Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Religie a polityka - Mieszko I religia i polityka

Otton I Otton I i papież Jan XII
Mieszko I - religia i polityka
W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych X wieku stanęły na przeciw siebie: potężna monarchia Ludolfingów i młode państwo polskie. Oznaczało to zetknięcie się dwóch ekspansywnych, nierównej mocy organizmów politycznych, pogańskiej Polski i świata chrześcijańskiego. Ideologia chrześcijańska, tak jak ją wówczas pojmowano, zawierała nakaz nawracania niewiernych i sankcjonowała wszystkie metody misyjne: pokojowe przekonywanie, przymuszanie siłą, zabór ziem pogańskich oraz wyniszczenie tych, którzy w obliczu miecza i pożogi nie chcieli się zaprzeć swoich pradawnych wierzeń. Na szerokim froncie ekspansji wschodniej Niemiec chrześcijaństwo stało się orężem politycznego panowania niemieckich możnych i ujarzmiania plemion słowiańskich.

W ówczesnym państwie polskim zdawano sobie sprawę, że ułożenie stosunków z potężnym sąsiadem, nawet za cenę uznania jego politycznej zwierzchności, nie powstrzyma na dłuższą metę dążeń panów niemieckich. Pretensje niemieckiego duchowieństwa sięgały daleko poza ziemie polskie, patrzyło ono bowiem z wielkim zainteresowaniem również i na to, co działo się na Rusi. Jeszcze pod koniec lat pięćdziesiątych X wieku władczyni tego państwa, księżna Olga, która sama była chrześcijanką ochrzczoną w Konstantynopolu, zastanawiała się nad zaproszeniem niemieckiej misji chrystianizacyjnej. Niemieckie duchowieństwo uważało tereny leżące na wschód od Odry za obszar, który niebawem winien się znaleźć pod cesarskim panowaniem i zostać wchłonięty przez niemiecką organizację kościelną. Czyniło już ono po temu odpowiednie przygotowania.

Tuż po koronacji powrócił Otto I do ulubionej myśli utworzenia dla ziem słowiańskich osobnego arcybiskupstwa w Magdeburgu. Jednakże waśnie zagrożonych w swych interesach przedstawicieli wysokiego duchowieństwa, którzy musieliby odstąpić kościelną władzę (a zatem i płynące stąd dochody) z części podlegających im terytoriów, gdyż zostałyby one oddane nowemu arcybiskupstwu, sprawiły, że cesarski plan doczekał się realizacji dopiero w 968 roku. Z tego jednak, jak go wówczas zrealizowano i jak zostały nakreślone granice nowej kościelnej metropolii oraz z późniejszych pretensji Magdeburga do kościelnego zwierzchnictwa nad Polską, możemy wysnuć uzasadniony wniosek, że w pierwotnych zamierzeniach cesarza leżało, aby arcybiskupstwo magdeburskie objęło swą władzą także ziemie położone na wschód od Odry.

Papież Jan XII, człowiek dobrze wtajemniczony w plany Ottona I, w dokumencie z lutego 962 roku wyraźnie stwierdzał, że imperatorowi i jego synowi przysługuje prawo zakładania ile tylko zechcą biskupstw w krajach słowiańskich, przy czym, wszystkie one miały podlegać zwierzchnictwu Magdeburga. Zmiana sytuacji politycznej i kościelnej na ziemiach polskich sprawiła, że zakładając w 968 roku nowe arcybiskupstwo musiano już mniej ambitnie i nie tak zachłannie, jak pierwotnie zamierzano, określić zakres jego kościelnej władzy na wschodzie. (...)

Sytuacja polityczna, jaka ukształtowała się w połowie lat sześćdziesiątych X wieku, postawiła Mieszka I i jego doradców przed trudnym do rozstrzygnięcia dylematem. Czy licząc na trwałość tego układu stosunków polsko-niemieckich, jaki został niedawno ustalony, należy kontynuować dzieło jednoczenia wszystkich ziem polskich, z których tylko część zachowała dawną niezależność plemienną, pozostałe zaś dostały się pod obce, czeskie panowanie? Czy też lepiej na razie zrezygnować z pełnej realizacji tak ambitnego zamierzenia, odłożyć je na później, kiedy powstaną bardziej sprzyjające warunki, teraz zaś przede wszystkim umocnić to, co już zostało zdobyte, i ugruntować swą pozycję względem potężnego i groźnego niemieckiego sąsiada? Dobrze świadczy o politycznej dojrzałości ówczesnych kierowników państwa polskiego, że wybrali drugie z tych rozwiązań.

