Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Bałtowie - Prusowie - Wiara Prusów

Wiara Prusów
Dla rycerstwa europejskiego biorącego udział w krucjatach przeciwko pogańskim Prusom istota ich wiary, bogowie, których czcili i w których wierzyli, były sprawami drugorzędnymi. Cała kwestia zamykała się w prostym stwierdzeniu, że „Prusowie nie znali Boga ani żadnego z Jego przykazań; głupi i prosty był ich umysł, dlatego nie byli w stanie pojąć Go rozumem." Należało zatem, jeżeli nauczanie misyjne nie odnosiło natychmiastowych skutków, nauczyć ich rozumu ogniem i mieczem, oświecić i dać szansę wiecznego zbawienia. Mimo iż wszyscy kronikarze wieków średnich podkreślali, że Prusowie są poganami, niewiele zachowało się prawdziwych relacji na temat istoty wierzeń pruskich. Nawet Dusburg, tak dokładnie opisujący dzieje walk Zakonu z Prusami i przy okazji notujący różne ciekawe spostrzeżenia na ich temat, sprawę religii pruskiej potraktował dość ogólnie.



Niemniej właśnie u Dusburga znaleźć można podstawy do analizy wierzeń pogańskich Prusów. Pisze on mianowicie, że Prusowie, nie znając prawdziwego Boga, w błędnym przekonaniu oddają cześć wszelkiemu stworzeniu. „Tak więc, gdy im Bóg nie był znany, powstało błądzenie, że w głupim zapale wszelkiemu stworzeniu jako Bogu cześć oddawali; gromy, słońce, gwiazdy, księżyc, ptactwo, zwierzęta, a nawet ropuchy upatrzyli sobie za bóstwa."

Ani Dusburg, ani żaden z kronikarzy średniowiecznych nie wymienili żadnych imion bogów pruskich, nie wspomnieli także, by Prusowie stawiali swym bogom świątynie, by odprawiali modły przed posągami bóstw lub by ich bogowie byli przedstawiani pod jakimikolwiek postaciami.

Kiedy święty Wojciech postanowił wyruszyć do pogan, by ich nauczać, „zaczął rozważać, z kim najpierw, [a] z kim potem należy rozpocząć walkę; czy ma udać się do Luciców, którzy żyją z łupienia chrześcijan i krzywdy biednych ludzi, czy do kraju Prusów, których bogiem brzuch i chciwość idąca w parze z morderstwem". Gdyby autor Żywota znał chociaż podstawowe zasady wiary Prusów, nie musiałby uciekać się do cytowania Pisma świętego, pisząc o ich pogaństwie. Cytat ten zresztą w ogóle mówi o poganach, a nie o przejawach konkretnej wiary pogańskiej. W dalszym ciągu tekstu autor opowiada, jak to św. Wojciech zdecydował się, „żeby pójść zwalczać bożków i bałwany w kraju Prusów". Zwrot ten należy traktować jako swego rodzaju eufemizm wynikający nie ze znajomości realiów, a z przekonania, że wszyscy poganie czcili bożki i bałwany. W Żywocie U cały problem pogaństwa Prusów został zamknięty w stwierdzeniu, że misjonarze „docierają na fali morskiej do ziemi Prusów nie znających Boga".

Jedną z ważniejszych spraw absorbujących badaczy religii pogańskiej Prusów był problem, czy swym bogom stawiali posągi i świątynie. Wiele zamieszania wprowadziły tu tzw. baby kamienne znalezione w kilku egzemplarzach na ziemi pruskiej. Są to z grubsza ociosane bryły granitu z zaznaczonymi elementami twarzy i z wyrytymi zawsze takimi samymi atrybutami: rogiem do picia, mieczem u pasa i naszyjnikiem.

„Baby kamienne" przez długi czas traktowano jako posągi bóstw pruskich bądź kamienie nagrobne. Na podstawie analogii skandynawskich wysunięto także tezę, że kamienie te rzeźbiono dla upamiętnienia postaci i czynów wodzów szczególnie zasłużonych dla społeczności pruskiej, którzy zginęli na obczyźnie. Teza ta jest dość prawdopodobna, choć na razie brak dostatecznej argumentacji, aby ją uznać za pewnik. Na pewno natomiast nie były to wyobrażenia bóstw pruskich.

Długosz charakteryzujący wiarę Prusów i ich bogów powtórzył w zasadzie tylko to, co wcześniej na ten temat napisał Dusburg. „Byli na on czas Prusacy narodem grubym i barbarzyńskim; zanurzeni w błędach bałwochwalstwa czcili duchy nieczyste i takiej ulegali ślepocie, że słońce, księżyc, gwiazdy, zwierzęta dzikie, ptaki, ogień i inne rzeczy stworzone za bóstwa uznawali."

W tych słowach, będących najbardziej prostą interpretacją obserwacji Dusburga, zamieszczona jest cała prawda o religii pogańskiej Prusów. Czcili oni rzeczy stworzone w sposób naturalny, a więc nie zrobione przez siebie. Zatem nie ma mowy o „bałwanach" w sensie dosłownym, czyli o posągach i przedstawieniach bóstw zrobionych przez człowieka. Bogowie pruscy to ciała niebieskie i istoty żywe oraz ogień.

