Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

=>> HEREZJE - Herezja i polityka w Orleanie

Herezja i polityka w Orleanie
Roberta II Pieczęć Roberta II Jakiś czas po pożarze z roku 1078 Paweł, mnich ze wspólnoty St. Pere de Chartres, upamiętniając Arefasta, nor­mań­skie­go arystokratę, dobroczyńcę i nie­gdy­siej­sze­go członka wspólnoty, włączył do sporządzanego przez siebie kartulariusza żywy opis wstrząsających wy­da­rzeń, w których uczestniczył jego bohater około sześćdziesięciu lat wcześniej. Opowieść zawiera szcze­góły, sugerujące, że mnich opierał się na relacji naocznego świadka, całkiem możliwe, że samego Arefasta. Jest też prawdopodobne, że Paweł był w posiadaniu libellus, napisanego przez jakiegoś pomocnika Arefasta, będącego znacznie bliżej tych wydarzeń, dzięki czemu mógł się wypowiadać autorytatywnie i sławić jego dokonania.

Nigdy nie będziemy mieć całkowitej pewności, skąd Paweł zaczerpnął swoje informacje. Exersus z jego kar­tu­lar­iu­sza dostarcza nam jednak moralnej przypowieści, duchowej odysei człowieka świeckiego, który podjął śmiałe śledztwo z ramienia Kościoła, przetrwał próby i niebezpieczeństwa związane z przebywaniem w środowisku heretyków i odegrał istotną rolę w ujawnieniu złowieszczej sekty, w chwili, gdy wysiłkom władz, króla i biskupów zagrażało fiasko.

Wydarzenia te analizował niedawno R. H. Bautier w swojej publikacji z roku 1975-6. W przedstawionym poniżej opisie stanowisko Pawła zestawiono z wyłożonymi przez Bautiera faktami na temat politycznych i kościelnych koneksji ścierających się stron.

Orlean był ośrodkiem szkolnictwa i miał podstawowe znaczenie w długotrwałej walce o władzę między Robertem Pobożnym, królem Francji, a Eudesem II, hrabią Blois, który potrzebował tego miasta, aby połączyć swoje włości w Sancerrois z hrabstwami Blois, Chartres i Tours. Ten, kto kontrolował biskupstwo, był na dobrej drodze do przejęcia władzy nad miastem i otaczającymi je terenami. Robert narzucił kapitule swojego kandydata, Thierry'ego, protegowanego królowej Konstancji. Zawiedziony rywal, Odalryk, był bratankiem biskupa Beauvais i prawdopodobnie również Eudes II, w każdym razie był jego człowiekiem. Interwencja króla Roberta wzbudziła kontrowersje, ale dopiął on swego. Część kapituły zwróciła się o pomoc do szacownego Fulberta, biskupa Chartres, który potępił interwencję Roberta i odmówił uczestnictwa w konsekracji Thierry'ego. Minęło kilka lat. Nagle, najprawdopodobniej w końcu roku 1022, Thierry został usunięty. Jego miejsce zajął Odalryk, a Thierry najpierw uciekł do klasztoru St. Pierre-le-Vif w Sens, a potem udał się do Rzymu. Zmarł w trakcie podróży.

Obalenie Thierry'ego stanowiło poważną porażkę stronnictwa Roberta Pobożnego. W Boże Narodzenie roku 1022 Robert wybrał się z królową Konstancją do Orleanu, aby przewodniczyć synodowi biskupów. W Orleanie ujawniony został skandal, a reakcja nań doprowadziła do zmiany układu sił. Biskupi rozpoczęli przesłuchania grupy znakomitych duchownych, z których większość wywodziła się spośród kanoników kościoła Świętego Krzyża. W sumie mogło ich być około dwudziestu, w tym oprócz kanoników należy liczyć siostry zakonne i inne kobiety, duchownych, przedstawicieli szlachty oraz Stefana, który był jednokrotnym spowiednikiem królowej Konstancji.

Arefast, wywodzący się z książąt Normandii, był wasalem księcia Ryszarda II, członka sojuszu Eudesa II z Blois z Blois. Dowiedział się o herezji za pośrednictwem swego kapelana, Heriberta, który studiował w Orleanie i zetknął się z herezją w domu Stefana, spowiednika królowej, oraz Lisoisa, kanonika ze Świętego Krzyża. Arefast przystąpił do działania. Kiedy Heribert usiłował go wciągnąć, porozumiał się on ze swoim księciem, który zaalarmował króla Roberta. Urządzono zasadzkę. Udając potencjalnego kandydata do nawrócenia, Arefast wyruszył do Orleanu, odwiedzając po drodze Fulberta, biskupa Chartres, przeciwnika Thierry'ego i naturalnego sprzymierzeńca Eudesa II z Blois.

