Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

GNOZA <<== - Pisma gnostyków

Pisma gnostyków

Bodźcem do tych wszystkich badań, które przykuwają dziś uwagę tak wielu uczonych, stało się odkrycie w 1930 r. w Medinet Madi w Egipcie manichejskich rękopisów. Wydano już połowę zbioru Homiliae (Kazania), Kephalaia (rodzaj manichejskiej dogmatyki) oraz połowę Księgi Psalmów.

Kościół manichejczyków był Kościołem rozśpiewanym. Nie bez wzruszenia czyta się te radosne, pod względem poetyckim nierzadko bardzo wartościowe pieśni, które nieustannym powtarzaniem refrenu musiały doprowadzać gminy do nieznanych wyżyn ekstazy i które niezbicie dowodzą, że manichejscy wtajemniczeni żyli i poruszali się  w sferze mitu, że mit był dla nich sprawą serca. Na szczególną uwagę w tej księdze hymnów zasługuje rozdział ostatni, tzw. Psalmy Tomasza, które traktują między innymi o wędrówce duszy do nieba. Szwedzki badacz  Torgny Säve-Söderbergh wykazał ostatnio, że różne psalmy z tego zbioru to przepracowane hymny mandaiskie.  Zastanówmy się, co to znaczy.

Do dziś żyją jeszcze w Mezopotamii mandajdzycy — antychrześcijańska sekta gnostycka. Datowanie ich bogatej i wielowarstwowej literatury jest niezwykle sporne. Większość badaczy zdumiały zbyt śmiałe hipotezy Bultmanna, który chciał widzieć w mandejczykach przodków Ewangelii Janowej. Odkrycie, iż Psalmy Tomasza to opracowane hymny mandajskie, pozwala nam od razu stanąć na solidnym gruncie. Tomasz był bowiem uczniem Maniego, działającym około 300 r. w Syrii. Tam też musiał spotkać mandajczyków, których pieśni adaptował. Jest zatem dowiedzione, że przynajmniej nauki, które przejął Tomasz, musiały powstać przed 300 r. Tym samym określony został wiek mandaizmu względnie tak drogiego mandajczykom motywu wędrówki duszy do nieba. Cała zaś kwestia mandajska zyskuje w ten sposób nową perspektywę.

Od czasu odkrycia rękopisów manichejskich uważa się za fakt niezbity, że manicheizm, religia powszechna, której zwolenników można było spotykać przez całe tysiąclecie między Atlantykiem i Pacyfikiem, był gnozą.

Skąd jednak pojawiła się gnoza, której Mani na pewno nie wyssał sobie z palca? Wydaje się, że najnowsze odkrycie dostarczy wiele informacji na ten temat.

W 1946 r. w Nag Hammadi, miejscowości położonej w Górnym Egipcie mniej więcej 50 km na północ od Luksoru, wieśniacy znaleźli naczynie, które zawierało nie mniej niż 13 papirusowych kodeksów. Jest to najważniejsze odkrycie papirusów, jakiego do dziś dokonano, gdyż kodeksy były dobrze zakonserwowane, pięknie napisane i najczęściej chroniła je także swego rodzaju oprawa, skórzane teczki. Na zawartość kodeksów złożyło się nie mniej niż 48 względnie, jeśli odliczyć duplikaty, 44 gnostyckie księgi, z których przeważająca część była do tej pory nieznana lub tylko przekazana we fragmentach.

Tych 48 ksiąg było wprawdzie napisanych w języku koptyjskim ale zapewne wszystkie zostały przełożone z języka greckiego. Powinno się przy tym zwrócić uwagę, że chodzi tu o tajemne nauki, ezoteryczne tradycje. Możemy stąd wyciągnąć ironiczny wniosek, a mianowicie, że w chwili, gdy tych 48 ksiąg doczeka się kiedyś wydania, współczesny badacz będzie dysponował bogatszymi źródłami informacji niż nie wtajemniczeni, współcześni samym gnostykom, Ojcowie Kościoła, Ireneusz, Hipolit czy Epifaniusz, zwalczający heretyków, a właśnie ich pisma były dotychczas jedynymi naszymi źródłami.
(...)

