Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

JUDAIZM <<== - Jehowa i narody

okladka

Fragmenty książki
prof. Tadeusza Zielińskiego
"Hellenizm a Judaizm"

JEHOWA I NARODY


Na pytanie, jakie jest wielkie przykazanie w Zakonie, Pan Jezus odpowiedział: "Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego... toć jest największe i pierwsze przykazanie. A wtóre podobne jest temu: będziesz miłował bliźniego twego, jako samego siebie" (Mt. XXII 36). Na tym miejscu Ewangelii przede wszystkim oparta jest nasza ocena chrześcijaństwa jako religii miłości. A jednak w obu przykazaniach Pan Jezus literalnie cytuje Torę, a więc zakon Mojżeszowy. I apologeci tego ostatniego pozornie mają słuszność, utrzymując, że w zasadzie chrześcijaństwo nic nowego ludzkości nie dało, nic takiego, czego by już nie było w zakonie Mojżeszowym. Ale właśnie tylko pozornie. Oba bowiem przykazania są wzięte z różnych części Tory - pierwsze z Powtórzenia, drugie z Księgi Lewickiej; i właśnie to połączenie było arcydziełem twórczej interpretacji, dzięki czemu i jedno, i drugie otrzymało nowe znaczenie, właśnie to, które różni chrześcijaństwo od judaizmu.

W pierwszym - miłość Boga, wskutek jej połączenia z miłością człowieka, otrzymała znaczenie owego serdecznego kochania, które odczuwamy dla drogich nam ludzi, tylko w jeszcze większym, spotęgowanym stopniu, i została wyzwolona spod nawałnicy strachu, która ją, jak widzieliśmy, zastąpiła w trwożliwych umysłach Izraela. W Zakonie bowiem (Dt. VI 5) owa miłość była połączona nie z tym kochaniem, lecz z jednej strony - ze skrupulatnym pisaniem na ręce i na podwojach, a z drugiej - z przykazaniem nienawiści dla narodów Chanaanu. Ale nas tu szczególnie obchodzi przykazanie drugie. W Zakonie bowiem brzmi ono w sposób następujący (według hebrajskiego tekstu): "Nie będziesz szukał pokuty, ani pamiętał krzywdy synów narodu twego, lecz będziesz miłował bliźniego twego jako samego siebie" (Lev. XIX 18). A więc według Jehowy bliźnim jest tylko "syn narodu twego": Chrystus zaś wyrwał przykazanie miłości ku bliźniemu z tego ograniczającego sąsiedztwa i, łącząc je z przykazaniem miłości Boga, dał mu to znaczenie, w którym je rozumiemy my, chrześcijanie. Bogu bowiem przeciwstawia się tylko człowiek, jako taki: Bóg nad nami i ludzkość dokoła nas - oto wskazane przedmioty naszej miłości, niejednakowej w swym stopniu, lecz jednakowo obowiązującej: skoro zaś tak, to słusznie nazywamy chrześcijaństwo religią miłości, i słusznie odmawiamy imienia chrześcijanina temu, który tego podwójnego przykazania "miłości chrześcijańskiej" nie spełnia. I niech nam tu nie wtrącają, że takich jest dużo, i że z drugiej strony i żydostwo wydało w nowszych czasach niemało ludzi szlachetnych, wyznających w teorii i w praktyce przykazania miłości właśnie w tym znaczeniu, jakie miał na względzie Chrystus - ich prototypem jest Natan Mądry Lessinga. Nie o nich nam tu chodzi, lecz o religię judaizmu i po części o religię Izraela, o ile ona była źródłem judaizmu. A więc dla Izraelity i dla Judejczyka obcy w żaden sposób nie będzie "bliźnim": po części pochodzenie od Abrahama, tj. pokrewieństwo rasowe, w każdym zaś razie wyznanie Jehowy - oto ten mur spiżowy, co dzieli bliźnich od tych, co nimi nie są. Nie znaczy to jednak, że tylko pierwsi mają być przedmiotem miłości, drudzy tylko przedmiotem nienawiści Izraelity i Judejczyka; musimy tu skonstatować rozwój w kulturze umysłowej ludu Jehowy, ale niestety, znowu tylko rozwój ku gorszemu. I tylko poznanie tego rozwoju da nam środki do pogodzenia tych rażących przeciwieństw, których pełne są księgi Zakonu.

