Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Religia a nauka - Vetulani o wierze

Jerzy Vetulani o wierze

Jerzy_Vetulani Jerzy Vetulani Czy Bóg istnieje?

W naszym mózgu na pewno. Pytanie, czy również poza nim. Na nie neurobiologia już nie odpowie.

Dlaczego nasz mózg miałby wymyślać sobie Boga?

Po pierwsze: religia od początków ludzkości była tym, co scala społeczeństwa, daje poczucie jedności, decyduje o przetrwaniu grupy. Można wspomnieć chociażby żydów, którzy ty le lat bez własnej państwowości zachowali swoją tożsamość. Podobną rolę odegrało chrześcijaństwo wśród Polaków, kiedy po zaborach nasze państwo przestało istnieć. Poza ty m mamy też inną teorię, Michaela Gazzanigi, dlaczego ewolucja przy pisała ludziom religijność…

Ewolucja?

Oczy wiście. Jeśli jakaś cecha danego gatunku utrzymuje się przez długi czas, to znaczy, że została ”przypieczętowana” przez ewolucję. A więc okazała się potrzebna danemu gatunkowi. Człowiek bez wątpienia od tysiącleci jest gatunkiem religijnym. Już neandertalczyk grzebał zwłoki, wierzył więc w istnienie życia po śmierci. A zatem miał jakieś wierzenia, jakąś religijność.

Na czym teoria Gazzanigi polega?

W skrócie na tym, że ludzie, nie mogąc znieść swojej niewiedzy dotyczącej tego, skąd wzięły się świat i ich moralność, szukają jakichś wy tłumaczeń. Człowiek jest istotą bardzo racjonalną. Wszystko chce sobie wytłumaczyć, nie znosi czegoś nie rozumieć. Zauważył to już Zygmunt Freud, który podczas hipnozy polecił jednej pacjentce, by po przebudzeniu otworzyła parasolkę leżącą w tym pomieszczeniu.

Otworzyła?

Tak. Ale najciekawsze jest to, co odpowiedziała, gdy Freud zapytał ją, czemu to zrobiła. Nie pamiętała oczy wiście, że było to polecenie wydane podczas hipnozy, więc tłumaczyła się, że chciała sprawdzić naciąg drutów. Gazzaniga nazwał ten mechanizm ”lewopółkulowym interpretatorem świata”. Według niego ludzie nie rozumieli również, czemu mają system moralny. Wymyślili więc, że istnieją jacyś bogowie, Bóg, wyższy porządek, któremu musimy się podporządkować i którego efektem jest moralność.

Ale przecież moralność nie jest cechą wyłącznie ludzi wierzących.

Mało tego, to nawet nie jest cecha wyłącznie ludzi. Bo czym jest moralność?

Zbiorem zasad, kodem zachowań uznawanych za społecznie słuszne.

A więc jest poświęceniem swojego egoizmu dla dobra wspólnego. Wśród niektórych ptaków obserwujemy, że kiedy zbliża się groźny dla stada drapieżnik, osobnik, który go zauważy, wydaje ostrzegawczy okrzyk, by inne ptaki uciekały. Jednak wydając ten okrzyk, podkłada samego siebie. Bo najłatwiej zauważyć tego, który narobił krzyku.

Nasze kuzynki małpy zachowują się podobnie?