Konstancja Konstancja z Arles Pod nieobecność Fulberta zasięgnął rady Evrarda, zakrystiana Chartres, który zalecił mu udawać, słuchać i w odpowiednim momencie zde­ma­sko­wać heretyków, przez cały ten czas powierzając się opiece Chrystusa i Kościoła, modląc się, czyniąc znak krzyża i postępując w sposób niezwykły dla człowieka świeckiego tamtych czasów - przyjmując komunię świętą każdego dnia.

Okazało się, że była to niewątpliwa herezja, której ślady w Orleanie najwyraźniej sięgały roku 1015. Zasadniczym elementem heretyckich wierzeń była gnosis, do której dostęp uzyskiwało się poprzez ceremonię nałożenia rąk. Nowicjuszy oczy­szczo­nych z brudu wszelkiego grzechu napełniał dar Ducha Świętego, który umożliwiał im pełne zrozumienia Pisma Świętego. Grupa ta odrzucała ortodoksyjną doktrynę, zgodnie z którą Chrystus miał ciało człowiecze: „Chrystus nie narodził się z Maryi Dziewicy. Nie cierpiał od ludzi. W rzeczywistości nie został złożony do grobu i nie zmartwychwstał". W całości negowali oni sakramenty Kościoła: „W chrzcie nie było żadnego zmycia grzechów"; odrzucali wyświęcanie kapłanów, jak również mszę („Nie jest żadnym sakramentem" - mieli wierzyć zgodnie z przekazami - „konsekracja przez kapłana ciała i krwi Chrystusa"). Odrzucali również pokutę.

Nowicjusz, doznawszy wewnętrznej iluminacji, był ponad te rzeczy, wkroczywszy w inny stan bytowania, żywił się niebieską strawą i dostępował anielskich wizji. Kapłaństwo i Kościół zostały w ten sposób odsunięte na dalszy plan przez doświadczenie iluminacji. „Niebieską strawę" Paweł tłumaczył jako diabelski wiatyk, przygotowywany z popiołów zamordowanego dziecka, owocu potajemnych nocnych orgii grupy, podczas których każdy mężczyzna „obłapiał kobietę, jaka się nawinęła".

Zebrali się król, królowa i biskupi. Heretyków schwytano, a następnie poddano prze­słu­cha­niom w kościele Świętego Krzyża. Arefast, doprowadzony jak inni w łańcuchach, ujawnił się. W takich wypadkach rzeczą zasadniczą było uzyskanie wyznania. Wydobyto je w końcu dzięki posiadanej przez Arefasta znajomości grupy od wewnątrz. Kiedy heretycy próbowali ukryć swoje prawdziwe wierzenia pod mętnymi sformułowaniami, otwarcie wezwał ich do ujawnienia nauk, których mu udzielili.

Gdy biskup Guarin z Beauvais przesłuchiwał Stefana i Lisoisa, nie wytrzymali, potwierdzając zarzuty wysunięte przez Arefasta i tłumacząc swoje odejście od ortodoksji mieszanką sceptycyzmu i pochodzącym z niematerialnego świata nakazem wyrzeczenia się rzeczy doczesnych. Kiedy biskup opowiedział im o realności cierpienia i zmartwychwstania Chrystusa, rzekli: „Nie byliśmy tam i nie możemy wierzyć, iżby tak było naprawdę", a na pytanie na temat Niepokalanego Poczęcia odpowiedzieli: „To, co jest sprzeczne z naturą, nigdy nie pozostaje w harmonii ze Stwórcą".

Kiedy zapytał ich, czy wierzą w doktrynę stworzenia przez Ojca poprzez Syna, zaprzeczyli, przeciwstawiając własną znajomość Prawa, wyrytą w sercu przez Ducha Świętego i pochodzącą bezpośrednio od Stwórcy, nauczaniu biskupa, odpowiedniemu, ich zdaniem, dla „tych, którzy posiadają ziemską mądrość i wierzą w wymysły cielesnych ludzi, nagryzmolone na zwierzęcych skórach". „Zrób z nami, co chcesz" - rzekli na koniec. „Teraz widzimy naszego króla panującego w niebiosach, wzniesie On nas do swej prawicy w tryumfie".

Zgromadzeni dyskutowali z nimi, usiłując przekonać ich do odwołania twierdzeń; odmawiali jednak „z zawziętością żelaza". Duchownych znajdujących się wśród oskarżonych odziano w szaty, które biskupi uroczyście z nich zerwali, a następnie potępiono ich. Królowa na rozkaz króla stała przed drzwiami kościoła, „aby powstrzymać prostych ludzi od zabicia ich wewnątrz kościoła", a kiedy przechodził Stefan, jej były spowiednik, wybiła mu oko swym berłem. Jeden duchowny i jedna zakonnica wyparli się; pozostałych spalono w chacie poza murami Orleanu.

