Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Judaizm okresu II Świątyni - Odkrycia nad M. Martwym

Odkrycia nad Morzem Martwym

Jaskinie Jaskinie Qumran Pewnego dnia, bodaj wczesną wiosną 1947 roku, Muhammed ad Dib, chłopiec z plemienia Beduinów, pasł kozy w pobliżu skalnego urwiska na zachodnim wybrzeżu Morza Martwego. Wspinając się za jedną, która odłączyła się od stada, Muhammed zauważył nie znaną sobie grotę. Bezmyślnie rzucił w nią kamieniem. Rozległ się jakiś dziwny dźwięk, jak gdyby coś się stłukło. Chłopak przestraszył się i uciekł. Jednak po pewnym czasie wrócił z kolegą i razem zbadali ową grotę. Znajdowało się w niej wiele wysokich dzbanów, a pośród nich skorupy innych, już rozbitych. Kiedy zdjęli z dzbanów przykrywki, kształtem przypominające kubki, grotę wypełnił bardzo nieprzyjemny zapach wydobywający się z ciemnych podłużnych brył znajdujących się w dzbanach. Po wyjęciu na światło dzienne chłopcy zobaczyli, że owe podłużne przedmioty były owinięte długimi pasami płótna i pokryte czarną warstwą jakiejś substancji przypominającej smołę lub wosk. Rozwinąwszy je znaleźli długie zwoje zapisane równoległymi kolumnami na cienkich, pozeszywanych ze sobą arkuszach.

Manuskrypty te, aczkolwiek zetlałe i miejscami nadkruszone, były na ogół zdumiewająco wyraźne i czyste. Pismo, jakim były zapisane, nie było jednak pismem arabskim. Oglądali je więc zaciekawieni, po czym zabrali ze sobą w dalszą wędrówkę.

Owi beduińscy chłopcy należeli do grupy przemytników, którzy szmuglowali trzodę i inne dobra z Transjordanii do Palestyny. Zapuścili się tak daleko na południe, aby ominąć most na Jordanie strzeżony przez uzbrojonych celników, i przeprawili się z towarami przez rzekę. Byli obecnie w drodze do Betlejem, gdzie chcieli sprzedać swój towar na czarnym rynku. Do Morza Martwego zaś zbliżali się celem zaopatrzenia się w wodę przy źródle Ain Feszcha, jedynym na wielu milach tego suchego, gorącego i bezludnego obszaru. Nie potrzebowali jednak obawiać się wcale, iż zostaną wytropieni. Było to miejsce pozbawione jakichkolwiek uroków, do którego nikt nigdy nie zaglądał.

W Betlejem sprzedali przemycone towary i pokazali zwoje rękopisów pewnemu kupcowi, który miał je nabyć. Ten jednak nie wiedział, czym właściwie są owe manuskrypty, i odmówił zapłacenia dwudziestu funtów zażądanej zapłaty. Wobec tego Beduini zanieśli je do innego kupca, u którego zawsze zaopatrywali się w potrzebne artykuły. Kupiec ten — Syryjczyk — przypuszczał, że język, w jakim pisane są manuskrypty, jest, być może, językiem starosyryjskim, i powiadomił o tym przez jednego ze swych ziomków syryjskiego metropolitę z klasztoru Św. Marka w Starej Jerozolimie.

Morze Martwe Morze Martwe Metropolita, Mar Atanazy Jozue Samuel, zainteresował się żywo tą sprawą. Wiedział, że od pierwszych wieków chrześcijaństwa nikt nie mieszkał w pobliżu Ain Feszcha, a uderzyło go, iż zdaniem jego rozmówców zwoje były „owinięte niczym mumie".

Kiedy przyniesiono do klasztoru jeden z rękopisów, metropolita odłamał kawałek i spalił. Zapach spalenizny wskazywał, że była to skóra lub pergamin. Stwierdził również, że manuskrypt pisany jest w języku hebrajskim, a ponieważ nie był specjalistą w tej dziedzinie, nie mógł ustalić, co to był za rękopis. Pomimo to dał znać, że kupi zwoje. Okazało się jednak, że w tym czasie Beduini wyruszyli już na nową wyprawę. Minęło wiele tygodni. Był już lipiec, kiedy jeden z Syryjczyków zgłosił się ponownie i zawiadomił metropolitę, że przyjdzie wraz z Beduinami i przyniesie obiecane zwoje. Metropolita oczekiwał ich cały ranek, wreszcie poszedł na obiad, kiedy zjawili się przybysze. Jednak zostali odprawieni spod bramy, a zakonnik, który nie zechciał ich przyjąć, przyszedł do metropolity i powiedział mu, że jacyś podejrzanie wyglądający Arabowie przyszli z brudnymi starymi rulonami, które jednak były pisane nie w języku syryjskim, lecz hebrajskim, wobec czego odesłał ich do pewnej szkoły żydowskiej.

