Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Rzym - Kolegium pontyfików - 2

Kolegium pontyfików - 2
Ofiary według zdania religioznawców dzielą się na l) poczesne (honoraria), które znowu mogą być dwóch gatunków, albo błagalne, albo dziękczynne, 2) piakularne, czyli dla odkupienia grzechu i 3) sakramentalne, których celem jest współbiesiadnictwo ludzi z bogami. Ten trzeci rodzaj jest charakterystyczny dla religii greckiej; już wyjaśniłem w innym miejscu, przeciwstawiając hellenizm judaizmowi, że tym się tłumaczą tak często spotykane w życiu greckim hekatomby i w ogóle ofiary masowe [HJ I 26]. Czy mamy to także w religii rzymskiej? Fowler sądzi, że tak (172), i mnie się zdaje, że ma słuszność; najjaskrawszym przykładem jest tu obrząd "święta wszechlatyńskiego”, o którym mowa była wyżej. Tu rzeczywiście gminy latyńskie przez udział w spożyciu mięsa ofiarnego stawały się współbiesiadnikami Jowisza. Są jednak i inne przykłady, o których rozwodzić się nie będę.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę czytelnika na jeden, charakterystyczny dla Rzymu obrząd - na t. zw. epulum Jovis in Capitolio. Należało ono zasadniczo do obowiązków pontyfików, ponieważ jednak ci już i bez tego byli dość obarczeni funkcjami religijnymi z czasem przyłączono do nich odrębne kolegium t. zw. septemviri epulones, które, wciąż rosnąc w znaczenie, zostało na koniec czwartym z wielkich kapłańskich kolegiów Rzymu, na równi z pontyfikami, augurami i kolegium sakralnym. Otóż to epulum - to znaczy, święta uczta - odbywało się corocznie przed świątynią Jowisza na Kapitolu 13-go listopada, a więc w same Idy tego miesiąca, święto Jowisza (wyżej I 183). Na tę ucztę zapraszano samego Jowisza i obie uczestniczki jego świątyni, Junonę i Minerwę; dla Jowisza stawiano łoże, dla bogiń krzesła; w uczcie brali udział wszyscy - tak się przynajmniej zdaje - senatorowie, którzy w taki sposób stawali się współbiesiadnikami owej trójcy kapitolińskiej; a to przecie charakteryzuje ofiarę jako sakramentalną, w etnologicznym tego słowa znaczeniu.