Wydaje się, że gnostycy, do których należała biblioteka, byli setianami, to znaczy mniej lub bardziej schrystianizowanymi heretykami, uznającymi praojca Seta, syna Adama, za prototyp człowieka duchowego i objawiciela tajemnego świata. Nie należy jednak przykładać zbytniej wagi do nazw; naaseńczycy, ofici, archontyci i inne sekty gnostyckie tylko nieznacznie różnią się między sobą i trzeba je traktować jako wariacje na jeden i ten sam temat. Chcemy zwrócić uwagę, że pojęcie „gnoza" jako ogólna nazwa na określenie wielkiego ruchu heretyckiego wewnątrz Kościoła w II i III w. jest pojęciem nowożytnym, a sięga zapewne do Pierwszego Listu do Tymoteusza (6, 20), gdzie mowa jest o „przeciwstawnych twierdzeniach rzekomej wiedzy". Nie wiadomo jednak dokładnie, jakich przeciwników ma się tutaj na myśli.

Co więcej, wydaje się, że określanie nazwą „gnostycy" wszystkich zwolenników tego całego prądu duchowego nie jest nawet antyczne. W starożytności „gnostycy" to raczej nazwa pewnego kierunku wewnątrz szerokiego nurtu; Tertulian na przykład wyraźnie odróżnia gnostyków od walentynian. Mnie zaś wydaje się, że setianie stanowili odłam gnostyków w węższym sensie i że wiele odnalezionych pism należy po prostu do gnostyków. Można właściwie powiedzieć, że pisma, które obecnie odkryto, są pismami pragnostyków. Jednym z najstarszych z tych pism jest bez wątpienia Apokryf Jana, który leży u podstaw wielu innych pism i jeszcze w jasnych, wyrazistych liniach przekazuje główne idee gnostyckiej nauki.


Apokryf Jana


Zawiera on: 1) wspaniały i bardzo szczegółowy opis nieznanego Boga, praźródła i praprzyczyny wszechświata; Boga, który może być opisany tylko za pomocą negatywnych pojęć; 2) opis wyłonienia się z tej praprzyczyny kształtów, obrazów, eonów, które razem tworzą Pleromę; 3) antyżydowską, na wskroś wrogą, interpretację starotestamentalnej prahistorii, nie wspominającą — jak nam dotąd wiadomo — nic o wydarzeniach nowotestamentalnych; wynika stąd osobliwa sytuacja, mianowicie że ramy opowiadania, tajemne objawienie, którego Zmartwychwstały udziela swemu umiłowanemu uczniom, Janowi, obejmują opisy, które nie wspominają o przyjściu Chrystusa i jego życiu na ziemi; 4) wspomnijmy wreszcie o psychologii — zły stwórca świata, Jaldahaoth, odziedziczył po matce o imieniu Sophia boską moc tworzenia, którą zazdrośnie zatrzymał dla siebie. Należało pozbawić demona tej boskiej mocy i przywrócić ją królestwu światłości. Jaldabaotha namówiono, aby boskiego ducha, którego odziedziczył, tchnął w oblicze nowego stworzenia... człowieka, Adama. Niestety, później wysłał on anioły, aby spłodziły potomstwo z ziemiankami. Zaszczepiali oni — dla przeciwwagi niejako boskiego ducha życia — wszystkim ludziom antymimon pneuma, anty-ducha, który siłą rozkoszy przywiązywał ludzi do tego, co ziemskie. „Dwie dusze we mnie z żyją w wiecznym sporze!"

Wniosek: poza rozmnażaniem się nie ma grzechu. Jak człowiek może się wyrwać z tego podstawowego zła? Odpowiedź: jedynie przez poznanie prawdy, która wyrywa go z ziemskiego świata. To jest zasadnicza postać gnostyckiej psychologii, która dokładnie w takiej formie pojawia się znów w manicheizmie i którą szczególnie zaciekle zwalczał Augustyn.  