Metropolita natychmiast porozumiał się z Syryjczykiem, który przyprowadził Beduinów, i z niezadowoleniem dowiedział się, że ci, wypędzeni, pokazali manuskrypty jakiemuś kupcowi żydowskiemu, którego spotkali przy Bramie Jaffskiej. Kupiec oferował im ich zdaniem godziwą sumę, wyjaśniając jednak, że po pieniądze muszą się zgłosić do jego biura przy ulicy Jaffskiej, znajdującej się w głównie przez Żydów zamieszkałej dzielnicy, zwanej Nowym Miastem. (…)

W czasie kiedy manuskrypty zostały zaoferowane do sprzedaży, w żydowskiej części Jerozolimy był wprowadzony stan wyjątkowy. A przeto syryjski kupiec, który pragnął, by manuskrypty te zawędrowały do klasztoru, zdołał bez większych trudności przekonać Beduinów, że ów drugi kupiec Żyd zamierzał zwabić ich w pułapkę, że skoro raz znaleźliby się sami na ulicy Jaffskiej, zostaliby obrabowani ze swojej własności i zamknięci w więzieniu. Wspomniał również, że wedle przepisów prawa palestyńskiego istnieje obowiązek bezzwłocznego zawiadamiania rządu o wszelkich nowo odkrytych zabytkach starożytnych. Co więcej, zdołał nawet skłonić Beduinów, aby pięć z owych zwojów zostawili u niego w sklepie, a potem zabrali do klasztoru, gdzie metropolita nabył je wraz z kilkoma fragmentami za cenę, której nigdy nie podano do publicznej wiadomości, a która — wedle pogłosek — wynosiła pięćdziesiąt funtów. (..)

Pierwszą rzeczą, jaką metropolita Samuel uczynił po nabyciu manuskryptów, było wysłanie jednego z jego księży wraz z owym kupcem, aby zbadali grotę. Grotę rzeczywiście znaleźli w miejscu wskazanym przez Beduinów, a w niej dzbany, strzępy płótna użytego do owinięcia zwojów oraz. fragmenty samych manuskryptów. Obaj mężczyźni spędzili jedną noc w grocie, dusząc się w straszliwym upale — było to bowiem w drugim tygodniu sierpnia — a ponieważ nie zabrali ze sofo ą żadnych zapasów żywności oprócz melonów, zdecydowali, że nie mogą pozostać tam dłużej. Nie zdołali nawet zabrać ze sobą żadnego z dużych glinianych dzbanów, choć to zamierzali. (Beduini zabrali jednak dwa i używali do noszenia wody). Całe zagadnienie sprowadzało się więc obecnie do tego, aby ustalić, czym były rękopisy i z jakiego okresu się datowały. (..)

Dzban Dzban na manuskrypty Pierwsi specjaliści, których opinii zasięgnął metropolita, bynajmniej nie natchnęli go otuchą. Za dwóch najwybitniejszych w owej części świata archeologów uchodzili wówczas Gerald Lankester Harding z Departamentu Starożytności Transjordanii oraz ksiądz Roland de Vaux z Francuskiej Szkoły Archeologicznej i Biblijnej. Ostatni jednakże przebywał właśnie w tym czasie w Paryżu, a do Hardinga metropolita nie zdołał dotrzeć. Lecz ci, z którymi rozmawiał w owych instytucjach, powiedzieli mu, że cała ta sprawa jest wręcz niesłychana; manuskrypty nie mogą być aż tak stare. Wydaje się, że nie uczyniono nawet żadnego wysiłku, aby je przeczytać, dopóki metropolita nie pokazał ich ojcu J. van der Ploeg, uczonemu holenderskiemu bawiącemu właśnie w Szkole Biblijnej. On to zidentyfikował jeden z manuskryptów jako Księgę Izajasza, lecz gospodarze zniechęcili go do dalszego zajmowania się tą sprawą.