Wraz z żywymi, jak powiada Paweł, spalano owe „złe popioły", diabelski wiatyk, będący wynikiem nocnych orgii. Kara nie ominęła również zmarłych; po egzekucjach biskup Odalryk ekshumował ciało nieżyjącego kantora, Theodatusa, który niegdyś należał do grupy heretyckiej, i wyrzucił je na ugór. Wszelki ślad po herezji należało zniszczyć lub usunąć, aby nie zagrażał duszom i nie zniszczył królestwa.

Nie sposób dociec, czym kierował się król, skazując heretyków na spalenie, ponieważ egzekucja heretyka była faktem bez precedensu. Żaden król Francji z dynastii Kapetyngów nigdy wcześniej nie palił heretyków i od stuleci na Zachodzie nie skazano nikogo na karę śmierci za herezję - ostatnim straconym był Priscillian z Avili w roku 383. Priscilliana podejrzewano o dualistyczną herezję manichejską, która budziła strach i gniew zarówno wśród chrześcijan, jak i pogan; jednak oficjalnym powodem spalenia go było guślarstwo.

Czy Robert działał pod wpływem powszechnego zwyczaju palenia za uprawianie czarów? Czy może wśród jego doradców pamiętano o obowiązującej w prawie rzymskim karze spalenia na stosie za określonego rodzaju herezje? Dla Rzymian czary i odszczepieństwo religijne stanowiły w równym stopniu przestępstwa polityczne; obydwa naruszały porządek i spokój wewnętrzny państwa.

Przestępstwo herezji zaczęto łączyć z przestępstwem obrazy majestatu, za które kara sięgała poza grób, stąd może ekshumacja w Orleanie zmarłego kantora. A może zasadnicze znaczenie miało wyobrażenie, iż ogień oczyszcza i w sposób najskuteczniejszy usunie z królestwa skazę herezji? Robert, będąc słabym władcą, nie mógł sobie pozwolić na tolerowanie herezji, której zwolennicy otwarcie sprzeciwiali się ortodoksji. Przyjmował zatem tradycyjną karolińską rolę korektora i obrońcy Kościoła, niszczącego jego wrogów. Całkowite wytrzebienie herezji miało odtworzyć właściwy porządek społeczny - nawet jeśli postępowanie takie mogło przynieść szkodę bieżącym interesom politycznym króla.

Tak też się stało. Thierry musiał ustąpić. Był to cios dla króla i królowej, których małżeństwo zostało zawarte wbrew interesom Bloi. Herezja niebezpiecznie zbliżyła się do kręgów dworskich, jako że Lisois pozostawał w bliskich stosunkach z królem, podziwiającym jak powiadano, jego świętość, a Stefan, który okazał się mistrzem herezji, był spowiednikiem królowej. Królowa, pomysłowa jędza, odsunęła od siebie zagrożenie, atakując bezpośrednio Stefana, co było manifestacją odrzucenia jego wierzeń, a także niewątpliwie złości wobec szkody, jaką spowodowało jego szaleństwo. Król nie mógł bardziej dobitnie zdystansować się do herezji niż poprzez swój wyrok.

Arefast, zdając sprawę ze swoich podejrzeń księciu Ryszardowi, dawał do ręki jemu i stronnictwu Eudesa II z Blois potężną broń, a dzięki swej niebezpiecznej roli szpiega gwarantował, że zostanie ona skutecznie wykorzystana. Mimo to jednak oręż Arefasta nie sprawdziłby się, gdyby herezja nie budziła szczerej zgrozy wśród duchowieństwa i ludzi. W wydarzeniach tych herezja zbulwersowała prostych ludzi: tłum chciał zlinczować winnych, niewątpliwie poruszony ich radykalnym odrzuceniem ortodoksji oraz motywowany przekonaniem, że byli oni, jak powiada kronikarz, sługami szatana, których należy zmieść z powierzchni ziemi.

Czy w Orleanie mieliśmy do czynienia z autentyczną herezją, czy też oskarżenia o herezję sztucznie spreparowano w wyniku spisku? Przeprowadzona przez Bautiera analiza walki o władzę w biskupstwie, towarzysząca skandalowi heretyckiemu, mogłaby wskazywać na to drugie - dyskredytacja i potępienie duchownych z otoczenia króla i królowej było drugiej stronie na rękę, a oskarżenia formułowano już wcześniej. Nikt obecnie nie przyzna na przykład, że istniały jakiekolwiek rzetelne podstawy do oskarżeń o herezję wysuniętych wobec Gerberta z Aurillac, pionierskiego uczonego, a jednak oskarżenia takie sformułowano. Przy takiej interpretacji Odalryk, kiedy ekshumował ciało zmarłego kantora i wyrzucał je na ziemię jałową, mścił się pod pretekstem herezji na członku kapituły, który sprzeciwił się niegdyś jego kandydaturze.