Mieszko I Mieszko I Umocnienie pozycji Polski, zabezpieczenie się przed groźbą agresji prowadzonej w imię krzyża - oznaczało podjęcie decyzji o przyjęciu wiary chrześcijańskiej - oznaczało podjęcie decyzji o przyjęciu wiary chrześcijańskiej. Było to jedno z najdonioślejszych postanowień, jakie kiedykolwiek przyszło podejmować Mieszkowi I i jego doradcom. Skoro najwyższe względy polityczne przemawiały za tym, aby przyjąć chrześcijaństwo jako religię państwową, należało się poważnie zastanowić nad wyborem ośrodka, o który można by było oprzeć wykonanie tego zamierzenia. Nie po to przecież decydowano się na chrzest, aby przyjąć go z rąk niemieckich biskupów, myślących o ekspansji na ziemie słowiańskie. Świadomość zagrożenia niemieckiego kierowała uwagę Mieszka I i jego otoczenia w stronę Pragi. Za takim wyborem przemawiał jeszcze jeden, dodatkowy wzgląd. Otóż właśnie na lata sześćdziesiąte X wieku przypada nie tylko znany nam konflikt polsko-wielecki, lecz również polityczne porozumienie czesko-wieleckie, wymierzone oczywiście przeciwko ekspansji niemieckiej, ale mimo to, gotowe kiedyś się obrócić także przeciw Polsce. Ewentualne zbliżenie polsko-czeskie - rozumowano na dworze Mieszka I - prowadziłoby więc do rozerwania sojuszu niebezpiecznego dla losów polskiego panowania nad ujściem Odry, do osłabienia potencjału przeciwnika, który wiązał sporą część polskich sił zbrojnych. Połączenie sprawy przyjęcia chrześcijaństwa jako religii państwowej z politycznym zbliżeniem polsko-czeskim wydawało się więc najlepszym rozwiązaniem. (...)

Jeżeli Mieszko I zwrócił się do Czech z propozycją poślubienia kobiety z rodziny panującego władcy, musiały się z tym wiązać jakieś dalsze oferty; w owych czasach bowiem żaden książę nie żenił się tylko dlatego, że mu się oblubienica podobała. Zresztą Mieszko swojej przyszłej żony dotąd wcale nie znał, w dodatku nie była ona osobą ani pierwszej młodości, ani o zbyt pociągającej powierzchowności. W pamięci Czechów zachowała się o niej nie najbardziej pochlebna opinia, zanotowana na początku XII wieku przez Kosmasa z Pragi. Pisze on, że Dobrawka, "ponieważ była nad miarę bezwstydna, kiedy poślubiała księcia polskiego będąc już kobietą podeszłego wieku, zdjęła ze swej głowy zawój i nałożyła panieński wianek, co było wielkim głupstwem tej kobiety". Być może były jeszcze dodatkowe racje, dla których dziejopis czeski wypowiedział się tak niechętnie o księżniczce, niemniej jednak w tej bardzo tendencyjnej wzmiance ukryte jest sporo prawdy. Nawet gdyby oblubienica Mieszkowa była - jak się to zwykle powiada w bajkach - piękna i młoda, nikomu ze współczesnych nie przyszłoby na myśl, aby jedynie jej osobiste zalety miały decydować o poślubieniu jej przez władcę udzielnego państwa. Jeżeli Mieszko prosił księcia Czech o rękę jego córki lub siostry - w takich wypadkach często nie określano bliżej osoby oblubienicy - to w języku dyplomatycznym epoki oznaczało, że pragnie zawrzeć z nim jakieś poważne porozumienie polityczne, a małżeństwo byłoby jego potwierdzeniem. Skoro w końcu doszło do tego, że panujący wówczas Bolesław I Srogi wydał za Mieszka swoją córkę, a siostrę księcia, który miał być przyszłym władcą Czech, czyli osobę ze swej najbliższej rodziny, owo porozumienie musiało być zrealizowane pomyślnie dla obu stron.