Jeszcze bardziej potęguje się to wrażenie, kiedy czytamy następujące opowiadanie Gelljusza (XII 8,2): " Ta wzajemna niechęć (między Scypionem Afrykańskim Starszym a Tyberiuszem Grakchem, ojcem obu późniejszych trybunów) trwała długo; oto jednak nastąpił uroczysty dzień ofiarowania uczty Jowiszowi. Kiedy z powodu tej ofiary senat ucztował na Kapitolu, zdarzyło się, że ci dwaj otrzymali miejsca jeden obok drugiego przy tym samym stole. Tu im się wydało, że sami bogowie nieśmiertelni na uczcie Jowisza Najlepszego Największego umyślnie łączą ich prawice, i od razu stali się najwierniejszymi przyjaciółmi". Niech będzie nam tu wolno przypomnieć, że i u nas za czasów żywej wiary wspólne spożycie hostii było uważane za ślubowanie i rękojmię wiecznej przyjaźni; i zdaje mi się, że ten jeden rys, przytoczony przez Gelljusza z niewiadomego nam źródła, skuteczniej, niż długie rozumowania, zwalcza rozpowszechnione zdanie o suchości i martwocie religijności rzymskiej.
Częściej w każdym razie spotykamy ofiary pierwszych dwóch gatunków. Skrupulatność rzymska święciła tu swe triumfy: należało się przekonać, czy ofiarujący jest miły bóstwu, czy ofiara też jest mu miła - a to ujawniało się i z jej zachowania się przed ofiarowaniem (jeżeli np. niechętnie dawała się prowadzić do ołtarza, to był to zły znak), i tak samo z badania jej wnętrzności po ofiarowaniu. Samo ofiarowanie odbywało się w sposób jak najbardziej uroczysty, podczas świętego milczenia i towarzyszącej obrzędowi gry na flecie: ta gra, tak samo jak i nakrycie głowy o którym mówiłem przed chwilą, powinna była być ochroną od złego omen, tym razem zagłuszając niepożądane głosy. Po zabiciu zwierzęcia następowała dłuższa pauza, wolna od sakralnego charakteru; podczas tej pauzy można było nawet w pewne dni (wyżej I 181) załatwiać sprawy sądowe - inter caesa et porrecla. Spowodowana była ona tym, że należało - znów z wielką skrupulatnością - przygotować dla bogów t. zw. exta, t. j. te części, które na ich część spalano; były to wątroba, żółć, płuca i błona otrzewna, później także i serce - a więc części o małej wartości spożywczej i raczej charakteru symbolicznego. Palenie tych exta było drugą połową uroczystości ofiarnej, tak samo świętą jak i pierwsza. Mięso zaś ofiarne oddawano do użytku publicznego, t. j. niedrogo sprzedawano; z czasem pytanie, czy wolno kupować takie mięso, pochodzące z "pogańskiej" ofiary, stanie się bardzo niepokojącym dla chrześcijan. Dotyczyło to i poczesnych, i piakularnych ofiar; izraelski obyczaj "całopaleń" (holocausta), rzadko spotykany w Grecji, był prawie zupełnie nieznany w Rzymie.
Jedyna różnica między oboma rodzajami ofiar polegała, zdaje się, na tern, że przy ofierze poczesnej mięso spożywała gmina, przy ofierze zaś piakularnej - kapłani; coś podobnego mamy przecie i w Izraelu [HJ I 259]. Wyjątkiem były wypadki, kiedy składano w ofierze zwierzęta, w ogóle nie nadające się do spożycia, jak np. psy, na cześć różnych bóstw (Plut QR 52 i uwaga Rosego) lub konia na cześć Marsa w Idy październikowe (wyżej I 224); ale tu szczegóły nie są nam znane.

Ofierze towarzyszyły modlitwy, ale naturalnie nie tylko jej. Co do nich, to o ich suchym, formalnym charakterze kursują bardzo przesadzone zdania, które nie od rzeczy będzie sprostować. Nawet K. Morawski w swoim zresztą pięknym szkicu "modlitwa w starożytnym Rzymie" mówi (Rzym str. 284); "Zamiast głosem życia, miał Rzymianin przemawiać do swych bogów językiem mroźnym i martwym, wystygłym i zwietrzałym w starych zbiorach, które nie drgały tętnem indywidualnym, ani krwią serca nie ociekły". Bywało i tak, ale nie zawsze; posługując się wygodą polskiej terminologii, możemy tu odróżniać - mutatis mutandis, ma się rozumieć - właściwe modlitwy i pacierze. Te ostatnie rzeczywiście były "ulane z góry", jak i u nas: różnica polegała na tym, że Rzymianin dbał tu o jeszcze większą dokładność, żeby ani jednego słowa nie opuścić, nie dodać i nie zmienić; tu oczywiście mamy to cavere, które jest charakterystyczne dla natury prawniczej Rzymianina.
Że przy tym trzymano się także i języka starożytnego i czasami niezrozumiałego dla modlącego się, było skutkiem tej samej skrupulatności, ale wątpię, żeby w świadomości pobożnego Rzymianina trąciło martwotą: mogą o tym świadczyć nasi sąsiedzi wschodni, którzy w swoich pacierzach mają tyle słów starosłołwiańskich, a jednak odczuwają w nich nawet pewien urok - urok tajemniczości.
Co się zaś tyczy samej różnicy, o której tu mowa, to nie mamy nawet powodu wychodzić poza granice naszego kraju: inaczej modli się pobożna kobieta w kościele z "Ołtarzykiem" w ręku, w którym swe nieokreślone uczucia pokory wobec Boga i Jego świętych znajduje ujęte w takie słowa, na jakie ją nie stać - inaczej matka przy kolebce swego chorego dziecka. Ta różnica jest ogólnoludzka. i nawet bez wszelkich świadectw moglibyśmy przyjąć, że istniała także i w starożytnym Rzymie. Ale są i świadectwa. Stary Kato w swej księdze ,,o rolnictwie" podaje nam szereg "pacierzy" na różne okoliczności, o których wiemy na pewno, że były przezeń zaczerpnięte z ksiąg pontyfikalnych; jeden z nich ma takie brzmienie: Juppiter dapalis, quod tibi fieri oportet in domo familia mea culignam vini dapi ejus rei ergo, macte hac ilIace dape polucenda esto. Czytelnik naszych czasów nie od razu to zrozumie; sądzę jednak, że i rolnik rzymski był pod tym względem w nie o wiele lepszym położeniu. A oto natomiast właściwa modlitwa: prześladowane dziewczęta szukają schroniska przy ołtarzu Wenery:

