w Monachium, pewnego dnia usłyszał kłótnię dwu kobiet, które wynajmowano do sprzątania gmachu. Choć znał doskonale niemiecki, nie zrozumiał wszystkich słów. Zapamiętał te nieznane mu i zapytał o ich znaczenie kardynała Faulhabera. Wzbudził tym jego konsternację, bo były to wyrazy bardzo wulgarne. Gdy kardynał Faulhaber dowiedział się, że padły one z ust kobiet pracujących w nuncjaturze, poradził Pacellemu, by je zwolnił i poprosił o przysłanie sióstr ze „Stella Maris”. Mogły one zamieszkać na terenie nuncjatury i zająć się prowadzeniem spraw domowych. Nuncjusz postarał się o potrzebne w takim wypadku zezwolenie papieskie. I tak i jego boku znalazła się siostra Pasqualina. By Pacelli mógł ją wziąć ze sobą, otrzymała dyspensę od Benedykta XV, Pius XI rozszerzył ją potem na zamieszkanie w pałacu watykańskim.

Tylko z uwagi na osobę siostry Pasqualiny Eugenio Pacelli już jako Pius XII został cichym protektorem Zgromadzenia Sióstr od św. Krzyża z Melzingen. Cichym, bo dopiero po jego śmierci wiadomość ta przedostała się do publicznej świadomości, dając powody do daleko, może nawet i zbyt daleko idących wniosków. Protektorat papieski nad zgromadzeniem zakonnym to był wielki honor. Do tej pory przypadał tylko najszacowniejszym i najstarszym zakonom i tylko takim, które oddały wielkie i historyczne usługi Kościołowi. Tymczasem niczego podobnego nie można było się dopatrzyć w niedługich i skromnych dziejach sióstr z Melzingen. Chyba, że wziąć pod uwagę osobiste zasługi w posłudze papieskiej jednej z nich – siostry, zwanej matką Pasqualiną.

Pius XII był wielkim samotnikiem, człowiekiem z natury zimnym, nieprzystępnym, zamkniętym w sobie. Nie widywał nawet bliskich – poza wigilią Bożego Narodzenia. Nie pracował w tym dniu i po południu wyjątkowo pozwalał na odwiedziny rodziny. Przyjeżdżali do jego apartamentu książęta Pacelli z dziećmi, wnukami i prawnukami.

Papież rozdawał podarunki, częstował starszych przygotowaną przez matkę Pasqualinę herbatą, a dzieci czekoladą. Pokazywał misterną szopkę porcelanową z XVII wieku, którą kupił niegdyś w Monachium. Był z niej bardzo dumny. Z tej okazji kazał także zwyczajem niemieckim, niepraktykowanym we Włoszech, a wprowadzonym przez matkę Pasqualinę, ustawiać choinkę w rogu pokoju. Tak to był wyjątek. Tylko cząstkę tego jednego dnia w roku Pius XII poświęcał własnej rodzinie. A kiedy pewnego razu zachorowała jego siostra Elżbieta i koniecznie chciała się z nim zobaczyć, to na tę okazję musiała zdobyć wpierw zgodę Pasqualiny. Ta zaś przywiozła Elżbietę do Watykanu własnym, podarowanym jej przez papieża plymouthem i zaraz po zakończeniu tej nadzwyczajnej, krótkiej audiencji odwiozła siostrę papieża tymże samochodem, eskortując ją prawie jak kogoś podejrzanego. Tak oto matka Pasqualina wypełniała niemal całkowicie życie osobiste Piusa XII. Była mu bliższą niż własna rodzina. To ona wyznaczała rytm dnia Piusa XII.

Ten zaś przez tyle lat był – poza okresem chorób – niezmienny. Zaprogramowany został przez Pasqualinę jak szwajcarski zegarek. O 6,30 pobudka, po krótkiej modlitwie – zimny prysznic, golenie maszynką elektryczną. Potem msza w prywatnej kaplicy, w której uczestniczyła Pasqualina z trzema zakonnicami, a służyli klucznik Stefanori i szofer Stoppa. Po mszy pierwsze śniadanie składające się z kawy z mlekiem i rogalika. Przy śniadaniu lektura gazet.

