Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Afryka
Ameryka
Australia i Oceania

Grecja - Wróżbiarstwo w Grecji

O WRÓŻBIARSTWIE W GRECJI — WIERZYĆ? NIE WIERZYĆ?

Żywo więc, wieszczka jakiegoś poradźmy się albo kapłana
Czy też snów wykładacza (boć także sen jest od Dzeusa),
Żeby wyjawił nam,  czemu  tak  srodze  rozsierdził  się  Fojbos...
(Homer, Iliada I 62 nn.)

Już w pierwszym literackim zachowanym dziele, w Iliadzie Homera — bohaterowie w sytuacji krytycznej, w niebezpieczeństwie zwracali się do wieszczka, wróżbity, wykładacza snów: ten, niechętnie udzielał odpowiedzi tylko w takich wypadkach, kiedy swemu panu czy władcy musiał zdradzić niemiłą lub wprost groźną dla niego tajemnicę. Wyraźnie mówi o tym Kalchas obawiając się Agamemnona:

                                    ...z miejsca swego się podniósł
Kalchas, Testorów  syn, ptasich lotów najlepszy wykładacz.
Wiedział on wszystko, co było, co jest, i co miało nastąpić.
On też okręty Achajów na Troję wiódł, bo Apollon
W jasnowidztwa wieszczego dar wyposażył go szczodrze.
Teraz chcąc pomóc Achajom, w te słowa do nich przemówił:
„Miły Dzeusowi Achilu, polecasz mi tutaj
Mówić o gniewie Fojbosa, z daleka celnego mocarza,
Powiem, jak każesz, lecz ty mi przysięgnij po dobrej rozwadze
Bronić mnie zawsze ochotnie, osłaniać mnie słowem i czynem.
Dobrze bowiem ja wiem, że władcę rozgniewam możnego,
Pana wszystkich Argiwów, którego słuchają Achaje.
Zbyt potężny jest król, gdy niższy go stanem —rozjątrzy...
Na to odparł wróżbicie Achilles o nogach polotnych:
„Dobrej bądź myśli i snadnie nam wyjaw swą wieszczą wyrocznię.
Na Apollona, miłego Dzeusowi, Fojbosa, któremu
Służysz, Kalchasie, i w jego imieniu tu nam prorokujesz,
Nikt, dopóki ja żywię i ziemię oczyma oglądam,
Nikt z Danaów nie zrobi ci krzywdy..."
 
Po tym zapewnieniu Kalchas dopiero decyduje się wyjawić przyczyny gniewu Apollina. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja Tejrezjasza, tego, „co tajniki znał ziemi i nieba" w Królu Edypie, kiedy ma odsłonić królowi straszną prawdę — iż on jest zabójcą ojca i mężem własnej matki. Dopiero pod wpływem groźby i posądzeń, że wróżbita — jest zabójcą ojca Edypa, decyduje się wyjawić prawdę o przeszłości a nawet przepowiedzieć dalsze edypowe losy:
 
  „Rzekłem, com rzec miał! Odchodzę — nie  z lęku —
Przed tobą, królu, bom nie w twoim ręku.
Lecz wiedz, że czyjej domagasz się głowy
Jako winnego śmierci Lajosowej,
Jest tu; i synem — on, obcy rzekomo —
Wnet się okaże tebańskiego domu —
Na swe nieszczęście! Bo o kiju, ślepy,
Przez dzikie błąkać się będzie wertepy
Braćmi mu własne okażą się dziatki,
On sam zaś — synem i mężem swej matki,
Zabójcą ojca i zasiewcą łanów,
Które on obsiał, Nad tym się zastanów!
A jeśli winnym okażę się błędu,
Niechaj mi za nic wróżby moje będą.
                     (Sofokles, Edyp królem 380 nn.  (Sand.)

Jak świat wielki i jak długo istnieje, zawsze i wszędzie niepokój budziły jakieś tajemne moce, usiłowano spojrzeć w przyszłość, wyjaśniać   niezwykłe — jakoby — zjawiska   przyrody,   usiłowano tłumaczyć niepokojące sny, pojawianie się „duchów" osób zmarłych. Nie inaczej było i w Grecji: wróżbici, wieszczki, wyrocznie — wszystko pod znakiem i patronatem  bóstw,  przede  wszystkim Apollina, cieszyły się zaufaniem i uznaniem, i zarówno w sprawach prywatnych jak i publicznych, państwowych szukano u nich rad i porad. Sztuka wróżbiarska — manteia — cieszyła się ogólnym zainteresowaniem i szacunkiem, ale też były różne jej poziomy. Dzisiaj, kiedy znów modną staje się parapsychologia, mogą rozpocząć się nowe badania nad antyczną manteją, ale jeżeli już w starożytności były trudności z odróżnieniem prawdy od fałszerstwa, to tym bardziej nie uda się ocenić działalności owych wróżbiarskich instytucji po wiekach, ani rozstrzygnąć, czy byli istotnie ludzie o jakichś szczególnych zdolnościach, o „szóstym zmyśle", czy też  wszyscy osławieni  „magicy"  byli po prostu  sprytnymi oszustami, stosującymi różne sztuczki szalbierzami.