Paweł, czy też jego informator, nie wiedział nic na temat jakiegokolwiek spisku. Nie wymienia z nazwiska obecnych biskupów ani nie nawiązuje do kryzysu związanego z wyborem biskupim - koncentruje się całkowicie na zmaganiach między Arefastem, któremu radą służył zakrystian Evrard (być może autor libellus na temat tego epizodu), a heretykami. W całej opowieści Pawła wyraźnie widać przyjęte przez niego założenie, że herezja musi być dziełem diabła. Jego wywód ujawnia wiele uprzedzeń i cech zwyczajowo przypisywanych heretykom, jest zmorą większości jedenastowiecznych źródeł. Herezja jest dla Pawła „deprawacją", „trucizną", „ścieżką błędu", „otchłaniami nieprawości", „szaleństwem i diabelskim błędem".

Heretycy są „wrogami wszelkiej prawdy", „zgrubionymi i nieszczęsnymi". Heribert jest „odurzony napojem zła". Pojawia się analogia z chorobą: herezje opisuje się jako „chorobę, która czaiła się w jego [tj. Ryszarda] królestwie". Są to określenia niezwykle emocjonalne, wyzuwające z człowieczeństwa. R.I. Moore ukazał nam, jaki wpływ mogą mieć takie określenia związane z nieprawidłowościami medycznymi. Pobudzają strach,wymagają zastosowania natychmiastowych środków zaradczych, wywołują przerażające wyobrażenia i odwodzą obserwatora od opisywania wypadków oraz ich wyjaśniania.

Kiedy Paweł dociera do punktu kulminacyjnego swej opowieści, w którym biskup Beauvais, wyposażony we wskazówki Arefasta, ujawnia w końcu prawdziwe poglądy heretyków, nie wykazuje on zainteresowania kwestią, w jaki sposób owi ludzie przyswoili sobie heretyckie idee, a więc pytaniem intrygującym dla dzisiejszego historyka. Ujawnia w ten sposób swoistą logikę - jeżeli herezja jest dziełem szatana, to nie ma wielkiego znaczenia, jakich narzędzi użył on w danym wypadku.

Dla Pawła magiczny popiół z martwego dziecka miał niemal nieodpartą moc: „ktokolwiek, powiada, skosztował choćby najmniejszej porcji [...], nie potrafił prawie nigdy potem odwieść swego umysłu od herezji". Logiczna argumentacja, do której na próżno odwoływali się biskupi, na nic się nie zdała. Skuteczna była jedynie najwyższa moc Chrystusa pod postacią hostii, która chroniła Arefasta. Ów popiół był tak niebezpieczny, że trzeba było go zniszczyć razem z zatwardziałymi heretykami w owym domku poza miejskimi murami.

Grupa heretycka w opisie Pawła postępowała dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać zgodnie ze średniowiecznym stereotypem heretyków - zwodząc sędziów w kwestii swoich wierzeń, ukrywając je „za zasłoną słów". Paweł porównuje przesłuchiwanych, unikających odpowiedzi na pytania, do węża, „który tym łatwiej wymyka się z uścisku, im mocniej chwyta się go w ręce". Jedynie z trudem uzyskana przez Arefasta tajemna wiedza zmusiła winnych do przyznania się. Proces najwyraźniej nie wyjaśnił sekretnej rozwiązłości adeptów sekty.

Paweł dodaje jednak opis tych praktyk jako wyjaśnienie i napomnienie „tak, aby chrześcijanie mieli się na baczności". Związek z tym, co diabelskie, jest wyraźny: dopiero wraz ze zstąpieniem demona „pod przebraniem jakiejś dzikiej bestii" gaszone są światła i zaczyna się orgia, co prowadzi najpierw do narodzin dziecka, a następnie do „sprawdzianu płomieni zgodnie ze zwyczajem starożytnych pogan" i przygotowania z jego popiołu diabelskiego wiatyku, odpowiednika ortodoksyjnego ostatniego namaszczenia.

Gnostycy z pierwszych wieków oddawali się czasem rozpuście. We wstydliwym acz szczegółowym opisie przez Epifaniusza znanej mu sekty z IV wieku, ukazującym mężczyzn i kobiety spółkujących, a następnie biorących w dłonie nasienie i wznoszących wzrok ku niebiosom, pobrzmiewa nuta autentyczności, której brak w opisie Pawła. W tym miejscu opowiadania jego zainteresowanie elementami diabolicznymi całkowicie oddala go od realiów XI wieku - wrażenie to potwierdza wykrycie bliskich i niestosownych analogii między przedstawionym przez Pawła opisem orgii a dziełem chrześcijańskiego apologety, Justyna Męczennika, opisującym oszczercze zarzuty stawiane przez pogan wczesnym wspólnotom chrześcijańskim.