Nie wiemy dokładnie, kiedy ono nastąpiło, możemy jednak przypuszczać, że po 963 roku. Wówczas to zapewne rozważono definitywnie sprawę przyjęcia wiary chrześcijańskiej przez Mieszka. Wprawdzie rocznikarze podają rok 965 jako datę przybycia Dobrawki do Polski, jest to jednak chyba tylko dedukcja, wyprowadzona ze znanej im daty chrztu księcia, to jest roku 965. Skoro żyjący na przełomie X i XI wieku, wielce interesujący się sprawami polskimi, Thietmar miał wątpliwości, czy czeska księżniczka bawiła na pogańskim dworze polskiego władcy przez rok czy nawet dłużej, nie jest wykluczone, iż przybyła ona do Polski nawet przed 965 rokiem. Za takim właśnie przypuszczeniem przemawiały m.in. oskarżenia Dobrawki przez zacietrzewionych duchownych o brak wstrzemięźliwości, do czego okazją było jej małżeństwo z księciem, który wciąż jeszcze tkwił w błędach pogaństwa. Można się spytać, dlaczego przyjęcie nowej wiary przez Mieszka I nie nastąpiło równocześnie z jego małżeństwem, czemu zwlekano z nim przez jakiś czas?

Dobrawa Dobrawa Otóż wcale tak nie było. Sprawa przyjęcia chrześcijaństwa jako religii państwowej nie była taka prosta i łatwa do zrealizowania, jak ochrzczenie jednego księcia. Wymagała bowiem odpowiednich przygotowań, przede wszystkim zaś nawiązania przez stronę chętną do przyjęcia nowej wiary kontaktów nie tylko z jakimś ośrodkiem kościelnym, który podjąłby się akcji misyjnej, lecz przede wszystkim z głową Kościoła - papieżem. Przysłanie do Polski pełnoprawnej misji chrystianizacyjnej, w której skład wchodziłaby znaczna grupa odpowiednio przygotowanych duchownych, należało do kompetencji papieża i dlatego do niego winien był się Mieszko zwrócić. Przypuszczamy, że zaraz po zawarciu porozumienia z Czechami, zapewne jeszcze przed przybyciem Dobrawki do Polski, za pośrednictwem swego czeskiego sojusznika i przyszłego teścia Bolesława I Srogiego, a być może i przy pomocy jego córki Mlady, zakonnicy przebywającej w Rzymie, skierował Mieszko I upełnomocnione poselstwo do papieża. Przybyło ono jednak w czasie jak najmniej odpowiednim do podejmowania poważnych decyzji. W Wiecznym Mieście wrzała walka stronnictw politycznych, z których każde popierało swego pretendenta do tiary, śmierć zaś papieża Leona VIII rozpoczęła okres kilkumiesięcznego wakansu na stolicy Piotrowej. Nie wiadomo kiedy - choć najpewniej w 965 roku - przybyli do Rzymu polscy wysłannicy, nie wiemy też czy i co z kim zdołali wówczas ustalić. W każdym jednak razie wolno przypuszczać, że najwyższe władze kościelne aprobowały polskie plany, chociaż nie wydaje się, aby udzieliły jakiejś wydatniejszej pomocy. Nie pozwalało na to ówczesne położenie papiestwa.

Zapewne już w otoczeniu przybywającej do Polski Dobrawki znajdowali się chrześcijańscy duchowni, których zadaniem było przygotowanie podstaw do przyszłej akcji chrystianizacyjnej. Ale mówić o niej można będzie dopiero później, w 966 roku - data ta dobrze jest poświadczona w źródłach - kiedy dokonany zostanie chrzest Mieszka. Chrzest księcia, czy też - jak się niejednokrotnie powiada - chrzest Polski? Według ówczesnych pojęć było to właściwie jedno i to samo. Kraj uważany był za chrześcijański, gdy jego władca był chrześcijaninem, a wiara chrześcijańska oficjalnie przyjętą religią państwową. To, czy rzeczywiście jej zasady dotarły pod strzechy, do wsi i sadyb, nie wszystkich znów tak bardzo interesowało. Jeżeli mówimy o wydarzeniach 966 roku w Polsce, zdajemy sobie sprawę, że nową wiarę przyjęli z rąk przybyłych duchownych: książę, jego rodzina, nieco możnych i rycerzy. To właśnie oznacza zwrot niemieckiego kronikarza, że za swym władcą poszły "ułomne dotąd członki spośród ludu". Nie chodziło tu jednak o lud w całym tego słowa znaczeniu.

