Religioznawstwo
Zagadnienia Religijne
Europa Pogańska
Azja
Hinduizm i odłamy
Judaizm i odłamy
Chrześcijaństwo i odłamy
Islam i odłamy
Ameryka
Australia i Oceania

=>> ART. PRZEKROJOWE - Religia w Holandii w XX w.

Religia w Holandii w latach 70 XX wieku

Nieuwe Kerk Nieuwe Kerk (Nowy Kościół) - Amsterdam Na pojęcie „zuilen”, co oznacza dosłownie „filary” czy też „kolumny”, natrafiałem na każdym kroku od pierwszych chwil pobytu w Holandii. Nie idzie tu zaś o pojęcie z dziedziny architektury, lecz o niezwykle ważne i bardzo dziwne zjawisko społeczne.

Już w dru­gim dniu pobytu dowiedziałem się od sprzedawczyni, że sklep, w którym kupowałem owoce, jest sklepem katolickim; ale słownik holendersko-angielski kupiłem, jak się okazało, w księgarni protestanckiej. Fryzjer oznajmił mi, że jest „humanistą”. Również dentysta zadeklarował się jako „humanista”. U pierwszego ozna­czało to jednak, że jest socjalistą, u drugiego, że jest liberałem; u obu, że nie są wierzący.

Uruchomiwszy po raz pierwszy w niedzielę aparat radiowy, wysłuchałem w niewielkich odstępach czasu, na tej samej fali, dwu nabożeństw protestanckich i jednego katolickiego.

Zawarłem znajomości z wielu uczonymi holenderski­mi; byli wśród nich profesorowie uniwersytetu prote­stanckiego, tzw. „Wolnego” (Vrije Universiteit) w Am­sterdamie i uniwersytetu katolickiego w Nijmegen. Wśród bliskich moich znajomych był także profesor B. — mający katedrę na drugim uniwersytecie amster­damskim, wówczas jeszcze municypalnym, następnie państwowym, a więc nie bazującym na kryteriach re­ligijnych. Prof. B. był człowiekiem rozsądnym i po­ stępowym. Podczas jednego ze spotkań stwierdziłem, że jest bardzo smutny. Zapytany o przyczynę smutku powiedział, że jego trzydziestoletni syn, lekarz, zarę­czył się. „Jest to chyba powód do radości?” — zapy­tałem. „Tak — odpowiedział profesor — teoretycznie tak. Dziewczyna jest młoda, ładna, przyzwoita, gospo­darna, z dobrej rodziny; kocha mego syna i on ją ko­cha. Ale, jak) pan wie, my jesteśmy protestantami, a dziewczyna katoliczką. Takie mieszane małżeństwo nie prowadzi do niczego dobrego. Młodzi wychowani są w różnych tradycjach, różnie patrzą na świat; gdy przyjdą na świat dzieci, powstanie skomplikowany pro­blem, w jakiej religii je wychowywać". W kilka miesięcy później profesor B. powiedział mi z nie ukrywanym zadowoleniem, że narzeczeni posta­nowili się rozejść, zresztą w najlepszej zgodzie i bez wzajemnych pretensji.

Kilka powyższych przykładów i obserwacji, które mógłbym zresztą dowolnie mnożyć, wskazują na rolę religii jako czynnika społecznego — czy też może, uj­mując rzecz dokładniej, jako czynnika podziału spo­łecznego. Ten właśnie podział społeczeństwa według kryteriów religijnych określa się jako „zuilen”.

Jeszcze dziesięć lat temu bez wahania przedstawił­bym system filarowy w życiu społecznym w sposób następujący:

Środowisko, w którym obraca się mieszkaniec Holan­dii przez całe życie, określa w zasadzie jego religia — czy też brak religii. Jeżeli rodzi się w rodzinie kato­lickiej, to obecna będzie katolicka akuszerka; pójdzie do katolickiego przedszkola a potem do katolickiej szkoły; jeżeli pójdzie na uniwersytet, będzie to — za­pewne — uniwersytet katolicki. Jest wysoce prawdo­podobne, że dokonywać będzie wszelkich zakupów u współwyznawców. Działalność polityczną czy społecz­ną, jeżeli będzie miał do niej skłonności, rozwinie w katolickiej partii politycznej, katolickim związku zawodowym, w zrzeszającym współwyznawców stowa­rzyszeniu kulturalnym. Sport uprawiać będzie w ka­tolickim klubie. Czytać będzie prasę katolicką, słuchać będzie katolickich transmisji radiowych, oglądać kato­lickie programy telewizyjne. I leczyć się będzie u le­karza — współwyznawcy.

Obok „filaru” katolickiego istnieje „filar” protestan­cki (a ściśle rzecz biorąc grupa „filarków” składają­cych się na ten filar), wreszcie filar zwany „neutral­nym” czy też „humanistycznym”, również bynajmniej nie jednolity, bo obejmujący co prawda ludzi niewie­rzących, ale o różnych przekonaniach politycznych.

W latach siedemdziesiątych wyznaniowe kryteria po­działu istnieją jeszcze i wywierają głęboki wpływ na życie niemal każdego Holendra — ale są one mniej wyraziście zarysowane i wydają się mniej trwałe, niż jeszcze lat temu dziesięć czy piętnaście. Dzisiaj nie jest już pewne, że Holender urodzony w rodzinie katolic­kiej całe swe życie spędzi w cieniu katolickich insty­tucji, chociaż nadal prawdopodobieństwo takie jest nie­małe; to samo można powiedzieć o holenderskim pro­testancie.

Podziały według kryteriów filarowych prowadzą czę­sto do skutków o charakterze dla postronnego obser­watora groteskowych: do istnienia protestanckiego związku hodowców kartofli, katolickiego zrzeszenia ho­dowców kóz czy też neutralnego stowarzyszenia fila­telistów.

Podziałowi społeczeństwa według kryteriów religij­nych, a szczególnie utrwaleniu głównej linii podziału między katolikami a protestantami, sprzyja ta okoliczność, że grupy religijne nie są równomiernie rozmie­szczone na terenie całego kraju.