Pliniusz Starszy, korzystając oczywiście z różnych źródeł, które znów swój początek mają zapewne w epoce hellenistycznej, kiedy to usiłowano odszukać wynalazców każdego zjawiska, podaje (nie licząc się z tym, że źródła te sięgają do mitów), że „wróżby z lotu ptaków wymyślił Kar, od którego wzięła nazwę Karia - wróżby z innych zwierząt dodał Orfeusz, wróżby z wnętrzności zwierząt ofiarnych — Delfos, wróżenie z ognia — Amfiaraos, wróżenie z wnętrzności ptaków — Tebańczyk Tejrezjasz, objaśnianie dziwnych zjawisk i snów — Amfiktion" (Hist. Nat. VII 202). Dane te mogą jedynie wskazywać na pochodzenie sztuki wróżenia. Tak powołanie się na pochodzenie wróżb z lotu ptaków z Karii, wskazuje, że Grecy przyjęli ten rodzaj wróżb ze wschodu; imiona innych  „wynalazców" łączą  się przeważnie  z bogiem  wyroczni i wróżb, Apollinem; Delfos — syn Apollina, któremu przypisywano założenie wyroczni w Delfach; Amfiaraos — również syn Apollina, czczony jako heros w Beocji; Amfiktion — miał zorganizować radę Amfiktionii delfickiej; najprawdopodobniej imię to wyprowadzono od amfiktionii"; już bowiem w Grecji archaicznej amfiktiones — państewka sąsiadujące z Delfami — stworzyły ośrodek religijny, ustalając zasady zapewnienia gminie delfickiej niezależności i neutralności, co zapobiegało zawładnięciu skarbami świątyni przez dalszych sąsiadów i wykorzystywaniu jej wpływów, które były niemałe i odgrywały wielką rolę w życiu politycznymi państw greckich.             
                                     
Kto był, czy mógł być wróżbitą, jeżeli odrzucimy określenie przypisywane im: „syn Apollina?" Wieszczek, wróżbita — mantis, nie musiał posiadać jakiegoś wrodzonego daru przewidywania, zdolności wyjaśniania niezwykłych zjawisk, odczytywania wróżb z różnych znaków czy zachowania się stworzeń, lecz musiał mieć odpowiednie wykształcenie formalne, i wiadomości z wielu dziedzin, potrzebnych przy wykonywaniu obrzędowych czynności. Zawód ten pozostawał w jednej rodzinie, był przekazywany z pokolenia na pokolenie. Zasadniczo dzielono wróżenie na naturalne — atechnos, polegające na wyjaśnieniu zjawisk zsyłanych jakoby przez bogów, a więc interpretacja snów czy' wyjaśnianie pojawiania się zjaw, duchów zmarłych itp. i wróżenie sztuczne — entechnos, które polegało na odczytywaniu wróżby z różnych, ustalonych daną gałęzią wróżenia znaków. Wróżbici mieli pewne ustalone sposoby odczytywania tych znaków, ale mogli także dowolnie je interpretować, i niewątpliwie dopuszczali się nieraz fałszowania wróżb. Wróżenie sztuczne obejmowało różne metody i sposoby: 
                                                                   