O godzinie 9,40 wkraczał do swego purpurowo – złocistego gabinetu, a dwadzieścia minut później rozpoczynał przyjmowanie gości i podległych mu urzędników watykańskich. Dwie godziny później, w południe rozpoczynał się czas audiencji prywatnych lub publicznych. O godzinie 13,30 siadał do obiadu, który podobnie jak wszystkie inne posiłki spożywał zawsze samotnie. Po zupie, makaronie, kawałku cielęciny, sałacie popijanej szklanka wina przychodziła pora na wieńczącą obiad filiżankę kawy. Potem sjesta i powrót do pracy. O godzinie 16,00 papież zjeżdżał windą na podwórze, wsiadał do cadillaca i jechał do ogrodów watykańskich na spacer. Spacerował samotnie wertując dokumenty, a jedyną osobą, która dyskretnie mu towarzyszyła z tyłu, był jego szofer, który niósł za papieżem teczkę z dokumentami. O godzinie 20,00 papież spożywał lekką kolację, potem przez pół godziny słuchał radia lub oglądał telewizję. Następnie zasiadał do pisania przemówień, bulli, encyklik. Pisał piórem, które bezszelestnie napełniała atramentem Pasqualina, potem przepisywał dokument na maszynie, jeżeli tekst poprawiał, przepisywał ponownie. Wreszcie przychodził czas lektury. Po zakończeniu pracy modlił się w kaplicy i szedł spać między pierwszą a drugą w nocy. Nikt i nic nie zakłócało tego kontrolowanego nieustannie przez Pasqualinę jednostajnego rytmu dnia. Zakłóciła go tylko poważna choroba.

Pierwszy raz miała miejsce w 1954 roku. Został nawet przez Pasqualinę wezwany spowiednik papieża, aby udzielił mu ostatniego namaszczenia. Pius XII odesłał go jednak, mówiąc, że mu się ukazał Chrystus, który powiedział mu, że godzina jego jeszcze nie wybiła. Wtedy Pasqualina nie zdołała zapanować nad biegiem sytuacji. Sprawa bez jej wiedzy dostała się do gazet i odtąd krążyło wokół niej wiele anegdot. Jeden z kardynałów watykańskich zmęczony nagabywaniem dziennikarzy, jak wyglądał Chrystus, gdy objawił się papieżowi, miał odpowiedzieć, że tak, jak powinno się być ubranym podczas wizyty u papieża – we fraku i przy orderach. Opowiadano też, jak to matka Pasqualina puka do sypialnio papieża, pytając, czy ma przynieść kawę, a stamtąd dobiega obcy potężny głos: „Tak, dwie kawy!”.

Papież nie lubił się leczyć, uznawał tylko dwie ewentualności: albo pełnia władz umysłowych i pełna aktywność albo śmierć. W czasie pierwszej poważnej choroby w 1954 roku rytm jego dnia zmienił się tylko o, tyle, że papież wstawał rzeczywiście równo z dzwonkiem o godzinie 6,30, a nie kwadrans, pół godziny, a nawet czasami godzinę wcześniej, jak to miewał we zwyczaju.

Matka Pasqualina programowała jego życie, a Pius XII żył w Watykanie jak na niemieckiej wyspie. Jego sekretarzem był Niemiec, jezuita ojciec Leiber. Nazywany był położnym myśli papieża. Słynął, bowiem z wyjątkowo przydatnego asystowania przy rodzeniu się myśli papieskiej. Kiedy był potrzebny, bezosobowo referował sprawę, gdy papież milczał, milczał i on.