W traktacie chrystburskim tylko jeden paragraf mówi o pogaństwie i bogach pruskich. Zgodnie z ówczesnym nakazem obowiązującym cały świat chrześcijański nie wymieniono imion bogów, lecz bardzo ostrożnie zaznaczono, że nawróceni Prusowie zobowiązali się nie oddawać czci innym bogom, którzy nie czynili nieba i ziemi, bez względu jakimi imionami są oni nazywani". Jest tu zawarte przeciwstawienie chrześcijańskiego Boga-Stwórcy bogom pogańskim, którzy zostali przez Stwórcę powołani do istnienia, a więc słońcu, księżycowi, gwiazdom, ogniowi itp.

W tym samym punkcie traktatu mowa jest o bóstwie, „które raz do roku, po żniwach, z cząstek jest składane i za boga uważane, a które Oni nazywają Curche". Jest to jedyny przypadek, gdy w źródle średniowiecznym wymienione zostało imię bóstwa. Wokół tego bóstwa i jego nazwy nagromadziła się ogromna literatura, w której autorzy próbowali wyjaśnić jego istotę i rolę w wierzeniach oraz nazwę. Do tej sprawy jeszcze wrócimy.

Jak z powyższego wynika, w źródłach pisanych, powstałych w okresie, gdy pogaństwo kwitło w Prusach bądź niedługo po jego formalnej likwidacji, nie znajdujemy ani panteonu bóstw pruskich, ani wyjaśnienia zasad wyznawanej przez Prusów wiary. Znacznie później, bo dopiero w memoriale biskupa warmińskiego z 1418 roku wychwalającym zasługi Krzyżaków w zniesieniu pogaństwa w Prusach, wymienione zostały z imienia dwa bóstwa pruskie. Biskup daje wyraz swemu zadowoleniu, że z ziemi tej wygnani zostali ci, którzy służyli demonom, czcili Patola i Natrimpe oraz inne duchy nieczyste. Niestety nie wiemy, jaką rolę w wierzeniach pruskich pełnili wymienieni przez biskupa bogowie.

W XVI i XVII wieku zainteresowanie Prusami i ich wiarą w okresie plemiennym nabrało zupełnie innego charakteru niż w dobie średniowiecza. Z zachowanych w tradycji ustnej legend i opowieści, dodając do tego przykłady zaczerpnięte z do niedawna pogańskiej przeszłości Litwy, przyozdabiając całość analogiami wziętymi z religii starożytnych Greków i Rzymian, stworzono niezwykle bogaty panteon bóstw pruskich. W tym „twórczym" dziele przodował prusko-niemiecki pisarz Szymon Grünau, który zyskał sobie w opinii późniejszych badaczy wątpliwej wartości sławę „największego fałszerza historii Prusów".

W książce napisanej około 1526 r. Szymon Grünau zbudował cały panteon bóstw pruskich, stworzył ich mitologię, którą zgodnie z ówczesnymi upodobaniami starał się uczynić równie bogatą, jak grecko-rzymska. Niesumienność badawcza Szymona Grünau odbiła się niestety w późniejszych opracowaniach historycznych i niemal po dzień dzisiejszy pokutują w literaturze wiadomości o bogach pruskich, którzy w rzeczywistości są tylko płodem bujnej wyobraźni.

Aleksander Brückner jako jeden z nielicznych poddał krytyce szesnastowieczny panteon bóstw pruskich, starając się dociec genezy niektórych imion bogów podawanych przez Kościelną Agendę Pruską z 1530 r. i Jana Małeckiego w jego pracy Libellus de sacrifiais et idolatria ueterum Borussorum, wydanej w 1551 r. W obu tych dziełach na czele listy bogów pruskich umieszczony został bóg nieba i ziemi, porównywany do Saturna i nazywany Occopirma (Occopirnb), co w języku pruskim oznacza po prostu Najpierwszy (pirmas = pierwszy; uka- = przedrostek naj-; ukapirmas = najpierwszy).

U Szymona Grünau najwyższą władzę boską sprawowała trójca, którą tworzyli wspomniani wyżej Patollu i Natrimpe oraz Perkunas, żywcem wzięty 2 wierzeń litewskich. W rezultacie tego typu działań powstała cała plejada bogów o określonym zakresie władzy i w różny sposób urobionych imionach, którzy weszli na stałe do powtarzanych od wieków po dzień dzisiejszy poglądów na temat religii pogańskich Prusów.

Aby właściwie zrekonstruować główne zasady wiary wyznawanej przez Prusów, powinno się korzystać wyłącznie z wiadomości zarejestrowanych, zanim na te wierzenia zaczęły wpływać elementy wiary chrześcijańskiej. Wiadomo na pewno, że podstawą wiary pruskiej był kult przyrody i wszystkich zjawisk wywołanych przez nią w sposób naturalny. Stykając się na co dzień z przyrodą i z konieczności obserwując jej przejawy, przy czym nie umiejąc logicznie wyjaśnić mechanizmów ich powstawania, Prusowie widzieli w tym wszystkim, co ich otaczało, działanie tajemniczych, nadprzyrodzonych sił, od których zależało ich życie.

Ciała niebieskie, zwierzęta i rośliny budziły w nich przeróżne uczucia: grozy, podziwu, gniewu, pożądania, miłości. Z jednej strony wyposażyli je w tajemnicze, mistyczne moce, z drugiej zaś starali się traktować je jako istoty sobie równe. Wierzyli, że od tego, jaki będzie ich stosunek do tych istot, zależą ich losy, na które oni sami jako ludzie nie mają wpływu. Wszyscy więc starali się zabiegać o względy owych wielkich, nieodgadnionych istot przez ofiary, modły i dziękczynienia.