Należy bowiem żywo pamiętać, że lud Jehowy w swych trzech tysiącletnich dziejach doświadczył trzech okresów zasklepienia się wobec obcych narodów. Pierwszy okres tego zasklepienia zaczyna się od reformy proroczej, a więc od czasów Ezekiasza (VIII w.) do niewoli babilońskiej (VI w.); skutki tego zasklepienia się zostały ustalone dzięki reakcyjnej reformie Ezdrasza (V w), ich wykładnikiem jest Tora z prorokami mniej więcej w swym teraźniejszym stanie. Drugi okres zasklepienia zaczyna się od reformy faryzeuszowskiej, spowodowanej przez hellenofilstwo saduceuszów; jego szczytem jest powstanie machabejskie. Wykładnikiem skutków tego drugiego okresu jest literatura apokaliptyczna począwszy od Daniela oraz pierwotne warstwy Miszny. Trzeci okres zasklepienia zaczyna się od zburzenia świątyni przez Tytusa; jego wykładnikiem jest Talmud. Te dwa ostatnie okresy nosiły wyraźnie antyhelleński charakter; ale i pierwszy, o szereg stuleci wyprzedzający pierwsze zetknięcie się judaizmu z hellenizmem, o tyle był antyhelleński, o ile antyhumanitarny. Jak widać z tego schematu, Talmud - wraz z aneksami - był ostatnim słowem antyhelleńskiego nastroju żydostwa; nie był on jednak ostatnim słowem żydostwa w ogóle. (...)

Postarajmy się więc przedstawić sobie, dyktowany przez religię stosunek Izraela do obcokrajowców przed owym pierwszym zasklepieniem się, tj. przed reformą proroczą. Jedną próbę już mieliśmy wyżej (I 245); jest nią modlitwa króla Salomona, aby Jehowa wysłuchał także i cudzoziemca, jeżeli ten będzie modlił się na tym miejscu - tj. w tej samej świątyni, wstęp do której został mu potem pod rygorem śmierci zakazany. Ogólny nastrój Izraela owych czasów zawarty jest w następującej przestrodze -jednej z najpiękniejszych w całym Starym Testamencie: "Będzie li przychodzień mieszkał w ziemi waszej, a będzie przebywał między wami, nie urągajcie mu, ale niech będzie między wami jako syn ziemie waszej; i będziecie go miłować jako sami siebie, bo i wy byliście przychodniami w ziemi egipskiej" (Lev. XIX 33). Nie darmo jednak owa modlitwa przypisuje się właśnie królowi. Królowie bowiem byli naturalnymi opiekunami cudzoziemców w Izraelu, tak samo jak i u innych narodów. Należało przy tym odróżnić takiego obcokrajowca, który zamieszkiwał wśród Izraela (tzw. ger), od takiego, co tylko przyjeżdżał (tzw. nochri); ostatniego czczono, ponieważ szerzył sławę Izraela wśród narodów, pierwszego tylko tolerowano. Ale życie jego było za królewskich czasów zupełnie znośne. Co prawda, musiał on mieszkać wśród swoich współwyznawców w oddzielnych ghetti; ale tam mógł żyć według swoich obyczajów, a więc i stawiać ołtarze swoim bogom. To znaczy, że nie wymagano od niego, aby się formalnie przyłączył do gminy Jehowy, tj. dał się obrzezać. Małżeństwa między Izraelitami i "gerami" też były dozwolone. Świadczy to wszystko o dość wolnych, przyjaznych stosunkach między jednymi i drugimi; że były one i dla Izraelitów korzystne o tym - prawda, że w trochę dziwny sposób - świadczą niektóre przepisy Tory. Tak Dt. XIV 20: "A cokolwiek zdechliną jest, nie jedzcie z niego: przychodniowi, który jest między bramami twymi, daj, żeby zjadł, albo mu sprzedaj: bo ty jesteś lud święty Pana Boga twego", albo Dt. XXIII 19: "Nie pożyczaj bratu twemu na lichwę pieniędzy, ani zboża, ani żadnej innej rzeczy, ale obcemu; lecz bratu twemu tego, czego mu trzeba, bez lichwy pożyczysz."