Łaskawa Wenus, obie zaklinamy cię,
Na klęczkach do ołtarza twego tuląc się i roniąc łzy.
Byś pod opiekę nas przyjęła twoją i broniła nas.
A tych zbrodniarzów, co świątynię niecnie znieważyli twą,
Byś ukarała, pozwalając, abyśmy z pokojem twym
Pozostawały przy ołtarzu...
                                                                                               (Plaut. nudo 694)

„Z pokojem twym" - pace tua: umyślnie przetłumaczyłem dosłownie tę znaną już czytelnikowi formułę. Ta modlitwa chyba nie była ulana z góry - podyktowała ją okoliczność, naglące niebezpieczeństwo. Ale czy nie została ona przetłumaczona przez Plauta z oryginału greckiego, świadcząc w takim razie o greckiej raczej, niż o rzymskiej religijności? - Trzymamy się teraz innego i bardziej dla Plauta pochlebnego zdania o jego samodzielności; a zresztą, jeżeli kto jemu nie dowierza, to oto już bez wątpienia rzymska modlitwa: Katullus, rozczarowawszy się w swej miłości do Lesbii, w taki sposób błaga bogów, aby go wyleczyli z tej fatalnej "choroby" (LXXVI):

Jeśli wam znana jest litość, bogowie, jeżeli nieszczęsnym
W ciężkie katuszy dni ulgę zesłaliście - śmierć:
Wejrzcie na moją niedolę - wszak zbożnie swój żywot spędziłem -
I od szkarady tej, bogi, wyzwólcie mnie już.
Biada! do wnętrza już ciała bezwładność się wkradła ohydna,
Wszystkie radości sny z piersi spłoszyła już mej!
Przecie nie o to was błagam, bym miłość jej znowu pozyskał,
Lub - co nie w mocy jej jest - do niej by wrócił jej wstyd;
Sam tylko zdrowym być pragnę i złożyć tę niemoc haniebną:
Bogi! nagrodę choć tę dajcie zbożności wy mej!

W oryginale: pro pietate mea; pietas bowiem człowieka względem bogów daje mu prawo - właśnie prawo - liczyć także i na ich fides wobec niego (wyżej l 308); to też maleńki przyczynek do prawniczego charakteru religijności rzymskiej. Poza tym zaś każdy powie, że ta modlitwa jest rzewna, jak mało która.
Pomówiłem o tym dokładniej, ponieważ mi chodzi o obalenie bardzo rozpowszechnionego przesądu; powracając do tematu, przypominam, że modlitwy wraz z ofiarami należą do tego rozdziału nauki pontyfikalnej, który Cycero tytułuje de sacris.
Oczywiście można o nim powiedzieć daleko więcej: jakiego rodzaju były te sacra w zależności od jakich wypadków, jakie sprawowali pontyfikowie samodzielnie, a jakie w roli doradców takich a takich magistratów - ale o tym niech czytelnik zaczerpnie wiadomości od antykwariuszy.

Drugi rozdział traktuje o ślubach (de votis) i też dotyczy życia tak państwowego, jak i prywatnego.