W okresie reformacji protestantyzm szybciej przyj­mował się w miastach, niż po wsiach. Jeszcze obecnie dość duże obszary wiejskie na terenie właściwej Ho­landii są katolickie. Nad morzem wszędzie przeważają protestanci, bo warunki wodno-terenowe, stałe zagro­żenie przez żywioł wodny, trudności komunikacyjne leżały u podstaw partykularyzmu i związanych z nim właściwości psychicznych, stanowiących podatną glebę dla protestantyzmu. W południowych prowincjach: Limburgii i Północnej Brabancji, ponad 90% ludności wyznaje katolicyzm: w prowincjach Fryzja, Groningen i Drenthe katolicy stanowią 7—8%, w pozostałych pro­wincjach 1/4 do 1/3 ogółu ludności.

Liczba katolików wzrastała stale w latach 1920—1960, osiągając w punkcie szczytowym 41%. Według spisu z dnia 23.11.1971 r. wynosiła już tylko 33%. Spa­dła również liczba wyznawców dwóch głównych koś­ciołów protestanckich — wynosi ona według ostatniego spisu 30%. Gdy na początku tego wieku było w Ho­landii tylko 2% oficjalnie bezwyznaniowych — jest ich obecnie ponad 20%.

Przyczyny podziału społeczeństwa według kryteriów religijnych szukać należy w historii Holandii.

Punkt wyjściowy stanowią długotrwałe walki reli­gijne, przeplatające się z walką o wyzwolenie narodo­we. Chociaż w walkach przeciwko Hiszpanom brali udział także katolicy, to jednak przywódcami byli pro­testanci, a na katolikach długo jeszcze ciążył cień wy­znaniowego związku z okupantem hiszpańskim. Fakt ten pozostawił trwałe, dostrzegalne ślady w psychice Holendrów — zarówno protestantów, jak katolików.

Drugą przyczyną roli religii była wspomniana już wałka o szkoły religijne, tocząca się przez lat kilka­dziesiąt. Liberałowie dążąc do utrwalenia jednolitej, nie związanej z żadną religią szkoły państwowej, spychali na drugi plan szkoły religijne. Przyczynili się w ten sposób do scementowania powstających partii I | charakterze religijnym oraz do zbliżenia między zwalczającymi się dotychczas katolikami i protestan­tami. Przedstawiciele obu religii domagali się równo­uprawnienia i subsydiowania przez państwo szkół, w których dzieci byłyby wychowywane w takiej sa­mej atmosferze religijnej, jaka panowała w ich domach rodzinnych. W r. 1889 partiom konfesjonalnym udało się uzyskać subsydia państwowe dla szkół wyznanio­wych, a w r. 1917 całkowite zrównanie tych szkół z państwowymi.

Występując wspólnie przeciwko liberałom, katolicy i protestanci nie zamierzali bynajmniej zacierać dzielą­cych ich różnic. Jedni i drudzy uważali, że należy od siebie oddzielać dzieci różnych wyznań. To dążenie do „apartheidu” szkolnego w miarę wzrostu wpływów partii politycznych rozszerzało się i na inne dziedzi­ny. Każdy kościół dążył bowiem do ochrony wier­nych przed wpływem innych religii i obcych idei. Konfesjonalne partie polityczne uważały wszechstron­ne organizowanie swoich zwolenników na bazie reli­gijnej za środek umocnienia swych wpływów.

Tak więc na bazie konfesjonalnej, a także na bazie odwrotu od religii, powstawały w Holandii związki zawodowe, kasy samopomocy, towarzystwa dobroczyn­ne itp. itd. Również ochrona zdrowia bazuje w Holandii na sy­stemie filarowym. W tej dziedzinie istnieją różne „krzyże”. W Biało-Żółtym Krzyżu zrzeszonych jest prawie milion katolików, w Pomarańczowo-Zielonym około 350 tysięcy protestantów. Zielony Krzyż służy „neutralnym” Holendrom, których w tej organizacji jest około 1 milion 700 tysięcy. Wreszcie Czerwony Krzyż spełnia rolę odpowiadającą w przybliżeniu na­szemu pogotowiu ratunkowemu.

*

Oude Kerk Oude Kerk (Stary Kościół)- Amsterdam
najstarszy kościół parafialny w mieście
Okres przełomu w filarowym systemie zdawała się stanowić II wojna światowa. Podzielony według linii wyznaniowych naród zjednoczył się dość ściśle w ob­liczu wspólnego niebezpieczeństwa. W ruchu oporu znaleźli się obok siebie ludzie różnych wyznań i nie­wierzący. Nagle uświadomiono sobie, że współpraca z ludźmi innych religii jest w ogóle możliwa. Narastała świadomość, że to doświadczenie może być pożyteczne także potem, gdy minie totalne zagrożenie. Po wojnie jednakże, mimo pewnych zmian w życiu politycznym, będących wyrazem dążenia do „doorbraak” (przełomu) nie doszło do obalenia systemu filarów.

Dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęły się ryso­wać objawy jeżeli nie pełnego przełomu, to w każ­dym razie osłabienia systemu filarowego. Powstała i    rośnie kontestacja przeciwko tradycyjnym okowom życia społecznego. Tracą więc wpływy partie politycz­ne bazujące na kryteriach religijnych, zacierają się różnice między opierającymi się na tychże kryteriach centralami związków zawodowych, kruszą się i sypią ściany i mury, dzielące społeczeństwo.

Niektórzy obserwatorzy mówią o „rewolucji kultu­ralnej”, mającej polegać na przełamywaniu różnic i tradycji religijnych. Przyczyn tego zjawiska szuka się we wzroście zamożności, w podniesieniu poziomu wy­kształcenia, w środkach masowego przekazu — zwła­szcza zaś w radiu i telewizji — przełamujących od­wieczne bariery, pokazujących, jak żyją i myślą inni ludzie, i podkopujących tym samym fundamenty prze­konania o wyższości własnego sposobu myślenia i własnej drogi życiowej.

Holenderskie „trzęsienie ziemi”, pod wpływem któ­rego filary zaczęły drgać i pękać, rozpoczęło się dopie­ro w kilkanaście lat po zakończeniu wojny. Najcie­kawsze jest przy tym, że wstrząsy zaczęły się od samej bazy filarów — od kościołów.

*

Obecny ferment w kościele katolickim w Holandii przyciąga uwagę świata. Aby jednak zrozumieć teraź­niejszość, trzeba jeszcze na chwilę cofnąć się do prze­szłości.

