Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

=> Rzymskokatolicki - Niedziela

Walka postu z karnawałem
Przywykliśmy już na dobre do sytuacji, że dzielimy nasze życie pomiędzy czas zwykłego bytowania, które wyznacza nauka i praca, codzienne obowiązki (to owa proza życia), a czas niezwykły, czas świętowania, odpoczynku lub zabawy. Klasyk socjologii i antropologii kultury, Emile Durkheim, napisał w swym słynnym dziele Elementarne formy życia religijnego:

"Wszystkie znane, proste czy złożone, wierzenia religijne wykazują tę samą cechę wspólną: zakładają klasyfikację rzeczy realnych lub idealnych, wyobrażanych sobie przez ludzi, na dwie klasy, dwa opozycyjne rodzaje, zwykle oznaczane dwoma odrębnymi terminami, które dość dobrze oddają określenia Profanum i sacrum. Cechą wyróżniającą myśli religijnej jest Podział na dwie sfery obejmujące, jedna — wszystko, co świę­te, druga — wszystko, co świeckie [...] Przez miano rzeczy świętych nie należy jednak rozumieć po prostu owych bytów osobowych, zwanych bogami czy duchami. Skała, drzewo, źródło, kamień, kawałek drewna, dom, słowem — jakakolwiek rzecz może być święta. Tę cechę może mieć obrzęd, co więcej, bez niej obrzęd nie istnieje. Sacrum i profanum umysł człowieka zawsze i wszędzie pojmuje jako odrębne gatunki, jako dwa światy nie mające ze sobą nic wspólnego”.

msza Msza Wiadomo z historii ludzkiej cywilizacji, że rozwój społeczeństw przebiegał w taki sposób, iż stawały się one w coraz większym zakresie świeckie, coraz mniej „zaczarowane”, coraz mniejszą rolę odgrywało w nich sacrum, zwłaszcza religijne. Indywidualizm naszego życia powoduje, że to od naszej decyzji zależy już dzisiaj, jakie miejsce przeznaczamy w nim na rzeczy odświętne, niezwyczajne, sami więc decydujemy, kiedy, gdzie i na jaki czas zatopimy się w nieco inny poziom kultury niż codzienność. Takim zwyczajowym okresem sprzyjającym wyciszeniu życiowej krzątaniny wydaje się niedziela — dzień tygodnia, który w sposób „naturalny” (co znaczy: uregulowany kulturową tradycją będącą przecież konwencją tylko) zachęca do innego spędzania czasu. W naszym bez wątpienia zeświecczonym i pragmatycznym do bólu świecie niedziela wydaje się ostatnią oazą porządku sakralnego, czyli wyższego rzędu. Wie o tym Kościół katolicki i konsekwentnie stara się ten fakt przypominać. A jednak i w tym zakresie nauka Kościoła natrafia na zdecydowany opór — tym większy, im postępy kultury konsumpcyjnej w Polsce bardziej są namacalne i utrwalone.

Dla wielu ludzi wielkim zaskoczeniem stała się kampania obrony sakralnego charakteru niedzieli, zapoczątkowana w 1998 roku przez Jana Pawła II w Liście Apostolskim Dies Domini. Papież przypomina w nim sprawy zdawałoby się oczywiste dla chrześcijańskiej Europy: „Niedziela jest dla chrześcijan «najstarszym i pierwszym dniem świątecznym», ustanowionym nie tylko po to, aby wyznaczał upływ czasu, ale by objawiał jego głęboki sens”. Niedzielę należy tedy przeżywać jako prawdziwy „dzień Pański” także w nowych okolicznościach naszych czasów. Papież nie ogranicza się jedynie do zachęty i napominania, ale ukazuje dzieje niedzieli w europejskim kręgu kulturowym — od Dies Domini do Dies Christi, a ponadto wskazuje na inny jeszcze istotny wymiar tego dnia — niedziela jako — Dies Hominis, a więc dzień radości, bliskości, solidarności międzyludzkiej i miłości w rodzinie.