Dla dzisiejszego czytelnika przedstawiony przez Pawła opis tajemnej orgii w połączeniu z jego uprzedzeniami oraz pośrednie dowody na istnienie spisku związanego z konfliktem elektoralnym mogą z powodzeniem prowadzić do wniosku, że jego świadectwo (choć szczere) jest bardzo spaczone i że w rzeczywistości w Orleanie nigdy nie było autentycznej grupy heretyckiej.

Sprawę gmatwa istnienie pięciu innych zapisów z różnych okresów, które przedstawiają doktryny grupy orleańskiej, czasem w słowach podobnych do tych użytych przez Pawła, a czasem inaczej - jeden z nich, list Jeana z Fleury, powstał zaledwie kilka miesięcy po synodzie.

Pomimo wszystkich emocjonalnych określeń użytych przez Pawła jego opis sposobu, w jaki przywódcy grupy orleańskiej wprowadzali Arefasta w swoje sekrety, dobrze odpowiada technikom gnostyckich, iluministycznych sekt. Ujawniały one stopniowo rdzeń doktryny tylko nielicznym wybranym, odciąganym „od Charybdy fałszywej wiary" aż do osiągnięcia iluminacji, kiedy neofita zaczyna „otwierać oczy na światło prawdziwej wiary".

Dobrze znamy tę metodę z historii zarówno sekt gnostyckich z pierwszych wieków, jak i z dziejów ruchu katarów na Zachodzie z XII i XIII wieku. Żadne inne źródło nie zawiera tak szczegółowego opisu poszukiwań Arefasta, jego narady z Evrardem, wyzwania rzuconego jego niegdysiejszym towarzyszom ani ataku królowej na spowiednika.

Przedstawione okoliczności cechuje autentyczność, czy powinniśmy zatem odrzucić cały wykład doktryny zawarty w tym samym źródle? Paweł lub źródło, z którego korzysta, ujmuje opowiadanie o synodzie w formę dialogu między prowadzącymi dochodzenie a heretykami, przy czym ci ostatni zostają w końcu skłonieni do ujawnienia swoich przekonań. Dramat ten zamyka deklaracja nieposłuszeństwa biskupowi: „Możesz snuć swoje opowieści dla tych, którzy posiadają ziemską mądrość i wierzą w wymysły cielesnych ludzi, nagryzmolone na zwierzęcych skórach". Nosi ona wszystkie swoiste znamiona ipńssima verba.

Do końca procesu oskarżeni pozostali oporni. Ta nieliczna grupa wraz ze swymi uczonymi przywódcami odmówiła wyparcia się swoich poglądów i nie chciała wygłosić ortodoksyjnego wyznania wiary, choć dano im taką możliwość.

Konsekwencją była śmierć. W źródłach nie ma mowy o torturach lub presji psychicznej, których celem byłoby wydobycie pożądanych odpowiedzi, jak to się zdarzało w późniejszych średniowiecznych procesach heretyckich. Oskarżeni zachowywali się do końca wyzywająco -według jednego ze źródeł „śmiali się, gdy przywiązywano ich do stosu". Było to prawdopodobnie skutkiem dziwnego stanu egzaltacji, zapewniającego, jak wskazują dzisiejsze badania medyczne, odporność na ból i strach.

Oskarżenia o herezję rzadko były wysuwane tylko z dbałości o czystość doktryny; w omawianym wypadku ujawnienie herezji miało oczywiście podtekst polityczny, ale sama herezja faktycznie istniała. Rozprzestrzeniała się od duchownych do ludzi świeckich i obejmowała zarówno elity intelektualne, jak również przedstawicieli szlachty. Podjęta przez Heriberta próba wciągnięcia Arefasta świadczy o tym, że heretycy gotowi byli upowszechniać swoje wierzenia. Zginęli jednak w płomieniach i brak jest wzmianek na temat jakiejkolwiek późniejszej tradycji heretyckiej w Orleanie. Władze skutecznie wykorzeniły herezję. (...)

Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że herezja ta miała z początku charakter intelektualny i stanowiła uboczny efekt odrodzenia edukacyjnego w końcu X i na początku XI wieku. Gerbert z Aurillac, nękany oskarżeniami o herezję i neuromancję, czuł się zmuszony, by ogłosić deklarację ortodoksji zaczerpniętą z pochodzących z V wieku Statuta Ecclesiae Antiqua. Deklaracja była wymierzona między innymi w dualistyczną herezję na temat prawowitości małżeństwa i spożywania mięsa.