ornitomanteja — wróżenie z lotu ptaków wieszczych (wieszcz — mantikos); pojawienie się jednych ptaków uważano za wróżbę pomyślną, jak tych, które były związane z jakimś bóstwem, np. orzeł — był posłańcem Zeusa, kruk — Apollina, sowa, wrona — Ateny itp. i te przynosiły dobrą wróżbę. Były jeszcze i okoliczności, w których znak zmieniał swe znaczenie. Pojawienie się sowy w dniu ślubu zapowiadało nieszczęście. Zależało także, z której strony ptaki się pojawiały; wróżbita znał także nasilenie głosu ptaków, gdyż i ono miało jakieś, wróżbicie tylko znane, znaczenie.
alektryomanteja — wróżenie z zachowania się kur przy jedzeniu.
ichtyomanteia — zasadniczo były to wróżby z zachowania się ryb w wodzie, ale rozszerzano ten rodzaj wróżenia na inne stworzenia: węże, jaszczurki, myszy, pająki i inne.
hieroskopia — wróżenie z wnętrzności zwierząt; wróżbita potrafił odczytać na nich szczególne znaki dane przez boga; szczególnie ważną była tu wątroba.
pyromanteja — wróżono ze sposobu palenia się drewna, z płomieni, kierunku, w jakim unosił się dym itp.
hydromanteja — wróżono z wody; odbywały się te wróżby przy źródłach, obserwowano ruchy kawałków drewna lub włosów, które wrzucano do wody, albo w domu wrzucano do miski z wodą, niekiedy zmieszanej z mlekiem, różne przedmioty i pomyślny lub niepomyślny znak zależał od tego, czy te przedmioty utrzymywały się na wodzie czy tonęły.          
meteoromantęja — wróżenie ze znaków atmosferycznych (błyskawice, grzmoty itp.).
kledonomanteja — obserwowano odruchy człowieka, poszczególne słowa, a nawet — dzwonienie w uszach lub kichnięcie.
kleromanteja — wróżenie z ruchów przedmiotów, z ruchów kosza zawieszonego lub pierścienia zawieszonego na nitce (sposób znany i dzisiaj), a także z kostek do gry.
chiromanteja — która utrzymała się do dnia dzisiejszego — wróżenie z linii dłoni; i dzisiaj mamy chiromantów i chiromantki.
arytmomanteja — wróżenie z cyfr, liczb, z ich układów; początki kabalistyki, której korzenie tkwiły w Babilonii; Horacy przecież przestrzegając adresatkę pieśni, by nie starała się poznać przyszłości mówi: „nie badaj liczb babilońskich". Były cyfry szczęśliwe — jak siódemka, liczba Apollinowa a potem pitagorejska, a także trójka i dziewiątka. O stosunku starożytnych do „trzynastki" — nic nie wiemy.

Główną gałęzią wróżb naturalnych było wyjaśnianie snów, onejromanteja — które przyszło podobno z Egiptu i przetrwało do wieku dwudziestego, oraz — również nieobca późniejszym wiekom — sztuka wywoływania duchów poprzez magiczne zaklęcia przy grobie zmarłego. Wróżbita — dowiadywał się od ducha o przyszłości osoby zainteresowanej i potem przekazywał jej zebrane wiadomości od mieszkańca zaświatów.

Szerszy zasięg miały wyrocznie, które były przy świątyniach, głównie Apollina, do których zwracano się i w sprawach prywatnych osobistych, ale także w sprawach państwowych; wysyłano nawet do wyroczni oficjalne poselstwa. Najstarszą grecką wyrocznią była wyrocznia Zeusa w Dodonie, gdzie kapłani formułowali wróżby wsłuchując się w szum liści dębu świętego, w szum wody źródła u stóp dębu i w odgłosy, dźwięki brązowej misy, ustawianej w pobliżu na kolumnie. Obok, na drugiej kolumnie był posążek chłopca, uderzał w nią prętem, który poruszał się pod wpływem podmuchu wiatru. Z tonów, jakie się odzywały, potrafili kapłani odczytać wróżbę.

Najsłynniejszą, nie tylko w Grecji, była wyrocznia w Delfach z wieszczką-kapłanką Pytią. W początkach powierzano tę funkcję młodej dziewczynie, z czasem przejęły ją kobiety starsze; wybierano na Pytię kobietę pięćdziesięcioletnią, pochodzącą z zacnej rodziny, występowała jednak dla zachowania tradycji podczas pełnienia swych obowiązków w strojach, jakie nosiły młode dziewczęta. Pytania zadawano kapłanom, ustnie lub na piśmie, te z kolei oni przedstawiali Pytii. Przed udzieleniem odpowiedzi obowiązywał Pytię post i rytualna kąpiel w źródle Kastalskim. Następnie zasiadała na trójnogu, odurzana dymem palonych liści wawrzynu — lauru, a więc drzewa poświęconego opiekunowi wyroczni — Apollinowi. Tradycja przekazuje, że w trans wprowadzały ją także skalne wyziewy, wydobywające się ze szczeliny, która była w podziemiu świątyni. Pytia, będąc w transie, wypowiadała urywane, nie zawsze zrozumiałe zdania, a kapłani układali z nich odpowiedzi, układając je w rytmie heksametru. W epoce hellenistycznej udzielano odpowiedzi w prozie. Oczywiście w wielu wypadkach, zwłaszcza gdy chodziło o sprawy państwowe czy społeczne, kapłani odpowiednio dostosowywali odpowiedzi do sytuacji dobrze im znanej: mieli bowiem rozrzuconą własną służbę informacyjną i orientowali się dobrze w sytuacji politycznej i stosunkach społecznych.