Od momentu upowszechnienia nauk papieskich w sprawie sakralności niedzieli nie ustaje właściwie w kraju debata na ten właśnie temat. Przypływy i odpływy zainteresowania kwestią, cóż począć z dniem wolnym od pracy, mają ścisły związek z natężeniem agitacji kościelnej: jeśli pojawia się kolejne oświadczenie którejś z archidiecezji w Polsce, temat natychmiast wraca na łamy mediów, przetacza się rutynowa wymiana argumentów, rzecz po kilku dniach cichnie, aż znów przeczytamy apel „do wszystkich ludzi dobrej woli o powstrzymanie się od zakupów w dni świąteczne oraz niepodejmowanie w te dni pracy zarobkowej”. Temat znów powrócił, ale dokonało się znamienne przesunięcie akcentów — teraz idzie już właściwie o problem, czy powinno się robić zakupy w supermarketach, właśnie w soboty i niedziele zamieniających się w świeckie świątynie konsumpcji, w któ­rych czci się bożki pod postacią towarów. Warto się przyjrzeć nieco bliżej temu problemowi.

Powiedzmy sobie od razu, że nie jest to błaha kwestia i typowa „debata zastępcza”. Jeśli pod uwagę weźmiemy to, co Pisał Durkheim, zauważymy, iż właśnie ów emblematyczny supermarket staje się ostatnio rywalem rzeczywistych świątyń religijnych, że gremialno-rodzinne, wielogodzinne Pobyty w centrach towarowych są formą współczesnego sacrum, ale — o zgrozo — jakiż ma ono związek z tą święto­ścią, o której mówią zarówno Durkheim, Rudolf Otto, Mircea Iliadę, jak i Jan Paweł II. Co najwyżej możemy takie sacrum nazwać „sacrum profanicznym”, aby nie użyć kolokwialnego określenia, iż „sacrum nam się wyraźnie skundliło”. Stanowisko Kościoła jest jasne i zrozumiałe: nie powinno być tak, aby niedzielne świętowanie ograniczało się do godzinnej bytności na mszy, nieuważnego jej wysłuchania i po „odfajkowaniu” rytuału — radosnego buszowania przez resztę dnia w wybranych kwartałach przepastnych supermarketów.

Kiedy przyglądam się ludziom w owe dni, jak odświętnie wystrojeni i zadowoleni pchają coraz pełniejsze wózki z dobrami wszelakimi, a oczy ich pełne uniesienia i pożądania wyrażają ów swoisty błogostan nasycenia, dochodzę do wniosku, że określenie Centrum M -l, Jumbo, Real czy Makromianem „świątyni” znacznie wykracza poza sens tylko metaforyczny. Bo cóż nam taki przybytek oferuje? Dla każdego coś innego — chciałoby się banalnie skwitować. Małe dzieci natychmiast udają się w doskonale już sobie znane rejony zabawek i papierowych bibelotów i tam odprawiają obrzędy oglądania, dotykania, porównywania, i znów dotykania; tam marzą, iż może następnym razem to oto pudełko Belville (nowa seria z... uwaga, uwaga — dobrą czarownicą!!!) będzie można wziąć pod pachę, a następnie dorzucić do wózka rodziców. Ale i pooglądać przyjemnie, zawsze znajdzie się coś, czego nie było ostatnim razem, a te znane już rzeczy trochę inaczej są eksponowane, w odmiennej ułożone kolejno­ści.

Młodzież starsza kieruje się nieodmiennie do CD, Play-station i w ogóle sprzętu wszelakiego, który gra, nagrywa, odtwarza, błyszczy i wabi technologiczną doskonałością. Panowie-ojcowie grzebią w samochodowych akcesoriach albo pieszczą niewiarygodne zestawy śrubokrętów, kluczy i innych męskich zabawek, bez których życie o ileż wydaje się uboższe. Zdumienie i ekstaza tym większa, im kto starszy, a więc lepiej pamięta nędzę i zgrzebność socjalistycznych sklepów pełnych... pustych półek. Dla tych ludzi to nieustanne źródło zadziwienia mnogością dóbr, ale i kłopot z wyborem: po co pięć wersji tego samego i czym one się właściwie różnią?

Panie mają swoje zakątki intymne, gdzie pod ręką delikatnie układają się tkaniny, zapachy kręcą w głowie... Towaru w wózku przybywa, albo i nie przybywa, ale spektakl trwa, podobny do świeckiej mszy polegającej na celebrowaniu chwili i pasieniu oka. Po zakupach — często — lody i kawa, choć zdarza się, iż elementem niedzielnej wyprawy staje się także obiad w barze czy restauracji, zawsze dostępnej w okolicy „świątyni”. Wszystko to składa się na czas wyjęty z codzienności, sakralny tedy w tym sensie, iż oczekiwany przez sześć postnych dni tygodnia, wypełnionego pracą i nauką. Ważne jest i to, iż do supermarketów jeździ się własnym samochodem, wspólnie ładuje towary do bagażnika i wspólnie Je również wyjmuje, by potem zapełniać dom, dzieląc dobra między jego mieszkańców.