Liery, arcybiskup Sens, który był uczestnikiem synodu orleańskiego, brał wcześniej udział w sporze eucharystycznym. Gdy zmienił słowa konsekracji podczas mszy, otrzymał list od Roberta Pobożnego, w którym ten ostatni groził mu usunięciem ze stanowiska. Odorannus, protegowany Thierry'ego w St. Pierre-le-Vif, był prześladowany na skutek oskarżeń o herezję w okresie po aferze orleańskiej.

Prace uczonych i ich dyskusje budziły podejrzenia o herezję. Często więc pojawiały się oskarżenia, które można było wykorzystać i które wykorzystywano w polityczno-kościelnych walkach. W cieplarnianej atmosferze swego wąskiego kręgu podejrzani z Orleanu stworzyli jednak własną herezję i za pośrednictwem Heriberta rozpoczęli działania misyjne. Kiedy wezwano ich do opamiętania - nie posłuchali. Na pierwszym stosie na Zachodzie spłonęli więc prawdziwi heretycy.

Herezja w Monteforte

Podobnie było w wypadku drugiego stosu, który zapłonął w Mediolanie około 1028 roku. Arcybiskup Mediolanu, Aribert, wraz z grupą duchownych capitanei wyruszył na objazd duszpasterski podległych mu diecezji (suffragan dioceses), mający na celu ściślejsze związanie ich z biskupstwem świętego Ambrożego. Kiedy przebywał w diecezji turyńskiej, dotarły do niego wieści o rzekomej herezji w zamku Monteforte, w diecezji Asti, o trzy dni drogi od miasta.

Przywódca heretyków, Gerard, został przywieziony do Turynu na przesłuchania. Nie jest jasne, czy był on świeckim, czy może duchownym. Był jednak z pewnością człowiekiem w jakimś stopniu wykształconym i w przeciwieństwie do przywódców z Orleanu nie zamierzał taić swoich poglądów przed władzami. Landulf Starszy, ceniony mediolański historyk, który pisał swoją relację w siedemdziesiąt pięć lat później, najprawdopodobniej dysponował jakimś zapisem z dochodzeń prowadzonych przez Ariberta. W swojej relacji napisał, że Gerard odpowiadał arcybiskupowi z pogodną pewnością siebie, która charakteryzuje osoby wtajemniczone.

„Na Wszechmogącego Boga [...]", miał powiedzieć zgodnie ze sprawozdaniem Landulfa, „nieskończenie ci dziękuję za to, że kłopoczesz się, aby tak starannie mnie wypytać. I niech Ten, który znał cię od początku w lędźwiach Adama, sprawi, abyś żył dla Niego i umarł dla Niego i uzyskał chwałę". Następnie wyłożył on wierzenia grupy i jej wewnętrzną dyscyplinę. Była ona w istocie surowa. Spółkowanie było zabronione jako zło samo w sobie. Dziewice miały zachować dziewictwo, żonaci mężczyźni mieli traktować swoje żony, jak gdyby były matkami lub siostrami. Członkowie grupy nigdy nie spożywali mięsa, niedozwolona była wśród nich własność prywatna i przestrzegali postów.

Gerard wspomniał o starszyźnie (majores), która na zmianę modliła się w dzień i w nocy, „aby ani jedna godzina nie upłynęła bez modlitwy", oraz o przywódcy (major noster), który udzielał „zezwolenia" tym, którzy utracili dziewictwo, na przestrzeganie stałej czystości. Użył on tajemniczego sformułowania: „Żaden z nas nie kończy żywota bez męczarni, tak abyśmy mogli uniknąć wiecznych męczarni".  Jego konkluzja brzmiała konwencjonalnie: „Wierzymy i wyznajemy Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wierzymy prawdziwie, że zostajemy zobowiązani i zwolnieni ze zobowiązań przez tych, w których mocy jest zobowiązać i zwolnić ze zobowiązania. Trwamy zarówno przy Starym, jak i Nowym Testamencie oraz świętych kanonach i codziennie je czytamy".  Poza tajemniczymi „męczarniami" grupa Gerarda sprawiała wrażenie ascetycznej wspólnoty monastycznej, zupełnie podobnej do tych, które właśnie wtedy rozwijały się we Włoszech, z tym wszakże istotnym zastrzeżeniem, że nauki Gerarda i jego grupy czyniły celibat i zakonny styl życia obowiązkowym dla wszystkich.

Aribert zwietrzył herezję, „rozpoznając jego przebiegłość i złego geniusza z niektórych sformułowań", i zapytał o Trójcę Świętą. Odpowiedzi Gerarda, które dla dzisiejszego historyka wskazują na neoplatońską tradycję Eriugeny, prawie na pewno wydały się Aribetowi i jego towarzyszom heretyckim definicjami Osób Trójcy. Powiedział on: „Ojciec to wieczny Bóg, który stworzył wszystko na początku i w którym wszystko istnieje. Syn to duch człowieka (animus bominis), ukochany przez Boga. Duch Święty to zrozumienie boskich praw (intellectus divinarum scientiarum), przez które rządzone są jednostkowe rzeczy".