Działała także wyrocznia boga Asklepiosa w Epidauros, o niej jednak mówimy tam, gdzie jest mowa o medycynie i lecznictwie. Obok oficjalnych, uznanych i szanowanych, wieszczków i wróżbitów pojawiali się ludzie obdarzeni jakoby szczególnym darem jasnowidzenia, robienia cudów itp. i wtedy powstawała trudność odróżnienia człowieka, który istotnie posiadał jakieś szczególne zdolności, od cudotwórcy — szalbierza. Ciekawą postacią był Apolloniusz z Tyany, filozof, jakoby cudotwórca, żyjący w czasach cesarstwa rzymskiego, uznawany przez niektórych za pośrednika między bogami i ludźmi. Apolloniusza otaczała legenda, w której trudno oddzielić prawdę od fantazji. Faktem jest, że był to człowiek wykształcony, autor dzieł filozoficznych, m.in. pisał O wróżbach, O wyroczniach. Dzieła Apolloniusza nie zachowały się, tylko tytuły wymienia księga SUDA. Natomiast zachował się żywot Apolloniusza pióra Filostrata (II/III wiek n.e.); autor mówi o nadprzyrodzonych zdolnościach Apolloniusza, który mówił kilkoma językami, chociaż się ich nigdy nie uczył, chodził po wodzie, latał w powietrzu, wskrzeszał zmarłych itp. Może więc Apolloniusz wykorzystywał swą wiedzę i używał jakichś „sztuczek", by zyskać sobie popularność, gdyż Lukian w dialogu Aleksander albo rzekomy prorok mówi wprost o „szalbierstwach" Apolloniusza z Tyany. Lukian wspomina Apolloniusza, ponieważ bohater jego dialogu, ów Aleksander, kształcił się i wychowywał u jakiegoś „lekarza-kuglarza", jak go Lukian nazywa, który był w bliskich stosunkach z cudotwórcą — szalbierzem Apolloniuszem. Aleksander, o którym pisze Lukian, w szalbierstwach przeszedł mistrzów, a w każdym razie nic nie miał wspólnego z zainteresowaniami filozoficznymi. Aleksander znalazł godnego siebie wspólnika, a „kiedy — pisze Lukian — zeszły się ze sobą dwa śmiałki... do łotrostw pochopne, wykombinowali sobie bez trudu, że życiem ludzkim ci dwaj władają tyrani: Nadzieja i Strach, i że kto jedno i drugie wyzyskać potrafi w krótkim bardzo czasie do bogactw dojść może. Wiedzieli oni, że... zarówno dla bojącego się, jak i dla spodziewającego się znajomość przyszłości w najwyższym stopniu potrzebna jest, i pożądana, że w ten sposób i Delfy kiedyś porosły w bogactwa, i Delos, i Klaros, gdyż ludzie przez tyranów — Nadzieję i Strach — nękani świątynie te tłumnie nawiedzali, tu o przyszłość dowiedzieć się pragnęli i w tym celu hekatomby składali, złote szaty w ofierze znosili..." (Aleksander albo rzekomy prorok 8).

.„Charakter owego Aleksandra — jak pisze Lukian dalej — był najdziwniejszą mieszaniną kłamstw, podstępów, krzywoprzysięstw, matactw; lekkomyślny, śmiały, ujmujący, budzący zaufanie, umiejący zręcznie maskować się... To pewne, że nie było człowieka, który by pierwszy raz zetknąwszy się z Aleksandrem, nie rozstał się z nim z przekonaniem, że jest to najzacniejszy z ludzi, najskromniejszy, a także najprostszy i bezpretensjonalny". Czyż nie są to cechy stałe, które utrzymały się poprzez wieki przy spryciarzach-oszustach?