Wówczas to metropolita zabrał manuskrypty do syryjskiego patriarchy Antiochii, który uznał, że mogą pochodzić najwyżej sprzed trzystu lat. Zaproponował jednak porozumienie się w tej sprawie z profesorem języka hebrajskiego na uniwersytecie amerykańskim w Bejrucie. Metropolita pojechał więc do Bejrutu, gdzie okazało się, że profesor jest na urlopie. W tej sytuacji metropolita postanowił sam zbadać sprawę i po powrocie do Jerozolimy zwrócił się do swego przyjaciela z Departamentu Starożytności z prośbą o dostarczenie jakichś książek traktujących o alfabecie hebrajskim. Przyjaciel ów, Syryjczyk, archeolog z zawodu, oświadczył, iż jest to strata czasu, że rękopisy „nie są warte ani szylinga". Tym niemniej przyprowadził do klasztoru pewnego Żyda z Nowego Miasta, niejakiego Tovia Wechslera, który uchodzi w pewnej mierze za naukowca hebraistę.

Owa wizyta Wechslera — zdaniem metropolity — miała miejsce pod koniec września. Wechsler jednakże utrzymuje, że nastąpiło to już w lipcu, a jego relacja z przebiegu wizyty również różni się od tego, co później ostatecznie ustalono w związku ze sprawą zwojów. I on również nie był w stanie uwierzyć, że są tak stare, jak to wydawało się metropolicie. Wechsler wskazał na stół, na którym leżały rękopisy, po czym — co do tego i on, i metropolita są zgodni — oświadczył: „Gdyby ten stół był skrzynią, a pan wypełniłby ją banknotami funtowymi, to i tak nie zdołałby pan wyrównać wartości tych zwojów, jeśliby rzeczywiście pochodziły sprzed dwóch tysięcy lat, tak jak pan to utrzymuje".

Nie uwierzył również w historię, że rękopisy zostały znalezione w grocie nad Morzem Martwym. Oglądając jeden z nich zauważył, że poprawki wpisane na marginesach, jak i uzupełnienia kolumn u dołu w miejscach, gdzie tekst stawał się niewyraźny, były zrobione innym atramentem, Jaśniejszym, który wyraźnie odbijał od tego, jakim pisany był oryginał. Na tej też podstawie Wechsler doszedł do wniosku, że rękopis "był w użyciu jakiejś bardzo biednej społeczności przez dłuższy okres czasu i że dopiero niedawno przestano się nim. posługiwać". Na tej podstawie pochopnie wywnioskował, że rękopisy zostały skradzione z jakiejś palestyńskiej synagogi w czasie antyżydowskich rozruchów wywołanych przez Arabów w 1929 roku. Rozpoznał tekst Izajasza i zauważył, że różnił się nieco od tekstu masoreckiego.

Drugi rękopis, jaki przestudiował, uznał za Haftary — to znaczy wybór z ksiąg Proroków przeznaczony do czytania w synagogach. Jednak żaden rękopis Haftary nigdy nie został odkryty wśród znanych dotąd manuskryptów znad Morza Martwego, a metropolita utrzymuje, że to, co Wechsler uznał za Haftary, musiało być jakimś rękopisem Tory (Pięcioksięgu), który również mu wtedy pokazano, a który nie miał nic wspólnego ze zbiorem rękopisów znalezionych nad Morzem Martwym. Wśród tych ostatnich — jak się to później okazało — znajdowały się trzy księgi tematycznie związane z Biblią, a nigdy dotąd nie widziane.

Niektórzy sądzą, że Wechsler właśnie jedną z tych ksiąg zbyt pochopnie uznał za rękopis używany w synagodze w czasach nowszych. Wechsler jednakże odrzuca to, jako nazbyt przypominające anegdotę o człowieku, który opowiadał, że widział wielbłąda, a kiedy dokładnie opasał owo zwierzę, zapytał go jeden z obecnych: „A może pan widział kota?" Sprawa ta pozostaje raczej niewyjaśniona. Kredy zagadnieniem tym zajęła się nieco później Amerykańska Szkoła Badań Orientalnych (American School of Oriental Research), jedynym manuskryptem hebrajskim, jaki znaleziono wówczas w bibliotece klasztoru, był względnie nowy tekst Tory.