Też mają okrzyki ostrzegawcze, konkretnie dwa typy: ”do góry ” i „na dół”. Jeśli niebezpieczeństwem jest ptak, małpa krzyczy do swoich młodych ”na dół!”. A jeśli na przy kład lew, wydaje komendę ”do góry !”. Czasami bardzo młode małpy opacznie rozumieją komendę i stają się łatwy m łupem dla drapieżnika. To świetny przykład na to, jak natura eliminuje głupsze osobniki. Małpy mają też pewne poczucie sprawiedliwości. Powiedzmy, że dajemy szympansowi w nagrodę za coś pomarańczę lub cebulę. Pomarańcza znacznie bardziej go cieszy, ale weźmie i cebulę. Tyle że jeśli zauważy, że za tę samą rzecz jego kolega z klatki obok dostał lepszą nagrodę, zaczyna protestować, ma poczucie krzywdy. Mało tego, ten szympans, który dostał pomarańczę, czasami będzie próbował się nią podzielić z „poszkodowanym” osobnikiem. Albo jeśli szympans ma do wyboru wziąć czerwony klocek – za co dostaje w nagrodę jedzenie – lub zielony – za co jedzenie dostanie on i kolega z klatki obok, wybierze raczej ten drugi. Chyba że małpa z klatki obok będzie mu robiła awantury – wtedy weźmie czerwony. Małpy nie lubią, jak im się robi awantury. Pięknie ten mechanizm opisał Frans De Waal w książce Good natured.

Zmysł moralny a świadomość swojej moralności to jednak różnica.

Racja. Małpy nie prowadzą badań nad swoją moralnością. A my prowadzimy je od starożytności. Już Arystoteles stwierdził, że moralność wypływa z rozumu. Podobne zdanie miał Kant. John Stuart Mill sądził nawet, że moralność jest po to, żeby zwiększyć sumę szczęścia ludzkości – co jest ewolucyjnie nawet spójne. Nazywamy to utylitaryzmem. Inne zdanie mieli David Hume i Adam Smith. Uważali, że moralność wynika z sympatii do innych ludzi i że czym bardziej kogoś lubimy, tym jesteśmy w stosunku do niego bardziej fair.

Jest w tym dużo prawdy.

W obu teoriach jest. O tym, że nasza postawa faktycznie zależy od empatii i sympatii do drugiej osoby, przekonaliśmy się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy odkryto neurony lustrzane, czyli komórki nerwowe uaktywniające się, gdy patrzymy na czynności i zachowania innej osoby. To one są odpowiedzialne za to, że jeśli ktoś się uśmiecha, my też uśmiechamy się do niego. Że jeśli cierpi, smutno i nam. Że małe dzieci ”małpują” gesty i mimikę swoich rodziców. Słowem – za empatię, współodczuwanie.

Neurony lustrzane są tylko u ludzi?

Absolutnie nie. Po raz pierwszy zresztą zauważono je u małp. Zupełnie przez przypadek. W Parmie badano neurony ruchowe małp, które reagowały na określoną czynność. W tym wypadku – za łapanie orzeszka. W pewny m momencie jeden z naukowców wszedł do pomieszczenia, w którym akurat była przerwa w eksperymencie. Małpa odpoczywała, nic nie robiła, ale do jej mózgu wciąż była podłączona aparatura. Naukowiec odruchowo złapał orzeszek leżący na stole. Okazało się, że neurony małpy odpowiedziały na ten widok tak samo, jakby za orzeszek chwyciła małpa.

Stąd dobroczynne działanie jogi śmiechu – zajęć, podczas których ludzie grupowo zaczynają się śmiać, najpierw „na niby”, a potem już naprawdę nie mogą przestać.

Ponoć to obiecująca metoda w walce z depresją i terapia wspomagająca przy ciężkich chorobach somatycznych, na przykład nowotworach. Działa nie tylko dlatego, że śmieją się inni – jeśli uśmiechamy się, nawet sztucznie, to nasz mózg myśli, że naprawdę się cieszymy, i „wysyła” nam endorfiny, które rzeczywiście poprawiają nastrój. Co ciekawe, lepiej rozumiemy wesołe teksty, będąc w dobrym nastroju, i te przygnębiające, będąc w smutnym. Przeprowadzono nawet taki eksperyment: kazano badanym czytać smutne i wesołe zapiski, ale z ołówkiem w ustach. Proszę zwrócić uwagę, że można ten ołówek wsadzić na dwa sposoby: albo trzymać go w zębach, albo wargami. Jeśli trzy mamy go zębami, kąciki ust będą się unosić jak w uśmiechu, a jeśli wargami, nasze kąciki opadają, jakbyśmy byli smutni. I okazało się, że od tego, jak wsadzimy ten ołówek, zależy nasze rozumienie tekstu.