Przez długi czas katolicy byli w Holandii dyskrymi­nowaną mniejszością. Dwie południowe prowincje w Republice o większości katolickiej rządzone były jak kolonie. Po upadku Republiki katolicy znaleźli sprzymierzeńców w liberałach. Konstytucje z lat 1798 i 1848 zapewniały im swobody religijne i prawa oby­watelskie. Była to jednak na razie tylko teoria — zdo­bycie faktycznego równouprawnienia nie było łatwe.

Jeszcze w r. 1871 wśród wyższych urzędników pań­stwowych było zaledwie 6,5% katolików. W r. 1900 na 220 profesorów uniwersyteckich było 2 katolików. W tymże czasie stanowili katolicy tylko 7,1% ogółu studentów na uniwersytetach. Katolik został premie­rem po raz pierwszy w r. 1918.

Przez cały wiek XVIII i część wieku XIX Holandia była dla Watykanu terenem misyjnym, zarządzanym bezpośrednio przez Stolicę Apostolską. Dopiero Pius IX w r. 1853 utworzył holenderską prowincję koś­cielną z pięciu biskupstwami; niemniej jeszcze do r. 1909 kościół holenderski podlegał Kongregacji Krze­wienia Wiary.

Chociaż dzisiaj równouprawnienie katolików jest pełne, socjologowie utrzymują, że w psychice tej gru­py ludności pozostały cechy właściwe każdej dyskry­minowanej grupie ludności: nieufność wobec władz państwowych; większa skłonność do interesów niż do urzędów.

Jeszcze do niedawna katolicy holenderscy uważani byli za szczególnie reakcyjnych. Interwencja biskupów na początku XX wieku zapobiegła rozwojowi wspól­nych, katolicko-protestanckich związków zawodowych.

Nie tak dawno, bo w r. 1954 biskupi wydali słynny list pasterski do wiernych, apelujący o zwarcie szere­gów we wszystkich dziedzinach, również w ideologicz­nej. List nie zakazywał co prawda przynależności do określonych partii politycznych — poza partią komuni­styczną — ani też głosowania na ich listy, ale pod­kreślał konieczność zachowania katolickiej jedności, potępiał liberalizm, socjalizm, komunizm; wzywał da­lej katolików do uczestnictwa w organizacjach społecz­nych „utworzonych dla nich”; zakazywał, pod groźbą ekskomuniki, uczestnictwa w socjalistycznych związ­kach zawodowych, regularnego uczestnictwa w zebra­niach socjalistycznych, regularnego czytania gazet so­cjalistycznych, słuchania socjalistycznego radia. List ten natrafił na opory wśród samych katolików, którzy uważali, że wskazuje on im drogę powrotną do getta społecznego. Do dyskusji włączyła się Partia Pracy, zaprzeczając z oburzeniem, jakoby była ona wrogiem kościoła. I mimo nakazu biskupów liczni katolicy po­zostali członkami organizacji socjalistycznych.

W r. 1958 biskupi wystosowali list do wszystkich podległych kościołowi instytucji nakazujący: wszelkie roboty budowlane winny być kierowane przez katoli­ckich architektów, wykonywane przez przedsiębior­ców zorganizowanych w katolickich stowarzyszeniach; w miarę możliwości należy zatrudniać tylko robotni­ków należących do katolickich związków zawodowych. List kończył się ustępem: „Mamy nadzieję, ze także władze innych katolickich instytucji, które nie są przed nami odpowiedzialne, będą przestrzegać tych warun­ków”.

Sytuacja jednak poczęła się zmieniać. W okresie przygotowań do Soboru powstały w Holandii liczne grupy dyskusyjne katolików. Była to zapowiedź potęż­nej fali dyskusji, która na przestrzeni mniej więcej ostatnich dziesięciu lat ogarnęła całą społeczność ka­tolicką w Holandii.

Na Soborze biskupi holenderscy z kardynałem Alfrinkiem na czele odegrali poważną rolę reformator­ską.

Siły reformatorskie w kościele holenderskim doma­gają się obecnie: zniesienia celibatu księży; uniezależ­nienia kościołów krajowych od Watykanu; reformy liturgii; modernizacji kościelnej doktryny społecznej, aby „wypowiedziała się przeciwko złu istniejącemu wewnątrz systemu kapitalistycznego”; rozpatrzenia możliwości reformy prawa kanonicznego odnośnie nie­rozerwalności małżeństwa; uznania prawa wiernych do stosowania środków antykoncepcyjnych. Nie brak gło­sów za dopuszczeniem przerywania ciąży, „nie tylko ze względów medycznych, ale także ze względów spo­łecznych”.

Sztandarową postacią reformatorów jest dominika­nin O. Schillebeeckx, profesor teologii na uniwersyte­cie w Nijmegen.

Kamieniem probierczym jest w pewnym sensie kwe­stia celibatu. Z ankiet przeprowadzonych przez holen­derski instytut badania opinii publicznej wynika, że 70—80% katolików holenderskich wypowiada się jeżeli nie bezwarunkowo za zniesieniem celibatu, to za jego złagodzeniem. W rozumieniu kół postępowych idzie náe tyle o zniesienie celibatu, ile o nadanie mu charakteru dobrowolnego. Praktyczni Holendrzy po­wołują się przy tym na statystyki, ujawniające groź­bę braku chętnych do zawodu księdza. Gdy jeszcze w r. 1950 przyjęło święcenia 332 księży, w r. 1970 przyjęło je zaledwie 48 księży. Seminarzystów było w r. 1950 przeszło 3 tysiące, w r. 1970 — zaledwie 719. Kapłaństwo porzuciło 244 księży.

Holenderski Instytut Duszpasterski przeprowadził na ten temat ankietę wśród księży holenderskich. Na 9 tysięcy odpowiedziało 8 tysięcy; 68% było za oddziele­niem celibatu od duszpasterstwa. 47% ankietowanych uważało, że zniesienie celibatu powinno być procesem powolnym, 21% uważało natomiast, że należy sprawę załatwić jak najszybciej.

Z audycji przeprowadzonej w r. 1969 przez radio­stację VARA ma wynikać, że połowa księży katoli­ckich „żyje w stosunku zbliżonym do małżeństwa”. Przemawiało w tej audycji — bez podania nazwisk — kilku księży i ich partnerki życiowe.