Pierwsze znowu mogły być albo zwyczajne - a więc np. w początku każdego roku na rok następny - czy też nadzwyczajne z powodu jakiej plagi lub za szczęśliwy wynik bitwy i t. p. We wszystkich tych wypadkach pontyfikowie byli doradcami magistratów. Do nich przede wszystkim należało ułożenie formuły ślubu. Bardzo ciekawa pod tym względem jest historia o cenzurze Scypiona Młodszego, która się zachowała u Waleriusza Maksyma (IV 1,10). Kiedy bowiem ten bohater według zwyczaju miał złożyć ślub na następujące pięciolecie i sekretarz (oczywiście pontyfikalny) dyktował mu odpowiednią formułę "oby bogowie wzmocnili i polepszyli dobrobyt państwa", ten odważył się zmienić tę formułę na inną, mianowicie: "oby bogowie zostawili w dawnym stanie dobrobyt państwa" - która to zmiana wtenczas wywołała zdumienie, potem zaś stała się obowiązującą dla następców Scypiona.
Ślubowano w imieniu państwa najczęściej jakiś dar wotywny, obfitą ofiarę, uroczystość, dziesięcinę zdobyczy, świątynię, igrzyska; zwyczajem było w tym wypadku podawanie także wysokości sumy, którą państwo ma wydać na rzecz ślubowaną; ten zwyczaj był tak powszechny, że w r. 200 główny pontyfik, P. Crassus, nie chciał nawet uznać ważności ślubu, uczynionego ex incerta pecunia. Na szczęście jednak większość kolegium odrzuciła to ograniczenie, które nadawało ślubowi już zanadto handlowy charakter.


Wenus - Pompeje

O ślubach prywatnych świadczą odpowiednie napisy, zachowane w ogromnej ilości, przeważnie oczywiście z czasów cesarskich, ze zwyczajnym skrótem (taki a taki) V. S. L. M. - votum solvit lubens merito, to znaczy: "spełnił ślub chętny zasłużonemu" (bogu czy herosowi). Właśnie w swej masowości te napisy wotywne dają bardzo pochlebne świadectwo religijności owych czasów, obalając rozpowszechnione zdanie odmienne, oparte na pisarzach mniej więcej tkniętych zwykłem u wykształconych ludzi wolnomyślicielstwem. Jako próbę, odnoszącą się jeszcze do czasów republiki, przytoczę napis wotywny braci Wertulejuszów (Dessau 3411), ułożony starorzymskimi wierszami, tak podobnymi w swej klasycznej formie do naszego trzynastozgłoskowego:

Co w mienia swego stanie mocno zagrożonym
Ślubował ojciec w strachu, winni tego ślubu,
Wybrawszy dziesięcinę, chętnie jego dzieci
Zasłużonemu wie lee Herkulowi dają,
Błagając jednocześnie, by je wciąż skazywał.

(to znaczy: by, spełniając ich śluby, często je obowiązywał do ich urzeczywistnienia). Naturalnie nie zawsze "winni ślubu" (to jest literalny przekład łacińskiego voti reus: czytelnik zechce zauważyć nawet w takim szczególe frazeologicznym pokrewieństwo katolickiego ujęcia ze starorzymskim) rzeczywiście "chętnie" go spełniali; mogła powstać chęć przeciwna. mianowicie wyzwolenia się odeń i od związanych z nim kosztów. Stawiano wtedy pytanie: czy wobec takich a takich okoliczności ślub jest jeszcze ważny? Rozstrzygnąć to pytanie mógł tylko pontyfeks na podstawie prawa pontyfikalnego. Czy to często robił analogicznie do powyżej traktowanej kwestii o sacra, tego w tej dziedzinie nie wiemy; może jednak. i tu nie od rzeczy będzie, dla ilustracji powołać się na naszą katolicką praktykę. którą tak ładnie przedstawił pisarz austriacki Anzengruber w swej powieści p. t. der gottuberlegene Jakob.