Wspólnymi bogami wszystkich Prusów, a także Litwinów, było więc Słońce, Księżyc, Gwiazdy, Gromy, Ziemia i Ogień. Prusowie jako lud na wskroś rolniczy wiedzieli, że słońcu zawdzięczają i swoje zbiory, i jasność dnia, i wiele, wiele rzeczy niezbędnych do życia. Według ich wierzeń Słońce to wielki bóg, wędrujący wysoko nieodgadniony władca niebios, którego należy czcić za łaskawość dla wszelkiego stworzenia i błagać, by w wędrówkach nie ominął ich ziemi. Stryjkowski w swym spisie bogów pruskich, fantastycznym, bo opartym na mistyfikacjach Szymona Grünau i jego późniejszych naśladowców, boga-słońce nazywa Swajtestixem, podobnie jak Agenda z 1530 r. nazywająca Słońce — Swaixtix. Sama nazwa, niewątpliwie pruska, jest urobiona z wyrazu ogólnie oznaczającego pojęcie świętości. Wyraz ten przetrwał w nazwach miejscowych w różnych formach, np. Swyntkei, Swintige, choć nie ma żadnej pewności, że Prusowie tak się zwracali do słońca w pieśniach i modlitwach.

Aby zrozumieć wielkie znaczenie księżyca w wierzeniach Prusów, należy uświadomić sobie warunki ich życia. Częste spędzanie nocy pod gołym niebem lub w szałasach, nocne połowy ryb i polowania, posługiwanie się księżycem jako miernikiem czasu — wszystko to skupiało na nim uwagę ludzi. Zmienność księżyca, to znaczy jego pojawianie się, wzrastanie i zanikanie, zawsze ludzi fascynowało. Z księżycem wiązano wiarę, że właśnie on nadaje kierunki rozwojowe wszystkiemu, co żyje na ziemi. Starano się, by wszystkie działania zaczynać wraz z jego wzrostem — wróżyło to bowiem pomyślność. Dlatego też siano tylko w okresie wzrostu księżyca, sadzono w ogrodach tylko w czasie kwadry dążącej do pełni. Szczególnym kultem otaczano ziemię, która u jednych plemion pruskich była bogiem rodzaju męskiego, u innych bogiem rodzaju żeńskiego.

Wśród różnych poglądów dominuje interpretacja, że przejście od Ziemi-Bogini do Ziemi-Boga w wierzeniach pruskich jest wyrazem zmian zwyczajów matrylinearnych na patrylinearne. W przypadku Prusów, u których aż do końca epoki pogańskiej bardziej popularna była Bogini-Ziemia, zdecydowało zapewne przywiązanie do tradycji, dzięki czemu kanony wiary ulegały przekształceniom wolniej niż więzi społeczne. W wiekach średnich bowiem wszystkie plemiona pruskie reprezentowały społeczność o wyjątkowo silnych zwyczajach patriarchatu.

Bóstwo Ziemi wzywane było zawsze, gdy szło o sprawy ważne. Wznoszono do niego modlitwy w czasie obrzędów poprzedzających pierwszą orkę, rozpoczynając żniwa lub młockę, wypędzając bydło na pierwszą trawę. Składano mu ofiary z okazji poświęcenia zagrody, w czasie uroczystości rodzinnych: urodzin, zaślubin i pogrzebów.

Ziemia była wielkim bóstwem, bowiem rodziła, żywiła i przyjmowała do siebie po śmierci. W jej wnętrzu znajdował się świat wiecznej szczęśliwości, gdzie można było odpocząć wraz ze wszystkimi bliskimi po trudach życia na ziemi. Ziemia w wyobraźni Prusów nigdy nie posiadała skonkretyzowanej postaci, oddając jej cześć czczono w niej wszystkie witalne siły przyrody. W czasie obrzędów ku czci ziemi zabijano w ofierze świnię będącą dla Prusów symbolem płodności.

Bóstwo ziemi sprawowało władzę przez działania swych pomocników bogów-demonów, opiekunów poszczególnych dziedzin życia. I tak Lauksargas, zwany na Litwie Laukpatisem, miał w swej pieczy ziemię orną, zaś Żempatis — gospodarstwo. Oczywiście każdy lauks miał własnego Lauksargasa, podobnie jak każda zagroda własnego Żempatisa. Bóstw-demonów było bowiem bardzo dużo, w przeciwieństwie do jednego bóstwa ziemi.

Ogień płonął wiecznie w świętym gaju każdego lauksu. Mieszkał przy nim, strzegł go i odprawiał obrzędy oraz wróżby najważniejszy kapłan w lauksie. Razem z nim przebywali przy ogniu pomocnicy kapłana, uczniowie i czeladź niewolna rekrutująca się z jeńców przekazanych bogom w ofierze. O roli ognia w wierzeniach pruskich wspominają wielokrotnie kroniki krzyżackie, ukazując także sylwetkę strzegącego go kapłana. „Również wspomniany kapłan podtrzymywał i pilnował gorejącego ciągle ognia według obyczajów dawnych czasów" — napisał kronikarz krzyżacki.