Chociaż w tejże sprawie, jak w wielu innych, kościół katolicki podporządkował się negatywnej decyzji pa­pieża, dyskusja w terenie wcale nie jest uważana za zakończoną. Kardynał Alfrink uzyskał nawet w r. 1970 zgodę Watykanu na zatrudnienie księży, którzy zdecy­dowali się na małżeństwo, jako nauczycieli religii w szkołach, jako kierowników instytucji prowadzonych przez kościół, takich jak domy starców itp. Gdy da­wniej księży takich okładano ekskomuniką, obecnie zdarza się, że ślubu udzielają im właśni biskupi.

Interesująca jest sprawa „Nowego katechizmu”, zwanego także „Katechizmem dla dorosłych”. Ogło­szony został drukiem w r. 1966, stanowi zbiór bardzo odważnych esejów, interesujących również z literackie­go punktu widzenia, na tematy takie, jak: kult Marii, celibat, kontrola urodzin itp. Specjalnej, powołanej przez episkopat komisji, która pracowała przez lat 10, przyświecała intencja „przedstawienia nauki Chrystu­sa w formie odpowiadającej sposobowi myślenia współ­czesnego człowieka”.

Dogmatyczna grupa katolicka, skupiona wokół pisma „Confrontatie”, zaszokowana treścią "Katechizmu” wy­stosowała list do papieża, zarzucając dokumentowi sprzeczność z zasadami wiary, szczególnie przy naświe­tleniu problemów takich, jak: niepokalane poczęcie, grzech pierworodny, życie pozagrobowe, istnienie anio­łów. Atakowano zbytnią jakoby zbieżność poglądów autorów z zasadami protestantyzmu.

Watykan przychylił ucha i nakazał wprowadzenie do .Katechizmu” poprawek, sformułowanych przez spe­cjalną komisję kardynalską. Ale w toku dyskusji na ten temat sprzedano w Holandii 500 tysięcy „Kate­chizmu” w pierwotnej formie — ukazały się również przekłady na obce języki.

Na tym wszakże nie skończyły się kłopoty Watyka­nu z holenderskimi koncepcjami katechizmu. W r. 1970 ukazał się i zalecony został do użytku w dwóch die­cezjach, w Bredzie i 's Hertogenbosch, przeznaczony dla trzech ostatnich klas szkoły średniej „Katechese-cursus”.

Ten młodzieżowy katechizm poucza m. in., że: ewangelie są utworami literackimi, nie zaś świa­dectwami historycznymi; opowieści o cudach mają swój odpowiednik w religiach pogańskich, nie można ich uznać za przedstawiające fakty historyczne; zmar­twychwstanie zostało wymyślone przez apostołów dla podtrzymania wiary konwertytów; „żaden kościół nie może pretendować do tego, że naprawdę odpowiada tej jedynej formule jaką stworzył Chrystus”; ruch zai­nicjowany przez Chrystusa istnieje do dzisiaj w róż­nych kościołach: katolickim, prawosławnym, luterańskim, anglikańskim; nie można formuł dogmatycznych uważać za nieomylne przekazy nauk Chrystusa, które są znane tylko częściowo i niedokładnie.

Kongregacja do spraw doktryny i wiary poleciła obu biskupom holenderskim wycofać katechizm ze szkół wskazując, że pobudza on zbytnio krytycyzm uczniów wobec kościoła i władzy duchownej. Biskupi jednak rozpoczęli wyraźną grę na zwłokę, próbowali uzgad­niać poprawki i uzyskali to, że w r. szkolnym 1971/72 podręcznik nie był jeszcze wycofany.

Charakterystycznym dla Holandii zjawiskiem są też diecezjalne rady duszpasterskie — oraz ogólnokrajowa rada duszpasterska, powołana do życia przez kardyna­ła Alfrinka w r. 1964, składająca się ze 109 członków (biskupi, księża, 64 osoby laickie, wśród nich większość kobiet). Rada nie podejmowała co prawda decyzji, ale analizowała sytuację w kościele, dawała zalecenia duszpasterskie.

Na sesji w r. 1969 rada stwierdziła np. — 100 gło­sami przeciwko 4 — że absolutne potępienie środków antykoncepcyjnych nie jest przekonywające. Rada wy­raziła też pogląd, że należy kontynuować dyskusję na temat trwałości małżeństwa.

Na sesji w r. 1970 rada wypowiedziała się prawie jednogłośnie (3 głosy sprzeciwu) za zniesieniem celi­batu i za dopuszczeniem kobiet do duszpasterstwa.

Gdy wkrótce potem hierarchia kościelna holenderska postanowiła dokonać instytucjonalizacji rady, powołu­jąc do życia Krajową Radę Duszpasterską Holender­skiej Rzymskokatolickiej Prowincji Kościelnej (bi­skupi, reprezentanci rad diecezjalnych, laicy wybiera­ni przez specjalne kolegium wyborcze), papież zakazał odbycia inauguracyjnego zebrania, wyznaczonego na październik 1972 r. Uzasadnienie: nie ma dostatecz­nych gwarancji uszanowania hierarchicznych upraw­nień biskupów. Biskupi holenderscy i tym razem pod­porządkowali się, ale stwierdzili publicznie i zbiorowo, że motyw decyzji Watykanu nie jest przekonujący — bo rada miała i nadal mieć będzie tylko charakter do­radczy, a więc nie naruszała władzy biskupów. Kardy­nał Alfrink zaś w wywiadzie telewizyjnym dał wy­raz swemu rozczarowaniu z powodu decyzji papieża, stwierdzając przy tym niedwuznacznie, że biegnąca przez świat katolicki linia podziału nie dotyczy zagad­nień wiary lecz zagadnień władzy — z jednej strony są dążenia do demokratyzacji organizacji kościelnej, z drugiej strony chęć utrzymania pozycji autokratycz­nych przez Watykan.

W uzupełnieniu powyższego obrazu należy stwier­dzić, że w Holandii powszechne jest dążenie do likwi­dacji anachronizmów liturgicznych. Liczni księża ka­toliccy odrywają się w swych czynnościach duchow­nych od narzuconych tekstów. Tu i ówdzie zanika spo­wiedź indywidualna w konfesjonale, natomiast raz na parę miesięcy odbywa się spowiedź zbiorowa. W Delft zainicjowano odprawianie mszy w piątek wieczór, aby umożliwić wiernym nieskrępowany wyjazd na dwu­dniowy weekend.