Aribert badał go dalej: „Co powiesz o Chrystusie, Słowie Bożym, urodzonym z dziewicy?". Gdyby Gerard trzymał się tego rodzaju przyjętych formuł kościelnych, które stanowiły podstawę pytań Ariberta, mógłby jeszcze ocalić skórę, ale wybrał inną drogę. Odpowiedział: „Jezus, o którym mówisz, jest duchem urodzonym zmysłowo {sensualiter) z Dziewicy, takie jest rozumienie świętych pism". Sformułowania te przywodzą na myśl komentarz Eriugeny na temat ewangelii według św. Jana, w której stosuje on metodę omawiania doktryny Trójcy Świętej opartą raczej na analogiach niż na definicjach. W odpowiedziach Gerard również pobrzmiewają echa podwójnych podobieństw Eriugeny. Aribert dostrzegł w tym jednak prawdopodobnie jedynie zaprzeczenie istnienia Chrystusa jako postaci historycznej i negację ortodoksyjnej doktryny.

Następnie padło pytanie o konsekwencje poglądów Gerarda na temat małżeństwa dla prokreacji i przyszłych losów ludzkości. Gerard odpowiedział, że gdyby rodzaj ludzki zgodził się „nie doświadczać zepsucia" (to jest powstrzymać się od stosunków płciowych), to wówczas rozmnażałby się „bez spółkowania, niczym pszczoły". Była to kolejna reminiscencja intelektualna, ponieważ Ambroży, Izydor z Sewilli i Alkuin wskazywali na pszczoły jako na przykład czystości. „Na kim", ciągnął Aribert, „spoczywa odpuszczenie naszych grzechów - na papieżu, na biskupie czy na dowolnym księdzu?" Odpowiadając, Gerard odsunął całą hierarchię, wybierając bezpośrednie doświadczenie Ducha: Nie mamy owego rzymskiego arcykapłana, ale innego, który codziennie odwiedza naszych braci, rozproszonych po całym świecie, i kiedy przynosi nam Boga, zagwarantowane mamy przebaczenie.

Aribert zapytał, dlaczego życie kończy się „w mękach". Odpowiedź sugerowała morderstwo: Jeśli umieramy w mękach zadanych nam przez niegodziwców, przyjmujemy to z radością, lecz jeśli natura kiedykolwiek przybliża nas do śmierci, ten, który jest w pobliżu, zabija nas w jakiś sposób (quoquo modo), zanim wyzioniemy ducha. Ostatnie pytanie, według opisu Landulfa, miało charakter ogólny i dotyczyło wiary Kościoła katolickiego, natury Chrystusa, „prawdziwego Syna Bożego, narodzonego z Maryi Dziewicy w aspekcie cielesnym", oraz ważności sakramentu ciała i krwi Chrystusa, odprawianego przez katolickiego księdza, „choćby był grzesznikiem". Wzmianka o kapłaństwie skłoniła jedynie Gerarda do powtórnej negacji autorytetu papieża: „Nie ma żadnego innego arcykapłana oprócz naszego Arcykapłana, choć nie ma on tonsury na głowie, ani świętej tajemnicy". Była to jawna herezja. Aribert posłał silny oddział, aby aresztować heretyków w zamku i sprowadzić ich do Mediolanu.

Landulf określa ich jako milites, twardych ludzi, kasztelanów, często uczestniczących w lokalnych wojnach. Wśród uwięzionych byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety, między nimi była również hrabina. Podjęto próbę nawrócenia ich na ortodoksję, lecz bez skutku. Przeciwnie, opowiada Landulf, „ci najnikczemniejsi ludzie, którzy przybyli do Włoch z jakiejś nieodgadnionej części świata", szerzyli swoje poglądy pośród ciekawskich wieśniaków, przybywających do miasta z okolicznych terenów wiejskich.

Capitanei działali, według Landulfa, wbrew woli Ariberta, stawiając heretyków przed wyborem stosu lub krzyża. Niektórzy wybrali krzyż i wyparli się herezji (recant); „wielu, zakrywając twarz dłońmi, skakało w płomienie". Landulf, podobnie jak Paweł z St. Pere w sprawie orleańskiej, opisał zmagania między dobrem a złem, w trakcie których herezja zostaje zdemaskowana i ukarana. Bohaterem tych zmagań jest arcybiskup, który odkrywa naturę herezji, gdy jego towarzysze nie potrafią tego dokonać, nie zaś pobożny człowiek świecki. Stłumienie herezji jest jednym z licznych, wykonywanych z powodzeniem obowiązków, stanowi element przedstawionego przez Landulfa wizerunku przywódcy duchowego. Kronikarz z całą pewnością uznaje herezje za nikczemność, lecz w jego opisie nie ma owych demonicznych akcentów, które odnajdujemy u Pawła.