Działalność proroków nosiła charakter wyraźnie opozycyjny przeciw władzy królewskiej z jednej strony i przeciw "bałwochwalstwu" z drugiej; z obu więc przyczyn musiała ona być nieprzychylna dla gerów. Toteż po powrocie z niewoli babilońskiej, szczególnie zaś po reformie Ezdrasza, zaczyna się nowy okres w stosunku do nich wyznawców Jehowy. Gerom już nie wolno żyć według swoich praw i wyznawać swoją religię; powinni przyjmować prawa i religię Judejczyków z obrzezaniem włącznie. Coraz wyraźniej uznaje się zasadę, że dla stopy nie obrzezanego nie ma miejsca na świętej ziemi Jehowy. Co prawda jest to tylko zasada; w praktyce ustępstwa były nieuniknione, po części dla "nochri", o ile ich chciano mieć u siebie, a za czasów zależności i dla przedstawicieli władzy, i ich orszaku. Ale ścierpiano te wyjątki bardzo niechętnie. Do jakiego stopnia doszła intolerancja względem nie obrzezanych za czasów judaizmu, o tym wyraźnie świadczy jeden wypadek, o którym mówi Józef w swojej autobiografii (§ 112 n. i 149 n.). Kiedy już się zaczęło powstanie przeciw Rzymowi, i Józef nim kierował w Galilei, przyszli do niego jako pomocnicy dwaj książęta z Dziesięciogrodzia z jazdą, orężem i pieniędzmi - a więc pod każdym względem pożądani sprzymierzeńcy. Otóż do nich przyczepili się Judejczycy: "jeżeli chcecie zostać u nas, musicie dać się obrzezać". Józef - tak mówi on sam - zaczął im perswadować, że "Należy pozwolić wszystkim służyć Bogu według własnej woli, nie zaś z przymusu", i że "Byłoby źle, gdyby ci goście mieli żałować, że udali się do nas"; i przez pewien czas rzeczywiście zostawiono książąt w pokoju. Ale wrogie Józefowi stronnictwo skorzystało z tej jego pobłażliwości i zaczęło podjudzać motłoch przeciwko niemu; i wkrótce znowu zebrał się tłum przy domu książąt, grożąc zabiciem ich, jeżeli nie dadzą się obrzezać. Nastrój tłumu był taki stanowczy, że Józef się zląkł: zapłacił im za ich konie i na łódce przewiózł na tamten brzeg jeziora, tj. właśnie do tego Dziesięciogrodzia, z którego do niego przyszli. Wyświadczył im przez to bardzo kiepską przysługę; "ale", mówi "wolałem, żeby ich zabito w ziemi Rzymian, byle nie w mojej".

Smutny koniec tego powstania w r. 70 położył kres praktycznej nietolerancji Judejczyków względem gerów: teraz nie oni już byli gospodarzami w swojej ziemi, nie od nich zależało przepisywanie cudzoziemcom, na jakich warunkach mogą u nich zamieszkiwać. A kiedy i nowe, rozpaczliwe ich powstanie za Hadriana zostało stłumione, praktyczne jego skutki były jeszcze gorsze: teraz już Judejczykom zabroniono mieszkać w ich byłej stolicy, która straciła nawet imię Jerozolimy i urzędowo była nazwana Aelia Capitolina, i to obrzezanie, do którego chcieli zmuszać wszystkich żyjących między nimi, zostało zakazane nawet im samym. Ale im groźniejsza była dla nich rzeczywistość, tym chętniej szukali oni pociechy w rajskiej krainie ułudy, w marzeniach o Nowej Jerozolimie i o swoim w niej życiu. Jaki więc będzie tam los gerów?

Na to były u rabbinów dwa poglądy, i oba w nader smutny sposób świadczą o niszczycielskim wpływie owego trzeciego zasklepienia. Według jednego z tych dwóch poglądów w ogóle nie powinno być ani jednego cudzoziemca w nowym Izraelu: potomkowie Abrahama, powróciwszy do ziemi obiecanej, będą tam obcować wyłącznie między sobą. Gerowie są niepotrzebni, ba, nawet szkodliwi: oni już przedtem zatrzymywali przyjście Mesjasza. Przedstawiciele drugiego poglądu byli praktyczniejsi. Co będą robili nowi Izraelici w Nowej Jerozolimie? Oczywiście, będą służyli Bogu - to przecież jest ich przeznaczenie; ta zaś służba wypełnia cały ich czas (Jos. I 8) - nie jest to żadną przesadą, jeżeli pamiętać np., że pobożność każe każdemu Izraelicie trzy razy dziennie modlić się w świątyni. Ale skoro tak, to kto będzie za nich i dla nich zajmować się gospodarstwem? Otóż to właśnie będzie obowiązkiem gerów i w ogóle cudzoziemców (w. I 238). Jest to w zupełnej zgodzie ze starymi proroctwam. Czytamy bowiem w Księdze Izajasza: "Nawiedzi Pan Tyr i przywiedzie go do myta jego. I będą kupiectwa jego i myta jego poświęcone Panu. Bo tym, którzy mieszkają przed Panem, będzie kupiectwo jego, aby jedli do sytości i przyodziewali się do starości" - bez własnej pracy oczywiście (XXIII 17). Mówi się to o Tyrze, ale według logiki rabbina Izmaela może być odniesione do wszystkich w ogóle cudzoziemców. Zresztą w innych miejscach już nie ma żadnego ograniczenia: "To mówi Pan: praca egipska i kupiectwo etiopskie i Sabaim, mężowie wysocy do ciebie przejdą i twoi będą: za tobą chodzić będą, okowami w okowy pójdą i tobie się kłaniać i modlić będą: tylko w tobie jest Bóg, a nie masz oprócz ciebie Boga" (XLV 14). Albo znowu: "I będą otworzone bramy twoje ustawicznie; we dnie i w nocy nie będą zamknięte, aby noszono do ciebie moc narodów, i króle ich aby przywiedziono. Bo naród i królestwo, które by tobie nie służyło, zginie. I przyjdą do ciebie kłaniając się synowie tych, którzy cię trapili. I będziesz ssać mleko narodów, a piersiami królewskimi karmiony będziesz" (LX 11). Albo też: "I stać będą cudzy, a paść bydło wasze, a synowie obcych będą oraczami i winiarzami waszymi" (LXI 5). I będzie to trwało aż do "dnia Jehowy", do dnia sądu ostatecznego; potem zaś ci cudzoziemcy, co dotąd pracowali dla Żydów, już nie będą potrzebni i otrzymają swoją zapłatę. Co do tej zapłaty, to zupełnej zgody wprawdzie między rabbinami nie było, ale to fraszka: według jednych bowiem będą oni zniszczeni, według drugich rzuceni na wieczną męczarnię do ognia Gehenhy. Taki był po potrójnym zasklepieniu ostateczny wynik tego rozwoju. Oczywiście słusznie mówi o nim Bertholet, któremu zawdzięczamy dokładną i sumienną rozprawę o stosunku Izraelitów i Judejczyków do cudzoziemców: "po wiele obiecujących początkowych dążeniach do uniwersalizmu - nędzny koniec" (str. 349).