Możemy bliżej określić czas powstania tego osobliwego i wielce znaczącego pisma, ponieważ Ireneusz, który żył około 180 r., przytaczał z niego obszerne cytaty w swym dziele Adversus haereses (I, 29). Jest jednak również możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że Apokryf Jana jest dużo starszy i pochodzi z początków II w. Czytany zaś był jeszcze w VII w. przez heretycką sektę audian. Pismo to odnaleziono teraz w różnych wersjach wśród 48 ksiąg z Nag Hammadi. Jeśli następnie zwrócimy uwagę, jak niewielkie i mało znaczące są w Apokryfie Jana wpływy chrześcijańskie, będziemy prawie skłonni uznać, że obecny w tym piśmie tok myślowy, który nie wykazuje żadnego związku z chrześcijaństwem, wywodzi się być może nawet z przedchrześcijańskiej gnozy.

Wśród znalezisk zachował się rzeczywiście doskonały przykład tego rodzaju przeróbek. W owym naczyniu znajdował się też list pewnego Eugnostosa, który zawiera wielce uczone wyjaśnienia dotyczące Pleromy, świata eonów, i wykazuje minimalne wpływy chrześcijańskie. Inne jednak pismo, Mądrość Jezusa Chrystusa, przytacza te wzniosłe poglądy, nadaje im formę dialogu i w całości przekazuje jako objawienie, którego Jezus udziela Marii Magdalenie. Badacz ma wrażenie, że coś takiego działo się także w przypadku innych pism, że objawienia, które pierwotnie były objawieniami Wielkiego Seta albo jakiegoś innego objawiciela, zostały później włożone w usta Chrystusa. Byłby to ogromnie ważny fakt, ponieważ dowodziłby, że owa gnoza u swego zarania nie była chrześcijańska.

Bez gruntownej znajomości całego materiału byłoby jednak przedwcześnie wyciągać tak brzemienne w następstwa wnioski. Widać coraz wyraźniej, że gnoza, co do istoty i genezy, jest niechrześcijańska; czy jest jednak ona także przedchrześcijańska, trzeba dopiero dowieść. Musimy poprzestać zatem na tym, że ludzie, do których należały odnalezione pisma, w mniejszym lub większym stopniu zachowywali się jak chrześcijanie i powinni być tymczasem uważani za chrześcijańskich heretyków. Ale przynajmniej tyle jest jasne, iż gnoza ta nie jest wewnętrznie związana z historycznymi wydarzeniami chrześcijaństwa, z życiem i śmiercią mesjasza Jezusa.

Trudno nawet ocenić, co znaczą te nowe księgi dla naszej wiedzy o literaturze starożytnej. Bowiem dzięki nim nie tylko bardzo skąpa grecka literatura synkretyzmu wzbogaciła się o 48 ksiąg, ale rzucają one też nowe światło na inne obszary literatury. Apokryfy Nowego Testamentu zostały, jak wiemy, częściowo przekazane tylko we fragmentach. Teraz zaś odnaleziono pełne teksty apokryficznej Ewangelii Tomasza i Ewangelii Filipa. Klimat tych pism jest inny niż ksiąg Nowego Testamentu i mimo chrześcijańskich formuł należą do innej religii. Gdyby naprawdę przeniknęły do gmin chrześcijańskich, to chrześcijaństwo przestałoby istnieć zaraz po swym powstaniu. Ta może doprowadzić nas do nieoczekiwanych poglądów kwestii konieczności określenia kanonu Nowego Testamentu. Nie mniej ważny jest też fakt, że teraz ukaże się podłoże, w całej swej rozpiętości i głębi, konfliktu wielkiego neoplatonika Plotyna z gnostykami.