Aby wiara chrześcijańska dotarła rzeczywiście do polskiego ludu, trzeba było zbudować organizację kościelną, utworzyć biskupstwa, wybudować świątynie, dysponować licznymi zastępami duchowieństwa. Wszystko to wymagało nie tylko środków, ale i czasu. Dlatego też rzeczywisty chrzest Polski - w znaczeniu przyjęcia chrześcijaństwa przez ogół Polaków - jest długotrwałym procesem, za którego początkową datę przyjmujemy rok 966. Proces ten nie zakończył się ani za panowania Mieszka I, ani za rządów jego pierwszych następców. Nie przeszkadzało to jednak uważać Polski od czasu chrztu Mieszka za kraj chrześcijański.

Przyjęcie nowej wiary przez księcia i nieliczną na razie grupę spośród polańskiej elity władzy dokonało się w nieznanych nam bliżej okolicznościach. Uważa się zwykle, że ten uroczysty akt odbył się w Polsce, ostatnio jednak niektórzy zaczęli dopuszczać możliwość, że doszło do niego na obcej ziemi. Nie wydaje się to w pełni uzasadnione. Nie wiemy, czy uda się nam kiedyś rzucić nieco światła na mrok, który spowija wypadki 966 roku w Polsce. Nie wiemy też właściwie, kim byli duchowni, którzy dokonali chrztu księcia i jego otoczenia. Wolno nam jedynie przypuszczać, że ten, który udzielił chrztu władcy, był najdostojniejszym spośród kapłanów, przybyłych do Polski wraz z Dobrawką lub później, i miał prawo do nawracania. Wówczas to, podczas chrztu nadano Mieszkowi drugie, chrześcijańskie imię, które dziś sprawia historykom tyle kłopotów. Nie znamy też dokładniejszej daty tego zdarzenia, chociaż przypuszczamy, że mogło ono nastąpić 14 kwietnia 966 roku.

Niewiele prawdy kryje się w opowieściach o długotrwałej pracy małżonki księcia Polski (czy jakiegokolwiek z duchownych), która miała na celu przekonanie monarchy do nowej religii i wtajemniczenie go w jej zasady. Wówczas katechizacja ograniczała się do powierzchownej informacji o potędze nowej religii i wypływających z niej obowiązkach.

Rychło po przyjęciu chrztu Mieszko wysłał kolejne poselstwo do Rzymu. Udało się ono do papieża Jana XIII i zapewne do cesarza Ottona, który przebywał właśnie we Włoszech. Książę oznajmił papieżowi o swoim chrzcie i zwrócił się z prośbą o wyznaczenie biskupa, który stanąłby na czele mającej się rozpocząć akcji chrystianizacyjnej. Na początku 968 roku wyznaczono misyjnego biskupa dla Polski, którym został Jordan. Nie podlegał on władzy żadnej z sąsiadujących z Polską diecezji, lecz bezpośrednio papieżowi. Kim był Jordan, dokładnie nie wiadomo. Nie jest wykluczone, że był to jeden z tych duchownych, którzy znaleźli się w Polsce wraz z Dobrawką. Może właśnie Jordan chrzcił Mieszka, a teraz z rekomendacji nowo nawróconego władcy miał otrzymać sakrę biskupią, dającą mu pełnię kościelnej władzy, niezbędnej do prowadzenia działalności misyjnej. w każdym razie nosił on imię nie niemieckie, lecz raczej romańskie bądź nawet irlandzkie i wątpliwe jest, aby przedtem podlegał władzy któregokolwiek z niemieckich biskupów. Jordan został wyświęcony jako biskup misyjny, nie mający określonej siedziby. Jego jurysdykcja rozciągała się na cały obszar państwa Mieszkowego. Dopiero w przyszłości miano utworzyć w Polsce zwyczajną organizację kościelną na wzór istniejącej w innych krajach. Oparciem dla działalności biskupa Jordana był Poznań, gdzie rychło, jeszcze w latach sześćdziesiątych, zapewne na gruzach ośrodka pogańskiego kultu, wybudowano piękną, murowaną katedrę, której bezpieczeństwa strzegł potężny gród. Stąd nowa wiara promieniowała na obszar Wielkopolski, aby następnie sięgnąć również do pozostałych części kraju. Biskup nie działał oczywiście sam, wraz z nim przystąpili do akcji misyjnej inni duchowni, których książę ściągnął do Polski.