W obu wypadkach herezje miały charakter iluministyczny - doświadczenie grupy lub jej przywódcy przesłaniało naukę Kościoła. W Orleanie najpierw z oporami, później otwarcie, podczas końcowej wymiany zdań z biskupem Beauvais, w Monteforte natomiast bez osłonek od samego początku przedstawiciel oskarżonych odżegnywał się od Kościoła.

Gerard objaśniał swoje poglądy na temat Trójcy w całkowicie osobistych kategoriach. Trzykrotne dixii w opowiadaniu Landulfa: „[...], którego nazwałem Ojcem", „[...], którego nazwałem Synem", „[...], którego nazwałem Duchem Świętym", nie pozostawia wątpliwości co do tego, na jakim autorytecie opiera się Gerard - jest nim jego wewnętrzna wiedza. W obu wypadkach herezja zdawała się mieć charakter intelektualny, wyrastała z kręgu tradycji neoplatońskiej. W jaki jednak sposób i skąd Gerard zaczerpnął swoją wiedzę, pozostaje tajemnicą. Być może nawet wspomniane tajemnicze „męki" grupy, które Landulfowi i Aribertowi wydawały się takie dziwaczne, biorą początek z naciąganej interpretacji komentarza Eriugeny do wypowiedzi Pawła z Listu do Galatów na temat bycia ukrzyżowanym razem z Chrystusem.

Pytania pozostają bez odpowiedzi. „Męki" nasuwają skojarzenia ze wzmianką o odpuszczeniu grzechów w wyniku „męczeństwa" sekty, zawartą w wyparciu się herezji (abjuration) przez Moissaca w początkach rozwoju kataryzmu na południu Francji. Czy oprócz wpływów neoplatońskich na grupę Gerarda oddziaływały również wpływy dualistyczne? Istotą wewnętrznej dyscypliny grupy był skrajny ascetyzm, wywodzący się może z zachodniej tradycji zakonnej, a może z herezji mesaliańskiej związanej z bizantyjskim monastycyzmem. Na południu Włoch wciąż istniała kolonia bizantyjska, która mogła być źródłem kontaktów.

Elementem wyraźnie odróżniającym grupę z Monteforte od środowiska heretyckiego odkrytego w Orleanie jest zakres uczestnictwa w herezji ludzi świeckich. Heretycy z Orleanu byli duchownymi mającymi pewne kontakty z wyższymi kręgami świata świeckiego. Taka struktura grupy doskonale pasuje do herezji intelektualnej, potajemnie kultywowanej przez uczonych w zamkniętym kręgu studiów. W wypadku Monteforte nie ma w ogóle pewności, czy wśród heretyków byli jacyś duchowni, a zasadniczy trzon rodzącego się ruchu stanowili milites i ich poddani. Herezja sięgnęła tak wysokiego szczebla społecznego, jak hrabina, równocześnie mogła też obejmować chłopów (jeśli zrozumiemy rustici Landulfa w najbardziej dosłowny sposób) z mediolańskiego contado. Landulf, który doceniał pracowitość, odnotował nieustanną aktywność heretyków, „którzy zachowywali się tak, jak gdyby byli dobrymi kapłanami i na co dzień szerzyli fałszywą naukę, przeinaczając pisma". Ich aktywność stanowiła zagrożenie dla dusz i stabilności władzy w contado; dlatego też do działania przystąpili capitanei.


Fragment książki:  Malcolm Lambert - Średniowieczne herezje. Od reformy gregoriańskiej po reformację

Data utworzenia: 18/02/2013 @ 09:16
Ostatnie zmiany: 22/11/2015 @ 01:51
Kategoria : =>> HEREZJE
Strona czytana 646 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
budda-0-g.jpgbudda-0-i.jpgbudda-0-b.jpgbudda-0-tt.jpgbudda-0-a.jpgbudda-0-h.jpgbudda-0-baby.jpgbudda-0-d.jpgbudda-0-m.jpgbudda-0-e.jpgbudda-0-06-f.jpgbudda-0-6.jpgbudda-0-lotos.jpgbudda-0-ss.jpgbudda-0-s.jpgbudda-0-u.jpgbudda-0-k.jpgbudda-0-f.jpgbudda-0-w.jpgbudda-0-14-s.jpgbudda-0-c.jpgbudda-0-t.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2151175 odwiedzający

 25 odwiedzających online