Kiedy około 250 Plotyn nauczał w Rzymie, przychodziło na jego wykłady też kilku gnostyków, z którymi się zaprzyjaźnił, ale którzy go w końcu tak zirytowali, że sporządził przeciwko nim pismo polemiczne, Przeciwko gnostykom (Adversi Gnosticos). Pismo to, zdradzające bezradność racjonalisty wobec każdego rodzaju teozofii, jest między innymi  dlatego tak niezwykle trudne, że na jego podstawie nie można sobie wyrobić  żadnego zdania o zwalczanych przeciwnikach.

Wprawdzie uczeń Plotyna, Porfiriusz, przekazał nam tytuły niektórych ksiąg posiadanych przez owych gnostyków lecz niewiele nam one mówią. W Nag Hammadi odnaleziono jednak trzy z tych ksiąg, a konkretnie: Najwyższego Allogenesa, Apokalipsę Messosa, oraz Apokalipsę Zostrianusa. Można już zatem dokładnie zapoznać się z nauką przeciwko której zwracał się Plotyn.

 Najbardziej chyba interesująca z nich jest Apokalipsa Zostrianusa; Zostrianus uchodził za perskiego proroka, krewnego Zoroastra, wobec czego Apokalipsa Zostrianusa, jak się wydaje, musi zawierać domniemaną mądrość perską. Odpowiedź na pytanie, w jakiej mierze pismo to rzeczywiście przekazuje  mądrość irańską, pozostawiamy jednak przyszłym badaniom. Badania Bideza i Cumonta wykazały, że wiele elementów w naukach tzw. greckich mędrców (mages hellinisete), naukach, które były dość powszechnie znane w starożytności, pozostaje w jakichś związkach z Persją. Jest więc godne uwagi, że sami gnostycy szukali swych przodków w Persji, a mnie wydaje się prawdopodobne, że gnostycki dualizm, który jest tak ważnym, charakterystycznym rysem gnostyckiego ruchu (jego fizjonomii) aż do manicheizmu włącznie, ma jakiś związek z Iranem. Można jednak powiedzieć, że podobnie jak nie tylko Iran wniósł swój mitraizm w grecko-rzymski synkretyzm, lecz każde państwo podbite przez Aleksandra Wielkiego — Babilonia, Syria, Samaria, Palestyna, Egipt — wnosiło swoją religię do panteonu bogów, tak też w nowo odkrytych rękopisach pozwala się stwierdzić obecność wszystkich tych warstw, stanowiących być może w rozwoju całe epoki. Syria, Palestyna, Samaria, Egipt są reprezentowane w takim samym stopniu. Dlatego też uważam za nadzwyczaj ważne, że zachowała się również Apokalipsa Dozyteusza.

Dozyteusz był Samarytaninem, domniemanym mesjaszem Samarytan i, jak głosi tradycja, nauczycielem arcykacerza Szymona Maga z Samarii. Może zatem okazać się, że w rzeczywistości ów Dozyteusz wcale nie był gnostykiem, że we wspomnianym piśmie jest tylko fikcyjnym rzecznikiem mądrości setian, co nie pomniejsza wagi faktu (jeśli istotnie ów Dozyteusz jest samarytańskim mesjaszem), że gnostycy wynieśli tego męża do rangi proroka. Tradycja ta musi przecież mieć gdzieś swoje źródło. Występowanie licznych semickich imion i określeń w nowych dokumentach zmusza nas do przypuszczenia, że miejscem powstania tej gnozy nie był Egipt, ale jakieś tereny położone w Azji Przedniej.

Poza tym tradycja Kościoła, o której jeszcze wiele będziemy mieli do powiedzenia, utrzymuje, iż Szymon Mag, Samarytanin, ojciec herezji, jest, by tak rzec, archetypem wszelkiej herezji. W tych okolicznościach nade wszystko godnym uwagi wydaje mi się fakt odnalezienia zapisu rzekomego objawienia samarytańskiego mesjasza Dozyteusza. Przy określaniu wpływu judaizmu należy pamiętać, że duchowość żydowska w każdym czasie, lecz zwłaszcza w okresie narodzin Chrystusa, była znacznie bardziej żywotna i otwarta, niż chciałby to uznać skostniały biblizm.