Trzeci rozdział prawa pontyfikalnego według Cycerona dotyczy świąt; coś niecoś o nim wiemy, i to co wiemy, wzbudza w nas żal, że nie wiemy więcej. Tu bowiem też mamy wdzięczne pole do porównania Rzymu z Izraelem i jego stosunkiem do szabatu. Jaki był ten stosunek, to już wiemy (HJ I 162 n.); otóż pewien religioznawca angielski. Hutton Webster, zaznajomiwszy się z jednym i drugim poglądem, orzekł: "prawo pontyfikalne w tej dziedzinie było tak samo małostkowe, tyrańskie i niedorzeczne, jak i przepisy rabinów co do właściwego święcenia soboty" .- "Tu w żaden sposób nie mogę się z nim zgodzić", odpowiada na to cytujący jego słowa Fowler. (Rom. §55. 88). I słusznie odmawia swej zgody.
Co prawda, jeżeli w pewne święta nie wolno było poślubić panny, ale wolno było poślubić wdowę - a to z powodu, quia feriis tergere veteres fossas liceret, novas facere jus non esset, (Maer. I 15, 21) - to mamy tu arcysubtelną dystynkcję, zupełnie godną dowcipu takiego rabina z Chagigi lub Kidduszin. Ale to są poszczególne wypadki, charakteryzujące nie tyle samo prawo, ile jego tłumaczy.
Natomiast proszę porównać przepisy takiego rodzaju. "Zastrzeżone jest w prawie pontyfikalnym", mówi Makrobiusz (III 3), że ponieważ z dwóch przyczyn kąpie się owce - albo dla leczenia ich od świerzbu, albo dla oczyszczenia ich wełny, - przeto w dni świąteczne niewolno kąpać owiec dla oczyszczenia wełny, natomiast dozwolone jest leczyć je przez kąpanie od świerzbu". Nie można zaprzeczyć, że to odróżnienie pracy z litości od pracy dla zysku świadczy o bardzo zdrowym ujęciu prawa boskiego.

Zasadniczo rozstrzygnął kwestię na korzyść zdrowego sensu wymieniony wyżej reformator prawa pontyfikalnego i cywilnego Scewola, kiedy na pytanie, co wolno robić w dni świąteczne, odpowiedział: " To, czego bez szkody nie da się odroczyć". „Jeżeli więc", ciągnie dalej nasz świadek Makrobiusz (I 16, 11), "wół wpadnie do jamy i gospodarz go z pomocą robotników uwolni, to nie będzie on winien zgwałcenia dnia świątecznego"; ani również ten, kto, "podpierając złamaną belkę, uratuje dach od grożącego mu zawalenia". Proszę porównać z tym przepisy rabinowskie na wypadek np. pożaru (HJ 1167), a różnica zasadnicza między tym prawem i tarotem będzie oczywista.

To też autor ksiąg o ziemiaństwie w IV w. Palladjusz (I 6) mówi krótko i wyraziście: necessitas feriis caret. Ostateczny zaś wynik jest następujący: bardzo być może, że w pierwotnym prawie pontyfikalnym podstawowy w religii rzymskiej strach prowadził do przepisów tak samo "małostkowych, tyrańskich i niedorzecznych", jak i w religii Izraela; ale podczas, gdy w tej drugiej rozwój polegał na wzmocnieniu tego ujemnego elementu gwoli sławetnemu tworzeniu "ogrodzeń dokoła zakonu", rozwój prawa pontyfikalnego rzymskiego przeciwnie, dzięki działalności takich oświeconych pontyfików, jak Scewola, dążył do pogodzenia przepisów religijnych z rozsądnymi wymaganiami życia i z moralnością. "Konieczność świąt nie uznaje" - to znaczy, innymi słowy: "święta są stworzone dla człowieka, a nie człowiek dla świąt".
Nie można powiedzieć tego samego o innej stronie religijności rzymskiej, dotyczącej nie samego gwałcenia świąt, ale między innymi także i tego. „Jeżeli kto” mówi Cycero (legg. II 37), "przez nieopatrzność dopuści się grzechu, to kapłan państwowy" - a więc pontyfeks, występujący tu w roli kierownika sumienia, o której mowa była wyżej, - "po świadomym z jego strony spełnieniu aktu oczyszczającego (expiatam) może zwolnić go od strachu religijnego" . To samo jeszcze wyraźniej (ibid. 22): "Grzech przeciw bóstwu (sacrum), z którego nie ma oczyszczenia, ma być uważany za bezecnie spełniony (impie commissum); od takiego, z którego można być oczyszczonym, niech uwalniają kapłani państwowi". Tu więc mamy słuszne odróżnienie nieostrożności od złej woli; w pierwszym wypadku kapłani wskazują drogi przejednania gniewnego bóstwa, ale co będzie w drugim?