Dotychczas mieliśmy do czynienia ze stosunkiem Judejczyków do cudzoziemców w ich własnym kraju; ważniejsza jednak - wobec rozmiarów judejskiego rozproszenia - jest kwestia ich stosunku do tych, co byli dla nich nie gośćmi, lecz gospodarzami. Przykładami były tutaj dla Judejczyków w interesujących nas czasach dwie poprzednie niewole, egipska i babilońska; i oczywiście tylko z tego punktu widzenia mają one znaczenie także i dla nas. Otóż co do pierwszej. to wielkie kłopoty sprawia apologetom pewien epizod w przededniu wyjścia Izraela z ziemi egipskiej. Mówi bowiem Jehowa do Mojżesza: "Dam łaskę ludowi temu (tj. Izraelowi) u Egipcjanów; i gdy wychodzić będziecie, nie wyjdziecie próżni, ale prosić będzie niewiasta (izraelicka) u sąsiadki swej i gospodyni swej (Egipcjanki) naczynia srebrnego i złotego, i szat; i włożycie je na synów i na córki wasze i złupicie Egipt" (Ex. III 21, por. XI 2; Gen. XV 14). Tak się też stało: korzystając z dobrodusznej ufności Egipcjanek, Izraelitki pożyczyły u nich "naczynia srebrnego i złotego i szat bardzo wiele" - bo też Jehowa "dał łaskę ludowi przed Egipcjany, że im pożyczali" - i uciekły (Ex. XII 35). Udział Jehowy w tej niepięknej sprawie jest podwójny: naprzód daje Mojżeszowi nieuczciwą radę, a nadto pomagają uskutecznić, dając swemu ludowi "łaskę u Egipcjan"; ale już nieraz widzieliśmy, że Pismo chętnie przypisuje Bogu to, co byłoby zanadto haniebne dla człowieka. Toteż apologeci byli w wielkim kłopocie, chcąc usprawiedliwić ten boski podstęp.

Już za czasów judaizmu został wynaleziony następujący argument, mający nawet dziś swoich zwolenników: przecież Izrael przez cztery stulecia pełnił niewolniczą służbę u Egipcjan - cóż dziwnego, że upomina się teraz o swoją zapłatę? - Niechaj będzie, odpowiem; chętnie oddaję mu na złupienie cały skarb faraona. Ale tu chodzi nie o niego: Izraelitki zwracają się każda do swej "sąsiady i gospodyni", a więc do ludzi, którzy dzięki ohydnemu paskarstwu ich przodka Józefa byli takimi samymi niewolnikami jak i one (wyżej str. 19); zwracają się, nadużywając ich dobroci i zaufania, z prośbą o pożyczenie sprzętów i ozdób, rzekomo dla służby swemu Bogu - i w taki sposób odbierają im ostatnie klejnoty, które im pozostawił ów Józef. Czy byłoby to możliwe w stosunku do rodaków? Oczywiście Izraelowi zaleca się podwójną moralność, jedną w obcowaniu ze swoimi, włącznie z przykazaniem "nie kradnij", drugą w stosunku do tego ludu, u którego mieszka. I tej deprawującej podwójnej moralności Izrael w swej całości nie przezwyciężył już nigdy.