Zdaniem reformatorów należy prostemu człowieko­wi w sposób jasny i nowoczesny tłumaczyć zasady wiary i sens obrzędów, gdyż „mechaniczne klepanie pacierzy i zrutynizowane ceremonie nie mają najmniej­szej wartości". Reformatorzy występują szczególnie mocno przeciw procesjom i masowej dewocji. W czasie nabożeństw coraz większą rolę odgrywają zespoły wokalno-orkiestralne, specjalizujące się w muzyce beato­wej. Wierni dopuszczani są do kościoła w dowolnych strojach, nie budzą zastrzeżeń ani dżinsy, ani mini­spódniczki.

Postępowy kler dąży do zmniejszenia dystansu mię­dzy sobą a wiernymi. Znikają z ulic sutanny księży i habity zakonnic. Arcybiskup Amsterdamu wprowa­dził innowację w życiu seminarzystów — nie mieszka­ją oni już w dużych zespołach, ale w 10-osobowych grupach zorganizowanych na zasadach samodzielności. Przyszli księża mają prawo przyjmować w swoich mieszkaniach przyjaciół obojga płci.

Katolicy holenderscy przestali być bierną masą. Na ogólną liczbę ponad 5 milionów katolików istnieje oko­ło 10 tysięcy grup studiów liczących przeciętnie po 10 osób.

Ferment intelektualny w katolicyzmie holenderskim wynika zdaniem obserwatorów z kilku przesłanek: dość aktywny i masowy jest udział młodzieży w życiu koś­cioła; działa okoliczność, że pod wpływem stałego na­cisku protestantyzmu katolicy holenderscy są bardziej zainteresowani w samodzielnym studiowaniu Biblii, niż ich współwyznawcy w krajach sąsiednich. Niewątpli­wie kontestacja katolicka jest też częścią ogólnego fermentu, który ogarnia całe społeczeństwo.

Siły konserwatywne nie składają jednak broni. Oblicza się, że około 15% katolików skupia się wokół konserwatywnego pisma „Confrontatie”, około 25% popiera reformatorów. Konserwatystom trudno zapom­nieć o tym, że jeszcze nie tak dawno księża katoliccy, zwłaszcza na wsi, kierowali właściwie całym życiem parafian, strofowali ich, gdy mieli za mało dzieci itp.

Potężny oręż w rękach konserwatystów stanowi wy­raźne ich popieranie przez Watykan. Charakterystycz­nym dowodem tego były ostatnie nominacje biskupów. Dotychczas procedura była taka, iż na opróżnione sta­nowisko rada diecezjalna przedstawiała listę trzech kandydatów, z której papież dokonywał wyboru. Lista przedstawiona po zaistnieniu wakansu w biskupstwie rotterdamskim zawierała nazwiska trzech postępo­wych księży. Papież pominął tę listę, nie zażądał listy dodatkowej — i uczynił biskupem Adriana Simonisa, duchownego znanego ze swych konserwatywnych po­glądów, przeciwnika celibatu, demokratyzacji kościoła itp. On to właśnie był jedną z trzech osób, które na posiedzeniu Rady Duszpasterskiej głosowały przeciwko zniesieniu celibatu. Simonis głosi zasadę, że kościół z „gadającego” należy znowu przemienić w „modlący się”. Konserwatyzm nie przeszkadza zresztą Simonisowi korzystać z nowoczesnych środków reklamy. W kry­tycznym czasie, gdy ważyła się sprawa nominacji, nad Rotterdamem krążył samolot z hasłem „Niech żyje Simonis”. Simonis zaczął urzędowanie od konfliktu z postępowym klerem i częścią wiernych swej diecezji. Wzburzone fale dotychczas nie opadły.

Przyjmuje się powszechnie, że Simonis jest kandyda­tem Watykanu na następcę kardynała Alfrinka.

Wkrótce po Simonisie i w warunkach podobnych mianowany został biskup Roermondu — Gijssen. W sporze, jaki wybuchł między nowym biskupem a po­stępowym klerem i intelektualistami katolickimi, Wa­tykan wypowiedział się zdecydowanie po stronie bi­skupa.

Walka między reformatorami a konserwatystami w kościele katolickim, określana często jako „polaryza­cja”, daleka jest od zakończenia. Zaobserwowano, że w jej efekcie wiele osób opuszcza kościół, jak również że zmniejsza się szybko liczba praktykujących katoli­ków. Gdy przed 15 laty 65% katolików uczestniczyło regularnie w nabożeństwach — obecnie 50%.

*

Drugi filar, protestancki, to właściwie zespół filarów. Nie ma jednego głównego kościoła protestanckiego. Kalwinizm był przez długi czas religią panującą. Nie jest on nią więcej — i ponadto nie posiada jedności organizacyjnej. Główny kościół kalwiński, Henrorrade Kerk, skupiał w 1960 r. 3 200 000 wiernych; do kościo­łów określanych jako Gereformeerde Kerken należało blisko 800 tysięcy. Późniejsze dane statystyczne nie zostały ogłoszone — wiadomo jednak, że liczba wier­nych w tych kościołach protestanckich poważnie zma­lała, nie skupiają one obecnie więcej niż 30% mie­szkańców Holandii. Różnice między tymi kościołami są subtelne, dotyczą m. in. stosunku do monarchy jako do głowy kościoła. Rozłam nastąpił jeszcze w wieku XIX. Zarówno Hervormd jak i Gereformeerd można tłumaczyć po polsku tylko jako „zreformowany” — wobec czego i w dalszym ciągu pisząc o tych kościo­łach będę używać nazw holenderskich.

Poza dwoma głównymi kościołami kalwińskimi i pa­ru mniejszymi istnieją: luteranie, anabaptyści, kwakrzy, mennonici i dużo większych i mniejszych sekt.