Jeszcze jeden bóg odgrywał znaczną rolę w wierzeniach Prusów. Był nim „bóg łyskania, gromu, śniegu i dżdżu" — jak napisał o nim Stryjkowski, a według opinii Szymona Grünau — znano go pod imieniem Perkunas. Tradycje oddawania czci Perunowi czy Perkunowi, będącemu personifikacją boga gromu, były bardzo silne w wierzeniach słowiańskich i bałtyjskich, niewykluczone więc, że Prusowie także taką tradycję posiadali. Przypuszczalnie jednak był on bogiem o sile nie większej niż inne zjawiska przyrody i ciała niebieskie.

Nie wiadomo, jaką rolę w tej plejadzie bogów spełniali wymienieni przez biskupa warmińskiego Patollu i Natrimpe. Być może w ogóle nie mieścili się w tej kategorii bóstw reprezentując raczej grono bóstw-demonów, których, jak zobaczymy dalej, było bardzo dużo. Zgodnie z wierzeniami Prusów siła oddziaływania demonów na losy człowieka była także bardzo zróżnicowana.

Wiara, w której głównymi bogami są ciała niebieskie i zjawiska przyrody, była charakterystyczna dla wielu ludów, zwłaszcza rolników i hodowców. Ludy te pilnie śledziły wszystkie przejawy zjawisk przyrody, gdyż od uchwycenia podstawowych prawidłowości w powtarzalności i cykliczności przemian zależało powodzenie ich działań gospodarczych.



Nieco inny aspekt wiary zawierał kult świata roślinnego i zwierzęcego u Prusów i łączył się bardzo ściśle z drugim podstawowym kanonem ich wiary, czyli kultem przodków.

Wszyscy Prusowie, podobnie jak Litwini, wierzyli w życie po śmierci, przy czym wiara ta wyrażała się w różny sposób. „Prusowie i wymienione [narody] wierzyli w zmartwychpowstanie, lecz nie, jak się należało" u — stwierdza kronikarz krzyżacki.

Zgodnie z wiarą Prusów śmierć była tylko momentem przejścia od jednej do drugiej formy życia. A ponieważ żyć można było tylko w określonym miejscu i w określony sposób, wyobrażano sobie to drugie życie i miejsce dość interesująco. Zgodnie z zachowanym w tradycji ludowej przekonaniem ostatecznym miejscem przebywania dusz zmarłych było wnętrze ziemi. Późniejsze podania przechowane w tradycji pruskiej i litewskiej głosiły, że miejsce to ogrodzone jest płotem posiadającym dziewięć bram (ze względu na magiczne znaczenie wielokrotności liczby 3). Przy bramach, ale wewnątrz ogrodzenia, dusze siedziały na ławach. Gdy umarł ktoś z krewnych, żyjący wzywali dawniej zmarłych, by otworzyli bramy i przyjęli go do swego grona. Nowy zmarły witany przez dawniej zmarłych krewnych przynosił ze sobą jedzenie i napoje dane mu do grobu, którymi się wspólnie raczono.

Nie każdemu jednakże było dane natychmiastowe przejście do miejsca, w którym przebywali zmarli krewni. Dla wielu konieczne były etapy przejścia duszy w postać zwierzęcia lub rośliny i dalsze przebywanie na ziemi. Im człowiek był gorszy za życia i im częściej sprzeciwiał się woli bogów, tym podlejszą postać przybierał po śmierci.

Dalekim echem wiary w przybieranie przez dusze postaci rośliny, zwierzęcia lub ptaka są litewsko-pruskie podania i legendy. W jednej z nich mówi się, że każde.zwierzę i każdy ptak był niegdyś człowiekiem, który za przeciwstawienie się woli bogów został skazany i przemieniony w inną żywą istotę.

Świadectwo tej wiary w wiekach średnich odnajdujemy w kronice Wincentego Kadłubka. Kronikarz ten z niesmakiem zanotował, że „wszystkim Getom wspólny jest ten niedorzeczny zabobon, że dusze wyszedłszy z ciał ponownie wstępują do ciał, które mają się urodzić, i że niektóre [dusze] zgoła bydlęcieją przez przybranie bydlęcych ciał".

Wyjaśnienie tej opinii znajdujemy we wspomnianych już legendach i podaniach prusko-litewskich. Według jednej z nich nietoperze mają dusze ludzi skazanych przez bogów na pokutę trwającą trzysta lat. Po upływie tego czasu dusza oczyszczona od grzechów i bez skazy przechodzi do ciała jednego z dalekich potomków człowieka, który odpokutował swe winy. Dlatego też prawnuki są zazwyczaj bardziej mężni i szlachetni od swych dziadów.

Konsekwencją wiary w przechodzenie duszy człowieka w ciało zwierzęcia lub roślinę było szczególne zachowanie Prusów wobec świata zwierząt i roślin. Papież Innocenty III w swej bulli stwierdzał, że Prusowie oddają cześć bogom w postaci dzikich zwierząt. Oczywiście polegało to na nieporozumieniu. Prusowie nie czcili dzikich zwierząt jako takich ani nie uznawali ich za bóstwa, lecz oddawali cześć zamieszkałym w ich ciałach duszom swych zmarłych przodków.

Proces przechodzenia duszy człowieka zmarłego w ciała zwierząt lub w rośliny miał znaczenie oczyszczające, bowiem dusza z ciała, które umarło, przechodziła w ciało, które żyło nadal, i nie opuszczała ziemi aż do całkowitego wyzwolenia.