Spowiednikami papieża byli również Niemcy: jezuici Augustin Bea, późniejszy kardynał, i Hentrich, który ponadto redagował przemówienia papieża i odszukiwał potrzebne mu materiały w bibliotekach i archiwach. Jedynym przyjacielem Pacellego był prałat Kaas, ongiś szef katolickiej partii Centrum w Niemczech. Spośród kardynałów Pacelli darzył sympatia jedynie kardynała Spellmana, z pochodzenia Niemca mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. Wielka zażyłością Pacelli obdarzał też doktora Paula Niehansena. A bez zgody i pomocy matki Pasqualiny nie mógł doktor Niehansen aż trzykrotnie podać papieżowi zastrzyków odmładzających, przygotowanych według jego własnej receptury z preparatu z różnych organów świeżo zabitych owiec i cieląt. Zastrzyk taki musiał być zaaplikowany nie później niż w pięćdziesiąt minut po śmierci zwierzęcia, stąd, więc krwawa jatka odbywała się w Watykanie, pod czujnym okiem Pasqualiny. Tu zaś w najbliższym kręgu ludzi otaczających papieża była osobą najważniejszą. Nawet ulubione przez papieża kanarki nosiły nadane przez Pasqualinę niemieckie imiona: Grethel i Dompfaff.

Pontyfikat Pecellego przypadł zaś na najbardziej dramatyczny okres historii, na lata drugiej wojny światowej, po której nastąpiła zimna wojna. Pius XII uprawiał politykę milczenia, nigdy w sposób jednoznaczny nie potępił Niemiec winnych zbrodni przeciwko ludzkości. Czyż i nie dlatego, że to mogłoby urazić uczucia narodowe jego najwierniejszej przyjaciółki?

Miał do niej bezgraniczne zaufanie. Czuwała nad wszystkim tak dokładnie, że mówiono, iż bez jej opieki papież Pius XII nie zdołałby sprostać trudom tak długiego pontyfikatu, ani też – choć sam niezwykle systematyczny – nie mógł pracować tak wydajnie i w sposób tak pedantycznie zorganizowany. Pasqualina zaspakajała wszystkie jego potrzeby i życzenia.

Po dwudziestopokojowym apartamencie papieskim poruszała się jak zjawa. Krążyła bezszelestnie w futrzanych papuciach, a wszystkie czynności wykonywała tak cicho i dyskretnie, że jej obecność była dla zapracowanego papieża niezauważalna. Kiedy jednak uznała, że powinna ingerować w jego zajęcia, czyniła to bez najmniejszej żenady. Kontrolowała przebieg wizyt i audiencji.

Doświadczył tego m.in. John Foester Dulles, amerykański sekretarz stanu. Pewnego razu przedłużył on audiencję u papieża, a wtedy matka Pasqualina stanęła w drzwiach i nie zwracając uwagi na gościa powiedziała: „Heiliger Vater, Się mussen essen”. Na co posłusznie odparł Pius XII: „Ganz recht, Mutter Pasqualina, ich lasse die Suppe nicht kalt werden”. Niska korpulentna zakonnica nadal tkwiła przy drzwiach, a kiedy gość nadal ociągał się z pożegnaniem, bo zwlekał chcąc uczynić to bez nieproszonego świadka, papież powiedział doń: „Żadna siła na ziemi nie zmusi naszej dobrej matki Pasqualiny do wyjścia, kiedy zupa czeka na stole” i zakończył audiencję. I tak amerykański sekretarz stanu miał szczęście, bo dostąpił łaski odwiedzin papieża, jeśli bowiem Pasqualina uznała, że papież źle się czuje albo jest zmęczony, kazała wizyty anulować, niekiedy nawet bardzo ważne i pilne.

Osobiście utrzymywała porządek w gabinecie papieża. Napełniała atramentem pióra papieża, układała jego papiery na biurku. Często podsuwała papieżowi te sprawy, które uznawała za pilniejsze, lub te, które jej zdaniem Kuria niesłusznie odwlekała. Chyba słusznie przypisywano jej wpływ na niektóre nominacje kardynalskie i biskupie.

Jej siłą było to, ze miała w każdej chwili dnia i nocy dostęp do papieża, czego nie można powiedzieć o jego najbliższych współpracownikach z Kurii Rzymskiej i kardynałach. Była prawą ręką papieża.