Neurony lustrzane sprawiają też, że jak jedna osoba w towarzystwie będzie ziewać, pozostałe również. Mówi się nawet, że jak ktoś nie ziewa, to znaczy, że jest socjopatą.

To przesada. Socjopaci zresztą – czy też, jak teraz ładniej się mówi, ludzie z osobowością dyssocjalną – nie mają problemu z neuronami lustrzanymi, z „wejściem w skórę” drugiego człowieka, z tym, by rozpoznać jego emocje, potrzeby. Mają problem z tym, by je uszanować. Emocje innych ludzi są dla nich zupełnie nieważne.

A więc nie mają moralności.

Dawniej to zaburzenie było nawet nazywane ”obłędem moralnym”.

Mózg socjopaty jest inaczej zbudowany?

Wydaje się, że tak. Mało tego – uszkodzenie pewnych obszarów mózgu, na przykład podczas wypadku czy operacji, może spowodować socjopatię wtórną. Tak było w przypadku Phineasa Gage’a, pracownika kolei, który zajmował się wysadzaniem szyn dynamitem. Spokojny, fajny facet. Do dnia, kiedy metalowy pręt przebił mu czaszkę. Wtedy zmienił się nie do poznania, stając się grubiańskim, nieliczącym się z innymi gburem.

I teraz pytanie natury moralnej: czy nie lepiej – dla niego i jego rodziny – żeby w tym wypadku zginął?

Z moralnością w ogóle wiąże się wiele dylematów. Czy ludzkie życie zawsze znaczy tyle samo? Czy mamy prawo podtrzymywać je na siłę, wiedząc, że organy jednego schorowanego pacjenta mogą uratować kilka innych żyć? W naszej cywilizacji wykształciła się tradycja, że życie jest dobrem nadrzędnym, które zawsze trzeba chronić. Że przede wszystkim nie wolno zabijać, że nie ma nic gorszego. A jeśli samolot leci na wieże World Trade Center i wiadomo, że celem są budynki pełne tysięcy ludzi i że ci wszyscy ludzie zginą, to czy mamy moralne prawo zestrzelić samolot w powietrzu i zabić jego pasażerów, którzy i tak zginęliby po zderzeniu?

Nigdy nie możemy mieć pewności, że i tak zginą, że samolot naprawdę uderzy w te wieże.

I to jest w takich sytuacjach główne tłumaczenie tych, którzy nie chcą ingerować. Wolą nie brać odpowiedzialności, nie być tymi, którzy decydują o losie. Tak jak w standardowych dylematach moralnych – zwrotnicy i mostka. W dylemacie zwrotnicy stoisz przy torach i zwrotnicy. Po torach z góry zjeżdża wózek – wprost na pięć stojących tyłem nieświadomych osób. Jeżeli nie zrobisz nic, zginą. Jeśli przestawisz zwrotnicę, wózek pojedzie innym torem i wtedy zabije tylko jedną osobę, która stoi w tamtym miejscu. Co robi większość ludzi?

Przestawia zwrotnicę, by uratować więcej osób?

Zgodnie z utylitaryzmem Johna Stuarta Milla. Chociaż badani odpowiadają zupełnie inaczej w przypadku dylematu mostka. Stoisz na mostku, z góry na piątkę nieświadomych ludzi jedzie pociąg. Tory się jednak nie rozgałęziają, ale masz inną szansę, by uratować te osoby – zrzucić na wózek stojącego obok ciebie nieznajomego. Tu też poświęcamy jedno życie, by uratować pięć innych. Ale poświęcenie życia tego jednego w drugim wypadku ma charakter dużo bardziej osobowy.

Myśli pan, że na ten wybór wpływa religia?