W swej pochwale działalności biskupa Jordana Thietmar opowiadał o wielkich trudach, jakie podjął on w związku z pracą misyjną w Polsce. Była to praca zakrojona na szeroką skalę, ale bynajmniej nie polegała na przekonywaniu ludności, aby sama, drogą swobodnej decyzji przyjęła nową wiarę. Wprowadzenie religii chrześcijańskiej w Polsce odbywało się pod patronatem księcia. Najpierw chodziło o zlikwidowanie praktyk pogańskich, co osiągano nie tylko na drodze zakazów, lecz również przez fizyczne niszczenie dawnych sanktuariów. Jak się to wówczas odbywało ilustruje opowieść latopiśca ruskiego o likwidacji pogańskich bóstw przez Włodzimierza Wielkiego. Kiedy ów książę powrócił do swojej stolicy - pisał ruski mnich - "rozkazał bałwany wywracać, owe rozsiekać, a inne na ogień wydać. Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry przez Boryczewo do Ruczaju, dwunastu mężów przystawił bić (go) kijami. To zaś nie dlatego, by drzewo było czujące, jeno na urągowisko biesowi, który zwodził tym obrazem ludzi, niechże więc odpłatę przyjmie od ludzi. (...) Gdy zaś wlekli go Ruczajem ku Dnieprowi, płakali po nim niewierni ludzie, jeszcze bowiem nie byli przyjęli świętego chrztu".

Zgodnie z ówczesnymi przekonaniami sakralna moc chrzcielnego obrządku miała sama sprawić, że ludzie, którzy się ochrzcili, własnowolnie odrzucali wiarę w dawne bałwany i uznawali je za symbole złych, nieczystych sił diabelskich.

Książę osobiście doglądał, aby pogański bożek został wrzucony do rzeki, ustawił po brzegach ludzi, którym surowo przykazał: "Jeśli gdzie przybije, odpychajcie go od brzegu, dopokąd progów nie minie, a wtedy zostawcie go". Kiedy już posąg spłynął rzeką, monarcha kazał ogłosić przez gońców całej ludności miasta rozkaz, aby w dniu następnym stawiła się nad rzeką. "Jeśli nie przyjdzie kto jutro nad rzekę, czy bogaty, czy ubogi, czy biedak czy niewolnik - przeciwnikiem mi będzie" - brzmiał rozkaz książęcy. Nazajutrz zeszło się więc ludzi bez liku, wszyscy "wleźli do wody i stali owi po szyję, a drudzy po piersi, młodsi zaś brodzili, popi zaś stojąc odprawiali modlitwy. I była radość na niebie i na ziemi widzieć tyle dusz zbawionych, a diabeł stękając mówił: Biada mi, oto stąd wygnan jestem. Następnie książę rozkazał budować chrześcijańskie świątynie i stawiać je tam, gdzie dotąd stały pogańskie bałwany. "I poczęli stawiać cerkwie po grodach i ustanawiać popów, i ludzi do chrztu przywodzić po wszystkich grodach i siołach".

W pierwszej fazie akcji chrystianizacyjnej przy czynnym poparciu władzy państwowej niszczono obiekty pogańskiego kultu. Nie wątpimy, że należało to do obowiązków biskupa Jordana. Jeździł on po kraju w otoczeniu książęcych wojów, którzy stanowili zbrojną podporę jego działalności. Wieść o burzeniu pogańskich świątyń i obalaniu bóstw musiała wielce niepokoić mieszkańców kraju, przywiązanych do pradawnych wierzeń i można sądzić, że pewnie nigdzie działalność biskupa i towarzyszących mu drużynników nie spotykała się z życzliwością.