Popularne powiedzenie głosi, że „każdy Holender jest teologiem; dwóch Holendrów tworzy kościół; przy trzech Holendrach dochodzi do schizmy”. Ma to zasto­sowanie — mimo wspomnianych fermentów w koście­le katolickim — przede wszystkim do protestantów holenderskich. Sekciarstwo jest jedną z zasadniczych cech protestanckiego filaru. Jeszcze w latach dwudzie­stych tego stulecia z Hervormde Kerk wystąpiła grupa wiernych pod wodzą niejakiego Geelkerkena z powodu sporu o to, czy wąż rzeczywiście przemawiał do Adama ludzkim głosem. Z tegoż kościoła usunięto duchow­nych, zezwalających dzieciom — wbrew opinii prze­ważającej części wiernych — bawić się w niedzielę piłką. Te sekciarskie tendencje trwają od wieków. Pe­wien angielski podróżnik tak pisał w XVII wieku z Holandii: „Sądzę, że na ulicy, na której mieszkam, w każdym domu odbywa się nabożeństwo. Ten kraj nosa nazwę Zjednoczonych Prowincji, ale w moim głębokim przekonaniu żadne miejsce na świecie nie jest tak niezjednoczone”.

Rozwój sytuacji wewnętrznej w głównych kościołach protestanckich przebiegał podobnie do rozwoju sytuacji w kościele katolickim — z tym jednak, że tendencje postępowe zaczęły się tu ujawniać wcześniej. Co praw­da jeszcze w r. 1920 synod Hervormde Kerk stwierdził, że członkom tego kościoła nie wolno należeć do orga­nizacji opartych na zasadzie walki klas — i zakaz ten został wyraźnie potwierdzony przez synod na początku lat pięćdziesiątych — ale wkrótce potem zakaz poszedł w zapomnienie.

Generalny zaś synod Gereformeerde Kerken uchwa­lił w r. 1955 list pasterski, w którym wskazał wpraw­dzie na sprzeczność między „rządami Chrystusa” a „si­łami ciemności”, ale dodał, że „antyteza ta nie jest w zasadzie zbieżna z podziałem między aspiracjami i organizacjami chrześcijan i niechrześcijan w obecnej erze”. Co więcej, synod wypowiedział się wyraźnie przeciwko organizowaniu się protestantów wyłącznie w partiach protestanckich, gdyż „wybór określonej partii politycznej jest kwestią wiary i sumienia jedno­stki”, a jeżeliby jaka partia protestancka czy inna szukała poparcia dla swoich poglądów używając imie­nia boskiego, to „kościół musiałby napiętnować to wezwanie jako nadużywanie imienia boskiego w rozu­mieniu trzeciego przykazania”.

O    daleko posuniętej ewolucji poglądów, o sięganiu w dziedziny, stanowiące dotychczas religijne tabu, świadczyć może przebieg synodu Hervormde Kerk w lutym 1972 r. Jego uczestnicy wypowiedzieli się jednogłośnie za tzw. „pasywną eutanazją”, tzn. za wstrzymaniem się od stosowania środków sztucznie przedłużających życie beznadziejnie chorym — i nie UO zajęła stanowiska wobec „aktywnej” eutanazji. Tenże synod przedyskutował rzeczowo i odrzucił większością głosów sprawozdanie specjalnej komisji, dotyczące ży­cia seksualnego. Komisja zaś wypowiadała się za tole­rancją dla takich form życia seksualnego, jak stała przyjaźń homoseksualna i konkubinat. Jeżeli idzie o    stosowanie środków zapobiegających ciąży, to synod tego kościoła zajął pozytywne stanowisko jeszcze w r. 1960.

Sam fakt dyskutowania tego rodzaju problemów przez najwyższe organy kościelne jest wymowną ilu­stracją ewolucji poglądów społeczeństwa.

Dodajmy do powyższych faktów, że we wszystkich kościołach istnieją silne tendencje ekumeniczne — jak również tendencje do dialogu ze światem socjalistycz­nym — a przekonamy się, że filary religijne, chociaż jeszcze istnieją, ułatwiają tendencje do życia „pozafilarowego”. A społeczeństwo zaczyna korzystać z tych możliwości.

*

Podział społeczeństwa holenderskiego według kry­teriów religijnych sięga głęboko w życie osobiste każ­dego mieszkańca. Oczywiście w wielu indywidualnych wypadkach różnice między ludźmi, należącymi do róż­nych kościołów mogą nie występować, katolik może mieć cechy „protestanckie” i vice versa. Linia podziału oznacza jedynie, że większość protestantów posiada pewne określone, uwarunkowane wpływem religii cechy, i podobnie ma się sprawa z większością ka­tolików.

Punktem wyjściowym szerokiego wachlarza różnic jest odmienny stosunek do religii jako takiej. Prote­stant, w swoim pojęciu, stoi bezpośrednio w obliczu Boga, sam musi rozstrzygać, w oparciu o Pismo świę­te, problemy życia doczesnego i życia przyszłego. Ka­tolik w swoich stosunkach z Bogiem korzysta z po­średnictwa kościoła, wierzy interpretacji Pisma świę­tego przez duchownych, w mniejszym więc stopniu poczuwa się do osobistej odpowiedzialności za realiza­cję słowa bożego na ziemi. Protestant dąży do osobi­stego przekonania się o tym, co jest prawdą, a co fał­szem, co jest dobrem, a co złem — iw zależności od doświadczenia może zmienić swoje poglądy. Katolik szuka w życiu pewności, podporządkowuje się przy tym pojęciom swojej społeczności, zasadom głoszonym przez kościół. Tak więc protestant jest większym indywi­dualistą, katolik podlega bardziej tradycji i hierarchii.

Stałe poszukiwanie w swoim sumieniu odpowiedzi na wszelkie pytania stawiane przez życie prowadzi u protestanta do pesymizmu i przygnębienia. Katolik, wierząc Opatrzności, ma większe poczucie bezpieczeń­stwa w życiu doczesnym i przyszłym, jest większym optymistą.

Dla katolika zasadniczą wagę ma to, co myśli o nim otoczenie — dla protestanta najważniejsze jest to, co sam sądzi o swoim postępowaniu.

Przyjmuje się też, że protestant jest bardziej pryn­cypialny, a katolik bardziej skłonny do oportunizmu.