„Nie potrzebuję chyba podkreślać — pisze metropolita, iż czułem się zniechęcony, mimo to jednak wciąż jeszcze zdawało mi się, że to oni wszyscy są w błędzie". (…) W każdym bądź razie wydaje się, iż metropolita Samuel jedynie drogą przypadku nawiązał wreszcie kontakt z instytucją, która mogła mu przyjść z pomocą, ale i to również nie dało pozytywnego rezultatu. Zdarzyło się bowiem, iż pewien żydowski lekarz zgłosił się do klasztoru w sprawie wynajęcia budynku stanowiącego własność kościelną. Metropolita skorzystał z okazji i zapytał go, co sądzi o rękopisach. Gość uczynił to, co zdawało się rzeczą najzupełniej oczywistą, porozumiał się z dr Magnesem, rektorem Uniwersytetu Hebrajskiego. W kilka tygodni później dr Magnes przysłał dwóch pracowników z biblioteki uniwersyteckiej. Oświadczyli, że chcieliby porozumieć się w tej sprawie z kimś kompetentnym, i poprosili o pozwolenie sfotografowania kilku kolumn jednego z rękopisów. Metropolita zezwolenia udzielił, jednak owi bibliotekarze więcej już nie przyszli. Tego samego popołudnia, również powiadomiony przez lekarza, pojawił się w klasztorze pewien żydowski antykwariusz. Doradzał, aby fragmenty rękopisów posłać do zaufanych pośredników w Europie i Stanach Zjednoczonych. „Na to — mówi metropolita — jednak się nie zgodziłem".

Nie wiadomo, czy bibliotekarze nie wrócili dlatego, że sytuacja była wówczas napięta i niepewna, czy dlatego, że nie było E. L. Sukenika, najwybitniejszego archeologa na tymże Uniwersytecie Hebrajskim. Profesor Sukenik wrócił pod koniec listopada i wówczas został powiadomiony przez antykwariusza w Jerozolimie (nie tego, który był w klasztorze), że pewien kupiec z Betlejem ma jakieś rękopisy znalezione w grocie nad Morzem Martwym. Był to ów kupiec, odbiorca szmuglowanych towarów, do którego Beduini najpierw przynieśli rękopisy. Zorientował się, że mogą być coś warte, i kupił również pozostałe zwoje. Tych trzech rękopisów metropolita Samuel nie miał okazji nabyć. A oto co napisał na ten temat Sukenik w swoim pamiętniku:

„25 listopada 1947. Spotkałem dziś X (handlarza starożytności). W pewnym dzbanie znaleziono księgę hebrajską. Pokazał mi fragment pisany na pergaminie. Genizah?! (Genizą nazywano pomieszczenie w synagodze, w którym przechowywano stare, zużyte i wycofane rękopisy. Wszelkie rękopisy synagogi są rzeczą sakralną i nie mogą być niszczone. Sukenik przypuszczał, że grota nad Morzem Martwym służyła do tegoż celu).

27 listopada 1947. U X (kupca) widziałem cztery kawałki skóry zapisane ,po hebrajsku. Pismo zdaje mi się być stare, bardzo podobne do pisma z inskrypcji Ozjasza. Czyż to możliwe? Wspomniał również o jakichś dzbanach. Obejrzałem nieco dokładniej jeden z fragmentów rękopisu i stwierdziłem, że jest pisany dobrym biblijnym językiem hebrajskim, lecz samego tekstu nie znałem.

29 listopada 1947. Dziś rano byłem u X. Znowu oglądałem owe pergaminy. Nasuwają dziwne myśli. Po południu pojechałem wraz z X do Betlejem. Widziałem dzbany, trudno mi jednak coś powiedzieć o ich dacie. Wziąłem je. Dziś wieczór usłyszeliśmy, że propozycja podziału została przyjęta większością ponad dwu trzecich głosów. Winszuję!" Chodziło tu o podział Palestyny uchwalony tego dnia w ONZ. Atmosfera stała się teraz bardzo napięta. Sukenik radził się swego syna, oficera Hagany — podziemnej żydowskiej organizacji bojowej — czy drogi są wystarczająco bezpieczne na to, by pojechać do Betlejem.