Głosy w obronie sakralnego charakteru niedzieli są w oczywisty sposób skierowane przeciwko upowszechniającej się praktyce wykonywania w niedzielę czynności dnia powszedniego, zacierających odrębność dnia siódmego, upodabniających czas niezwykły — czas święty, do czasu powszedniego. Taka jest linia rozumowania przeciwników tej nowej praktyki życia społecznego. A jednak czegoś się w całym Problemie nie zauważa: dla ludzi współczesnych to niedziela z rodzinnymi zakupami staje się nie czym innym, jak właśnie czasem niezwykłym — karnawałem konsumowania, wydajania, przeliczania i kalkulowania. Taka jest logika przesuwania się sacrum w te rejony, które zwykliśmy wiązać jak najbardziej z profanum. W logice tej kryje się wszelako pewien paradoks.

Zjawisko karnawalizacji niedzieli jako dnia rozpasanej konsumpcji to fragment ogólniejszego procesu homogenizacji czasu, jego ujednolicania, a właściwie zamazywania się odrębności dotychczasowych podziałów i jednostek czasowych. J.T. Fraser nazwał ten proces „szarzeniem” kalendarza. Jak słusznie zauważyła znawczyni tej problematyki, Elżbieta Tarkowska: „Jesteśmy świadkami nie tylko zanikania niedzieli jako dnia i czasu szczególnego, ujednolicania czasu świętego i czasu powszedniego, ale i zanikania innych podziałów i jednostek kalendarza, które nie pełnią już dotychczasowych funkcji. Tak na przykład mocno zakorzeniony w kulturze tradycyjnej podział dobowy na dzień i noc zostaje w wieku XX zakwestionowany pod wpływem wynalazków technicznych, a przede wszystkim elektryczności. W różnych dziedzinach życia dokonuje się proces przez specjalistów określany jako kolonizacja, czyli podbój nocy”.

Na podobnym, jeśli nie analogicznym, gruncie dokonuje się także to, czego nie waham się nazwać świecką kolonizacją niedzieli i jej karnawalizacją jako dnia ostentacyjnej konsumpcji. Już tak jest, że tradycyjne sacrum religijne kojarzy się ludziom raczej z postem i wyrzeczeniami, więc tym chętniej — gdy ich stać — uciekają w złudny świat świętowania, którego nieodłącznym atrybutem jest portfel i wózek pełen zrealizowanych marzeń oraz konieczności. Kurt Vonnegut pewnie zgodziłby się, że supermarket to ważny wampeter naszego życia: „Wampeterem może być wszystko: drzewo, kamień, zwierzę, idea, książka, melodia, święty Graal. Cokolwiek jest wampeterem, członkowie karassu [tj. społeczeń­stwa — W J.B.] krążą wokół tego wspólnego środka w majestatycznym chaosie mgławicy spiralnej”. Tym samym, tyle ze okrężną drogą, wracamy do punktu wyjścia, czyli Durkheima.


*

 

Fragment książki: W. J. Burszta: Asteriks w Disneylandzie. Zapiski antropologiczne

Całą książkę można przeczytać w Otwórz książkę pod adresem:
http://otworzksiazke.pl/ksiazka/asteriks_w_disneylandzie/


Data utworzenia: 31/08/2023 @ 22:30
Ostatnie zmiany: 03/09/2023 @ 23:46
Kategoria : => Rzymskokatolicki
Strona czytana 59 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
ani-20.jpgmaori.jpgani-21.jpgani-14.jpgrwanda2.jpgani-07.jpgani-02.jpgpapua5.jpgani-10.jpgani-22.jpgani-13.jpgottana.jpgani-06.jpgbon.jpgtumbaun.jpgTschaggatta.jpgLotschental.jpgani-17.jpgmud.jpgpapua2.jpgCarnevale Ottana.jpgrwanda.jpgani-15.jpgkaro.jpgani-03.jpgMamuthones.jpgani-05.jpgani-04.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 5969561 odwiedzający

 54 odwiedzających online