Natomiast z epoki drugiej niewoli, niewoli babilońskiej, możemy przytoczyć świadectwo, które nas wprost zastanawia swą szlachetnością; zawdzięczamy je bohaterowi "tragedii proroctwa", najsympatyczniejszemu spomiędzy proroków, Jeremiaszowi: "Szukajcie pokoju miasta, do którego was przeprowadziłem, a módlcie się za nie do Pana, bo w jego pokoju będzie wam pokój" (XXIX 7). Skoro to się przykazuje względem Babilonu, który przecież przemocą wprowadził Judejczyków do siebie, to o ile bardziej - rabbi Izmael się zgodzi z tym - powinno to słowo być zastosowane do innych siedzib rozproszenia, obranych przez nich według ich własnej woli. Przewidujemy w dalszym rozwinięciu tej zasady przyjazne stosunki judejskich gmin rozproszenia do ich gospodarzy; niestety, tak się nie stało. Już u Jeremiasza owa rada była białym krukiem; daleko bardziej lubi on się rozkoszować w marzeniach o nienawiści przeciwko cudzoziemcom, przeciw Egiptowi (XLIII 12), przeciw Moabowi: "przeklęty, który miecz swój hamuje ode krwi" (XLVIII 10) itd. I to zostało nutą dominującą. W ogóle skutkiem tego zasklepienia było: w Palestynie, jak widzieliśmy, dążenie do zupełnej asymilacji gerów, w myśl (Deutero)-Izajasza LII l: "Nie przyda więcej, aby przeszedł przez cię (Jerozolimę) nie obrzezaniec i nieczysty"; w rozproszeniu zaś coraz większe odosobnienie od "pogańskiego" otoczenia. Tu przede wszystkim należy wymienić osławione ghetti. Niedorzeczne jest bowiem zdanie, bardzo rozpowszechnione u apologetów, które przypisuje urządzenie tych zwierzyńców chrześcijanom; powstały one za czasów przedchrześcijańskich według woli samych Judejczyków, którzy, odosobniając się od pogan, chcieli żyć między sobą, i z powodu erubów, o których mówiłem wyżej (I, 171), i z wielu innych. W ogóle hasłem Judejczyków w rozproszeniu było - suis legibus vivere, im dalej, tym bardziej. A to znowu z konieczności musiało przyprowadzić do sprzeczności w teorii i do konfliktów w praktyce.

Tu jednak, mówiąc o poganach, musimy odróżniać Hellenów od Rzymian. Wymaganie względem, jednych i drugich było jednakowe, ale odpowiedź niekoniecznie była ta sama. Weźmy naprzód miasta helleńskie - one przecież pierwsze zetknęły się z Judejczykami. A więc Gaza, Tyr, Damaszek, Antiochia, Aleksandria. Wśród nich tworzą się gminy judejskie, ale i ich obywatele mieszkają w Jerozolimie. Gminy judejskie stawiają swoje wymaganie: "chcemy żyć według naszych praw". - "Dobrze", odpowiadają Hellenowie, "ale niech i nasi obywatele u was żyją według swych praw własnych". - "Nie, na to pozwolić nie możemy; jeżeli chcą żyć śród nas, muszą się zrzec swoich bałwanów, poddać się obrzezaniu i w ogóle przyjąć zakon Mojżesza". - "Cóż to za bezczelność?" odpowiedzą tamci; "wymagacie od nas tego, czego nam nie dajecie?". Na to Judejczyk, jeżeli był szczery, mógł odpowiedzieć tylko jedno: "No tak, boć my jedni mamy prawdziwą wiarę"; ale jest rzeczą zrozumiałą, że ta odpowiedź nie bardzo trafiała do przekonania Hellenowi.

Ale nawet niezależnie od zachowania się palestyńskich Judejczyków wobec cudzoziemców, owo wymaganie musiało wywołać oburzenie ze strony Hellenów. "Żyć według swoich praw" - co to znaczy? No, między innymi - święcić szabaty. A ponieważ święcenie szabatu nie daje się połączyć ze służbą wojskową - zwolnienie od tej służby. To jest, innymi słowy: "wy, nasi gospodarze, broniąc swych siedzib, będziecie bronili i nas; ale my w obronie naszego wspólnego gniazda żadnego udziału brać nie będziemy". Jest to oczywiście nowe, wyraźne pogwałcenie zasady sprawiedliwości. W praktyce nie zawsze Judejczykom udawało się uzyskać ten niesłychany przywilej: widzimy ich kilkakrotnie w wojskach państw helleńskich i później w wojsku państwa rzymskiego, i nasze źródła niestety nie dają nam odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób tę służbę udało się im pogodzić z przykazaniami o szabbacie. To jednak jest niewątpliwe, że ta zgoda w żaden rozsądny sposób nie mogła być osiągnięta. Toteż zwolnienie od służby wojskowej, jako skutek zasady "żyć według swoich praw", pozostawało celem polityki judejskiego rozproszenia -jak wiadomo, nawet w nowszych czasach, nawet w XIX wieku. Często im się to udawało; ale możemy być pewni, że taki przywilej, zawdzięczany jedynie uporowi gmin i zręczności ich kierowników, wbrew najbardziej elementarnej sprawiedliwości, jeszcze bardziej oburzał przeciwko nim ich otoczenie pogańskie.