Wiarę w uszlachetniające działanie nowego ciała na duszę przekazał w swej kronice Kadłubek. Napisał bowiem, że Prusowie nie lękali się śmierci ani dla siebie, ani dla swych najbliższych. Chętnie dawali zakładników jako rękojmię zawieranych układów, których z reguły nie przestrzegali, gdyż „bezpieczeństwo zakładników nie może być przeszkodą dla ich wolności i lepiej będzie, że utracą synów, niż żeby mieli być pozbawieni wolności ojców, a zaszczytna śmierć synów zapewni im szlachetniejsze urodzenie".

Dusza człowieka bardzo złego, który za życia skalał się wielu występkami, musiała przejść znacznie dłuższą drogę oczyszczania, przybierając za miejsce tymczasowego pobytu coraz mniej odrażającą postać zwierzęcia. Proces oczyszczania duszy człowieka prawego był oczywiście znacznie krótszy, a zdarzyć się także mogło, że człowiek po śmierci natychmiast wędrował do krainy wiecznej szczęśliwości.

Lecz nie tylko zbrodnie lub niepoczciwe życie było powodem skazywania duszy na zamieszkanie w ciele zwierzęcia lub ptaka. Zdarzało się, że bogowie, litując się nad losem człowieka chorego lub opętanego żalem po stracie najbliższych, wyzwalali go z udręczonego ciała, pozwalając dożyć żywota w postaci wolnego ptaka pozbawionego ludzkiej wrażliwości na cierpienia fizyczne i psychiczne. Przypadki takiej przemiany były jednak stosunkowo rzadkie i też trzeba było sobie na to zasłużyć.

Przebywając na ziemi w ciałach zwierząt lub drzew, dusze przodków starały się współpracować ze swymi żyjącymi krewniakami. Nie odchodziły daleko od swych dawnych gospodarstw i rodzin, najchętniej przebywały tam, gdzie się dobrze czuły za życia. Mieszkający w drzewie duch przodka opiekował się rodziną i jej dobytkiem. Jeżeli drzewo, w którym mieszkał duch przodka, usychało, to znaczyło, że zły los czeka rodzinę.

Według wierzeń pruskich siedzibą dusz zmarłych kobiet były lipy, a mężczyzn — dęby. Bywały także od tego odstępstwa i czasem dusze znajdowały schronienie w innych gatunkach drzew. Drzewa, w których zamieszkała dusza, przybierały zwykle jakieś wyjątkowo zwracające uwagę kształty. Mogły to być dwa drzewa zrośnięte lub drzewo z pniem uformowanym w przedziwny sposób. Praetorius w swej pracy zamieścił kilkanaście rysunków drzew niezwykłych otaczanych jeszcze w XVII wieku wielką czcią. W okresie pogańskim drzew takich w Prusach było bardzo dużo, lecz zostały w pierwszej kolejności wycięte przez Krzyżaków jako synonimy pogaństwa.

Zgodnie z wierzeniami Prusów cała ich ziemia przepełniona była istotami żywymi, a więc zwierzętami, ptakami, gadami i drzewami, w których mieszkały dusze przodków znajdujące się na różnych etapach doskonalenia. Duchy zapełniały izby w postaci pełzających węży, wskakujących do wnętrz i pozostających w kątach żab, gnieździły się jako ptaki w drzewach i pod okapami dachów. I wtedy Prusowie, którzy „również poczytywali za święte pola, wody i lasy według swego rozumu", nie śmieli duchom przeszkadzać. Las, gdzie wyrosło drzewo o dziwnym kształcie, stawał się lasem świętym (oczywiście pojęcie to obejmowało tylko najbliższe sąsiedztwo drzewa); pole, na którym zadomowiły się niezwykłe stworzenia — polem świętym; woda, w której zaobserwowano coś niezwykłego — świętą wodą. Miejsca takie uznawano za przybytek dusz i aby im zapewnić spokój, otaczano specjalną czcią: „tak, że ani orać, ani łowić, ani drzew w tych lasach spuszczać nie śmieli". Dusze przebywające w miejscach świętych uczestniczyły w odprawianych obrzędach i przy składaniu ofiar łączyły się w modlitwach z żyjącymi potomkami.

Nie wiemy, jakimi kryteriami posługiwali się Prusowie przy wyodrębnianiu spośród zwierząt tych, którym należało oddawać cześć. Zwierzę, które normalnie żyło w stanie dzikim, lecz teraz zadomowiło się w obrębie gospodarstwa, posiadało na pewno duszę przodka. Dotyczyło to zwłaszcza węży i żab, które zamieszkały w jakimś domu.

Zwierzęta, w których nie mieszkała dusza ludzka, miały swoją własną, a ta po śmierci zwierzęcia pozostawała na ziemi jako zły lub dobry demon. Dlatego też złych i dobrych demonów wiele było na ziemi. Zapełniały lasy, wody, uroczyska, obcowały z ludźmi lub ich unikały.

Charakterystyczna dla demonów była ich duża liczebność, gromadny czy stadny sposób spędzania czasu, moc niewiele przewyższająca zakres mocy człowieka i śmiertelność. Wszystkie demony określano zbiorową nazwą wele (veles). Szczególną ich cechą było usposobienie tak zmienne i kapryśne, że człowiek nigdy nie wiedział, co go czeka z ich strony, czy będą mu przychylne i pomocne, czy też wyprowadzą go na manowce, zastraszą lub przyczynią mu trosk i zmartwień.