Wprowadzanie nowej wiary dokonywało się więc w Polsce w ten sam sposób, jak to bywało w innych krajach, mianowicie w oparciu o aparat państwa. Nie należy sądzić, aby akcja misyjna od razu ogarnęła szerokie kręgi ówczesnego społeczeństwa polskiego. Zasługę chrystianizacji ludności ziem polskich na początku XI stulecia przypisywano częściej nie Mieszkowi, lecz jego następcy, Bolesławowi Chrobremu. Wiadomo także o wprowadzonych przez tego monarchę surowych rygorach (np. wyłamanie zębów za nieprzestrzeganie kościelnego postu) i karach, jakie groziły jego poddanym w razie nie podporządkowania się kościelnym normom. To o stosunkach, jakie panowały dopiero za Bolesława Chrobrego, Thietmar pisze, że "prawo Boże, świeżo w tym kraju wprowadzone, większej nabiera mocy przez (...) przymus, niż przez post ustanowiony przez biskupów". (...)

Mówiliśmy, że wprowadzenie chrześcijaństwa w Polsce było spowodowane przede wszystkim racjami natury politycznej. Przyjęcie nowej wiary spowodowało także daleko idące zmiany w wewnętrznym życiu państwa i społeczeństwa polskiego. Były one jednak zgodne z interesami zarówno rządzącej społecznej elity, jak i dynastii. Wprawdzie możnowładcy ponosili straty w związku z koniecznością choćby częściowego podporządkowania się kościelnemu zakazowi sprzedawania chrześcijańskich niewolników w ręce "niewiernych", co było bardzo zyskowne dla niektórych możnych, to jednak w pewnej mierze pokrywali koszty akcji misyjnej. Należy stwierdzić, że były one niewspółmierne w stosunku do uzyskiwanych - nie zawsze bezpośrednio - korzyści. Nie chodzi tu o doraźne zyski, wyrażające się w dobrach materialnych. Nowa religia skutecznie przyczyniała się do likwidacji pozostałości plemiennego ustroju, niszczyła kadrę pogańskiego kultu, kapłanów, którzy stali na straży przedpaństwowych tradycji, oddziaływała jako jeszcze jeden ważki czynnik zjednoczeniowy, zlepiający w całość powiązane z sobą niedawno plemiona, podporządkowane władzy księcia. Władca, którego polityczni przeciwnicy mogli dotąd traktować jako równego sobie, zgodnie z ideologią chrześcijańską stawał się boskim pomazańcem, jego panowanie zyskiwało nową sakralną, nadprzyrodzoną sankcję. Umacniało to pozycję księcia w państwie, sprzyjało ugruntowaniu jego przewagi nad innymi możnymi w kraju, nad plemiennymi dynastiami i ich potomkami, powiększało przedział między monarchą a resztą ludności Polski. Znaczenie przyjęcia chrześcijaństwa jako religii państwowej miało doniosłe znaczenie zarówno dla wewnętrznego życia państwa polskiego, jak i dla jego stosunków międzynarodowych. Nowa religia niosła umocnienie młodej polskiej państwowości.


* * * *

Fragment książki - Andrzej F. Grabski - Mieszko I ok. 930-992 - MON 1973

Data utworzenia: 19/09/2013 @ 23:26
Ostatnie zmiany: 07/01/2014 @ 02:46
Kategoria : Religie a polityka
Strona czytana 1544 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
budda-0-g.jpgbudda-0-lotos.jpgbudda-0-14-s.jpgbudda-0-06-f.jpgbudda-0-s.jpgbudda-0-e.jpgbudda-0-k.jpgbudda-0-b.jpgbudda-0-a.jpgbudda-0-baby.jpgbudda-0-tt.jpgbudda-0-6.jpgbudda-0-t.jpgbudda-0-w.jpgbudda-0-d.jpgbudda-0-i.jpgbudda-0-f.jpgbudda-0-c.jpgbudda-0-m.jpgbudda-0-u.jpgbudda-0-ss.jpgbudda-0-h.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2152492 odwiedzający

 27 odwiedzających online