Szczególną rolę w kształtowaniu psychiki protestan­ta holenderskiego odegrała nauka Kalwina o predestynacji — o tym, że niektórzy ludzie są „wybrani” jako ulubieńcy Boga, a inni z góry skazani na potępienie wieczne. Ta nauka prowadziła do tworzenia się pew­nych grup, do petryfikowania pewnych zewnętrznych znamion, po których poznaje się jakoby ludzi „wy­branych”. Niedaleko stąd do idei „narodu wybranego”, która doprowadzona została do ostatecznych konsek­wencji przez kalwinistów południowoafrykańskich jako duchowa podbudowa „apartheidu”, i niedaleko do tak charakterystycznej dla społeczeństwa holenderskie­go kastowości.



Katolików od protestantów można odróżnić po pew­nych cechach zewnętrznych bez zaglądania do metryki chrztu.

Katolicy, z uwagi na kult świętych, mają więcej imion i są to przeważnie imiona pochodzenia niegermańskiego, takie, jak: Odilda, Dominicus, Clemens, Na­talia, Barbara. Gdy ujrzymy nazwisko, przed którym widnieją trzy czy cztery pierwsze litery imion, wiemy, że mamy do czynienia z nazwiskiem katolika. Prote­stanci nadają dzieciom jedno lub dwa imiona, i to często pochodzenia germańskiego: Dirk, Roelof, Barend. Niektóre tylko imiona z Nowego Testamentu popular­ne są wśród obu grup ludności: Jan, Jacob, Simon, Magdalena.

Niezwykle interesujące są różnice w języku codzien­nym, niezależne od istniejących dialektów. Protestanci i katolicy korzystają bowiem z innych tłumaczeń Biblii, a użyte przed paru wiekami przez tłumaczy sformuło­wania utorowały sobie różne drogi do różnych środo­wisk. Najprostszy przykład: „W pierwszym rzędzie", „przede wszystkim”, to w ustach protestanta „in de eerste plaats”, ale katolik powie zawsze ”op de eerste plaats”.

Inaczej nosi się obrączkę ślubną, katolicy na palcu lewej ręki, protestanci — prawej.

Chociaż kryterium to wśród współczesnej młodzieży, zwłaszcza miejskiej, staje się nieuchwytne, jeszcze nie­dawno widoczne były różnice w sposobie ubierania się. Protestanci skłonni byli do większej prostoty i skrom­ności w ubiorach, unikali żywszych barw. Warkocze zachowały się dłużej u dziewcząt protestanckich, niż u katolickich — i jeszcze dzisiaj można je zobaczyć tu i ówdzie w północnych prowincjach.

Tylko w katolickich domach oczywiście można zna­leźć obrazy świętych.

Dla protestanta niedziela jest dniem, w którym Bóg ubolewał nad tym, co stworzył — jest to więc dzień ponury. Według katolika Bóg w siódmym dniu cieszył się z tego, co stworzył w ciągu sześciu dni.

Protestant w życiu codziennym ma skłonności asce­tyczne, gdy katolik uważa na ogół, że asceza jest dobra dla mnichów. Przez długi czas środowiska protestanckie odnosiły się negatywnie — a niektóre czynią tak po dziś dzień — do hucznego obchodzenia świąt, do wszel­kich rozrywek, do tańca, do teatru. Radosny, barwny karnawał holenderski ograniczony jest niemal wyłącz­nie do południowych prowincji.

*

Przy tym wszystkim jednak katolicy holenderscy różnią się nie tylko od holenderskich protestantów, ale także od katolików innych państw. Kalwinizm, który tak poważny wpływ wywarł na rozwój narodu holenderskiego, uczynił to w odniesieniu do całego narodu. Obserwatorzy uważają, że katolik holenderski znacznie bliższy jest swą psychiką i charakterem pro­testantowi holenderskiemu, niż katolikowi belgijskiemu czy francuskiemu.

Powiedział mi kiedyś parlamentarzysta holenderski, gdy starałem się zgłębić tajniki holenderskiej polityki wewnętrznej: „O jednym nie wolno zapominać — w Holandii kalwinami są także katolicy, żydzi — a na­wet komuniści...”

Interesujące światło na sprawy podziału religijnego społeczeństwa rzucają dwie tabelki statystyczne z r. 1960. Pierwsza z tych tabelek dotyczy mieszanych małżeństw. Wynika z niej, że 94,7% pozostających w związku małżeńskim katolików miało za małżonków współwyznawców. Dla Hervormde Kerk procent ten wynosił 93,6, dla Gereiormeerde Kerken — 89,8, dla innych religia 71,5. 87,1% bezwyznaniowych pozosta­wało w związku małżeńskim z bezwyznaniowymi.

Z innej tabelki wynika, że nawet przyjaźni szuka się przede wszystkim w obrąbie określonego filaru.

I   tak 85% katolików miało przyjaciół wyłącznie wśród katolików. Dla kalwinów procent ten wynosił 60.

*

Przez holenderskie społeczeństwo przebiega też oczy­wiście klasowa linia podziału — ale jest ona zacierana i kamuflowana przez podziały religijne. Wygodna była do niedawna dla klas posiadających ta sytuacja, okreś­lana jako „zmowa milczenia” odnośnie różnic i sporów klasowych.

Można by sądzić, że podział społeczeństwa na trzy zasadnicze bloki (katolicki, protestancki, świecki) połą­czony z podziałem według kryteriów klasowych — po­winien by prowadzić do podziału na sześć segmentów: burżuazja katolicka, protestancka i świecka — prole­tariat katolicki, protestancki, świecki. Teoria ta częś­ciowo się sprawdza. Najwyraźniej praktyka odpowiada teorii w dziedzinie stosunków pracy: istnieją trzy sto­warzyszenia pracodawców i trzy centrale związków zawodowych. Działają też trzy organizacje chłopów- -właścicieli i trzy organizacje robotników rolnych. Można też znaleźć ten podział, chociaż mniej wyrazisty, w dziedzinie środków masowego przekazu.

Natomiast w dziedzinie życia politycznego istnieje mozaika barwna i skomplikowana — obok partii reli­gijnych działają i świeckie,

Nieklasowy charakter partii religijnych jest korzystny dla burżuazji: jest dla niej ważne, jeżeli robotnik holenderski czuje się naprzód katolikiem czy protestan­tem, a dopiero potem robotnikiem. Ale konflikty kla­sowe zaczynają rozsadzać te partie.