Nie. Wybory moralne będą na ogół podobne u żyda, katolika, agnostyka, ateisty. Nam w Polsce się wydaje, że naszą moralność ukształtowała religia. A mówiąc religia, mamy na myśli chrześcijaństwo czy nawet ściślej – katolicyzm. Tymczasem podobne systemy moralne ”wynikają” z judaizmu, islamu, buddyzmu, wierzeń pogańskich czy hellenistycznych. Wszystko wskazuje na to, że nie moralność jest konsekwencją religii, a religia konsekwencją moralności, którą zresztą odziedziczyliśmy po naszych małpich przodkach.

Po coś jednak człowiek szuka tego Boga?

Bo wy daje się, że ten Bóg, czy religijność, jest zapisany w naszym mózgu.

W którymś konkretnie fragmencie?

Nie, ale wiemy, że na przykład podczas modlitwy czy medytacji mniej aktywne są płaty skroniowe, odpowiedzialne za poczucie czasu, miejsca, bardziej aktywne zaś czołowe – odpowiadające za percepcję. Dlatego ludzie modlący się i medytujący – niezależnie od religii – mogą mieć poczucie jedności ze światem, takiego błogiego odpłynięcia. Udowodniono też, że modlitwa pomaga między innymi w chorobach. Oczywiście tylko w wypadku osób wierzących, u ateistów nie ma żadnego znaczenia – choć ponoć w Auschwitz modlili się wszyscy. Doradzam zatem moim studentom, aby zawsze radzili swoim wierzącym pacjentom modlitwę, przyjęcie sakramentów. I to nie ma nic wspólnego z moimi przekonaniami religijny mi, ale wiem, że przekonania religijne innych osób można wykorzystać dla ich dobra – a to zadanie lekarza.

Pan sam jest niewierzący?

Jestem ateistą. Ale mówię to jako Jerzy Vetulani, a nie jako naukowiec. Jako naukowiec bowiem nie mam prawa wypowiadać się o istnieniu czy nieistnieniu Boga ani nikomu w tej materii czegokolwiek sugerować. Dopóki nauka nie ma odpowiednich narzędzi, nie powinna nawet próbować odpowiadać na pytanie o istnienie Boga. Pewne jest, że 40 tysięcy lat historii ludzkości to historia ludzkiej religijności. Ludzie od zarania dziejów zadawali sobie pytanie o istnienie siły nadprzyrodzonej i duszy. Ciekawe, że hellenistyczna, europejska cywilizacja przejęła w tej materii dużo tradycji rodem z Egiptu.

Co mówili o duszy starożytni Egipcjanie?

O duszach, bo wierzyli w istnienie aż pięciu. Dusza Ka, czyli siła życiowa, była nadawana dzieciom podczas urodzin przez boginię porodów, Meskhenet. Dusza Sheut, czyli cień, umierała wraz z ciałem. Dusza Ba, czyli nasza osobowość, po śmierci miała czasem pozostawać przy grobie i prowadzić ludzki żywot – to dla niej zostawiało się w grobie biżuterię, jakieś drogocenne przedmioty. Czwarta dusza, Ren, to nasze imię. Żyjące tak długo, jak długo jest pamiętane. I tak Cheops budową piramid zapewnił sobie nieśmiertelność na wiele tysiącleci. Zwyczaj podpisywania nagrobków wzięliśmy właśnie od Egipcjan. I stawiania masowo podpisanych pomników, jakby chcąc zapewnić komuś ”wieczne życie” – również. A jednak to inna dusza była najważniejsza według Egipcjan – żyjące w sercu Ib.

Jedyna dusza nieśmiertelna?