Specjalną kategorię demonów stanowiły małe domowe „kauki" — duszki mieszkające pod progiem każdego domu, z reguły przyjazne domownikom. Kauki opiekowały sią domem, dobytkiem, pomnażały go, ostrzegały domowników przed nieszczęściem, pomagały w pracy. Czasem okradały nawet inne zagrody, aby tą drogą powiększać dostatek w chacie, gdzie żyły. Wymagały jedynie pamięci o swej obecności, odrobiny jadła i życzliwego wspomnienia.

Wśród tych licznych demonów wyróżniały się jednostki o silniej zarysowanych cechach indywidualnych, bóstwa opiekuńcze, sprawujące pieczę nad rozmaitymi czynnościami ludzi, ingerujące w różne dziedziny ich życia. Takimi bóstwami-opiekunami byli bogowie zagród, ziemi ornej, bydła, pszczół, koni, ogrodów itp. Od przychylności i sprawności bóstwa-opiekuna zależało powodzenie działań człowieka. Były bóstwa pomagające przy obróbce lnu i takie, które opiekowały się tylko wełną.

Do tej kategorii bóstw należało zapewne „Curche" wspomniane w traktacie chrystburskim, a właściwie jego wyobrażenie. Było to bóstwo urodzaju, ku czci którego z ostatnich kłosów zebranego zboża robiono specjalny snopek pozostający pod szczególną opieką gospodarzy.

Wierzono bowiem, że siedzibą tego bóstwa były łany zbóż. W czasie żniw bóstwo to cofało się coraz głębiej w łan, aż wreszcie sadowiło się w ostatniej ścinanej kępie. Zboże z ostatniej kępy łanu związane w snopek pozostawało siedzibą bóstwa i obsiany ziarnem z niego kawałek pola był zawsze najbardziej urodzajny.

Podpisując traktat chrystburski Prusowie zobowiązali się, że nie będą obrzędów i modlitw odprawiać w lasach. W punkcie mówiącym o obowiązku zbudowania przez Prusów kościołów ani słowem nie wspomina się, że mają one zastąpić dotychczasowe świątynie pogańskie.

Z tego wniosek, że takich świątyń po prostu nie było, kościół zaś miał gromadzić wiernych, którzy do tej pory modlili się w swoich miejscach świętych. Jeszcze w 1426 r. Michał, biskup sambijski, wobec szerzącego się coraz jawniej w jego diecezji pogaństwa, zmuszony był do wydania mandatu zabraniającego zebrań i uroczystości odbywanych w lasach i gajach.

Prusowie nie wznosili swym bogom świątyń, ponieważ w ich przekonaniu świątynią była sama przyroda. Dlatego dla odprawiania stosownych obrzędów i modlitw lud gromadził się w świętych lasach, przy wiecznie płonących ogniach pod świętymi drzewami.

Niezwykle skomplikowana jest sprawa kapłanów pruskich. Jak wiemy, obowiązki kapłana w czasie uroczystości rodzinnych sprawował każdy gospodarz. Podczas uroczystości zbiorowych cały obrzęd prowadził jeden z wybranych gospodarzy. Kapłanem był wódz naczelny pospolitego ruszenia. Zatem każdy wolny Prus mógł w określonych warunkach spełniać funkcje kapłańskie.

Istniała jednakże specjalna kategoria osób, których jedynym życiowym zadaniem było obcowanie z bogami, służenie im i pośredniczenie między nimi a ludźmi. Najwyższą rangę miał oczywiście kapłan strzegący świętego ognia. Ponieważ w każdym lauksie był święty gaj z wiecznym ogniem i kapłanem przy nim, liczba tych głównych kapłanów wcale nie była mała. Wśród nich od czasu do czasu wybijał się któryś obdarzony szczególniejszymi zaletami i sława jego przekraczała granice rodzinnego lauksu, ziemi lub nawet plemienia. Z cytowanych już przykładów wiemy, że takimi właśnie cechami obdarzona była kapłanka galindzka i, być może, Kri we z Nadrowii.

Obowiązki kapłana tej rangi były dość rozległe. On dawał znak, że zima się kończy i nadchodzi lato, wyznaczał termin uroczystości pożniwnych, przepowiadał i wróżył, obserwując ciała niebieskie. On orzekał przed wyprawą łupieżczą lub planowaną akcją wojenną, czy można je podejmować, czy należy poczekać na pomyślniejsze czasy. Przyjmował ofiary z wypraw, połowów i polowań przynoszone bogom i czynił z nich właściwy użytek. Zwoływał wiece, jeżeli rozpatrywane na nich sprawy miały szerszy niż wojenny czy inny polityczny aspekt. Symbolem jego władzy i godności była wysoka laska, najczęściej zrobiona z grubego korzenia o dziwnym kształcie, zwana „kriwule". Od tej laski zostało utworzone przezwisko Kriwe dla kapłana opisywanego przez Dusburga.

Nie jest pewne, czy wszyscy kapłani tej rangi byli rzeczywiście nazwani tym imieniem. Kapłanem o takiej władzy był zapewne wspomniany Kriwe z Nadrowii. Kronikarz przydał mu niezwykły zakres władzy. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem w czasach, gdy kronikarz ten notował swe spostrzeżenia, żywą tradycję pogańską można było spotkać tylko w Nadrowii.