Do problemu tego wrócę obszerniej przy omawianiu reprezentacji politycznej narodu — Stanów General­nych.

Przebiegają przez społeczeństwo holenderskie i in­ne — prócz religijnych i klasowych — linie podziału.

Co prawda minimalne tu są różnice między miastem i wsią: ludność wiejska, z uwagi na gęstość zaludnie­nia, małe odległości między osiedlami, łatwość komuni­kacji i powszechną oświatę — nabrała już dawno w Holandii cech ludności miejskiej.

Nie zostały natomiast dotychczas zatarte różnice wy­nikające z różnic pochodzenia szczepowego. Antropo­logowie rozróżniają ludzi pochodzenia fryzyjskiego (prowincje Fryzja i Groningen), saskiego (prowincje wschodnie i południowe), celtyckiego (obie prowincje Holandii i Zelandia). Granice między tymi grupami etnicznymi coraz bardziej się zacierają, ale nie znikły. Wskazuje się nie tylko na różnicę wzrostu, koloru wło­sów, koloru oczu, ale i na właściwe poszczególnym szczepom odrębności w obyczajach, w budowie domów chłopskich, w brzmieniu nazwisk.

Wysocy blondyni z Fryzji przypominają Niemców czy Słowian, niżsi od nich bruneci z południowych prowincji — Latynosów.

Chociaż istnieje jeden oficjalny język pisany, różnice dialektów prowincjonalnych są bardzo duże i mieszka­niec Groningen niełatwo porozumie się z mieszkańcem Maastrichtu, jeżeli każdy zechce używać miejscowego dialektu. Język fryzyjski zaś jest językiem zupełnie samodzielnym, odrębnym od języka holenderskiego.

Językiem tym posługuje się na co dzień około 90% mieszkańców prowincji fryzyjskiej.

Tzw. „powszechny cywilizowany język” (Algemeen beschaafd Nederlands) stworzony został sztucznie w wieku XVII z ówczesnego dialektu prowincji Holan­dia z pewnymi wpływami dialektów brabanckiego i utredhckiego. Takie zaś dialekty, jak limburski, ze- landzki czy groningeński są starsze od tego „cywilizo­wanego” języka. Specjalne „Biuro dialektów” Królew­skiej Akademii Umiejętności zwróciło uwagę na to, że wiele dzieci uczy się języka „cywilizowanego” jak ję­zyka obcego, tak dalece odbiega on od języka, którym posługują się w domu.

Chociaż autonomia prowincji, będących kiedyś fak­tycznie samodzielnymi państwami, znikła od czasów napoleońskich, pozostałości tej samodzielności są jesz­cze żywe w psychice ludzi. Mieszkańcy prowincji ta­kich, jak Północna Holandia i Południowa Holandia a także Zelandia spoglądają z dumą na swoją przesz­łość i nieco z góry na mieszkańców innych prowincji. Mieszkańcy zaś prowincji upośledzonych w okresie Republiki mają niewygasłe pretensje do „Holendrów”. Prowincje i dzisiaj nie oznaczają podziału czysto ad­ministracyjnego. Każda z nich ma swoje odrębne oby­czaje, swoje tradycje, swoją dumę regionalną.

*

 

Fragment książki: Jan Balicki - Amsterdamskie ABC


Data utworzenia: 21/05/2019 @ 23:52
Ostatnie zmiany: 05/05/2022 @ 05:11
Kategoria : =>> ART. PRZEKROJOWE
Strona czytana 67 razy


Wersja do druku Wersja do druku

 

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

 
Trzecie Oczko
0-ameryka-inca.jpg0-america-Teotihuacan2.jpg0-ameryka-Chichen-Itza.jpg0-moche.jpg0-ameryka-religia2.jpg0-ameryka-El_Tajin.jpgmask-teotihuacan.jpg0-ameryka-Xalapa.jpg0-ameryka-05.jpg0-ameryka-01.jpg0-ameryka-Uxmal_Pyramid_of_the_Magician.jpg0-ameryka-maska3.jpg0-ameryka_Chac mool.jpg0-ameryka-JaguarGod.jpg0-ameryka-03-Sacsayhuaman.JPG0-ameryka-Inca2.gif0-ameryka-03.jpg0-ameryka-el-tajin.jpg0-ameryka-gold.jpg0-america-Teotihuacan.jpg0-nazca.jpg0-maja.jpg0-ameryka-machu-picchu_2.jpg0_maya4.jpg0-ameryka-uxmal7.jpg0-ameryka_Maize God.jpg0-ameryka-jukatan.jpg0-ameryka-skull.jpg0-ameryka-Aztec-xolotl.jpg0-ameryka-religion-aztecas2.jpgameryka-grzyb.png0-ameryka-Palenque.jpg0-ameryka_chichen_itza.jpg0-maya-pismo.gif0-ameryka-olmec.jpg0-ameryka-piramida2.jpg0-ameryka_Kalasasaya_Tiwanaku_Bolivia.jpg0-ameryka-saqsay4.jpg0-ameryka-Maya.jpgprecolumbiana-peru.jpg0-mex_tula2.jpg0-ameryka-gold2.jpg
Rel-Club
Sonda
Czy jest Bóg?
 
Tak
Nie
Nie wiem
Jest kilku
Ja jestem Bogiem
Ta sonda jest bez sensu:)
Prosze zmienić sondę!
Wyniki
Szukaj



Artykuły

Zamknij => WISZNUIZM <<==

Zamknij - Japonia

Zamknij BUDDYZM - Lamaizm

Zamknij BUDDYZM - Polska

Zamknij BUDDYZM - Zen

Zamknij JUDAIZM - Mistyka

Zamknij NOWE RELIGIE

Zamknij NOWE RELIGIE - Artykuły Przekrojowe

Zamknij NOWE RELIGIE - Wprowadzenie

Zamknij POLSKA POGAŃSKA

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Archeologia

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Bałtowie

Zamknij RELIGIE WYMARŁE - Manicheizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Konfucjanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Satanizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Sintoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Taoizm

Zamknij RELIGIE ŻYWE - Zaratustrianizm

-

Zamknij EUROPA I AZJA _ _ JAZYDYZM* <<==

Nasi Wierni

 5081085 odwiedzający

 57 odwiedzających online