Lukian szczegółowo opisuje szereg szalbierstw Aleksandra. Opisy te świadczą o bezgranicznej naiwności ludzkiej, która jest trwała i  niezniszczalna.  Oto kilka sztuczek Aleksandra.  Chcąc zwrócić na siebie uwagę tłumów, odrywał rolę nawiedzonego świętym szałem, co na widzach robiło wrażenie czegoś nadnaturalnego, w takim udanym ataku toczyła mu się z ust piana; typowy objaw ataku, ale wywoływał ten efekt sztucznie „żując korzeń rośliny farbiarskiej, strution": Ale urządzał i większe widowiska. Tak np. zrobił przy pomocy swoich wspólników głowę węża tak skonstruowaną, że wysuwał się z niej język — za pociągnięciem włosienia.  W nocy, w fundamentach budowanej świątyni gdzie był jakiś zbiornik wody, zanurzył w niej wydmuchane gęsie jajo, do którego włożył małego ledwo wylęgłego węża. Następnego dnia wpadł na rynek, z rozwianym włosem, nagi, tylko z przepaską złotą na biodrach, wszedł na ołtarz i wezwał ludzi, żeby przyjęli nowego boga, którym miał być uzdrawiający Asklepios. Na oczach tłumu wziął naczyńko, zanurzył je w wodzie, wydobył jajko, głosząc, że już ma Asklepiosa. Zgniótł jajko i pokazał wszystkim na dłoni  małego  węża — jak  wiadomo  poświęconego  Asklepiosowi. Wystarczyło to, by tłum oszołomiony uwierzył w cudotwórcę i jego kontakty z bogami. Po kilku dniach pokazywać miał już przygotowanego  sztucznie  wykonanego  węża,  którego  głowie  nadal nieco rysów ludzkich i głosił, iż to tamten znaleziony wąż tak szybko urósł. „A teraz — pisze Lukian — wyobraź sobie izdebkę maleńką, nie bardzo jasną, i napływający tłum ludzi podnieconych, przerażonych i nadziejami oszołomionych! Czyż nie musiało się im przy wchodzeniu do wnętrza czymś cudownym wydawać, że z małego co dopiero gada w ciągu kilku dni tak ogromny wyrósł wąż, i to o twarzy ludzkiej, łaskawy!... Przedstawienie takie nie raz jeden, ale kilkakrotnie podobno ohydny ten człowiek urządzał, zwłaszcza, gdy jacyś bogacze świeżo się pojawili". Występował również ów Aleksander w roli wyroczni: zbierał pytania wypisane na tabliczkach, zawiązanych i opieczętowanych. Miał sposoby, by pieczęć nieuszkodzoną usunąć i z powrotem nałożyć, więc też zainteresowani zastanawiali się: „Skąd by on mógł znać to, co ja mu dałem starannie ubezpieczone trudnymi do podrobienia pieczęciami, gdyby nie był naprawdę wszystkowiedzącym bogiem? Wyznaczona też była taksa za każdą wyrocznię: drachma i dwa obole. A nie myśl, że była ona niska, a dochód z tego mały. Dochodził on siedemdziesięciu do osiemdziesięciu tysięcy drachm rocznie, gdyż ludzie tak byli nienasyceni, że po dziesięć i po piętnaście zamawiali odpowiedzi. Aleksander wykazał także zdolności organizacyjne, gdyż — czytamy dalej — „zbierając zaś gotówkę, nie obracał jej jedynie na swój użytek ani też nie gromadził skarbów, lecz miał już wielu współpracowników, pomocników, agentów, układaczy proroctw, archiwistów, sekretarzy, urzędników i każdemu odpowiednią płacił pensję".

Aleksander działał na terenie Jonii, Cylicji, Paflagonii, Galacji, ale dotarł także do Italii i do Rzymu, gdzie miał odwagę urządzać „dla wtajemniczonych" nawet uroczystości związane z imieniem bogów Apollina, Asklepiosa i innych. Uroczystość otwierało wezwanie Aleksandra: „Jeżeli jakiś niedowiarek, chrześcijanin lub epikurejczyk przyszedł szpiegować obrzędy tajemne, niech się stąd zabiera, wierni zasię niechaj dla swego dobra biorą udział w świętych obrzędach boga!" Po czym następowało wypędzanie, które on inicjował słowami: „Precz z chrześcijanami"! A tłum wtórował mu krzykiem: „Precz z epikurejczykami". Uroczystości, na które  składały się widowiska przedstawiające sceny z życia bogów, trwały kilka dni. A dalej czytamy u Lukiana: „Bezczelności nielada ze strony Aleksandra czyż i to nie jest poważnym dowodem, że zwrócił się do cesarza z żądaniem zmiany nazwy Abonuteichos na Jonopolis i wybicia nowej monety, przedstawiającej z jednej strony Glykona, a z drugiej Aleksandra z godłem dziada jego Asklepiosa..." Istotnie za rządów Werusa (od r. 161 n.e.) wybijano monety z napisem JONOPOLEITON I GLYKON! a podobizna węża z głową ludzką utrzymywała się na monetach do III wieku n.e.