„A była wśród tego tak zbłąkanego pogaństwa w samym środku położona miejscowość wielkiego znaczenia w kraju Nadrowii, miasto to zwało się Romowe i wzięło nazwę od Rzymu, ponieważ tam mieszkał najwyższy kapłan według ich pogańskiego uznania; nazwisko jego było Grive." Cały ten cytat jest wynikiem skojarzeń chrześcijańskiego kronikarza z najbliższymi mu analogiami. Jeżeli miejscowość nazywała się Romowe, to niewątpliwie wzięła swą nazwę od Romy, czyli Rzymu — kombinował dziejopis — a jeżeli mieszkał tam kapłan, to na pewno posiadał władzę równą papieżowi. W rzeczywistości sprawa wyglądała inaczej. Nazwa miejscowa Romowe na terenie Prus spotykana była dość często nie tylko w Nadrowii, lecz niemal w każdej ziemi pruskiej, i to nie jeden raz. „Crive" Dusburga mógł być także ostatnim znanym kapłanem pogańskich Prus.

Jakkolwiek rzecz wyglądała, faktem jest, że w okresie pogańskim nie zachodziły żadne zależności hierarchiczne między kapłanami strzegącymi wiecznego ognia w poszczególnych lauksach. Każdy z nich posiadał władzę ograniczoną do zasięgu terytorialnego jednostki osadniczej, w której żył.

Szczególną rolę w społeczeństwie pruskim sprawowali kapłani-znachorzy, którzy chodzili po całej ziemi pruskiej od zagrody do zagrody i leczyli ludzi, udzielali rad i wstawiali się do bogów o pomoc w konkretnych sprawach. Kapłanów tych nazywano „zigo" lub „zigonutas", co oznacza „chodzący", „kroczący" i określa tryb ich życia. Kapłan taki kroczył też na czele zbrojnego oddziału i jego obowiązkiem było zadanie wrogowi pierwszej rany. Przypuszcza się, że wspomniany w Żywocie św. Wojciecha Sicco jest błędnym zapisem nazwy brzmiącej w rzeczywistości Zigo. Kapłan ten „będąc bowiem ofiarnikiem bożków i przywódcą bandy, z obowiązku niejako pierwszą zadał ranę" — napisał autor życiorysu. Zigo był także wróżbitą chodzącym wraz z wyprawami zbrojnymi i na podstawie różnych znaków na bieżąco przepowiadał losy prowadzonej akcji.

O kapłanach zwanych tuliszami i ligaszami już była mowa, a jak należy mniemać ze wzmianek w traktacie chrystburskim, byli oni na stałe związani z konkretną wspólnotą osadniczą.

Prusowie byli ludźmi niezwykle zabobonnymi i dlatego czuli ciągle potrzebę wróżenia, przepowiadania przyszłości i zapewnień, że ich zamysły są zgodne z wolą bogów. Dlatego też tak dużo było wśród nich osób wróżących, których nazwy były urabiane od nazw przedmiotów służących do wróżb.

Specjalną kategorię kapłanów-wróżbitów stanowili ci, którzy umieli zaklinać węże, a w razie potrzeby wróżyć ze sposobu ich zachowania. Zaklinano i wróżono na podstawie zachowania węża, który od dawna zadomowił się w gospodarstwie. Kapłan zwany Żaltonisern wywabiał węża z legowiska, a jeżeli wąż pełzając docierał do zastawionego stołu, dotknął znajdujących się na nim potraw i wrócił spokojnie do swego kąta, oznaczało to pomyślność dla całego gospodarstwa. Gdy natomiast mimo zaklęć kapłana wąż nie ruszył się z legowiska, wszyscy wpadali w rozpacz w przewidywaniu wielkiego nieszczęścia.

Byli wśród Prusów kapłani wróżący z szumu piany utworzonej na powierzchni nalanego napoju, zwani Putonei (puta — szum), byli tacy, którzy opanowali trudną sztukę brzuchomówstwa, a zwano ich Pilweysen lub Pilwitten (pilwas — brzuch), i było wielu innych. Nie każda zresztą wróżba wymagała udziału kapłana. Wszyscy Prusowie wiedzieli, że spotkany na drodze wąż oznaczał pomyślność, złym znakiem było, gdy wilk przebiegł drogę, nieszczęście zwiastował przebiegający człowiekowi drogę zając. Kanie, jaskółki i sowy wróżyły szkody i pożary, natomiast dobrym znakiem był głos bociana, żurawia i dzięcioła. Wróżba ptasia zależała także od rodzaju wydawanego krzyku i strony, z której się go usłyszało.

Od złych przypadków człowiek mógł się uchronić nosząc stale przy sobie różnego typu amulety. Zasuszona pszczoła przechowywana w zakamarku odzieży chroniła od bólu zębów, schowana w domu strzegła go od pożaru. „Seitai", czyli amulet, przyczepiano do pasa, naszyjnika lub bransolety na łańcuszku. Najbardziej popularnymi amuletami były kły dzika oprawione w srebro lub w brąz.

Jak wiemy, Prusowie bogom swym składali krwawe i bezkrwawe ofiary, prosząc ich o pomoc lub dziękując za okazaną opiekę.

Ofiary krwawe ze zwierząt i niestety także z ludzi składano z zachowaniem rytualnych sposobów zabijania przez zadanie ciosu w plecy. Istniał także zwyczaj palenia w ofierze bogom jeńców. Jak podają kronikarze, przed każdym rozpoczęciem wojny Prusowie chwytali jeńca z obozu wroga, a zabijał go kapłan nożem rzucanym z pewnej odległości. Z tego, jak tryskała krew, wróżono, czy walka zakończy się pomyślnie dla nich czy dla wroga.