Starożytne papirusy magiczne dowodzą bowiem ogromnego udziału judaizmu w magii. Do zadań przyszłości należy zbadanie tego związku przez herezjologów i kabalistów współpracujących ze sobą. Jeśli na przykład w pewnym gnostyckim tekście mowa jest o tym, że Jezus „przywdział" tajemne imię Boga, to musiano to pojmować w kontekście praktyki maga żydowskiego, która nakazywała „przywdzianie  imienia". Znaleziska z Nag Hammadi pokazują bardzo wyraźnie, jak silne są te związki. Objawienie Adama Setowi zawiera naukę „prawdziwego proroka", który w toku dziejów objawia się wciąż w nowej postaci. Nauka ta jest nam przede wszystkim znana z judeochrześcijaństwa uznającego Jezusa za ostateczne i definitywne wcielenie „prawdziwego proroka", lecz jej korzenie muszą sięgać czasów wcześniejszych. Poświadcza to również Ewangelia w słowach: „Czy ty jesteś [tym] prorokiem?" (J 1, 21).

Tę ideę ciągłej i nieprzerwanej tradycji przekazało więc odnalezione pismo prawdopodobnie manicheizmowi. Podstawowym przecież, by tak rzec, dogmatem manicheizmu było uznanie Adama, Seta, Henocha,  Buddy, Zoroastra, być może również Hermesa Trismegistosa, Jezusa i Maniego za kolejne wcielenia tej samej Mądrości. W psalmach manichejskich powiedziano o Chrystusie: Zostawiłeś swoją wielkość chwały, przybyłeś i wydałeś siebie i za dusze; przybierałeś różne postacie, aby w ten sposób nawiedzić wszystkich z powodu twoich umiłowanych, abyś ich mógł  wybrać.

W jednym z tureckich hymnów manichejskich „zmianę  postaci" uważa się za charakterystyczną cechę proroka.  Podążając tropem tej myśli, napotykamy podobny pogląd w islamie, a jest przecież rzeczą dość pewną, że założyciel islamu w jakiś sposób zaczerpnął go z tradycji. Objawienie Adama Setowi zawiera zatem pogląd, który  należy do najważniejszych idei religijnych ludzkości i wywiera potężny wpływ także w czasach nowożytnych.

W ten sposób nieomal cały Bliski Wschód należałoby I uznać za praojca gnostycyzmu: irański Zostrianus, babilońska astrologia, samarytański Dozyteusz, żydowski  „prawdziwy prorok" tworzą wspólnie tę mieszaninę. Bądź  co bądź zbiór tekstów znaleziony został w Egipcie.

Egipt dla niektórych to fascynująca nazwa i chciałoby się wiedzieć, co z religii egipskiej przetrwało w gnostycyzmie. W tej kwestii, przynajmniej chwilowo, wypada jednak zachować największą powściągliwość. Wiadomo bowiem, że gnostycki mit jako taki, zupełnie oderwany od natury i noszący znamię głębi wewnętrznej, mało miał wspólnego z kosmiczną religią życia rodzącego się ze śmierci; religią, która istniała, jak wiadomo, w Egipcie.

Jedno jest pewne: gnostykom z Nag Hammadi wydawało się, iż odnajdują pokrewne myśli w pismach hermetycznych, które przecież pochodzą też z Aleksandrii. Dowodzi tego fakt, że w owym naczyniu odnaleziono Logos Authentikos Hermesa do Tota oraz, co ważniejsze, nowy tekst pisma zatytułowanego Asklepius, należącego wraz z Poimandresem do podstawowych pism hermetycznych. W ten sposób sami gnostycy rozwiązali dręczący nas problem.