(...)

A jednak właśnie ten nieprzyjazny stosunek helleńskiego społeczeństwa do Judejczyków i odwrotnie dopomógł im, kiedy Rzymianie zaczęli się wtrącać do spraw wschodu. Rzymianie bowiem występowali jako wrogowie Seleucydów, którzy już od czasów Antiocha III Wielkiego widzieli w nich główne niebezpieczeństwo dla swego mocarstwa; nie dziw więc, że Judejczycy ze swoją opozycją przeciw tym samym Seleucydom znajdowali w nich sprzymierzeńców bardzo życzliwych i czynnych. Już za czasów machabejskich zostało zawarte pierwsze przymierze, albo przynajmniej porozumienie się między powstańcami judejskimi i Rzymianami; nie ulega wątpliwości, że tylko dzięki przychylności Rzymu mogło powstać samodzielne królestwo Hasmonejów. Co prawda ich nadużycia nie mogły być tolerowane; niszczycielska polityka Aleksandra Janneusza w stosunku do otaczających helleńskich miast - Iatrocinia, jak ją nazywano - doprowadziła do reakcji, której inicjatorem został Pompejusz i jego legat Gabiniusz. I znowu się Judejczykom powiodło. wybuchła wojna domowa, i wróg Pompejusza Cezar został wcale naturalnie czynnym ich opiekunem. Toteż był on ich bożyszczem; nikt tak rzewnie nie opłakał jego zgonu, jak judejska gmina w Rzymie.

Ta sama gra powtórzyła się raz jeszcze z takim samym skutkiem w wojnie domowej między Antonim a Oktawianem, późniejszym Augustem: znowu zwyciężył ten, co był wrogiem wroga Judejczyków. Dzięki temu powodzeniu Judejczycy mogli uzyskać od Rzymian szereg przywilejów nie tylko w Palestynie, ale także i w rozproszeniu. Główną zasadą było tu wymienione już prawo: suis legibus vivere, ale to prawo, zachowywane przez Rzymian według możliwości w stosunku do wszystkich narodów, u Judejczyków, wskutek osobliwego charakteru ich leges, przybierało charakter wprost wyjątkowy i w swej wyjątkowości niesłychany. - "Chcemy służyć naszemu Bogu". - Oczywiście Rzym nic przeciwko temu nie miał: tolerancja była główną zasadą jego polityki religijnej. - "Ale ta służba naszemu Bogu jest niezgodna ze służbą innym bogom, których my uważamy za bałwany i w najlepszym razie za 'nice' ". - A więc zwalnia się Judejczyków od oddania im jakiejkolwiek bądź czci, i nawet kiedy kult geniusza cesarza staje się ogólnopaństwowym na zachodzie, a kult samego cesarza na wschodzie, Judejczyków to nie dotyczy: mają oni swą własną przysięgę. - "Ale nasz Bóg zabrania nam wszelkich podobieństw". - A więc kohorty Witeliusza w wyprawie przeciwko Arabom, wbrew wygodom strategii, omijają Judeę, aby jej nie zeszpecić widokiem cesarskich popiersi na swych sztandarach (w. I 121). - "Ale nasz Bóg wymaga od nas obrzezania". - To według naszych praw nazywa się kaleczeniem i jest surowo zakazane; ale skoro to jest częścią waszego kultu, niech tak będzie. - "Ale ośrodkiem tego kultu jest na obczyźnie synagoga". - A więc pomimo zakazu wszystkich w ogóle kolegiów czyni się dla synagogi wyjątek (w. I 277). - "Ale nasz Bóg wymaga od nas zupełnej bezczynności w dni szabatowe". - A więc rozkazuje się, żeby sprawy sądowe, w których Judejczycy biorą udział jako strony albo świadkowie, nie odbywały się w dni szabatu; nie dość na tym, pozwala się tym Judejczykom, którzy są upoważnieni do odbierania burs państwowych, aby w razie rozdawania tychże burs w dnie szabatowe mogli przychodzić po swoje dnia następnego. - "Ale święcenie szabatów jest niezgodne ze służbą wojskową, więc chcemy być od niej zwolnieni". - No, to już chyba zanadto; ale, jak widzieliśmy, czasami udawało się uzyskać nawet i ten przywilej ostateczny.