Przynajmniej ”z opcją nieśmiertelności”. Bo duszę Ib podczas życia obciążały złe uczynki, z których potem była rozliczana. Egipcjanie wierzyli, że po śmierci bóg podziemi, Anubis, brał serce na wagę. Jeśli było lżejsze niż pióro będące na przeciwnej szali, to unosiło się i wraz z duszą szło do krainy szczęśliwości. Jeśli jednak złe postępki obciążały Ib, to była natychmiast zżerana przez okropnego potwora, hipopotamo-lwo-krokodyla zwanego Ambit. Starożytni Grecy w sumie przejęli od Egipcjan poglądy na dusze. Oni również wierzyli w trzy śmiertelne dusze, Noos, Menos i Thymos, umieszczone kolejno w klatce piersiowej, sercu i przeponie, oraz w jedną duszę nieśmiertelną.

Psyche.

Tak. Aktywną w czasie snu i opuszczającą ciało w momencie śmierci.

To właśnie od niej wzięła się nazwa psychiatria?

Tak. Przecież psychiatria jest niczym innym jak leczeniem duszy. Biologia duszą się nie zajmuje, bo dusza nie ma materii. Natomiast dusza i psychika to w pewnym sensie jedna i ta sama rzecz. Niematerialna część człowieka. Jan Piltz, krakowski neurolog i psychiatra, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, posunął się w tym rozumowaniu dalej, mówiąc: takie pojęcia jak dusza, psychika, świadomość i aktywność neuronów są synonimami.

Ale idąc tym tropem, możemy badać duszę, badając neurony w mózgu.

Nawet jeśli dusza jest aktywnością neuronów, prędko nie będziemy mieli narzędzi, które pozwolą dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Edward Osborne Wilson, amerykański biolog i zoolog, powiedział kiedyś: ”Mózg jest organem służącym do przetrwania, a nie do poznawania samego siebie”. I coś w tym zdaniu jest.


*
Fragment książki: Jerzy Vetulani, Maria Mazurek - Bez ograniczeń

Data utworzenia: 22/02/2018 @ 23:19
Ostatnie zmiany: 23/03/2018 @ 04:13
Kategoria : Religia a nauka
Strona czytana 244 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
przyp.jpgwprowadzenie-d-filozofii.jpgzl-ga-fr.jpgkrolestwo.jpgcarcopino.jpgflis-chrzescijanstwo-i-europa.jpgIlustro-historia-s.jpgelementarne.jpgcav-pis-nie.jpghis-kos=danielou.jpgk-p-p.jpgwinniczuk.jpgpo-mu-ko.pngpawi-t.jpgcezar-170.jpgG-Hetyci.jpgLITERA-NA S-1987-11.jpgALCHEMIA-KULTURY.jpggrant.jpgplaton-timajos.jpgdogmat-ch.jpgnie-w-za-i-h.jpgbzzol.jpgczy-przed-wielkim-w.jpgwiek-rewolucji-seksualnej.jpggnilka-koran-i-ch.jpghistorie-nie-st.jpgbuzek-historia.jpgjoannici-hes.jpgonfray.jpgza-bi.jpgswiat-tr-ar.jpgReligie-swiata.jpgmezopotamia.jpgseks-ar.jpgmitologia-s-italii-krawczuk.jpgkos-ks.jpgLeroi-Gourhan - Religie prehistoryczne.jpgcyk baala.jpgwenus-e-l.jpghistoria-b.jpgjerozolima.jpgfajdros-p.jpgKrotkie wprowadzenie w zen.jpgbod-i-kobieta.jpgzy-co-etru.jpgjazy-sw-ik.jpgz-ufnoscia-wp.jpgjasp-au.jpghistoria-indii.jpgstomma-zycie.jpgzagin-cyw.jpgwolski2.jpg4746_big.jpghymny-r-michalski.jpgtyloch.jpgetyka-m-s.jpgabc-ST.jpgreli-kult2.jpgwprow-do-et-rel.jpgmur_separacji_2.jpgpelka-sladami.jpge-d-i-c.jpgrel-rze-r-zielinski.jpgcerny-rel.jpgsk-po.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2655764 odwiedzający

 31 odwiedzających online