„Jako wojskowy — opowiada Sukenik junior (obecnie generał Yigael Yadin) odrzekłem, że nie należy przedsiębrać tej podróży, jako archeolog, że powinien się na nią zdecydować, jako syn, muszę wstrzymać się, z wyrażeniem opinii w tej sprawie. Ojciec przedostał się do Betlejem i przywiózł wszystkie zwoje z wyjątkiem jednego — należącego do drugiej grupy, która — jak się okazało — składała się z trzech rękopisów (jeden z nich był w trzech kawałkach) oraz z garści fragmentów. Następnego dnia rozpoczęły się otwarte i zacięte walki. Arabowie starali się odizolować Żydów przerywając komunikację z Tel Avivem. Napadali na żydowskie autobusy, palili je i ostrzeliwali".

W pamiętniku Sukenika czytamy dalej:

„l grudnia 1947. X mówi, że w najbliższym czasie nie będziemy mogli zobaczyć się z powodu strajku arabskiego proklamowanego na najbliższe trzy dni.

Czytam trochę więcej «pergaminy». Obawiam się zbyt daleko idących hipotez. Być może, jest to jedno z największych odkryć, jakich kiedykolwiek dokonano w Palestynie — odkrycie, jakiego nigdy się nie spodziewałem.

5 grudnia 1947. Coraz więcej zabitych. Strajk zakończył się dziś rano, lecz zamieszanie trwa nadal. Odkrycie nie daje mi spokoju. Pali mnie ciekawość, co z tego wszystkiego wyniknie. Może okazać się, że w okolicy (owej groty — przyp. tłum.) kryje się wiele tego rodzaju rzeczy. Któż wie, jakie niespodzianki mogą nas jeszcze oczekiwać?

6 grudnia 1947. Noc. Siedzę i ciągle myślę o tych zwojach. Kiedy będę mógł zobaczyć ich więcej? Cierpliwości. Cierpliwości.

21 grudnia 1947. Dni grosy. Nawiązałem kontakt z X. Mamy spotkać się jutro w południe przy bramie (Strefy Bezpieczeństwa). Wróciłem. Kupiłem inny zwój w bardzo złym stanie.

13 stycznia 1948. Poszedłem na Pocztę Główną (w pobliżu granicy). X przyszedł. Obiecał nawiązać kontakt z Betlejem. Wychodząc stamtąd odmówiłem Hagomel (modlitwa dziękczynna za ocalenie ze śmiertelnego niebezpieczeństwa).

31 grudnia 1948. Historyczny w dziejach naszego narodu rok dobiegł końca. Rok pełen cierpień. Matti nie żyje — niech Bóg go błogosławi! (Najmłodszy syn — który zginął w czasie działań jako pilot myśliwca).
Gdyby nie Geniza, rok ten byłby dla mnie nie do zniesienia".

Podniecenie wywołane znalezieniem zwojów pozwoliło mu częściowo zapomnieć o wojnie. W okresie, kiedy Legion Arabski codziennie pomiędzy trzecią a piątą po południu ostrzeliwał biura Agencji Żydowskiej w centrum Nowej Jerozolimy, profesor Sukenik nie zawahał się zwołać konferencji prasowej w tymże niebezpiecznym miejscu i czasie — obiecując udzielić ważnych wiadomości. Przybycie tam wymagało niemałej odwagi. Pewien amerykański korespondent zemdlał na ulicy i musieli go nieść koledzy. Reporterzy oniemieli, kiedy Sukenik, który zdawał się być zupełnie obojętny na błyski i wybuchy wokoło — powiadomił ich o odkryciu dokonanym nad Morzem Martwym. Oznajmił również, że oprócz paru innych fragmentów były to najstarsze ze znanych rękopisów hebrajskich, pochodzące — jego zdaniem — już z pierwszego lub drugiego wieku p.n.e. Dziennikarze słyszeli coś o Izajaszu i o jakiejś nie znanej do owego czasu pracy, której Sukenik nadał tytuł Wojna Synów Światłości z Synami Ciemności. W momencie gdy profesor przytoczył ów tytuł, rozerwał się pocisk. Reporterzy byli z początku nieco urażeni, że kazano im narażać skórę z powodu jakichś starych manuskryptów, w końcu i oni ulegli niezmiernemu entuzjazmowi uczonego.