Dbała o niego jak matka. Prowadziła książki wydatków papieskich. Czuwała nad kuchnia i garderobą papieża. Dzięki jej gustowi papież był ubrany z wyrafinowaną elegancją. Pasqualina wdawała się osobiście w utarczki z wiernymi na publicznych audiencjach, nazbyt nieoględnymi w wylewie uczuć i nazbyt często pozostawiającymi na białej sutannie plamy śliny, potu, albo, co gorzej, szminki, jeśli usta całujące szatę papieska były pomalowane czerwoną pomadką. Po audiencjach dezynfekowała alkoholem przepiękne, a tak fascynujące ludzi dłonie papieża, na których składano tyle pocałunków.

Kiedy Pacelli cierpiał jakiś czas na artretyzm i nie mógł pisać, dyktował, Pasqualinie nie tylko pisma urzędowe, ale i swój osobisty dziennik. Część tych notatek pisana była niesłychanie, zmyślnym szyfrem, tuż po śmierci Piusa XII, kiedy w Castel Gandolfo panował rozgardiasz, niektóre z nich zginęły. Wtedy już Pasqualina była zdegradowana, wraz ze śmiercią Piusa XII zakończyła się jej władza. Nigdy by do tego bałaganu nie doszło, gdyby Pasqualina nadal dzierżyła ster rządów domowych, cieszyła się, bowiem pełnym zaufaniem papieża i nigdy go nie zawiodła. Była pracowita, lojalna, dyskretna. Na pewno nie pozwoliłaby tknąć czegokolwiek z jego biurka – gdyby jeszcze miała na to wpływ.

Po śmierci Piusa XII „virgo potens” pozostała jednak bezsilna. Atak nieuleczalnej choroby przyszedł, gdy papież kierował się do swego gabinetu w Castel Gandolfo. Nagle podniósł rękę do oczu i zawołał: „Nie widzę, nic nie widzę!”. Omdlał. Przeniesiono go na łóżko. Natychmiast Pasqualina ściągnęła lekarskie sławy: profesorów Gasbarriniego, Corelliego i Mingazziniego. Zadzwoniła do książąt Pacellich, a oni przekazali wiadomość do Watykanu, sami pospiesznie zjechali do Castel Gandolfo. Bratankowie chcieli papieża przewieść do Watykanu, uważając, że tylko tam Ojciec Święty powinien oddać Bogu ducha, ale lekarze odradzili podróż. Pasqualina była zaś jedyną osobą, która mogła o to zapytać papieża. Nie chciała tego uczynić, bo wtedy jej zdaniem zorientowałby się w dramatycznej sytuacji.

Drugi atak rozwiał zresztą wszelkie nadzieje na polepszenie, przytomność Pius XII odzyskał dopiero po kilku godzinach. Za to, gdy pozostawał nieprzytomny, zgodnie z życzeniem Pasqualiny grano po cichu z płyt ulubione przez Piusa XII Beethovenowskie symfonie, drugą i szóstą. Domagała się tego potężna mniszka, upierając się, że papież słyszy i że muzyka sprawi mu przyjemność. Dwa dni później, 9 października 1958 roku nie żył.

Przez piętnaście godzin od powtórnej utraty przytomności do chwili zgonu matka Pasqualina umierała razem z nim. Ze śmiercią papieża skończyło się dla niej wszystko. Traciła uprzywilejowane stanowisko szarej eminencji. Ponoć ostatnim przejawem jej władztwa był opór, który stawiła arcybiskupowi Mediolanu, Montiniemu, kiedy chciał wejść do pokoju, gdzie leżał papież. Nie lubili się nigdy i kiedy Pius XII oddalił go po kilkunastu latach najściślejszej współpracy w watykańskiej kurii, powszechnie przypisywano tę decyzję naciskowi Pasqualiny. „Żadnych obcych twarzy” – mówiła mu, broniąc i teraz wstępu do papieża. To był ostatni jej wybuch.

Była obecna, kiedy kardynał Tisserant, dziekan kolegium kardynalskiego, przystąpił do niezbędnych czynności po śmierci papieża. Skonstatował ją oficjalnie, przeglądał papiery zmarłego, testament. Potem pod jego kontrolą ubrała papieża do trumny. Gdy ten odjechał do Watykanu opieczętować apartamenty papieskie, a z pokoi zajmowanych przez Pasqualinę i trzy siostry kazał ich skromne mienie spakować i wynieść. Pasqualina nie chciała się już mieszać do niczego prócz tego, by przebrać papieża ze stroju pośmiertnego o purpurowym kapturze w strój pontyfikalny, w którym miał być pogrzebany. Tak też się stało.