Tu znowu przypominamy sobie analogiczne przepisy w. prawie Mojżesza (HJ I 168): jeżeli kto zgwałcił szabat niechcący, to ma złożyć ofiarę odkupienia, jeżeli zaś umyślnie, „z podniesionym ramieniem", to ma być wykluczony z gminy, a w szczególnie ciężkich wypadkach nawet ukarany śmiercią.
Rzymski przepis na razie ogranicza się do zagadkowego impie commisum; co to znaczy?
Posłuchajmy znowu Cycerona: „dla bezbożnika”, mówi, "niema oczyszczenia (impietatum nulla expiatio est, legg. II 40). To też cierpi on karę - nie tyle nałożoną przez sąd, (którego niegdyś nie było wcale i dziś w wielu miejscach niema, a gdzie jest, zbyt często jest wadliwy), ile ścigany i prześladowany przez Furie, nie płonącymi pochodniami, jak w baśniach, lecz strachem własnego sumienia i męczącą świadomością spełnionego grzechu".
A więc ramię świeckie nie wtrąca się do tego stosunku między człowiekiem a obrażone m przezeń bóstwem; ale znowu pytamy: co dalej? - „Bezbożnik (impius)", powiada, „niech nie odważa się darami przejednać gniew bogów" (legg. II 22). Nigdy? Tak, oczywiście nigdy: jest wyłączony z przymierza między swoją gminą a jej bogami, jest - możemy śmiało użyć bliskiego nam słowa - na zawsze wyklęty. Jak widać stąd, pojęcie o oczyszczającej sile skruchy i pokuty było obce temu surowemu prawu rzymskiemu: teque piacula nulla resolvent, czytamy w innym miejscu (Hor. od. - I 28, 34) o takim, któryby zaniechał pobożnego obrządku wobec umarłych.
Nie było to pojęcie w ogóle obce światu antycznemu, jak to udowodniłem w innej rozprawie; ale rzymskie jus divinum istotnie go nie uznawało. Czy także i rzymskie życie? Tego z pewnością utrzymywać nie możemy: słyszymy o takich piatrices, które rzekomo znały się na tym, jak oczyszczać grzeszników, wątpimy jednak, żeby one miały jakąkolwiek styczność z religią rzymską. W każdym razie ich istnienie świadczy o poważnej luce w religijnej świadomości Rzymian: odczuwano ją coraz mocniej i coraz boleśniej - aż ją zapełniło chrześcijaństwo.
(...)

* * * * * *

część pierwsza

  fragment książki: Tadeusz Zieliński - Religia Rzeczypospolitej Rzymskiej, cz.2

Książkę w całości można przeczytać tutaj dzięki uprzejmości Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej


Data utworzenia: 21/07/2012 @ 01:40
Ostatnie zmiany: 22/07/2012 @ 01:16
Kategoria : Rzym
Strona czytana 1777 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
0-church-norway.jpg0-church-snow.jpg0-church-pink.jpg0-church-bali.jpg0-green-crosss.jpg0-church-12.jpg0-patriarcha.jpg00-ch2.jpg00-ch8.jpg00-ch5.jpg00-ch9.jpg00-ch3.jpg0-kardinali.jpg0-church-blue.jpg0-christ-3.jpg0-nail-2.jpg0-confesion.jpg0-cross-green.jpg0-church-maramures.jpg00-ch13.jpg0-church-polinesia.jpg0-blue-church.jpg00-ch12.jpg0-cross.jpg0-suora.jpg0-p-komunia.jpg00-ch6.jpg0-christ-2.jpg0-church-a.jpg0-church-russia.jpg00-ch11.jpg0-cross-plastic.jpg00-ch10.jpg0-procesja2.jpg00-ch14.jpg0-procesja.jpg0-komunia.jpg00-ch1.jpg0-christ.jpg0-mary.jpg00-ch4.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2263356 odwiedzający

 24 odwiedzających online