Metropolicie Samuelowi dopiero w lutym 1948 roku udało się nawiązać kontakt z kimś, kto mógł mu udzielić rzeczowej informacji na temat zwojów. Jeden z zakonników, brat Butros Sowmy, przypomniał sobie mianowicie, iż kiedy przed dziesięciu laty miał pewną sprawę dlo załatwienia w Amerykańskiej Szkole Badań Orientalnych, spotkał się tam z życzliwym przyjęciem, i dlatego zaproponował zwrócenie się do tej instytucji. Tak też uczyniono.

Dnia 18 lutego brat Butros Sowmy zabrał zwoje i przedstawił je ówczesnemu zastępcy dyrektora drowi Johnowi C. Treverowi. Dyrektor dr Millar Burrows z Yale Divinity School przebywał wówczas w Iraku. Dr Trever, młody i mniej doświadczony, nie zdołał od razu określić przypuszczalnej daty pochodzenia rękopisów, tak jak to uczynił profesor Sukenik. Kiedy jednak zaczął przypuszczać, czym mogą być naprawdę, i jego ogarnęło również podniecenie. „Przypomniałem sobie — pisze w Biblical Archeologist — iż posiadam u siebie w biurku zbiór przezroczy zatytułowany What Lies Back of Our English Bibie (Co jest podstawą naszej angielskiej Biblii), poszukałem wśród nich tych, które przedstawiały rękopisy wczesnohebrajskie. Jeden rzut oka na zdjęcie będącego w posiadaniu British Museum Kodeksu z IX wieku wystarczył mi, by stwierdzić, że zwoje były znacznie starsze. Następne zdjęcie był to papirus Nash — mały fragment znajdujący się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Cambridge, a zawierający modlitwę Szema oraz Dekalog". Tenże papirus Nash, kupiony przed prawie pięćdziesięciu laty przez pewnego Anglika od egipskiego handlarza, napisany archaicznym pismem, wówczas skądinąd nie znanym, był powszechnie uważany za najstarszy spośród istniejących rękopisów hebrajskich. Znawcy datowali ten fragment na okres od początku II wieku p.n.e. do końca I wieku n.e. Było więc zupełnie naturalne, iż Trever był zachwycony stwierdziwszy, że „podobieństwo pisma papirusu i zwojów było wręcz uderzające". Ale dodaje: „zdjęcie było za małe, żeby się mogło przydać". Nie miał w danym momencie aparatu fotograficznego, przepisał więc tylko fragment jednego ze zwojów i ostatecznie zidentyfikował go jako część Księgi Izajasza. Później wyjednał sobie u metropolity zezwolenie na sfotografowanie wszystkich zwojów tłumacząc, że ich wartość znacznie by wzrosła po opublikowaniu — i co za tym idzie, wzbudzeniu większego zainteresowania tą sprawą. Decyzja ta — jak się o tym później przekonamy — była pod pewnymi względami bardzo szczęśliwa, pod innymi natomiast raczej niefortunna.

Jednakże niczego nie można było dokonać od razu. W trakcie bitwy o Jerozolimę dostawa prądu została przerwana i stało się wątpliwe, czy w ogóle będzie możliwe uzyskanie światła potrzebnego do sfotografowania rękopisów. Czekając dr Trever oraz jego kolega dr William H. Brownlee przeglądali przy świetle naftowej lampy bibliotekę klasztorną w poszukiwaniu wszystkiego, co mogłoby rzucić światło na pochodzenie papirusu Nash. Około północy byli zupełnie pewni, że nowy zwój Izajasza był równie stary, jeśli nie starszy od tego z papirusu. „Trudno było zasnąć — pisze dr Trever. — Te nowe dowody nie dawały mi spokoju — raz po raz nasuwało się pytanie: «Czyż to możliwe, że mamy rację?»"