Badania z zakresu historii religii trafnie ustaliły, że tak zwany Corpus Hermeticum, zbiór budujących pism z późnego antyku, zawiera pewne gnostyckie względnie gnostycyzujące traktaty: dowodzi to, że gnoza była nie tylko wewnątrzchrześcijańską reakcją, herezją, ale także powszechnym ruchem późnego antyku, pojawiającym się w chrześcijańskiej i pogańskiej odmianie. Trudność polega na tym, że pisma hermetyczne wydają się nie starsze, a raczej młodsze od systemów wielkich chrześcijańskich gnostyków mniej więcej z połowy II w., tak że raczej należy liczyć się z ich synchronicznością niż zależnością. Obecnie, dzięki odkrytym rękopisom, sami gnostycy utwierdzają nas w przekonaniu, że chętnie czytali księgi hermetyczne, co mogłoby wskazywać przecież na pewne powinowactwo z wyboru i duchowe pokrewieństwo.

Mówiliśmy najpierw o pismach gnostyków, po czym rozważaliśmy kwestię ich domniemanych awatarów. W trzeciej kolejności należałoby omówić relację tych pism do wielkich nauczycieli gnozy, tj. do Bazylidesa, Walentyna (około 150 r.) i Maniego (około 250 r.). Najłatwiejsze do przedstawienia są powiązania z Manim; z tak wielu z owych pism korzystali manichejczycy, tak bardzo podobna jest morfologiczna struktura tych nauk do systemu Maniego, że trzeba dojść do następującego wniosku: tu mamy źródło rzeki, która znajduje ujście w manicheizmie; gnostycyzm to jeden z prądów, który wiedzie z owej gnozy do religii Maniego.

Wcześniej jednak niż Mani żyli w Egipcie Bazylides i Walentyn. Czy również oni czerpali z tego źródła? Czy w świetle ostatnich analiz nauka ich jest nowym opracowaniem, interpretacją już istniejącej pospolitej gnozy egipskiej, tzn. gnozy utrwalonej w odkrytych obecnie pismach?

Odpowiedź dadzą nam nowe znaleziska. W Nag Hammadi odkryte zostało pismo, które przypuszczalnie nosi tytuł Świadectwa Macieja. Godne uwagi zaś jest to, że Bazylides powołuje się na tradycję Macieja. Cóż miałoby to znaczyć? Czyżby Bazylides sam wymyślił te świadectwa i fałszywie przypisał je osobie o czcigodnym imieniu albo też w czasie, gdy pisał Bazylides, to znaczy około 140 r., tradycje te już istniały? Czy pisma teraz odnalezione są tak stare, że czerpał z nich już uczony Bazylides, żyjący w pierwszej połowie II w.

Problem powraca na nowo, gdy przyjrzymy się bliżej innemu pismu, które być może jest najważniejsze z całego zbioru. Pismem tym jest nieznana Ewangelia, która nosi tytuł Ewangelia prawdy. Wiadomo, że walentynianie korzystali z Ewangelii o tej nazwie, i bodaj zdajemy sobie jasno sprawę z tego, co by to znaczyło, gdybyśmy posiadali tę Ewangelię należącą do tak ważnej grupy pism. Wiemy bowiem także z innych źródeł, jak walentynianie gruntownie rozprawiali się z pismami kanonu Nowego Testamentu. Ewangelia z tego kręgu mogłaby zatem zawierać wiele niespodzianek.

Wszystko wskazuje na to, że odnaleziona Ewangelia prawdy jest identyczna z Ewangelią walentynian. Sama obecność tego walentyniańskiego pisma w naszym zbiorze wskazuje na bardzo ścisłe związki między znanym z uczoności walentynianizmem i pospolitą gnozą; związki, którym zresztą nikt nie zaprzecza. Czy jednak sam Walentyn czerpał z pism pospolitej gnozy? Należy tu odróżnić dwie kwestie. Jeszcze przed znaleziskiem w Nag Hammadi odkryto kilka dzieł gnostyckich w języku koptyjskim, z których najbardziej znane są następujące: Księgi Jeu, Pistis Sophia i tak zwane Dzieło bez tytułu.