10 października, gdy po raz trzeci przebrała papieża do trumny, uznała swoją role za skończoną. Z zakończeniem tej czynności skończyło się jej życie. Poszła na górę gdzie mieszkała, spakowała kuferek rzeczy, z zamku zabrała jedynie klatkę z ulubioną przez papieża parą kanarków i odjechała samochodem, który zmarły oddał kiedyś do jej dyspozycji. Opuściła Castel Gandolfo na parę godzin przed wyruszeniem pogrzebowego konduktu. Pojechała razem z siostrami na Janiculum, gdzie jej zakon miał swój rzymski dom klasztorny.

Za życia Piusa XII na mieście nie widywano nigdy Pasqualiny. Do ogrodów watykańskich nie wychodziła. Prawie nigdy nie opuszczała apartamentów papieskich, z wyjątkiem akcji filantropijnych, gdy np. przekazywała pieniądze zrujnowanym arystokratom włoskim, których papież wspomagał lub, gdy schodziła do magazynu przy podworcu Św. Oficjum. Wewnątrz tego magazynka Pasqualina wraz z którąś z siostrzyczek, od św. Krzyża z Melzingen przygotowywała paczki dla biednych, „wspieranych prywatnym miłosierdziem papieża. Wpisywała do rejestru ubytki i nazwiska obdarowanych. I rozmawiała z kotami, które pilnowały myszy. Dwa cieszące się jej łaskami persony nosiły niemieckie imiona – Peter i Mitzi.

Kotów ze sobą do Janiculum nie zabrała. Po ceremoniach pogrzebowych Piusa XII, w których nie brała udziału, Pasqualina komu należało zdała klucze, rachunki i rejestry i wróciła do Bawarii, do jednego z klasztorów Sióstr od świętego Krzyża. Tak w Watykanie zakończyła się epoka mocnej dziewicy.


*


Fragment książki: Robert A. Haasler - Kobiety Watykanu


Data utworzenia: 16/02/2024 @ 08:13
Ostatnie zmiany: 16/02/2024 @ 08:54
Kategoria : Religie a kobieta
Strona czytana 2526 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
0-ameryka-Xalapa.jpg0-moche.jpg0-ameryka-inca.jpg0-ameryka-gold2.jpg0-ameryka-Palenque.jpg0-ameryka-El_Tajin.jpg0-ameryka-05.jpg0-ameryka-el-tajin.jpg0-ameryka-03.jpg0-ameryka_Chac mool.jpgameryka-grzyb.png0-ameryka-Inca2.gif0-ameryka-Aztec-xolotl.jpg0-ameryka-01.jpg0-maja.jpg0-ameryka-saqsay4.jpg0-ameryka-maska3.jpg0-ameryka_Kalasasaya_Tiwanaku_Bolivia.jpg0-ameryka-skull.jpg0-ameryka_chichen_itza.jpg0-ameryka-JaguarGod.jpg0-ameryka-olmec.jpg0-america-Teotihuacan2.jpg0-ameryka-machu-picchu_2.jpg0-america-Teotihuacan.jpg0-mex_tula2.jpg0-ameryka-03-Sacsayhuaman.JPGmask-teotihuacan.jpg0-ameryka-religia2.jpg0-ameryka_Maize God.jpg0-ameryka-piramida2.jpg0-ameryka-religion-aztecas2.jpg0-ameryka-Maya.jpg0-ameryka-jukatan.jpgprecolumbiana-peru.jpg0-nazca.jpg0-maya-pismo.gif0-ameryka-gold.jpg0-ameryka-Chichen-Itza.jpg0_maya4.jpg0-ameryka-Uxmal_Pyramid_of_the_Magician.jpg0-ameryka-uxmal7.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 7108546 odwiedzający

 253 odwiedzających online