Następnego dnia włączono prąd. Samych kolumn Izajasza było jednak 54 i w południe daleko jeszcze było do zakończenia zdjęć, wobec czego Syryjczycy z klasztoru zostali na obiedzie. „Długo będziemy wspominać — pisze Trever — czas spędzony wówczas przy stole, napełnił nas bowiem poczuciem ekumenicznego chrześcijaństwa i pozwolił jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z Syryjczykami i lepiej ich zrozumieć". Metropolita był oczywiście zachwycany, iż jego przekonanie o starożytnym pochodzeniu zwojów znalazło wreszcie potwierdzenie. Nie chcąc zdradzać miejsca, gdzie były pierwotni e ukryte, każdemu, kto by mógł zechcieć udać się w to miejsce, powiedział początkowo przedstawicielom Szkoły, że zwoje były po prostu nie skatalogowanymi rękopisami znalezionymi w bibliotece klasztornej. Później jednak, kiedy pozyskali jego zaufanie, opowiedział całą prawdę. Dr Trever wyjaśnił mu wtedy, że palestyńskie prawa dotyczące zabytków z epoki starożytnej wymagają, by tego rodzaju odkrycia były natychmiast zgłaszane do odpowiednich władz. Metropolita z kolei zapewnił, iż w przyszłości nie omieszka jak najściślej współdziałać z Departamentem Starożytności oraz ze Szkołą. Po obiedzie powrócono do pracy. Niektóre zwoje były podarte w kawałki i trzeba je było składać i dopasowywać. Podklejano je taśmą, lecz ta nie trzymała należycie. Zdołali posklejać tylko dwa zwoje, kiedy nadeszło popołudnie. Syryjczycy musieli wracać do klasztoru. Metropolita jednakże pozostawił dwa dalsze zwoje, które okazały się dwoma ustępami tego samego dokumentu. Najmniejszy zwój był tak ściśle zwinięty, że zdecydowano, iż rozwinięcie go stanowi zagadnienie samo w sobie, nad którym trzeba będzie dokładnie się zastanowić, wobec czego metropolita zabrał go ze sobą.

Dr Trever natychmiast wysłał jedną z odbitek kolumn tekstu Izajasza do dra W. F. Albrighta z John Hopkins University jednego z największych znawców epoki biblijnej i autorytetu w sprawie papirusu Nash, który intensywnie studiował przez wiele lat. Odpowiedź od niego nadeszła pocztą lotniczą dnia 15 marca. Była pisana w dniu otrzymania listu. „Najserdeczniejsze gratulacje z okazji największego odkrycia rękopisu, jakie zanotowano w naszych czasach! Nie żywię żadnej wątpliwości co do tego, że jest on starszy aniżeli papirus Nash... Jestem raczej skłonny określić jego pochodzenie w przybliżeniu na rok 100 p.n.e. ... Co za niewiarygodne odkrycie! I na szczęście nie może być żadnej najmniejszej wątpliwości co do autentyczności manuskryptu".


Fragment książki: Edmund Wilson - Odkrycia nad Morzem Martwym

Data utworzenia: 27/10/2016 @ 02:00
Ostatnie zmiany: 18/12/2016 @ 03:45
Kategoria : Judaizm okresu II Świątyni
Strona czytana 582 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
historia-grzechu.jpgtokarczyk-4-j-a.jpgPetoia-wampiry.jpegreligia-en.jpgreligie-w-a-poludniowej.PNGvoodoo.jpgtajne-stowarzyszenia.jpgazja-i-afryka.jpgwilson-o-naturze.jpgNorbu - Krysztal.jpgchrzescijanstwo-przyszlosci.jpgMinois-kosciol-i-n.jpgrel-sw-rzymskiego.jpgmessadie-diabel.jpghaasler-tajne-sprawy-papiezy.jpgkierul-newton.jpgswiat-symb-chrzesc.jpgrod-argeadow.jpgtragedia-narodu.jpgzloty-przewodnik-p-r-halu.jpgrenan.jpgAngelo Scarabel.jpglegowicz-zarys.jpghis-niem.jpghistoria-chin.jpggrant-dz-izraela.jpgkramer-smierc.jpg50-najwiekszych-k.jpgdionizos-kere.jpgkataryzm.jpgbez-ograniczen.pngbuddyzm-b-p-l-a.jpgsladami-amuletu.jpgschylek-sr-eu.jpgkanert-buddyzm.jpgreligie-sw-ency.jpghubert-mauss.jpgreligie-s-b-wschodu.jpgjudaizm-u-poczatkow.jpgile-lat-ma-wsz.jpgbudda.jpgpeck-w-poszukiwaniu.jpgFitzGerald - Chiny.jpgstomma-slonce.jpgteksty-piramid.jpgHetyci-klingel.pngksiega-rzeczy-dziwnych-1.jpgdennett-odczarowanie.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2237613 odwiedzający

 18 odwiedzających online