Skąd ta niesłychana pobłażliwość władców świata względem żywiołu, wcale nie cieszącego się ich sympatią? Rozumiemy łaski rzymskich magnatów i cesarzy dla Hellenów - uznawali, że od nich pochodzi wszechświatowa i ich własna kultura, rozkoszowali się w ich dziejach, w ich literaturze, sztuce, ustroju życia. O Judejczykach nie słyszymy ani jednego pochlebnego słowa, owszem, uważano ich za najnieużyteczniejszy naród na świecie; despectissima gens, jak mówi Tacyt (Hist. V 8); a jednak pozwolono im zająć zupełnie wyjątkowe stanowisko w państwie. Jak to wytłumaczyć? - Po części, jak widzieliśmy, tym, że na ich szczęście Rzym prawie zawsze występował jako wróg ich bezpośrednich wrogów; ale obok tego powinniśmy zaznaczyć istnienie innych przyczyn, mniej widomych, ale za to stałych: zacietrzewionego uporu pospólstwa judejskiego i zręczności jego wodzów z jednej strony, lekceważenia - z drugiej. Tak jest, lekceważenia. Przecież "Jakub jest taki maluczki", jak mówi prorok (Am. VII 5).

Nie dziwimy się, jeżeli Hellenowie w Damaszku lub Gazy byli oburzeni, że Judejczycy, żądając własnych praw dla swoich gmin w tych miastach, jednocześnie odmawiali takich samych praw helleńskim kołom w Jerozolimie; ale czym była Jerozolima w porównaniu z ogromem państwa rzymskiego? Mógł więc Rzym, jako dobroduszny olbrzym, spokojnie znosić tę nierówność, w zasadzie oburzającą, w praktyce nieszkodliwą; mógł nawet, jak widzieliśmy, wyznaczyć karę śmierci dla własnych obywateli, którzy by przekroczyli zakazane progi świątyni jerozolimskiej. A więc opór, zręczność, lekceważenie - i więcej nic? Może i jeszcze coś. W Talmudzie czytamy ładną historyjkę, anachronistycznie przeniesioną do chwili wzięcia Babilonu przez Medów, czyli Persów. Wielka trwoga ogarnęła gminę judejską: opowiadano bowiem straszne rzeczy o intolerancji magów, tj, kapłanów medyjskich, w stosunku do obcowyznawców. Stary rabin Jochanan siedzi, spokojnie głaszcząc swoją siwą brodę, i czeka, aż ucichną lamenty, a potem pyta: "a czy magowie przyjmują - łapówki?" - "A i owszem", odpowiadają mu, "bardzo chętnie". - "No, skoro tak, to nie ma powodów do rozpaczy" (Jeb. 63 b). Bądź co bądź - przywileje zostały osiągnięte. To właśnie było przyczyną gniewu Rzymian starej szkoły: "zwyciężeni zwycięzcom narzucili swoje prawa", wołał Seneka (victi victoribus leges dederunt). Ale to wcale nie spowodowało polepszenia stosunków ludu judejskiego do Rzymu: odczuwano wdzięczność dla pewnych jednostek, jak dla Cezara, np., nie zaś dla władzy rzymskiej w ogóle. Zbyt wielka była nienawiść, zaszczepiona przez Torę i proroków w umysłowości judejskiej w stosunku do narodów, i również zarozumiałość, z którą ów lud, jako lud wybrany, stawiał siebie wyżej od wszystkich innych.

Oczywiście apologeci do dziś usprawiedliwiają to usposobienie Judejczyków względem Rzymu i starają się przedstawić lud Jehowy jako gnębiony przez władze pogańskie; powołują się na poszczególne wybryki tych władz, jak np. szalonego cesarza Kaliguli, który próbował odnowić zamach Antiocha IV na świątynię jerozolimską na korzyść własnej boskości - i zapominają przy tym, że jeżeli ta próba nie miała fatalnych skutków dla Judei i judejstwa w ogóle, to stało się to tylko dzięki wspaniałomyślności rzymskiego namiestnika w Syrii P. Petroniusza, który, narażając na szwank własne życie, oparł się woli cesarza. Nie, powtórzyło się to, co zwykle bywa w podobnych wypadkach.

Mając ubezpieczoną wolność własnego kultu z jej bardzo daleko idącymi skutkami, lud judejski zaczął prowadzić zaczepną wojnę z religią innych narodów na ich własnej ziemi. Było to tak samo zrozumiałe z judejskiego punktu widzenia, jak niedopuszczalne z punktu widzenia wszystkich innych narodów i przede wszystkim z punktu widzenia tej władzy, która gwarantowała tym narodom swobodę ich kultu; słusznie więc cesarz Klaudiusz, następca Kaliguli, odwoławszy nierozsądne rozporządzenia swego poprzednika, zwrócił się jednak i do Judejczyków z przestrogą, aby byli zadowoleni własną swobodą religijną i nie wymagali większych przywilejów. Oczywiście nie wskórał nic; zbyt wielka była rozbieżność już nie tylko poszczególnych religijnych poglądów, ale i poglądów na religię w ogóle, między judaizmem a hellenizmem. Hellen nie daremnie był twórcą filozofii: nawet nie zdając sobie wyraźnie z tego sprawy, odczuwał on jednak, że absolutnym jest tylko bóstwo, nie zaś religia, że religia to tylko odzwierciedlenie bóstwa w niedoskonałym umyśle człowieka. W moim umyśle odzwierciedla się ono w taki sposób, i sądzę, że najlepiej - dlatego właśnie uważam to za moją religię; w umyśle innych odzwierciedla się ono inaczej i zapewne gorzej, ale pomimo to ich religia jest odbiciem bóstwa, i ja nie mam prawa nią gardzić - o ile ona, oczywiście, nie jest jego spaczeniem, prowadząc do okrutnych i niemoralnych obrzędów. Stąd zasadnicza tolerancja Hellenów - i w szczególności wniosek obowiązku gościa względem religii swego gospodarza, wniosek, który znalazł takie piękne wyrażenie w słowach Sofoklesa (OC 184 prz. Morawski):