Nie tylko zresztą jeńców wojennych składano bogom w ofierze. Z bulli papieża Grzegorza IX dowiedzieć się można, że pojmane w wyprawie łupieżczej dziewczęta przybrane w świeże kwiaty i wieńce wrzucano w ogień jako ofiary dla złych duchów.

Składano także bogom ofiary ze zwierząt, zwłaszcza gdy proszono o urodzaj i pomyślność w gospodarstwie. Najczęstszymi były ofiary z kozła, byka, świni i koguta.

Zwyczaj składania bogom krwawych ofiar utrzymał się wśród Prusów bardzo długo. W 1520 r., gdy rozgorzała wojna z Polską i okręty, które wypłynęły z Gdańska, zaczęły zagrażać brzegom pruskim, Sambijczyk Valtin Supplit zapowiedział skuteczną obronę, jeżeli wielki mistrz Zakonu Albrecht zezwoli mu na publiczne złożenie krwawej ofiary i zapewni bezkarność. Uzyskawszy taką zgodę zarżnął czarnego byka i poprowadził obrzęd, którego przebieg opisali Hieronim Małecki i Szymon Grünau. Pod koniec obrzędu okręty rzeczywiście odpłynęły, a ich załogi zgodnie twierdziły, że na brzegu morskim ukazały się straszne widma, z którymi walczyć nie było sposobu. Aliści wraz z okrętami odpłynęły wszystkie ryby, gdyż składający ofiarę, aby odegnać wszystko od brzegów, zapomniał z tego nakazu wyłączyć ryby. Gdy przez kilka lat żaden rybak nie złowił ani jednej ryby, tenże sam Valtin Supplit powtórzył obrzęd, zabijając w ofierze czarną maciorę. Skutek, podobnie jak w pierwszym przypadku, był natychmiastowy.

Wiara Prusów nie przeszkadzała im, a nawet dopingowała w pewnych sytuacjach do odbierania sobie życia. Czynili to wojownicy przegrywający bitwę, a jak podają kronikarze krzyżaccy, samobójstwa wśród osób dotkniętych nieszczęściem nie należały do rzadkości. „Jeśli na Prusów niespodziewanie spadnie wielkie nieszczęście, co niekiedy bywało, to mieli zwyczaj, że w tej swojej biedzie sami siebie zabijali" — pisze kronikarz krzyżacki. W okresach totalnego zagrożenia żaden Prus nie wahał się przed wyborem: żyć w niewoli czy odebrać sobie i najbliższym życie. Stąd też w XIII wieku, gdy nastąpiła zmasowana akcja zbrojna Krzyżaków, Polaków i Rusów, nie widząc dróg ratunku dla siebie, ziemi i wiary wielu Prusów popełniło pojedyncze lub zbiorowe samobójstwa. Dusburg pisał, że najczęstsze było zadawanie sobie śmierci przez powieszenie.

Prusowie, „którzy, jak wiadomo, są wrogami nie tyle ciał, ile dusz" " — jak stwierdził nie bardzo przecież im życzliwy Kadłubek — ginęli masowo w XIII wieku nie zawsze w otwartej walce z wrogiem, często mordowani lub dobrowolnie wybierając śmierć samobójczą. Próby ochrzczenia i przyjęcia na łono Kościoła katolickiego pozostałych przy życiu Prusów powiodły się tylko formalnie. Powierzchowność chrystianizacji przejawiała się jeszcze w ciągu następnych wieków, czego najlepszym świadectwem są wydawane w XV i XVI wieku mandaty biskupie zawierające zakazy odprawiania obrzędów pogańskich. Zniszczona radykalnie została natomiast cała struktura osadniczo-polityczna, Prus pogańskich, a na jej gruzach powstało teokratyczne państwo zakonno-biskupie pod protektoratem papiestwa. W tym nowym państwie ludność pruska stopniowo traciła swą odrębność kulturowo-etniczną, asymilowana przez obcych przybyszów i poddawana stałemu procesowi germanizacyjnemu.

Z chwilą, gdy w XVII wieku ostatnie skupiska ludności pruskiej przestały posługiwać się swym językiem, lud ten formalnie zniknął z mapy etnicznej Europy środkowej. Niemniej w wielu rodach niemieckich, polskich i litewskich wywodzących się z dawnej prowincjiPrus Wschodnich zachowała się jeszcze długo pamięć o pruskich przodkach.

*
Fragment książki: Łucja Okulicz-Kozaryn - Zycie codzienne Prusów i Jacwięgów w wiekach średnich (IX-XIII w.)

Data utworzenia: 17/03/2017 @ 21:08
Ostatnie zmiany: 06/04/2017 @ 22:27
Kategoria : Bałtowie - Prusowie
Strona czytana 544 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
Manastirea_Sinaia.jpgjasna-gora.jpg0-bhutan.jpgneamt-monastery-moldova.jpg0-Jvari Monasteri-Georgia.jpgdiveevo.jpgmonastery-picture02.jpgpoblet.jpgmeteora_monastery.jpgthiksey-gompa-in-ladakh.jpgCamedolite-Monastery.jpggreek.jpgmonastery-picture01.jpgdracula_mnsnagov.jpgbud101.jpgIonaAbbey.jpgmonastery-mont-saint-michel.jpgmonastery-picture06.jpgmonastery-picture04.jpgmonastery-picture07.jpgSofia.jpgjericho-st-georges-monastery.jpgmonastery-picture03.jpgmonastery-picture05.jpgmonastery-picture08.jpgjvari.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2315215 odwiedzający

 19 odwiedzających online