Przepowiedział sobie Aleksander, że żyć będzie sto pięćdziesiąt lat, a zginie od pioruna. I ta jego przepowiednia nie spełniła się, gdyż zmarł w wieku siedemdziesięciu pięciu lat; śmierć jego uczcili jego zwolennicy i wielbiciele igrzyskami pogrzebowymi'. Poza wiarą we wróżbitów, wieszczków, wyrocznie — oficjalnie przez religię i państwo uznane i nawet nakazane, poza wiarą w cuda dokonywane przez szalbierzy — cudotwórców w rodzaju przedstawionego tu Aleksandra, która tłumaczy się psychologią tłumu,, pozostaje jeszcze zabobonność, często ludowa, lokalna, przechodząca z pokolenia na pokolenie wiara w moc uniknięcia nieszczęścia przez unikanie jakichś znaków albo przez zapobieganie im w naiwny, prymitywny sposób. I znowu możemy stwierdzić, zabobon jest wieczny, zabobon nie umiera. Teofrast ów doskonały znawca ludzi wśród różnych „charakterów" przedstawia i człowieka zabobonnego. Jest to ciekawy dokument, bo także dzięki niemu możemy stwierdzić, że coś niecoś przetrwało z tych zabobonów... do wieku XX.

U Greków złą wróżbą było, gdy przebiegła drogą łasica, w wieku dwudziestym zastępuje ją — kot; Grecy uważali za feralny czwarty i dwudziesty czwarty dzień miesiąca (prawdopodobnie nie wszędzie), w naszych czasach niektórzy unikają trzynastki. A o takich właśnie zabobonach pisze Teofrast: „Bez wątpienia uważać można zabobonność za lęk przed czynnikami nadprzyrodzonymi. A człowiek zabobonny to ktoś taki, kto np. w Święto Dzbanów po umyciu rąk i pokropieniu się wychodzi z świątyni z gałązką laurową w ustach i tak spaceruje cały dzień. Jeśli mu łasica przez drogę przebiegnie, nie ruszy się z miejsca, dopóki ktoś inny go nie wyminie albo dopóki trzech kamieni na drogę nie rzuci. Zobaczył węża w domu: jeśli to wąż brunatny, Sabadzajosa wzywa, jeśli zaś wąż święty, natychmiast stawia w tym miejscu ołtarz. ...Niech no mysz przegryzie dziurę w worku z mąką, już śpieszy do wróżbity, pyta, co ma robić. A skoro ten mu radzi, żeby dał worek załatać do rymarza, nie chce słuchać, tylko pędzi składać przebłagalną ofiarę. ...Kiedy gdzieś w drodze usłyszy wołanie sowy, przerażony „Atena potężniejsza" woła i uchodzi. A kiedy mu się coś przyśni, pędzi do wykładaczy snów i do wieszczków, i do tych, co z lotu ptaków wróżą, i zadręcza ich pytaniami, do którego boga się modlić albo bogini. ...Na widok obłąkanego lub epileptyka otrząsa się j spluwa w fałdy płaszcza" (Teofrast, Charaktery XVI).

fragment książki:
Lidia Winniczuk Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu
 

Data utworzenia: 26/01/2012 @ 20:56
Ostatnie zmiany: 28/05/2012 @ 01:57
Kategoria : Grecja
Strona czytana 1675 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 

Reklama

 
Trzecie Oczko
budda-0-h.jpgbudda-0-ss.jpgbudda-0-d.jpgbudda-0-e.jpgbudda-0-baby.jpgbudda-0-m.jpgbudda-0-06-f.jpgbudda-0-a.jpgbudda-0-i.jpgbudda-0-k.jpgbudda-0-tt.jpgbudda-0-lotos.jpgbudda-0-6.jpgbudda-0-b.jpgbudda-0-w.jpgbudda-0-f.jpgbudda-0-u.jpgbudda-0-s.jpgbudda-0-14-s.jpgbudda-0-c.jpgbudda-0-g.jpgbudda-0-t.jpg
Reklamówka
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij - Japonia

Zamknij BAHAIZM

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 2151166 odwiedzający

 26 odwiedzających online