Obcy w obcym goszcząc kraju,
Czyń, co czyni gród!
Czcij, co tutaj we czci mają,
Gardź, czym gardzi lud.

Dla Judejczyka, przeciwnie, jego bóstwo było realną osobistością, owym Jehową, który obrał sobie jego lud między wszystkimi, zakazując mu surowo wszelkiej służby bóstwom innych narodów, jako nie posiadającym żadnego udziału w prawdzie; wniosek z tego przekonania znalazł najjaskrawszy wyraz w słowach, z którymi Ezdrasz zwraca się do Jehowy (IV Esdr. VI. 50): "Tyś dla nas stworzył ten pierwszy świat, pozostałe zaś narody, pochodzące od Adama, uważałeś za nic, za ślinę; za krople spływające z naczynia, miałeś ich obfitość... (por. Is. XL 15). Jeśli zaś dla nas stworzyłeś ten świat, dlaczego nie posiadamy tego świata?".

To było napisane jeszcze przed trzecim, ostatecznym zasklepieniem się ludu Jehowy, którego wynikiem był Talmud; nie dziw, że tam nienawiść przeciwko narodom jest jeszcze większa. Nie powiem, żeby nie zawierał on żadnych przepisów zewnętrznie szlachetnych i humanitarnych; ale nam tu chodzi o ducha, nie o zewnętrzny wygląd. A jaki jest ten duch, o tym świadczą takie miejsca jak Nas. 30: "czy mają Izraelici dawać jałmużnę ubogim śród pogan albo grzebać ich umarłych? Owszem, mają, ale tylko aby mieć od nich spokój". Oczywiście to fatalne zakończenie nastręcza czytelnikowi podejrzenie także co do innych humanitarnych przepisów Talmudu: może one wszystkie mają za podstawę chęć spokoju od gojów? Nic dziwnego, że to zakończenie zostało w nowszych czasach obficie wyzyskane przez antysemitów; apologeci się bronią, ale bardzo niezgrabnie.

(...)


* * * * *

Profesor Tadeusz Zieliński (1859-1944) był najwybitniejszym w Polsce znawcą kultury antycznej. Od 1884 r. związany był z Uniwersytetem w St. Petersburgu, po rewolucji bolszewickiej wrócił do niepodległej Polski i do drugiej wojny światowej był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ogłosił drukiem ponad 900 prac naukowych w różnych językach. Ich przedmiotem była mitologia, literatura i religie świata antycznego, a także ich dziedzictwo we współczesnej cywilizacji. Cieszył się sławą najbardziej oryginalnego i najwszechstronniejszego badacza antyku, za co uhonorowany był doktoratami honorowymi 11 europejskich uniwersytetów i członkostwem 21 akademii naukowych różnych państw, zaś od sławnych z antycznej wyroczni greckich Delf otrzymał honorowe obywatelstwo miasta. Swoją pracę "Hellenizm a Judaizm" autor napisał w 1927 roku.


Data utworzenia: 29/04/2008 @ 05:05
Ostatnie zmiany: 06/01/2014 @ 07:54
Kategoria : JUDAIZM <<==
Strona czytana 2125 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
0-cross-plastic.jpg00-ch2.jpg0-suora.jpg0-confesion.jpg0-p-komunia.jpg0-christ.jpg0-green-crosss.jpg0-church-russia.jpg00-ch9.jpg00-ch1.jpg0-patriarcha.jpg00-ch14.jpg00-ch3.jpg00-ch6.jpg0-cross.jpg0-church-12.jpg0-church-a.jpg0-christ-2.jpg00-ch5.jpg0-church-bali.jpg00-ch13.jpg0-kardinali.jpg0-church-blue.jpg0-church-maramures.jpg0-church-snow.jpg0-mary.jpg0-procesja.jpg0-church-polinesia.jpg00-ch12.jpg0-church-norway.jpg0-komunia.jpg0-procesja2.jpg00-ch8.jpg0-nail-2.jpg0-christ-3.jpg0-church-pink.jpg00-ch11.jpg0-cross-green.jpg00-ch4.jpg00-ch10.jpg0-blue-church.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2263356 odwiedzający

 24 odwiedzających online