Treść tych ksiąg jest bardzo niejasna. Ale można zauważyć, że wszystkie one korzystały z Apokryfu Jana i bez umiaru opracowywały w sposób sofistyczny za warte w nim idee. Upadek ten musiał dokonać się w ciągu jednego stulecia, gdyż Pistis Sophia należy datować na około 250 r., a Dzieło bez tytułu na okres zapewne jeszcze znacznie późniejszy. To oczywiste, że Walentyn i Bazylides nie czerpali z tych niejasnych źródeł.  Raczej należałoby przyjąć, że późniejsi, pospolici gnostycy przejęli również walentyniańską spuściznę. Ale właściwe pytanie brzmi: czy Walentyn i Bazylides znali takie starożytne, klarowne, zupełnie jednoznaczne pisma jak Apokryf Jana?

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się ważnymi, licznymi i różnorodnymi dokumentami gnozy walentyniańskiej i jeszcze przed nowym odkryciem stawało się dla mnie coraz jaśniejsze, że Walentyn czerpał z tradycji pospolitej gnozy egipskiej. Potwierdza to Ireneusz, gdy cytuje Apokryf Jana, wskazują na to — moim zdaniem — także te dokumenty, jeśli tylko starannie się je porówna. W swoim czasie wniosek ów sformułowałem następująco: Walentyn i Bazylides zhellenizowali i schrystianizowali istniejącą już pospolitą gnozę egipską. Tezę tę wydają się potwierdzać nowo znalezione dokumenty. Jeśli zaś to jest prawdą, będziemy mogli całą historię gnozy wyrazić w takim oto uogólnieniu: gnostycyzm jest wielką rzeką, która prowadzi od pospolitej pragnozy do manicheizmu; Walentyn, Bazylides, poniekąd również Marcjon — to odgałęzienia tej wielkiej rzeki, które przecinają krainę chrześcijańską.

Gnoza sama w sobie pozostaje jednak religią dla siebie. I w ten oto sposób genealogia systemu gnostyckiego, ów wielki problem badań herezjologicznych, ukazałby się w sposób wyraźny naszym oczom; historia gnozy byłaby rozwojem religii, której poszczególne momenty można by historycznie określić. Można by powiedzieć, że w ten to sposób dokonałoby się na nowo odkrycia religii powszechnej. Taką właśnie perspektywę otwiera nam odnalezienie w Nag Hammadi 48 ksiąg gnostyckich.
 

*

Fragment książki: Gilles Quispel - Gnoza

 


Data utworzenia: 18/07/2018 @ 09:28
Ostatnie zmiany: 01/08/2018 @ 10:07
Kategoria : GNOZA <<==
Strona czytana 203 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
0-lar.jpg0-maison-carree.jpg0-La_Maison_carree.JPG0-maisone-carree-2a.jpg0-Vestal_Palatino.jpg0-panteon.jpg0-bacchus.jpg0-Clipeus_Helios_Terme.jpg0-lararium.jpg0-meduza.jpg0-ara-p.jpg0-cupid-pom.jpg0-Apollo Sol.jpg0-aura_velificans_su_cigno.jpg0-Columns-Nimes.JPG0-Tempio_di_Iside.JPG0-tempio_di_minerva_assisi.jpg0-august.jpg0-garni.jpg0-ap6.jpg0-nimes-the-maison-carree.jpg0-TempioVesta.jpg0-satiro-danzante.jpg0-janus.jpg0-lupa.jpg0-westalka.jpg0-scul.jpg0-panteon2.jpg0-Suovetaurile_Louvre.jpg0-lararium2.jpg0-telllus.jpeg0-Ara_Pacis_Rom.jpg0-sol-invictus-1.jpg0-mitra.jpgTemplo_de_Augusto_Pula.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2849304 odwiedzający

 25 odwiedzających online